KĄCIK OTWARTYCH SERC
Szanowna Pani,
Chcę opisać dramat swego życia, choć wiem, że nikt
nie jest w stanie mi pomóc, ale – być może - opublikowanie
mojej historii posłuży sprawie, o której zawsze się mówi w różnych
kontekstach, tj. o aborcji. Przeważnie głos na ten temat zabierają
mężczyźni, mówi się przy tej okazji o wolności kobiet do
podejmowania decyzji. Oczywiście decyzja należy do kobiety, ale
także konsekwencje tej decyzji dotykają kobietę. Jestem kobietą
już w podeszłym wieku. Dokonałam aborcji, kiedy byłam młodą
kobietą. Chociaż od tego wydarzenia minęło już 40 lat, nie mogę
o tym zapomnieć, ani sobie wybaczyć. Kiedy było już po
wszystkim, lekarz powiedział: „chyba była to
dziewczynka”. To ja sprawiłam, że nie ma jej wśród żyjących
moich dwojga dzieci. Jaka by była, gdybym tego nie zrobiła? Może
ona właśnie byłaby dziś przy mnie? Ale jej nie ma i nigdy nikt i
nic nie wypełni tej przejmującej pustki, tych wyrzutów sumienia,
jakie odczuwam do dziś. Niewysłowiony ból i żal. Czasami budzę
się w nocy i słyszę ciągle ten sam głos lekarza: była to
dziewczynka. Jak uciszyć sumienie, jak wytłumaczyć sobie, że to,
co się stało, to się nie odstanie? Łatwiej mówić, trudniej z
tym żyć. Mam żal do męża, który mnie do tego nakłonił, do
lekarza, że mi nie uświadomił, czym naprawdę jest aborcja. Była
wtedy taka atmosfera w Polsce: mówiło się: zabieg. Jaki zabieg?
Dziś wiem, w pełni zdaję sobie sprawę z tego, że to nie żaden
zabieg, ale morderstwo i to morderstwo własnego dziecka.
Dlaczego kocham moje dzieci, które żyją, a nie
kocham tego, które było jedną wielką bezbronnością. Nie mogło
mi nawet spojrzeć w oczy, by mnie obudzić, by wstrząsnąć moim
sumieniem. Bezbronna, niewinna istota.
Nie potrafię do końca tego wyrazić, co ciągle na
nowo przeżywam – choć minęło już tyle lat. I teraz, kiedy
usłyszałam o tym pływającym statku aborcyjnym, postanowiłam na
pisać o tym, co czuje kobieta, która to zrobiła i przeżyła
koszmarny dramat, który się za mną ciągnie przez całe życie.
Bez względu na to, kiedy obudzi się w kobiecie sumienie, ale na
pewno się obudzi. Jest to rozpacz nie do opisania. Ja nie jestem tu
żadnym wyjątkowym przypadkiem. Wiem, że wiele jest kobiet, które
przeżywają to podobnie jak ja, choć skrywają to w sobie głęboko.
Mój dramat zna tylko mój spowiednik i teraz piszę
anonimowo, aby uświadomić kobietom, które nie zdają sobie sprawy
z tego, czym jest aborcja. To także nieprawda, że przy dwojgu czy
większej liczbie dzieci nie wystarczy chleba dla następnego
– to czysty egoizm, wygodnictwo, głuche sumienie.
W czym znaleźć zadośćuczynienie, jak zmazać moją
winę? Wiem, że odpowiedzi na te pytania nie ma.
Droga Pani,
Rozumiem Pani ból i cierpienie. Nikt rzeczywiście nie może Pani pomóc. Są
to problemy, które trzeba samemu przeboleć, przecierpieć. To, co
dziś można zrobić, to dzielić się swoimi przeżyciami, aby
prawda dotarła do świadomości młodych kobiet, które nie zdają
sobie sprawy w pełni, czym jest aborcja, aby tego nie robiły, żeby
pokochały to dziecko, które poczęte z miłości od poczęcia ma
niekwestionowane prawo do życia. Ważną rolę mogą tu spełniać
filmy z życia embrionalnego ludzkiego płodu, które powinny być
oglądane przez młode dziewczęta, kobiety, potencjalne matki, ale
także przez przyszłych ojców – jeszcze przed zawarciem małżeństwa.
Dlatego tak ważne jest to, co z taką mocą podkreśla zawsze
Ojciec święty mówiąc jednocześnie o miłości i odpowiedzialności.
Odpowiedzialność matek, ale także równa odpowiedzialność ojców
poczętych dzieci, na równi z kobietą. Nie wolno zapominać o tej
odpowiedzialności.
Teresa BERSKA
Teresa Berka prowadzi poradnię zdrowia psychicznego w Paryżu.
|

Na zdjęciu:
Zachód słońca
(Worpswede, 2000)
Fot. Michael Wittbrot
|