.

WŁADZA I WIARA

Ks. prof. Józef Tischner (1931-2000), fenomenolog, w latach osiemdziesiątych prezes wiedeńskiego Instytutu Nauk o Człowieku, autor m.in. „Świata ludzkiej nadziei“, „Etyki Solidarności“ i „Myślenia według wartości“, występując w paryskim Centrum Dialogu 7 maja 1984 roku mówił na temat „Filozofii władzy“. Po prelekcji odpowiadał na pytania z sali.

- [Głos z sali:] [...]Ani Dostojewski, ani Ksiądz nie dał nam instrukcji, w jaki sposób kierować ludźmi, by mieli poczucie odpowiedzialności?

- To niech nie biorą się do kierowania.

- [Głos z sali:] [...] Mam olbrzymie wątpliwości, czy marszałkowie w sutannach zawsze postępują jak reprezentanci i przywódcy społeczeństwa. Częściej - jak uważam - postępują niesłusznie. Wiem [jedynie], że nie wiem, jak oni powinni postępować. Proszę zatem o instrukcje. [...] Często marszałkowie w sutannach postępują tak, jakby poczucie odpowiedzialności nie było najważniejsze dla człowieka z kręgosłupem moralnym. Rozumiem, że coś trzeba w naszej sytuacji [geopolitycznej] zrobić, ale ten gangster, który dzierży władzę, musi wiedzieć, że [prawdziwy] przywódca trzyma nie tylko buławę w ręku, ale ma za sobą siłę niezadowolonego i nieugłaskanego społeczeństwa.

- Kiedy nastał stan wojenny, usiłowałem znowu poczuć się filozofem, próbowałem wrócić do samego siebie i przemyśleć wydarzenia. Ale, żeby przemyśleć wydarzenia, trzeba było podjąć lekturę książek, które kiedyś przeczytałem. Z wielkim zainteresowaniem wróciłem do „Historii Rewolucji Francuskiej“. I potem z ogromnym zainteresowaniem wróciłem do książki, za którą mnie strasznie wielu ludzi nie lubi, mianowicie do „Fenomenologii ducha“ Hegla i do relacji pana i niewolnika, klęski niewolnika, klęski pana. Potem przeczytałem niektóre teksty Norwida, które były dla mnie rewelacją. I na swój osobisty użytek przyjąłem taką rację działania: przede wszystkim powiedziałem sobie, że wszelka naprawa władzy w Polsce jest zajęciem trochę beznadziejnym. Niezależnie od tego, jaka to jest władza: czy to jest władza Kościoła, czy to jest władza państwowa. Powiedział kiedyś autor pięknej „Encyklopedii Polskiej“: „Jaki jest koń, każdy widzi“. Otóż, jaki jest Kościół, każdy widzi. A zarazem każdy widzi to, że bez Kościoła nie będziemy oddychać. W związku z czym pomyślałem sobie, że najważniejszą sprawą byłoby postępować tak jak chłop postępuje. Chłop sadzi drzewka, sołtysi się zmienią, lecz las [i tak] wyrośnie. Pomyślałem sobie, że jest to w pewnym sensie moja robota. Żeby ją usprawiedliwić, mógłbym jeszcze cytować mądrych ludzi, ale w sumie po co?

Jest w nas czasem takie niebezpieczeństwo, że stajemy się cieniem cienia. Przywiązujemy do naszych nieprzyjaciół bardziej niż oni na to zasługują. Mam przyjaciela w górach, który nie umie czytać ani pisać, który ma wyobraźnię bardzo bogatą, i mniej więcej trzy, cztery procent sumy tej wyobraźni poświęca władzy. A resztę przechodzącym turystkom. Władza, jakakolwiek by nie była w Polsce, przychodzi za późno...

- [Głos z sali:]... i nie w imię Pana Boga.

- Nigdy nie pytałem Pana Boga o to, ale myślę, że episkopat ma w narodzie ogromy autorytet. Trzeba to widzieć w czasie wizytacji parafii, w czasie normalnych prac Kościoła, [takich jak] komunia, katechizacja itd. Cokolwiek by było, [Kościół] ma ogromny autorytet. Mimo pomyłek, które [episkopat] robi albo nie robi, tak jest. Jestem człowiekiem, który usiłuje sadzić jakieś drzewka. Niezależnie od tego, jacy są sołtysi. Wszyscy to robią w zasadzie. I zobaczycie, że za parę lat... zaręczam, że za pięćdziesiąt lat nikt nie będzie wiedział w Polsce, przynajmniej w Krakowie, kto był pierwszym sekretarzem partii. [Zresztą] już dzisiaj nie wiadomo, kto jest pierwszym sekretarzem w Krakowie. Natomiast, jeśli będzie ktoś chciał napisać historię Krakowa naszych lat, będzie oglądał te dzieła sztuki, które powstały, malowidła młodych malarzy malowane [podczas] strajku, jakieś sztuki, recytacje czy zdjęcia z występów aktorów w kościołach. Życie narodu polega przede wszystkim na twórczości, a władza bardzo łatwo staje się czynnikiem, któremu się poświęca więcej uwagi niż na to zasługuje.

Gdyby państwo chcieli, opowiedziałbym jeszcze dowcip. Wprawdzie jest to dowcip o pewnej pani z Warszawy, ale to zupełnie przypadkowa sprawa. Pani z Warszawy jechała kolejką linową na Kasprowy Wierch i strasznie się bała. Co chwilę powtarzała: „O Boże, co by to było, jak by się to urwało. Jezus Maria, co by to było, jak by się to urwało?“ I Franek Gąsienica chciał ją uspokoić i mówi: „Pani, to by było już trzeci raz w tym tygodniu“.

- [Głos z sali:] Z wieloma szczegółowymi częściami [wystąpienia] się zgadzam. Zgadzam się z intencją, [...] że potrzebna jest refleksja nad władzą, że nie należy widzieć wyłącznie własnej strony, że trzeba również oglądać [drugą]. W sposób głęboki i zasadniczy nie zgadzam się z tezą, jakoby przedstawiony model był przydatny do analizy naszej władzy.

[...] Dostojewski, którego rozmowa z Inkwizytorem stanowi centralny punkt [jego dzieła], przedstawia Inkwizytora w niespełnionym dialogu z kimś. Wiemy z kim. Inkwizytor do kogoś mówi. Inkwizytor kogoś chce odrzucić a jednocześnie kogoś chce przekonać. Inkwizytor chce czy nie chce, do tego kogoś, do kogo mówi, przyznaje się. Inkwizytor przyznaje się do Jezusa Chrystusa. Z tego względu użycie postaci Inkwizytora, świadomości Inkwizytora, nieszczęść Inkwizytora, jako modelu tej władzy, jest absolutnie nie na miejscu. Ta władza do nikogo w taki sposób nie mówi. W związku z tym, ta władza z jakichkolwiek powodów nieszczęśliwy byłby Wielki Inkwizytor, ona nieszczęśliwa nie będzie.

- To proboszcz o niej tak mówi, to nie ona mówi, to mówi proboszcz...

- [Głos z sali:] Drugi element zawarty jest w rozdzieleniu rewolucji i reformacji. To są rozdzielenia bardzo efektowne. Nie jestem historykiem z zawodu i nie będę się tu upominał o Wiosnę Ludów ani o Wielką Rewolucję Francuską, bardzo przeciwstawioną sobie w tym modelu. Myślę, że w historii „Solidarności“ tego zamętu nie można przedstawiać wyłącznie jako reformacja. Była to również rewolucja. Ta władza nie tylko reformację sumień odrzucała, ale rodzącą się rewolucję. Wiedziała dobrze, do czego dąży. I gdybyśmy z tą władzą porozmawiali jak z Wielkim Inkwizytorem, to by może się przyznała, że bardziej się bała rodzącej rewolucji niż reformacji, ponieważ ta władza reformacji naprawdę nigdy nie docenia. Siłą i słabością tej władzy jest liczenie się z rewolucją, ponieważ ona liczy się tylko z rewolucją. To jest jedna jedyna prawda o tej władzy. Ona sama o sobie to mówi. Ta władza jest materialistyczna.

- Jak wszystkie tego typu teksty metaforyczne, one bardziej dają do myślenia niż rozstrzygają. [...] Gdzie są analogie a gdzie są różnice? Dlaczego ten tekst? Przede wszystkim nie jest to tekst, w którym władza robi spowiedź. To proboszcz parafii św. Krzyża robi spowiedź władzy. Czyli sytuacja jest taka: wyście bali się rewolucji, a to była reformacja i teraz macie za swoje. Ale nie to było najbardziej istotne. Dla mnie nurtem istotnym, który mnie dosyć boli, to jest Keller i ulice Petersburga, bo - pisałem o tym w paru artykułach - nasze społeczeństwo, pewna część tego społeczeństwa, zaczyna mieć duszę żebraczo-złodziejską. I tutaj jest to protest nie tyle wobec władzy, co poddanych. Jest to ogromny zaszczyt dla władzy, że znajdzie się w kręgu zainteresowań filozofa. Natomiast co do obywateli, poddanych, to jest choroba duszy. Polsce grozi choroba. Polacy - powiadam - stają się użytkownikami, nie tylko użytkownikami narzędzi pracy, ale światopoglądów, wartości duchowych itd. Nigdy nie wiadomo, gdzie się kończy granica między prywatnym a nieprywatnym, a ponieważ wszystko jest podejrzane, sumienie jako prywatne jest też podejrzane.

Tutaj widzę pewne nawiązanie do roli Kościoła. Rola Kościoła jest niezwykle mocna, niezwykle głęboka. Kościół uczy mieć - uczy mieć sumienie, uczy być sobą. To jest inny Kościół niż Kościół wieku XIX. Weźmy całą doktrynę Wojtyły o osobie ludzkiej. Wiemy, że z filozoficznego punktu widzenia można mieć takie czy inne krytyczne uwagi. Sam takie uwagi wypowiadałem, ale w gruncie rzeczy rola budowy osobowości w Polsce jest niesłychanie ważna. [...] Największym skarbem dzisiejszej Polski są ludzie. To trzeba sobie wbić w głowę. Tych ludzi trzeba nie tylko ratować, ale trzeba także sprawić, żeby oni promieniowali, żeby oni budzili innych. Skarbem są ludzie. Nikt ich jeszcze nie przeliczył. Nie wiemy, ile ich jest. Nie wiadomo, jakimi gestami się oni wypowiadają. Nie ma u nas jakiejś takiej klaryfikacji gestu. [...] Przede wszystkim sceną tej gry jest tworzenie wartości, które są autentyczne, które nie są kłamstwem, są czymś pozytywnym. [...]

- [Głos z sali:] Czy nie jest tak, że oddziaływanie Kościoła na owo ratowanie ludzi przed oscylacją między żebractwem a złodziejstwem, że tę funkcję Kościół może wobec przeciętnych, zwyczajnych ludzi pełnić wtedy, jak jego oddziaływanie przechodzi poprzez to słowo, poprzez to hasło, poprzez to doświadczenie, które nazywa się sumienie? [...]

- [...] Dziennik, który publikuje artykuł działa dzień, tygodnik działa tydzień, miesięcznik działa mniej więcej miesiąc. Kiedy papież formułuje coś, to liczy się na epoki. Myślę, że tak by należało to widzieć. Oczywiście te wszystkie [polskie] niepokoje nie są fikcją, ale - z drugiej strony - patrząc na pracę Kościoła, jaką tutaj się wykonuje*, można mieć wyobrażenie, jaką by była Polska, gdyby była Polską. Jedynym miejscem, gdzie można zobaczyć polską pracę, znakomite gospodarowanie, jest właściwie dzisiaj gospodarstwo kościelne. [...]

- [Głos z sali:]Wydaje mi się, że zasadniczą różnicą między władzą Inkwizytora a władzą w Polsce jest to, że Inkwizytor nie dopuszcza Chrystusa.. Inkwizytor opuszcza Chrystusa i stąd jego smutek. W Polsce władza już nie może nie dopuścić Chrystusa do ludu. [...] Francji trudno zrozumieć ten związek chrześcijaństwa z ruchem społecznym. Francuscy socjaliści już zaczynają mieć wysypkę na widok księdza, który na czele narodu idzie... Wysiłek powinien iść w tym kierunku, żeby wytłumaczyć, że nie jest to histeria typu klerykalnego, ile zjawisko bezprecedensowe.[...]

- Kościół i wiara może spełniać rozmaite [funkcje] w naszym społeczeństwie, ale musi być wiarą... Ten naród musi być narodem wierzącym, jeśli ma cokolwiek innego robić. Proszę patrząc na nas, księży, widzieć tę hierarchię zadań, w jaką jesteśmy włączeni. Tam, gdzie chodzi o katechizm, gdzie chodzi o spowiadanie, pójście na ambonę, to są sprawy pierwszorzędne. A reszta? Jak nam pozwoli czas. Jestem tutaj nietypowy, bo zajmuję się filozofią, ale tak jest, że [wiara] to sprawa pierwszorzędna.

* Ks. Józef Tischner miał na myśli działalność wydawniczą paryskiego ośrodka Księży Pallotynów.

 

Na zdjęciu:
Ks. Józef Tischner (Paryż, 1998)
Fot. Marek Wittbrot