|
Przykazanie zaś miłości, które wszystkim
nakazuje wielbić i ponad wszystko kochać Boga, a bliźniego swego
miłować jak siebie samego, zobowiązuje nas również do starania
się wszelkimi możliwymi sposobami o wieczne zbawienie tak swoje,
jak i bliźniego. Staje się to jeszcze bardziej oczywiste, gdy
przypomnimy sobie to, co mówi Duch Święty: "Każdemu z
osobna dał Bóg rozkazanie o bliźnim jego". Każdemu więc Bóg
przykazał się troszczyć o wieczne zbawienie bliźniego. A
ponieważ w wypełnianiu tego przykazania winniśmy naśladować
Jezusa Chrystusa, który jest Apostołem Ojca Przedwiecznego,
przeto życie Jezusa Chrystusa, będące Jego apostolstwem, ma być
dla każdego wzorem apostolstwa. A że wszyscy są wezwani i, co więcej,
zobowiązani do naśladowania Jezusa Chrystusa, przeto wszyscy powołani
są do apostolstwa stosownie do swojego stanu i zawodu. Ale ponieważ
nie wszyscy przestrzegają przykazania miłości Boga i bliźniego
tak doskonale, jak to przykazał Jezus Chrystus, mówiąc: "Bądźcie
doskonałymi, jak Ojciec wasz Niebieski jest doskonałym", stąd
też nie wszyscy zasługują na miano "apostoła". Jednak
miłość Pana naszego Jezusa Chrystusa pobudza każdego człowieka
do czynów apostolskich, aby każdy mógł zasłużyć na miano
"apostoła" i zdobyć zasługę oraz cieszyć się chwałą,
dzięki wstawiennictwu Królowej Apostołów Najświętszej Maryi.
Z Dekretu Apostolskiego
przyznającego Wincentemu Pallottiemu
cześć należną świętym
Wincenty Pallotti urodził się w Rzymie, dnia 21
miesiąca kwietnia, roku 1795, następnego dnia został ochrzczony
w Bazylice św. Wawrzyńca in Damasco. Od rodziców, którzy byli
bardzo religijni, zaczerpnął wspaniałe wzory wszystkich cnót,
tak że będąc trzyletnim dzieckiem zwykł już prosić świętą
Rodzicielkę Boga, aby uczyniła go świętym. Mając lat dziesięć,
uprosił, aby mu po raz pierwszy pozwolono przystąpić do Komunii
świętej; od tego dnia codziennie brał udział w Uczcie
Eucharystycznej. Za poradą swojej pobożnej matki, ponieważ nie
odznaczał się zdolnościami umysłowymi, odprawił modlitewną
nowennę do Ducha świętego i dzięki otrzymanej łasce stał się
zdolnym do nauki, tak że łatwo już mógł przerobić wymagane
dyscypliny, zdobyć doktoraty z filozofii i teologii i spełniać
akademicki urząd na Uniwersytecie Sapienza, wyjaśniając alumnom
teologiczne zagadnienia. Ten poważny urząd spełniał przez
dziesięć lat z najwyższym podziwem i pożytkiem uczniów.
Postępując w latach, stwierdził w sposób
pewny, że jest wzywany do kapłaństwa. Wahając się czy wstąpić
do jakiegoś zakonu, czy też w szeregi duchowieństwa świeckiego,
wybrał wreszcie to ostatnie i włożył szatę kościelną. A
ponieważ w tym czasie niesprawiedliwe prawo państwowe zabraniało
przyjmować młodzieńców do świętych Seminariów, Wincenty
pozostał w domu, gdzie celem należytego przygotowania się do kapłaństwa
nieustannie oddawał się tak dziełom pobożności, jak i nauce.
Nie zaniedbał umartwiania ciała, sypiał na ziemi, pościł czy
też spożywał gorsze potrawy. Tego rodzaju umartwienia, dla
odpokutowania za swoje grzechy i za grzechy innych ludzi, powiększał
z każdym dniem, aż do końca swojego życia.
Święcenia kapłańskie otrzymał w dniu 16 maja
1818 roku; zapalony gorliwością duszpasterską stał się apostołem
miasta Rzymu, pamiętając w swoim życiu na słowa Pawła Apostoła:
"Miłość Chrystusa przynagla nas" (2 Kor 5,14). Aby
religijnie ukształtować przede wszystkim młodzieńców, otworzył
w Rzymie elementarne szkoły, w których rzemieślnicza młodzież
zbierała się w godzinach wieczornych i zapoznawała się z chrześcijańską
nauką oraz uczyła się czytać i pisać. Podjął się w świętym
Seminarium Rzymskim obowiązków ojca duchownego oraz obowiązków
spowiednika alumnów w Kolegiach: Rozkrzewiania Wiary, Szkockim,
Greckim, Angielskim i Irlandzkim - aby w ten sposób służyć jak
najlepiej tym, którzy zostali powołani do kapłaństwa. [...]
Mając na uwadze słowa Apostoła: "Kto nie
miłuje brata swego, którego widzi, jakże może miłować Boga,
którego nie widzi?" (1 J 4,20) - wspomaganie biednych uważał
za wielką radość; często, aby ich wesprzeć, oddawał im swoje
łóżko czy pozbywał się swojego płaszcza. Miłość jego do
chorych przejawiała się wspaniale wtenczas zwłaszcza, gdy w roku
1837 grasowała w Rzymie epidemia cholery. Nie szczędził wtedy
swoich sił, aby w miarę swoich możliwości zaopatrzyć chorych
Sakramentami świętymi i przynieść im pociechę, nie dbając
przy tym o swoje zdrowie i życie.
[...] gorąco pragnął, aby wszyscy
ludzie, stworzeni na obraz Boży, oddawali Bogu należną cześć,
chciał również u wszystkich katolików na ziemi ożywić i
umocnić prawdziwą i czynną wiarę; zaś tych, którzy tkwili
jeszcze w próżnym pogaństwie, pociągnąć do chrześcijańskich
obrzędów. Aby ten swój zamiar zrealizować, założył w roku
1835 Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego*, którego celem jest
[...] - "wzrost, obrona i rozszerzanie miłości i katolickiej
wiary, pod specjalną opieką Niepokalanej Matki Bożej, Królowej
Apostołów, w całkowitej zależności od Papieża".
Zjednoczenie to obejmuje trzy klasy członków: wpierw kapłanów i
braci; następnie siostry, do których należy opieka nad dziełami
miłosierdzia; i wreszcie ludzi świeckich obojga płci, zakonników
z różnych zakonów, którzy specjalnymi prawami albo przynajmniej
modlitwą przyczyniają się do realizacji celów tego
Zjednoczenia.
[...] Troską swoją ogarniał [Pallotti] również
chrześcijan, którzy byli odłączeni od Stolicy Apostolskiej, aby
i oni jak najprędzej wrócili do jednej Owczarni Chrystusowej;
postarał się, iżby przez osiem dni po Objawieniu Pana naszego
Jezusa Chrystusa zanoszono specjalne modlitwy i w sposób uroczysty
sprawowano liturgię katolików wschodnich oraz wygłaszano kazania
w różnych językach. Uroczystości te, jako że w nich brali
udział ludzie z różnych narodów, ojcowie kardynałowie,
biskupi, zakonnicy z różnych zakonów, alumni seminariów i
kolegiów rzymskich, w przedziwny sposób ukazywały jedność i
powszechność Rzymskiego Kościoła.
[...] gdy swoje życie poświęcał, aby przyczynić
się do uśmierzenia istniejących rozruchów, aby Kościół mógł
się cieszyć pełną i nienaruszoną wolnością, aby jego Papież
mógł się uratować i czuć się bezpiecznym - wtenczas to dnia
13 stycznia 1850 roku niespodziewanie zachorował, wyglądało
jednak, że w stanie jego zdrowia nastąpiła pewna poprawa. Z łoża
jednak, ku zdziwieniu wszystkich, już nie chciał powstać. Życzył
nawet, aby go pokrzepiono Wiatykiem i namaszczono olejami świętymi;
podnosząc na duchu swoich synów, zmarł w dniu, który
przepowiedział, to jest 22 tegoż miesiąca i roku.
Jan XXIII
Rzym, 20 stycznia 1963
* podkreślenia pochodzą od redakcji
|
|