Z internetowej Poczty

30 lat więzienia

W grudniu 1998 roku, w wyniku procesu poszlakowego „Judicial District of Collin County”, trzydziestoletni polski emigrant Rafał Pietrzak został skazany na 30 lat więzienia. Oskarżenie w jego sprawie – o seksualne molestowanie 5-letniej Doris, córki narzeczonej Rafała – zostało wniesione do sądu w Plano w Teksasie przez Child Protective Services (CPS).
Tak matka dziewczynki, Berthy Alvarenga, jak i sama Doris kategorycznie zaprzeczyły temu oskarżeniu. Również szczegółowe badania laboratoryjne (tzw. Rape Kit) oraz opinia biegłego sądowego, psychologa dr. Williama Hestera, wykluczyły jakikolwiek gwałt na dziecku. Rafała Pietrzaka skarżył stan Teksas. Jego proces, w wyniku którego niczego mu nie udowodniono, był procesem Polaka. Od samego początku Rafał Pietrzak był dyskryminowany jako cudzoziemiec.
[...] Rafał przyleciał do USA 16 lutego 1990 roku. W obcym kraju czuł się samotny. Tak jak każdy, chciał mieć dom, rodzinę, kogoś bliskiego. Po kilku nieudanych latach amerykańskiej tułaczki, los wreszcie się do niego uśmiechnął. Rafał otrzymał pracę kelnera w ekskluzywnym hotelu „Bristol” w miejscowości Plano w stanie Teksas. Bardzo szybko awansował tam na menadżera.
W „Bristolu” poznał Berthy Alvarenga, obywatelkę Salwadoru, również pracownicę tego hotelu. Zaczęli się spotykać. W październiku 1995 roku zamieszkali razem, zaręczyli się i planowali wkrótce ślub. Rafał marzył o ślubie skromnym, ślubie i przyjęciu, ale w gronie przyjaciół. Dwoje emigrantów znalazło się w cyklu kultur i narodowości amerykańskich, postanowili założyć rodzinę i żyć szczęśliwie.
Wiążąc się uczuciowo z Berthy, Rafał pokochał również jej córki z poprzedniego związku – 7-letnia wówczas Saire i 4-letnia Doris. Dziewczynki, które tak naprawdę nigdy nie miały ojca, bardzo przywiązały się do Rafała. Pokochały go, nazywały „tatą”. Były mu wdzięczne za to, że stworzył im prawdziwy dom. Wiedziały też, że w Polsce mają babcię – Barbarę, matkę Rafała. Często do niej razem telefonowali.
Irena Sarnecka, przyjaciółka rodziny, opowiada: „Rafał bardzo dbał o dzieci. Zabierał dziewczynki do parku, karmili razem kaczki w stawie. Wszystkie wolne chwile spędzał w domu, gotował dzieciom polskie obiady, kiedy Berthy była w pracy.”
[...] Niestety, szczęście tych emigrantów i ich dzieci nie trwało długo. Pozbawiono ich na zawsze dobrego dotyku ojcowskiego, którego przecież wszystkie dzieci tak potrzebują. I jednocześnie złym dotykiem uderzono w matkę Rafała i w wielu przyjaciół, którzy doświadczyli beznadziejnej bezsilności w walce, chcąc pomóc Rafałowi.
Kiedy Berthy była w ciąży, spodziewając się dziecka Rafała, Doris zaczęła chorować – krwawiła z narządów rodnych. Dziewczynka nie była nigdy wcześniej badana przez lekarza, bo matki nie było stać ani na ubezpieczenie, ani na regularne wizyty u lekarza. 5 listopada 1996 roku zaniepokojeni rodzice zawieźli jednak dziecko do pediatry. Dr Nena Piga (mimo wezwania, na rozprawę nigdy się nie stawiła) po zbadaniu Doris przepisała leki z powodu infekcji moczowej i jelitowej. Później, już w trakcie rozprawy, inny lekarz dr Miller zeznał, ze w karcie chorobowej Doris dr Piga zapisała uwagę, iż dziecko ma wrodzona  wadę – przetokę (fistula) między odbytem i pochwą.  Jak wyjaśnił dr Miller, wada taka, jeśli nie jest leczona, może u dziewczynek prowadzić do krwawień (nr akt: OR 425).
Kilka dni po wizycie u pediatry, będąc pod opieką niani Mari Reconco, Doris spadła z roweru na jakiś ostry, wystający z ziemi przedmiot. Pod wpływem silnego uderzenia, cienkie połączenie kiszki stolcowej z pochwą zostało uszkodzone i Doris ponownie zaczęła krwawić. Z powodów medycznych (Rafał skończył dwuletnią szkołę medyczną) dziecko wymagało dokładnego umycia.  Podczas kąpieli mała dodatkowo dostała rozwolnienia.
Natychmiast oboje zawieźli dziecko do Children’s Medical Center w Dallas, gdzie po wstępnych badaniach lekarze podzielili opinię, iż Doris doznała obrażeń wskutek upadku z roweru. Zdecydowano konieczność przeprowadzenia operacji. Rafał i Berthy zostali poproszeni o podpisanie wymaganych przez szpital dokumentów.
Po złożeniu podpisu przez Rafała, jeden z lekarzy – dr Megison zauważył, że jego nazwisko jest inne niż nazwisko Doris. Kiedy Rafał wyjaśnił, że dziewczynka jest jego pasierbicą, z niewiadomych przyczyn do karty chorobowej dziecka wpisano: „molestowanie seksualne”. Zszokowani rodzice bezskutecznie starali się wyjaśnił, że to pomyłka. Rafał zgwałcił dziecko, po czym natychmiast przywiózł je do szpitala? Przecież to bezsensowne!  Mimo tego, dr Megison zawiadomił Child Protective Services.
Organizacja ta natychmiast wniosła do sądu stanowego oskarżenie przeciwko Rafałowi Pietrzakowi. Kazano mu wyprowadzić się z własnego domu na czas śledztwa. Nikt nie liczył się z dzieckiem. W ciężkim stanie fizycznym [było] wypytywane przez kilka godzin przez obcych ludzi – „czy pamięta, co jej tatuś zrobił”. Badanie lekarskie na gwałt – negatywne, drugie badanie na gwałt – negatywne, policja, mundury, obce kobiety. Wszyscy występują w obronie dziecka, które otoczone jest gronem obcych twarzy, zasypywane setkami pytań, oszołomione środkami odurzającymi – czy tak wygląda troska o dziecko, o jego stan psychiczny?
19 listopada mała Doris poddana została operacji. Dr Miller, który asystował przy zabiegu, zeznał później w sądzie, iż lekarze obawiali się choroby nowotworowej, ale badania histopatologiczne nie wykazały na szczęście form rakowych.
[...] 3 grudnia 1996 roku, detektyw policji w Plano, Terence Holway, wezwał Rafała na przesłuchanie. Trwało ono przeszło trzy godziny i zostało – bez wiedzy Rafała – zarejestrowane na taśmie wideo.
Nagranie to wykorzystała później w sądzie Laurie Blake, asystentka prokurator Sharon Curtis, mimo iż – według prawa stanu Teksas – sędzia absolutnie nie może przyjąć na rozprawie sądowej zeznania składanego pod przymusem, a takim jest zeznanie utrwalone na taśmie wideo w chwili, gdy przesłuchiwany nie ma swojego adwokata i jest pod wpływem stresu. Przyjęcie tej taśmy przez sędziego jako dowodu w sprawie było niezgodne z obowiązującymi przepisami prawnymi.
W apelacji adwokat Rafała napisał później: „Sędzia powinien natychmiast zatrzymać pokazywaną ławie przysięgłych taśmę i nie dopuścić, aby miała ona jakikolwiek wpływ na ich ostateczną decyzję. Oskarżony musi sam w obecności ławy przysięgłych złożyć dobrowolne zeznania.”
Według obowiązującego w Teksasie prawa, rozpatrywane w procesie mogą być tylko te zeznania, które składane są dobrowolnie i to sąd musi postanowić o ich dobrowolności. Dodatkowo, zeznania te muszą być odnotowane w aktach sądowych.
Powołany biegły psycholog, dr W. Hester, zeznał, że w trakcie przesłuchania na policji, zarejestrowanego na wideo, „oskarżony był pod wpływem wielkiego stresu i zeznawał pod presją przesłuchujących go trzech oficerów”. (R.VI-19)
Według dr Hestera, taśma ta nie może być przedstawiana jako dowód w procesie sądowym (Wolfe v. State, 917 s.w.2d 270-Tex. Cr. App.1996). Rafał nie miał możliwości przygotować się w jakikolwiek sposób do przesłuchania.
[...] Mimo dużych zastrzeżeń ze strony rodziny Sarneckich, Berthy Alvarenga zgodziła się, by Rafała bronił adwokat z urzędu Ron Danforth, który nigdy wcześniej nie prowadził sprawy kryminalnej, natomiast specjalizował się w sprawach karnych dotyczących ruchu drogowego, jak: przekroczenie prędkości, niezapłacenie mandatu czy parkowanie w niedozwolonym miejscu.
Podczas procesu adwokat ten nie potrafił bronić oskarżonego, celowo popełnił masę karygodnych błędów - np. nie dopuścił Rafała do składania zeznań przed sądem. Nie powołał też do złożenia zeznań zaprzysiężonych wcześniej świadków obrony. Powiedział do Rafała: „Czas ucieka, wszyscy chcą pójść do domu. Nie możemy denerwować ani sędziego, ani lawy przysięgłych. Nie mamy już czasu na naszych świadków”.
Ron Danforth oddał niejako sprawę w ręce prokuratora, dając się całkowicie zakrzyczeć. Jak twierdzą obecni na rozprawie Irena i Janusz Sarneccy oraz ich czternastoletnia córka Agata (zaprzysiężeni świadkowie): „Prokurator Sharon Curtis machała rękoma przed nosem Rafała, krzycząc, dosłownie parę centymetrów od jego twarzy plując w ten sposób na jego twarz, że Polacy to brudasy, prymitywy i gwałciciele z komunistycznego kraju”.
Jak się później okazało, rozprawa Rafała była setna - JUBILEUSZOWA - rozprawa pani prokurator Sharon Curtis, która za wszelką cenę musiała wygrać.
Proces zakończył się w piątek, ale werdykt miał zapaść w poniedziałek. Wszyscy ławnicy udali się na weekend do swoich domów. Pani prokurator, aby być pewna swojej wygranej zadzwoniła do redakcji znanej gazety i powiadomiła, że właśnie jest jej jubileuszowa rozprawa i dobrze by było, aby napisali coś o jej pracy. W weekendowym wydaniu „The Dallas Morning News” ukazał się obszerny artykuł z okazji jubileuszu prokurator Curtis. Cała ława przysięgłych mogła go sobie przeczytać przy sobotnim śniadaniu. Niewątpliwie miało to ogromny wpływ na decyzję jurorów, jaka zapadła dwa dni później.
Berthy Alvarenga – jest na rocznej wizie pracy, odnawianej lub nie – fakt bardzo istotny. Jej wiza pracownicza zostaje wstrzymana, jest w ciąży, zwolnili ją z pracy, strach ma wielkie oczy.
[...] Berthy jest z Salwadoru, kraj trzeciego świata, jest w kłopocie, nie dopatrzyła dziecka grozi jej odebranie dzieci i wydalenie z USA, ewentualne postawienie przed sądem. Zabroniono jej odwiedzania Rafała w więzieniu, swoją córkę Kasie Rafał widział tylko raz w życiu, kiedy miała miesiąc.
[...] W trakcie procesu, również sędzia Mark Tolle dopuścił się karygodnych błędów (co jest podkreślone w apelacji), pozwalając sobie na niedozwolone komentarze odnośnie wagi przedstawianych dowodów (art.38.05 Vernon 1996). Sędzia może jedynie zadecydować, czy przyjąć je, czy nie. Nie wolno mu robić żadnych uwag, które mogłyby sugerować jurorom, jaka jest jego opinia w sprawie. Sędzia prowadzący powinien zachować stanowisko zupełnie bezstronne podczas całego procesu. W innym przypadku odbiera oskarżonemu prawo do sprawiedliwego wyroku. (popatrz, e.g. Jackson v. State. 756 s.w.2d 82, 85 – Tex.App. San Antonio 1989).
Jak wynika z wszystkich dokumentów procesu, z opinii adwokatów i z rozmów naocznych świadków, Rafał nie miał procesu sprawiedliwego. Wrogo nastawiony Stan Teksas ukarał człowieka za brak pieniędzy na obrońcę, za niewłaściwe pochodzenie. To, co spotkało Rafała jest wstrząsające. Każdy, kto wyznaje pewne wartości oparte na humanizmie i poszanowaniu godności ludzkiej, powinien czuć się dotknięty. Warunki w teksańskim wiezieniu są wyjątkowo ciężkie i więźniowie nie przetrzymują długich wyroków. Pomóżmy matce Rafała, która cztery lata samotnie walczy w Polsce o sprawiedliwy proces i uwolnienie syna. [...]

Magdalena KALKOWSKA

Wszystkie pytania jak możemy pomóc Rafałowi
prosimy kierować pod adres:
gcapozza@optonline.net,
lub tel: (203) 222-1797

W pięknym mieście Wrocławiu...

Byłem w Polsce 23 czerwca. Zostałem zaproszony na uroczystość akademicką do Wrocławia. Pomimo chronicznego braku czasu coś w środku mówiło mi, że muszę tam pojechać.  Po tygodniu pracy (piątek) o 20:22 wsiadam w Duisburgu w „Jana Kipurę“ i za 9 godzin - można powiedzieć - wyspany - wysiadam w Poznaniu. Poznań – Wrocław, 2 godziny w pierwszej klasie PKP – ani wody, ani ręczników w WC nie było, wysiadam o 9:20 we Wrocławiu. Planując dalszą podróż o 19:45 do Gliwic nie biorę hotelu. Zaczynam próbować pomóc sobie samemu. A jakże ze wspaniałą znajomością języka polskiego rozpoczynam żywot „turysty“ w pięknym mieście Wrocławiu (swoja drogą próbuję sobie tu wyobrazić turystę z Ameryki bez znajomości języka). [...]
Po nocy chciałem się ogolić i umyć, zacząłem szukać ubikacji lub jakiejś łazienki, aby sprostać podstawowym zasadom higieny. O 9:28 z walizką w ręce zaglądam do WC i niczym się zorientowałem, że łazienki tam raczej nie ma – napada mnie „ochrona“ z „Panią od WC“ i z krzykiem wymusza 2 zł. za naruszenie fotokomórki. Tak, fotokomórki!!! Zaczynam grzebać w portmonetce, stawiając walizkę na brudnej posadzce.
W tym samym czasie jakiś następny „prymityw” o potężnej budowie przebierając z nogi na nogę wchodzi w rejon fotokomórki, co powoduje powtórne głośne awanturowanie się personelu pilnującego, że tak nie można, że trzeba z góry zapłacić w innym przypadku „wchoda niet“.
Wyjaśniwszy z „Panią od WC“, że mam uczciwe zamiary, chce zapłacić za usługę, że nie chcę na gapę, że jestem turystą, zostaję wprowadzony do tzw. umywalni: kafelki podziurawione, razem 3 rodzaje, pamiętające dokładnie najlepsze czasy socjalizmu, pod nogami mokro w ręku trzymam trzy ręczniki papierowe, które mi Pani wcisnęła przy wejściu.
Lustro wysoko, woda ciepła! Zacząłem się golić przy akompaniamencie awantur następnych klientów, dochodzących zza drzwi, wchodzących do toalety i życzących „wszystkiego najlepszego“ właścicielowi WC. Pan Tomek (właściciel, lub ochrona) kończy dialog z jegomościem potężnej postawy, który właśnie zrobił to, co zrobi każdy z nas kilka razy dziennie. W piękny polski język wplatają się włoskie określenia „zakrętu“, a nawet wielu „zakrętów“. [...]
Wychodząc życzę Panu Tomkowi dużo zdrowia, grzecznie pouczam, że taki stres i terror w toalecie, to nie jest zdrowe, a taka toaleta (z okresu najlepszego, kwitnącego socjalizmu) powinna wypłacać przynajmniej złotówkę każdemu, kto tam odważył się wejść. Drugi mój krok na dworcu wrocławskim to chęć przechowania bagażu, dokładnie naprzeciw opisanej toalety. 
– Czy mogę zostawić bagaż na kilka godzin?
– Nie może Pan – albo na dwie godziny, albo na całą dobę, płatne z góry. 
– OK na całą dobę, powtarzam.
– A ile jest warty?
Nie wiem dokładnie, on dla mnie jest wiele warty, bo to jest mój osobisty bagaż, dla kogoś obcego jest chyba nic nie warty, znajdują się tam tylko moje osobiste rzeczy.
– Proszę Pana do 400 zł – 10 zł. za dobę (i tu jest cala tabela za 500 zł wartości, 14 zł)
wartość 5000 zł za dobę 104 zł za dobę (około 25 dolarów USA),  wybrałem wartość 500 zapłaciwszy 14 zł.
Zaczyna padać, szaro zimno, smutno. Spotkanie na Uniwersytecie Wrocławskim odbyło się we wspanialej atmosferze i zakończyło się punktualnie i planowo o 17:00. Wracam na dworzec, mam w planie ponownie się przebrać i coś zjeść. Po podejściu  do znanego mi już  WC, jeszcze zza rogu słyszę znajomy mi glos, że (zakręt po włosku, że nie musi Pan, że zakręt, że tak nie można itd.) tak nie można.  A ten prymitywny naród jak by nie wiedział, co to fotokomórka, wali do toalety jak do obory nie płacąc z góry równowartości 1,15 DM.
Cofnąłem się o krok, postanowiłem nie korzystać z tego przybytku, gdyż moje spostrzeżenia
z rana potwierdziły się również w osiem godzin później. Postanowiłem się przebrać w pociągu. W międzyczasie postanowiłem  coś zjeść. A jakże! 14 różnych jadłodajni w samym tylko budynku dworca walczy o klienta, krupnik 2 zł, jarzynowa 2 zł, ruskie 6 zł. Tak niskich cen nie widziałem w Polsce jeszcze nigdzie. [...] Po zjedzeniu posiłku i wypiciu coca coli, zapragnąłem zrobić siusiu, teraz stwierdziłem, ze siusiu mogę zrobić tylko w  wyżej opisanej toalecie, gdyż żadna knajpka nie ma toalety (to pewnie taka polska globalizacja). Mogę więc  tylko za cenę zupy jarzynowej  w opisanym WC, lub po drugiej stronie dworca w podobnym przybytku, który działa na identycznej zasadzie, również z fotokomórką. Zestresowane Panie od WC, pilnowały żeby żaden impuls nie obciążył ich rozliczenia z właścicielem, to jest “kopalnia złota”.
Firma ta ma nawet swoje logo, inwestycji żadnych nie stwierdziłem, żadnych!!!
Czekając dalej z pełnym pęcherzem na pociąg oglądnąłem jeszcze kilka scenek rodzajowych. Około 30 bezdomnych zanieczyszczało salon dworca rzucając niedopałki na podłogę, resztki opakowań a jeden pijany junior właśnie urynował w kącie przy kwiaciarni. Olał po prostu firmę WC i wydał niewątpliwie swoje 2 zł chyba na zupę jarzynową.
Panie Prezydencie miasta Wrocławia, to nie rząd Premiera Buzka ani Unia Europejska jest winna, to po prostu Pański samorząd jest do niczego, a może miasto ma udział w firmie WC, co? Nie dziwiłbym się, to przecież kopalnia złota, bez inwestycji, bez kłopotu, najmując za grosze Panie klozetowe i kasa brzęczy bez przerwy, w pół godziny naliczyłem 26 osób wchodzących tylko po jednej stronie, a ruch był bardzo mały (sobota wieczór), to już 52 zł, czyli 13 $. To jest to Panie Prezydencie prawdziwy biznes.
Brałem niedawno udział w TV Polonia w Forum Polonijnym na temat turystyki w Polsce, kilku specjalistów próbowało mnie przekonać o walorach turystycznych III RP, Panowie zapraszam na dworzec do Wrocławia! To warto zobaczyć!
Byłem w Ameryce, byłem we Francji, zwiedziłem mnóstwo krajów na całym świecie i nigdzie takich atrakcji jak na wrocławskim dworcu nie ma, to trzeba zobaczyć! W Stanach a propos wszystkie toalety są bezpłatne!
[...]
Zbyszek KOSTECKI
E-mail: kostecki@via.de

Biuletyn

Uprzejmie zawiadamiam, że kolejny Biuletyn Informacyjny Rady Naczelnej Polskich Organizacji w Australii (Nr 8) można znaleźć na witrynie Rady pod adresem http://www.polish.org.au
Jerzy KLIM

Kierownik Biura Informacyjnego
Polonii Australijskiej
Canberra, 9 czerwca 2001
gklim@pcug.org.au
Phone/fax (02) 6281 0795


 

© Recogito, Rafaliga