.

GRZECZNOŚĆ WOBEC WIECZNOŚCI

Niełatwo naszkicować obraz z pamięci, zwłaszcza, jeśli jest to portret bliskiego przyjaciela, dlatego być może w przywoływaniu obecności kogoś, kto odszedł na zawsze spośród żywych, pojawia się często ton poufałej przyjacielskiej wymówki czy pretensji o „zniknięcie”, jakby Adresat mógł coś zmienić, odwrócić, wybrać inaczej. Nie przysparzać żalu.

Pożegnalny wiersz Czesława Miłosza „Do Józefa Sadzika” rozpoczyna się właśnie takimi wypominkami, żalem z powodu utraty, serdeczną przyganą, że stała się rzeczywistą ta trudna do pojęcia sytuacja:

„Jakże tak można, pośrodku rozmowy
Zniknąć i nawet nie powiedzieć: „wrócę”
I dom od razu mieć wieloechowy
Skąd żadnej wieści, tylko szum zakłóceń”?”

Adresat „żalów” to zmarły w 1980 roku ks. Józef Sadzik, opiekun artystów polskich „na paryskim bruku”, ich powiernik, nauczyciel i przyjaciel. Zapewne nie wyłącznie z racji szacunku dla duchowości Bliskiego, ale także z tradycji wziętej z respektu dla świata duchów pojawia się w wierszu poety zwrot grzecznościowy w formie bezosobowej: „Jakże tak można [...] zniknąć.”

Poeta rozpoczyna swój elegijny wiersz od przypomnienia, że coś, co miało być ciągłe i trwałe, nagle zostało przerwane - „pośrodku rozmowy”; a więc w połowie poznania, interpretacji, zrozumienia. Potrzebny jest ciąg dalszy.

Upodobanie Miłosza do porządkowania myśli o początkach rodzaju ludzkiego, szukanie ładu i harmonii w niszczącej przemianie materii i tu znalazło swój wyraz. Zadaje on pytanie o sens życia oraz miejsce w świecie pojedynczego człowieka i wyraża je w utworze liczbą mnogą („Tak szczerze, to nam obce i Piekło i Niebo”), aby z przynależności do wspólnoty żywych i umarłych czerpać pociechę - ku pokrzepieniu serca układać strofy żałobne, przywoływać Zmarłego, przypominać Jego osobowość i rolę, jaką pełnił w świecie żywych: „Zmień moje życie. Trzeba mi pomocy,/ Tak jak dawałeś, radą i modlitwą.”

Wiersz lamentacyjny ujawnia niemoc twórcy, gdy staje przed zadaniem stworzenia dzieła z materii będącej poza jego zasięgiem - z wieczności, z Ducha, z niewyrażalnego. Z pamięci jedynie czerpać może, więc stara się ocalić w niej to, co dla niego samego było wsparciem - „obecność prawdziwa”: realna, dotykalna, sprawdzalna. Jak trudno przejść w inne obszary, zrezygnować ze świata zmysłów, oderwać się od niego choć na chwilę, dla pamięci, by pobyć ze zmarłymi inaczej w ich świecie. Czy to w ogóle możliwe?

Poznań, 11 listopada 2000 roku

Teresa TOMSIA

Teres