
 |
Notatnik na marginesie Ewangelii
Księga wieczna,
Księga prosta
EWANGELIA Jezusa Chrystusa jest Księgą wieczną. Im
częściej Ją czytamy, tym goręcej zaczynamy ją kochać, tym piękniejsze
dostrzegamy w niej sprawy. Istnieje przedziwna tajemnica Dobrej Nowiny
polegająca na połączeniu prostoty i głębi. Któż z nas nie rozumie
takiego opowiadania: „I rzekł Pan: «Przeprawmy się na drugi
brzeg». I pozostawiwszy rzeszę, wzięli go tak, jak był w łodzi, a
inne łodzie były z Nim. I stała się wielka nawałnica wichru, i miotała
fale do łodzi, że się łódź napełniła. A on był w tyle łodzi, śpiąc
na wezgłowiu. Budzą go tedy i mówią do niego: «Nauczycielu! Czyż
cię to nie obchodzi, że giniemy?» A powstawszy zagroził wichrowi, i
rzekł do morza: «Milcz, oniemiej». I ustał wicher, i stała się
cisza wielka. I rzekł im: «Czemuście tak bojaźliwi, jeszcze nie macie
wiary?» I zlękli się bojaźnią wielką, i mówili jeden do drugiego:
«Kto więc jest ten, że wicher i morze są mu posłuszne?»”
(Mk 4, 35-40). Cóż bardziej zrozumiałego, niż ten opis burzy na morzu? A równocześnie,
czytając go, rozumiemy zaraz, że jest on obrazem innej burzy, symbolem
innego morza, podobieństwem innej nawałnicy. Nasze własne wnętrze jest
często spienionym, rozhukanym morzem, naszą własną łódź życia
zalewają fale przerażenia i śmiertelnego strachu. Uwierzyć wówczas, że
Pan jest z nami! Im dłużej żyjemy na świecie, im groźniejsze miotały
nami burze, tym lepiej rozumiemy prawdę tego opisu. Nigdy nie powiemy, że
zrozumieliśmy go do końca, ponieważ nigdy nie możemy być pewni, czy nie
przyjdą na nas nowe nawałnice. Ten krótki opis ewangeliczny ma dla nas
charakter wieczny.
Ale Ewangelia Jezusa Chrystusa jest również Księgą
konkretną. Została spisana przez ludzi, których imiona i życie znamy,
powstała w oznaczonym czasie, w danym Kraju, jej opisy dotyczą miast, wsi,
jezior i gór istniejących do dzisiaj. Porównanie tej dzisiejszej, istniejącej,
konkretnej ziemi Ewangelii z jej wiecznymi kartami, połączenie tej
ewangelicznej teraźniejszości z tym, co niesiemy w naszym sercu i
wyobraźni, co powstało w nas na skutek modlitwy i lektury, jest przeżyciem
duchowym wielkiej miary. Jakże Ewangelia jest cudownie prawdziwa! „Przeprawmy
się na drugi brzeg...”
Właśnie jesteśmy na brzegu Jeziora Genezaret, własne
ręce możemy zanurzyć w jego wodach, własnymi oczyma możemy objąć daleki
krąg jego brzegów. Na falach kołyszą się łodzie. Jakaż różnica
między tymi łodziami, do których sami możemy wstąpić, a łodzią Piotra?
Na horyzoncie dostrzegamy drugi brzeg. Jest szary, skalisty, stromy, wysoki,
samotny. Tam chciał się Pan przeprawić, ażeby się modlić.
Niejednokrotnie, gdy niebo jest wzburzone i wieją silne wiatry, na jeziorze
powstają fale. Piętrzą się nagle, bywają niezmiernie gwałtowne. Patrzeć
na jezioro w taki dzień! Czyż tak trudno zobaczyć w wyobraźni łódź
Piotra z przerażonymi Apostołami i śpiącym Panem? Wszystko wzięło tu
początek: Łódź Kościoła, łódź naszego życia, łódź każdego
ludzkiego życia do końca czasów.
Czytając Ewangelię w Ziemi Świętej jesteśmy uderzeni jej
cudowną konkretnością, jej prawdą potwierdzoną przez lilie polne,
połacie winnic, drzewa figowe, sandałowiec, skaliste drogi, wsie i miasta.
Każda stronica Ewangelii opisuje ten kraj naszymi ludzkimi słowami, a równocześnie
jakże żywo czujemy w Ewangelii Słowo nieśmiertelnego Boga.
Ziemia kontrastów
ZIEMIA Jezusa, Palestyna, jest krajem przeciwieństw. Są to
naprzód różnice geograficzne. Kontrast pomiędzy Galileą, krajem
dzieciństwa i młodości Jezusa, a Judeą, krajem Jego urodzin i śmierci,
jest tak wielki, przeciwieństwa tak nagłe, iż trudno nam uwierzyć, że
znajdujemy się w jednej i tej samej ziemi uświęconej życiem Pana. Galilea
jest krainą uroczą, tak jak uroczym może być tyko Wschód. Zielona, pachnąca,
cała w kwiatach. Krajobraz jest spokojny, utworzony przez łagodne
wzniesienia i doliny schodzące falisto ku Jezioru Genezaret. Na tle takiej
słonecznej ziemi rozumiemy Ewangelię dobroci, przebaczenia, miłości,
głębokiego pojednania ludu z Bogiem. Natomiast Judea jest krajem pustym,
samotnym, prawie okrutnym. Tworzą ją potężne pasma gór przechodzące w
pustynie bez roślinności, bez wody, bez życia. Małe, skupione miasta są
przyczepione do skał, domy bywają zbudowane z szarych kamieni, spomiędzy których
wystrzelają w niebo samotne cyprysy. Nawet latem nachodzą zimne noce. Wśród
pustych skał, wysoko w górach zostało zbudowane Jeruzalem, stolica Izraela.
Rozumiemy ewangeliczny opis o głosie na pustyni. Stąd szatan ukazywał
Chrystusowi królestwa świata. Tu mówił: „Powiedz, aby te kamienie
stały się chlebem”. Tu też, wśród groźnego Jeruzalem, dokonała
się męka i śmierć Pana. Do kontrastów geograficznych dochodzi rozdarcie
polityczne. Ziemia Jezusa nie cieszyła się spokojem. Była zdobywana przez
Jego przodków wedle ciała ogniem i mieczem. Za życia Chrystusa Pana żydzi
nienawidzili Samarytan zamieszkujących mały skrawek ziemi między Galileą a
Judeą. Sami, między sobą, byli podzieleni na małe, rywalizujące wzajemnie
królestwa. Tak jest i dzisiaj. W tej ziemi miłości trwa przez tysiąclecia
okrutna nienawiść. Dziś Palestyna, ta sama Ojczyzna Jezusa, jest rozdarta
pomiędzy Izrael, państwo żydowskie, i Jordanię, kraj arabski. Symbolem
tragedii jest samo miasto Jeruzalem. Granica biegnie w jego sercu, pomiędzy
domami. Część pamiątek chrześcijańskich znajduje się po stronie
żydowskiej, część po stronie arabskiej. Dniem i nocą. Stoją naprzeciw
siebie straże. Niejednokrotnie dochodzi do krwawych starć. Wystarczy
pokazać po stronie arabskiej żydowską gazetę, aby dostać się do
więzienia. Za fotografowanie wieży Dawida, która jest dzisiaj obiektem
wojskowym, można utracić życie. Na teren graniczny można iść tyko pod
osłoną policji i biada za najmniejsze uchylenie się od dyscypliny
wojskowej.
Stale, od tylu tysięcy lat, trwa stan wojenny. A wreszcie
rozdarcie religijne. Wschód jest ojczyzną wszystkich wielkich religii, w
Palestynie trwają obok siebie judaizm, chrześcijaństwo i islam. W
Jerozolimie żydowskiej na tej samej ulicy wznoszą się synagogi i kościoły
chrześcijaństwa. Bazylika świętego Grobu, miejsce najświętsze, jest
podzielona na część ortodoksyjną i katolicką. Tuż obok niej wznosi się
zbór protestancki. Jakżeż głęboko poznaje się tu, w Jerozolimie, sens
modlitwy Chrystusa Pana o jedność! Kiedyż w tym mieście pojmą ludzie, że
mają tego samego Ojca w niebie?
Wiara i zgorszenie
PRZEBYWAJĄC w Ziemi Jezusa można doznać duchowego
wstrząsu i poddać się fali zgorszenia. Nie znajdujemy tu nic z tego, co
mieliśmy w naszej duszy, co otaczaliśmy religijnym szacunkiem, co
uważaliśmy za święte i boskie. Tak zwane „miejsca święte“
są najczęściej brzydkimi, bezdusznymi budowlami wznoszonymi przez
Europejczyków na tej, tak bogatej w tradycje architekturalne, ziemi Wschodu.
Uderza ich obcość, wdarcie się prawem kaduka w rodzimą architekturą. Nie
jest to chrześcijaństwo pierwotne, ale chrześcijaństwo wtóre, katolicyzm
europejski. Trzeba było aż tu przyjechać, aby zobaczyć gipsowe figurki,
woskowe kwiatki i cukierkowe oleodruki? Przykładów jest niestety bez liku:
budująca się jeszcze dzisiaj bazylika w Nazarecie, okropny kościół w
Kanie Galilejskiej, odstręczająca brzydotą kaplica „Si diligis me“
nad Jeziorem Genezaret, bezduszna bazylika w Betanii, budowle w najgorszym
guście zalegające Górę Oliwną.
W tej samej bazylice Grobu, na miejscu dawnej Góry Golgoty,
są zbudowane dwie kaplice, z dwoma oddalonymi od siebie ołtarzami:
ortodoksyjna i katolicka. Dwa ołtarze mają przecież upamiętnić jedno
miejsce konania i śmierci na krzyżu. Na Górze Oliwnej jest parę kościołów
agonii, parę miejsc, z których Chrystus wstąpił do nieba. Na każdym
miejscu pełno bezkrytycznych podań, tradycji może i pobożnej, ale nie
mającej nic wspólnego z prawdą. Dodajmy do tego handel świętościami,
sterty dewocjonaliów, granie na instynktach religijnych, a będziemy mieli
obraz dzisiejszej ziemi Jezusa. Niestety, zawsze tak bywa, że nasza biedna
natura i nasza mierna pobożność szuka łatwych cudów.
A jednak pomimo wszystko Palestyna jest ziemią żarliwej
wiary. Bo w końcu, czy to takie ważne, w jakim stylu zbudowano bazylikę w
Betlejem? I w którym dokładnie miejscu stal żłóbek? Czy ważne, w jakiej
izbie dokonało się Zwiastowanie w Nazarecie i gdzie stał domek Świętej
Rodziny? Czy się liczy to, ile mieli artystycznego gustu ludzie budujący
kościół nad Jeziorem Genezaret, gdzie Chrystus Pan przekazywał Piotrowi
klucze Królestwa? Czy musimy wiedzieć, na jaką skałę upadł Jezus w
Ogrodzie Oliwnym, gdzie dokładnie był wbity Jego krzyż na Golgocie i z którego
miejsca wstąpił do nieba? Czy to jest najważniejsze? Najważniejsze dla
nas, pielgrzymów do Ziemi Świętej jest to: tu, w tym kraju, wśród tych
ludzi żył Bóg-Człowiek. Ziemia jest ta sama, niebo jest to samo, jezioro i
rzeka są te same. Trzeba pieszo przemierzyć wzgórza Galilei, wspiąć się
w pocie czoła na Górę Tabor, okrążyć Jezioro Genezaret, pozostać w
ciszy wśród ruin Kafarnaum. Trzeba zanurzyć ręce i twarz w wodach Jordanu,
wstąpić mozolnie do Jerozolimy, wielokrotnie powracać z miasta doliną
Cedronu na Górę Oliwną. Trzeba długo patrzeć na mury świątyni o
zachodzącym słońcu, oglądać miasto o świcie i o zmierzchu, pod
rozpalonym niebem i w mroku mroźnej nocy. Trzeba medytować na esplanadzie
świątyni, nad wodą. Sadzawki Siloe, na wzgórzu. Golgoty. Trzeba zdobyć
się na samotność wśród tej ziemi, wczuć się w jej rytm, w jej puls, w
jej ukryte, zawsze takie samo życie. Wówczas, w ciszy serca, przychodzi do
nas Jezus z Nazaretu. Widzimy Go w całej prawdzie Syna tej ziemi, Dziecka -
tego kraju, Boga, który stał się człowiekiem właśnie tu, w Palestynie. I
wówczas Ziemia Jezusa staje się dla nas Ewangelią.
Jerozolima, Wielkanoc 1965
Józef SADZIK SAC
Swoją podróż do Ziemi
Świętej ksiądz Sadzik odbył wiosną 1965 roku. Owocem tej pielgrzymki
były teksty, które znalazły się w pallotyńskim piśmie w czerwcu 1965 i
lutym 1966 roku. Obecnie udostępniamy refleksje powstałe „na
marginesie” izraelskich wędrówek („Nasza Rodzina”, 2 /257/
1966, s. 16-18). Pierwsza relacja, jaką zamierzamy przypomnieć w kolejnych
numerach „Recogito”, była wspólnym przedsięwzięciem dwóch
osób. „Ziemię dzieciństwa i młodości” Jezusa opisał ks. Józef
Sadzik, zaś „Ziemię urodzin i śmierci”, ks. Zenon Modzelewski,
kontynuator dzieła i, do 1996 roku, czyli swojej śmierci, dyrektor
wydawnictwa i Centre du Dialogue.
|

Na zdjęciu: Jerozolima.
Fot. Marek Wittbrot
|