.

Z internetowej SKRZYNKI

Ks. Józef Sadzik miał zwyczaj gromadzić teksty pochodzące z francuskiej prasy, ale też z różnych sympozjów i wystąpień. Przez lata prowadził swoje wypisy-medytacje. Żywo interesował się rzeczywistością, w której żył. Choć prezentowany poniżej tekst powstał 28 lat temu i choć zagadnienia, jakie on porusza, należałoby nieco inaczej sformułować, wiele pytań w nim zawartych nie straciło na aktualności. Dlatego - w miejscu internetowej korespondencji - postanowiliśmy go przypomnieć. Autorem pieczołowicie przechowywanej przez księdza Sadzika wypowiedzi był ówczesny Biskup Orleanu. Pochodzi ona z października 1972 roku, z obrad Konferencji Episkopatu Francji w Lourdes.

Kapłaństwo w Kościele

Przystępując do tak ważnego zagadnienia, jak posługa księży, powinniśmy zdecydować się na dojście do odważnych konkluzji duszpasterskich, nawet gdyby droga okazała się bolesna.

W tym znaczeniu niech mi będzie wolno wyrazić pokrótce cztery elementy refleksji osobistej, w nadziei, iż zostaną one zrozumiane, jeśli już nie przyjęte przez innych.

I.

Musimy się z tym zgodzić, że dla coraz większej ilości księży pewien określony sposób przeżywania kapłańskiego posługiwania nie jest już ceniony. Trzeba, abyśmy umieli wsłuchać się w głos tych księży, w to, co mówią z powagą i szczerością: ich funkcje nie mają więcej dla nich sensu, ich rola społeczna wydaje się im daleka od Ewangelii, ideał księdza, według którego żyli, wydaje się im anachroniczny.

Jeśli mielibyśmy wątpliwości, czy należy słuchać ich głosu, pewne światło na ten problem może nam rzucić dzisiejsza ewolucja społeczno-kulturowa. Żadna funkcja społeczna (nawet kościelna) nie może przetrwać, jeżeli społeczeństwo, dla którego powstała, przestało istnieć. Otóż wiemy, do jakiego stopnia dzisiejsza forma kapłańskiego posługiwania była dostosowana do społeczeństwa stałego, które rozpadło się w strzępy. Czy chęć podtrzymywania aktualnych form posługiwania nie oznacza rozmyślnego zamykania oczu na świat, w którym żyjemy?

Egzystencję księży charakteryzowała forma życia podobna do zakonników i model społeczny bliski dostojnikom świeckim. „Kapłaństwo” stanowiło przedmiot wielkiego przywiązania uczuciowego: po długim i specjalnym przygotowaniu, „kapłaństwo” mobilizowało wszystkie aktywności całego życia, było najwyższą formą wierności Ewangelii i utożsamiało się z przywiązaniem księdza do osoby Jezusa Chrystusa. „Kapłaństwo” określało identyczność osobową i socjalną.

Takie spojrzenie zostało od wielu lat poddane w wątpliwość - i to zarówno przez świeckich, jak i przez księży. Z pewnością, dokonała się już ewolucja stylu stosunków między świeckimi a księżmi, powstały nowe funkcje (uczestniczenie w życiu grup chrześcijańskich, praca zawodowa księży itp.). Ale wysiłki te są przez wielu (świeckich i księży) uważane za nieśmiałe, podczas gdy według innych nie odpowiadają dawnej koncepcji kapłaństwa i otrzymanej formacji.

II

Kryzys funkcji, koniec pewnego stanu ducha, ogromne trudności w wytworzeniu nowego modelu posługiwania kapłańskiego w aktualnym kontekście duszpasterskim - to wszystko pozwala zrozumieć, że młodzi księża opuszczają funkcje kapłańskie na zasadzie prostego stwierdzenia: ta droga jest bez wyjścia. U innych, być może spontanicznie mniej świadomych, do tego samego rezultatu doprowadza poważny wstrząs afektywny, odkrycie wartości miłości, walki politycznej i aktywności zawodowej.

Wydaje się, że w obliczu tych spraw nie ma nic poważnego, co można by położyć na przeciwnej szali. Czy oskarżenia o brak poświęcenia, solidności, wiary, nie są często bezpodstawne, a w każdym razie nieprzemyślane?

Niewątpliwie, znamy księży, którzy w tej samej sytuacji potrafią wynaleźć nowe formy posługi i oddziaływania. Ale ilu ich jest? Jakże bogatej wymaga to osobowości i twórczej wyobraźni? Czy inni mogli się ostać w sytuacji tak niekorzystnej dla ich życia osobistego i dla Kościoła?

Oczywiście, znamy także licznych księży, którzy z racji swojego wieku, temperamentu i swojej wiary, przystosowują się stosunkowo dobrze do obecnego stanu rzeczy. Ale nawet u niektórych z nich dostrzega się nierzadko nieujawnioną niepewność. W każdym razie musimy stwierdzić z całą mocą, że młoda generacja, ta właśnie, która przygotowuje się do kapłańskiej posługi, manifestuje jasno, że nie może żyć według dawnego modelu.

III

Najwyższy więc czas, aby zastanowić się nad nowymi sposobami wykonywania posługi kapłańskiej - bez stawiania barier przez określoną formę życia, nawet przez ideał „doskonałości ewangelicznej”, który przecież jest czymś właściwym dla wszystkich chrześcijan. Każde powołanie jest darem Boga i wymaga, aby było przeżyte w wierności. Misja księdza jest dla niego ustawicznym apelem do nawrócenia i doskonałości.

Nie mamy prawa wątpić, że wspólnota chrześcijańska przestanie kiedykolwiek domagać się tej misji. Wspólnota chrześcijańska potrzebuje przeżywania łączności, komunii (z sobą samą i z całym Kościołem); potrzebuje przewodniczenia, w szczególności, kiedy sprawuje Ofiarę Eucharystyczną, potrzebuje pasterskiej posługi przyjmowania bliźnich, braterskiej pomocy, troski o wspólną odpowiedzialność chrześcijańską: posługiwanie kapłańskie odpowiada tym potrzebom.

Lecz dlaczego posługiwanie to nie mogłoby być wykonywane przez członka wspólnoty, wybranego przez wspólnotę, przygotowanego do tego zadania, wezwanego, wyświęconego i posłanego przez biskupa; przez członka wykonującego tę funkcję niekoniecznie przez cały czas, ale tak długo, jak będzie tego wymagała wspólnota? Takie posługiwanie z konieczności zostałoby umiejscowione w różnorodności darów i nie monopolizowałoby funkcji we wspólnocie.

Oczywiście - i mocno podkreślam ten punkt - zakłada to ogromny wysiłek obudzenia i ożywienia wspólnot chrześcijańskich w Kościele, ze szczególnym zwróceniem uwagi na powstanie laikatu z własną odpowiedzialnością - unikając niebezpieczeństwa tworzenia się zamkniętych grup. Od tego zależy przyszłość Kościoła; temu zadaniu lepiej jest poświęcić wszystkie energie, jakimi się dysponuje, niż tracić siły na ożywianie struktur zbyt często martwych i pustych.

Stawiam naglące pytanie: pod jakimi warunkami jesteśmy uprawnieni do angażowania młodych do kapłańskiego posługiwania, założywszy, że chcemy w stosunku do nich pozostać uczciwymi?

Stwórzmy zdecydowanie ośrodki poszukiwania i formacji teologicznej, otwarte dla wszystkich ludzi świeckich, którzy tego pragną, i zwrócone ku poszukiwaniu nowego stylu posługiwania.

Ludziom świeckim nie idzie o to, aby zastąpić księży i zakonników coraz mniej licznych: ludzie świeccy nie są pomocnikami duchowieństwa. Pozwólmy, aby sami doświadczali nowych „posługiwań” w Kościele, posługiwań innego typu, niż posługiwanie kapłańskie.

Nie określajmy zbyt szybko, my biskupi i księża, tych nowych posługiwań. Jeżeli poszukiwanie odbywać się będzie w ścisłej łączności z biskupem, posługiwania te zrodzą się powoli z samego życia wspólnot i staną się bogactwem jutrzejszego Kościoła. Czyż już dzisiaj nie istnieją różne funkcje podejmowane przez świeckich, które napawają nas nadzieją? Tym samym ponownie odnajdzie się głęboki sens funkcji kapłańskiej na zupełnie innej drodze, niż to miało miejsce w przeszłości. Powołania kapłańskie ludzi dorosłych przyniosą nową trwałość kapłańskiemu posługiwaniu, w postaci odmiennej od tej, jaka była wzniecana przez powołania dzieci i młodzieży. Nie ma żadnej wątpliwości, że niektórzy będą się decydowali, w zdrowszych warunkach, na wybór przeżywania kapłańskiej posługi w celibacie, i poświęcą tej posłudze całą swoją aktywność.

IV

Konkludując: dla mnie zagadnienie istotne nie zostało jeszcze postawione. Czy desperacka obrona, lub trudne usuwanie dawnych struktur, nie przesłania dzisiaj Kościołowi samej istoty jego zadania i odpowiedzialności? Czy znajdą się jutro mężczyźni i kobiety, żonaci lub nie, kapłani lub nie, zakonnicy lub nie, którzy podejmą się ryzyka rzucenia całego życia na szalę Ewangelii? Aby żyć Ewangelią, ale także aby rzucić wyzwanie, że ona jest jeszcze Nowiną, i to dobrą Nowiną, którą można głosić - w sercu egzystencji świadczącej o witalności - tym wszystkim, którzy jej naprawdę nie usłyszeli. Tylko ci będą w stanie podjąć się obowiązku brania na siebie odpowiedzialności koniecznych dla życia Kościoła.

Pozostaje nam prosić „Nauczyciela niemożliwości” i pozwolić się prowadzić w świetle Jego Ducha, w wierności Drugiemu Soborowi Watykańskiemu, na którego temat mnoży się od [...] lat analizy, ale który ciągle nie jest należycie przeżywany.

Bp Guy RIOBÉ