Prymas Tysiąclecia (3)

Bronił suwerennych uprawnień narodu

Żywo w pamięci zapadły mi dwa osobiste spotkania  z Prymasem Tysiąclecia. Pierwsze miało miejsce jeszcze w okresie trwania  Soboru Watykańskiego II. Udało mi się uzyskać audiencję u kardynała Wyszyńskiego w Pałacu Prymasowskim na Miodowej. Pretekstem była chęć uczestniczenia, w charakterze dziennikarza, – w konferencji biskupów europejskich w Szwajcarii w Chur.  Ksiądz Prymas po przywitaniu natychmiast skierował rozmowę na polskie media. Zarzucał dziennikarzom, również i katolickim, że przedstawiają soborową dyskusję biskupów w krzywym zwierciadle, stosując głównie–kryterium nowości i odmienności. Podkreślał też, że zbyt wielu publicystów  ulega  pokusie akceptacji błędnego poglądu, iż wszystko, co nowe zgłaszane w dyskusjach w auli soborowej musi być zawsze  dobre i słuszne dla rzetelnie reformującego się Kościoła. Musiałem przyznać rację mojemu rozmówcy. Niestety tak było. Wielu dziennikarzy relacjonując soborowe dyskusje wyłapywało skrajne głosy i różne nowinki teologiczne, które w głosowaniach ojców Soboru  później upadały. Tymczasem w bieżących  dziennikarskich relacjach sugerowano czytelnikom, że w watykańskiej bazylice  toczą się  burzliwe, zażarte dyskusje na modłę sporów politycznych, że zwyciężają na przykład postępowi lewicowcy, progresiści, lub konserwatyści.
Rozmawialiśmy również o reformie liturgii w Polsce, którą biskupi chcieli dobrze przygotować, by uniknąć wielorakich przegięć i nadużyć, jakie pojawiły się na Zachodzie, gdzie biskupi pozwalali zbyt szeroko księżom na indywidualne inicjatywy. Dyskutowaliśmy też o polskiej specyfice katolicyzmu ludowego i konieczności szerszego  angażowania się laikatu w parafiach, w czym przeszkadzali rządzący w Polsce komuniści. O niedostatkach formacji religijnej katolików świeckich, którą gdzie mogli to torpedowali komuniści, powodując likwidacje na przykład wszystkich organizacji  katolickich. Mówiliśmy o tym, że Kościół ciągle jest przedmiotem wrogiej mu propagandy partyjnej i państwowej, a katolicy świeccy angażujący się bezpośrednio w jakąś działalność społeczną przy parafiach byli z reguły szykanowani na uczelniach czy w miejscach działalności zawodowej. Kardynał polemizował też z tymi, którzy atakowali polską religijność maryjną i wielką Nowennę Chrztu Polski. Ubolewał, że są środowiska katolickie, które krytykują niektóre decyzje biskupów i wspierają zabiegi komunistów, by Watykan negocjował bezpośrednio z władzami, niejako ponad głowami biskupów polskich nie uwzględniając ich opinii i dezyderatów  poszerzania wolności.  Moja  rozmowa trwała ponad pół godziny.

Miał własną wizję, jak przeprowadzać polski Kościół przez trudne czasy

Wyszedłem z siedziby kardynała Wyszyńskiego na Miodowej pod ogromnym wrażeniem osobowości Księdza Prymasa. Utwierdziłem się bezpośrednio, że to On był architektem i reżyserem dialogu w Kościele i dialogu  z ateizującym państwem w czasach  PRL–u. Ksiądz Prymas  miał własną wizję, jak przeprowadzać polską wspólnotę przez  różnorakie rafy, aby nie utrwalać podsycanych przez komunistów antagonizmów i konflikt owantagonizmów nie zaostrzać ich tak, aby nie doprowadziły do  rozlewu krwi, czy nieprzezwyciężalnych konfliktów społecznych. Kościołowi, któremu przewodził nie chodziło o jakieś przywileje, a jedynie zależało na stwarzaniu coraz lepszych warunków dla pełnienia jego istotnej misji ewangelizacyjnej w warunkach wolności. Uświadomiłem sobie w pełni, że w prowadzonym przez niego dialogu musiały pojawiać się i aspekty polityczne, których nie mógł uniknąć. Był przez dziesiątki lat pod komunistycznymi rządami niewątpliwym interrexem, gdyż naród pozbawiony wiarygodnych przywódców  potrzebował kogoś, kto artykułowałby jego suwerenne uprawnienia i potrzeby. A Prymas Wyszyński  miał ogromne wyczucie tych potrzeb. Na przykład dzięki jego zmysłowi politycznemu gest religijnego przebaczenia i pojednania zawarty w Liście do biskupów niemieckich zaowocował również politycznie, torując drogę do późniejszej  deklaracji rządowej Brandta. Nowy kanclerz po raz pierwszy, po ogłoszonym liście polskich biskupów, nie odwoływał się  do granic Rzeszy z 1937 roku, lecz okazywał zrozumienie  dla polskiej racji stanu posiadania i uznania „bezpiecznych granic„ na Odrze i Nysie, wytyczonych dla polskiego narodu przez zwycięskie mocarstwa w 1945 roku, czego rząd Adenauera nie chciał uznać.
Inspirowany przez Prymasa Polski List do biskupów niemieckich wywołał wściekłość Gomułki, który rozpętał ogromną, szkalującą kampanię przeciw Kościołowi, zarzucając Wyszyńskiemu,  iż miesza się do polityki. Chwytano się najróżniejszych sposobów. Rząd organizował konkurencyjne obchody milenijne nie Chrztu, ale państwowości polskiej. Widziałem też, jak zorganizowano spektakularną manifestację po uroczystej Mszy milenijnej w warszawskiej katedrze. Najpierw blokowano procesjonalny powrót biskupów do siedziby Kardynała. Gdy Prymas wrócił na Miodową – przywieziono kilkunastoma autobusami młodych funkcjonariuszy partyjnych na pobliski plac Krasińskiego, skąd udawali się pod  siedzibę  kard. Wyszyńskiego, by tam przez kilkanaście minut głośno, zbiorowo wrzeszczeć przez mikrofony:  – Faszysta! Zdrajca!.

Nigdy nie przebaczymy...!

Chciałbym  przypomnieć również  wystąpienie z 7 lutego 1974 roku, kiedy Ksiądz Prymas koncelebrował z wysłannikiem watykańskim Casarolim Mszę w przepełnionej katedrze warszawskiej. Wysłannik papieski przybył na rozmowy z rządem. A oto znamienne wystąpienie polskiego kardynała, które ujawnia fakt aktywnego tkwienia w skomplikowanej polskiej rzeczywistości, kiedy trzeba nawet hamować dyplomatów watykańskich:
„Sytuacja dzisiejsza [...] wymaga znajomości wzajemnych pozycji... oraz porównania obu różnych punktów widzenia: stanowiska narodu polskiego, który w przeważającej większości jest wierzący, prowadzony przez biskupów i kapłanów przez stulecia, oraz owego nowego światopoglądu, który chce wychowywać bez ewangelii, bez pomocy Kościoła. Czy takie porównanie daje solidne wyniki? Wydaje się, że na to potrzeba by wiele czasu. Tak jak Kościół służył dotąd narodowi, wywierając nawet wpływ na życie polityczne – choć nie jest to jego głównym zadaniem, lecz raczej ubocznym – [...] tak i teraz musimy wyraźnie wypowiedzieć nasz pogląd. I to czynią polscy biskupi. Tego samego oczekuje Ojciec Święty, wysyłając do nas swych przedstawicieli, aby w rozmowach z przedstawicielami państwowymi tak zaprezentowali pozycję Kościoła w naszym kraju, by została właściwie zrozumiana. Możliwe, że zarysują się określone porozumienia... Ale rzeczywista normalizacja musi być wynikiem uznania istoty samoistnej misji ewangelicznej. To jest stale dążenie Stolicy Świętej... Ile rozmów prowadziłem z Ojcem Świętym, ile z instancjami państwa i partii (nie o wszystkich wiadomo, ale są to fakty historyczne) – u papieża zawsze znajdowałem zrozumienie. I z tego zrozumienia dla rozwiązywania trudnych spraw wynika także wysoka misja naszego kochanego i drogiego gościa, arcybiskupa Casaroliego. Musimy docenić jego zabiegi, pełne cierpliwości i zręczności,  i pamiętać o tym, że przybył do nas z woli Ojca Świętego. Musimy zatem ufać i modlić się...”
W swym finezyjnym wystąpieniu polski purpurat ukazał swoje obiekcje i pewien sceptycyzm, jednakże nie stawiając zapór watykańskiemu ministrowi spraw zagranicznych w prowadzonych przez niego rozmowach w Warszawie.

Prorocze wizje Prymasa Polski

Drugie  moje spotkanie z kardynałem Wyszyńskim miało inny charakter i odmienną scenerię.  Ks. prałat Bogusław Bijak, aktualny proboszcz warszawskiej parafii w Wilanowie i koordynator budowy Świątyni Opatrzności na Polach Wilanowskich, wówczas szef jednego z wydziałów Kurii archidiecezji warszawskiej – zaprosił mnie  do współdziałania w Komitecie organizacyjnym podczas pierwszej wizyty Jana Pawła II w Polsce w 1979 roku. Tak się złożyło, że będąc dyrektorem Centrali Handlowej „Veritas” miałem możliwości, by wesprzeć warszawski Komitet Kościelny w różnych problemach organizacyjnych, oddając do dyspozycji Kurii: samochody, pewne sumy  pieniężne i  różnoraki sprzęt, a nawet fotele  na warszawski Plac Zwycięstwa dla kardynałów i biskupów, którzy uczestniczyli w koncelebrze papieskiej. Inna jednak była wówczas aura w porównaniu z obecną w III RP, jeśli chodzi o kontakty katolików z administracją państwową. Mimo oficjalnego zaproszenia Papieża przez Rząd Jaroszewicza, robiono wszystko, by  maksymalnie zmniejszyć wymiar papieskiej wizyty i utrudnić masowy napływ wiernych na spotkania z Janem Pawłem II. W toku organizacyjnych zabiegów nie mogliśmy przezwyciężyć piętrzących się utrudnień ze strony komunistycznych władz stolicy. Zwróciliśmy się więc do Księdza Prymasa o pomoc, by wsparł swoim autorytetem nasze starania. I tak pewnego dnia pojawił się na naszej roboczej naradzie Komitetu w Kurii na Miodowej. Wysłuchawszy naszych żalów, wygłosił krótkie, płomienne prorocze przemówienie. Zachęcił członków komitetu, księży i świeckich, byśmy nie poddawali się pesymizmowi, bo pobyt w Polsce Papieża będzie miał historyczny wymiar i przemieni dzieje naszego kraju. Mówił, że po tej pielgrzymce Jana Pawła II Polska będzie stawała się innym krajem, a różnorakie utrudnienia ze strony rządzących będą marginalnym epizodem i nie zaważą na znaczeniu tej historycznej  wizyty...
Nigdy nie zapomnę, jak od Prymasa promieniowała wówczas głęboka pewność i spokój,  a także szczególne wewnętrzne rozradowanie. Mówił do nas: „Nie bójcie się i śmiało żądajcie ustępstw. Pamiętajcie, że Boża Opatrzność wszystko wyładzi... Wizyta Papieża z pewnością przyniesie błogosławione skutki...” Było to proroctwo. Krótkie wystąpienie kardynał Wyszyński zakończył poleceniem, by biskup Kraszewski, sufragan warszawski przedłożył dezyderaty kurialnego komitetu organizacyjnego, w jego imieniu – prezydentowi Warszawy. Pamiętam też, że wkrótce po pierwszej wizycie Jana Pawła II w Ojczyźnie, archidiecezja warszawska wystąpiła do władz o zgodę na zorganizowanie warszawskiej pielgrzymki  do Ziemi Świętej. MSW zezwoliło na wyjazd tylko księży. Jednak już do tej precedensowej pielgrzymki księży warszawskiej archidiecezji, po interwencji Kardynała udało się  dokooptować  trzy osoby świeckie. Byłem ogromnie wdzięczny Księdzu Prymasowi, że wśród nich znalazła się moja skromna osoba. Miała to być dla mnie nagroda za pomoc w organizowaniu pobytu Papieża w Warszawie.
Znane są jeszcze inne proroctwa Księdza Prymasa. Na jednej z  inauguracji roku akademickiego  państwowej Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, jako biskup archidiecezji warszawskiej sprawujący funkcję wielkiego kanclerza tej teologicznej Uczelni, w swoim wystąpieniu kardynał  Wyszyński zupełnie niespodziewanie wyraził opinię, iż wyraża żywe przeświadczenie, że w przyszłości ATK zostanie przekształcona w katolicki Uniwersytet. Oczywiście nie było wówczas żadnych przesłanek, by słowa te przybrały kiedyś realny kształt.  To proroctwo mogło  się spełnić dopiero w wolnej Polsce za rządów premiera Jerzego Buzka. Ma swoją wymowę również fakt, iż nowo ustanowiony Uniwersytet w oficjalnej nazwie zawiera określenie: imienia kardynała Wyszyńskiego. 
Inne prorocze wystąpienie miało miejsce w końcu 1970 roku na miejscu prywatnych objawień NMP podczas wojny na warszawskich Siekierkach. Ustalając plan wizytacji parafii obejmującej i dzielnicę Siekierki Ksiądz Prymas zapowiedział proboszczowi, że pragnie spotkać się z wiernymi i pomodlić w skromnej kapliczce, którą zbudowali nielegalnie na tym miejscu czciciele Maryi. Władze ciągle nie wyrażały zgody na budowę tutaj kościoła. Wiadomość od proboszcza rozeszła się szeroko i na modlitewne spotkanie z kardynałem Wyszyńskim przybyło wielu mieszkańców ubogiej dzielnicy Siekierki, a także i z różnych innych dzielnic Warszawy, choć media nie informowały wówczas o spotkaniach kościelnych. Wszyscy zgromadzeni na modlitwie z Prymasem usłyszeli jego prorocze słowa: „Jeśli nie ja, to mój następca zbuduje tu świątynię, aby Matka Boża otrzymała tu należną chwałę...” Nic w roku 1970 nie wskazywało, by komunistyczne władze dały kiedykolwiek zezwolenie na budowę tutaj obiektu sakralnego. W ogóle cała dzielnica nie miała żadnych planów zagospodarowania przestrzennego. Nie zgadzano się nawet na remonty stojących tutaj skromnych domków przedwojennego osiedla. Zamierzano wybudować na Siekierkach wielki campus  akademicki i przenieść szereg wydziałów warszawskich uczelni. Ten ambitny projekt nigdy jednak nie doszedł do skutku. Natomiast  wypełniło się proroctwo kard. Wyszyńskiego i stanęła  w tej dzielnicy piękna i rozległa świątynia –  sanktuarium maryjne, gdzie funkcjonuje parafia i gdzie przybywa wielu pielgrzymów. W roku 2000 jest to jedna ze  świątyń jubileuszowych, którą nawiedzają warszawiacy. 

Chrześcijańska opcja wobec ubogich

Na zakończenie chcę jeszcze ukazać zagadnienie stosunku księdza Prymasa Wyszyńskiego do katolickiej nauki społecznej, co może mieć pewne odniesienia  i do współczesnej sytuacji w Polsce. Mam na myśli sprawiedliwość społeczną i  kościelną opcję wobec ubogich. Opatrznościową  rolę spełniał on w naszym kraju i w tym względzie. Od pierwszych lat swoich studiów na KUL–u był zawsze żarliwym rzecznikiem realizacji założeń katolickiej nauki społecznej. Akcentuje  to zaangażowanie Andrzej Micewski, w cennej monografii „Kardynał Wyszyński Prymas i mąż stanu” wydanej we Francji w 1982 roku, bo w Polsce  jeszcze ukazać się nie mogła ze względu na komunistyczną cenzurę: „Poglądy ks. Wyszyńskiego oscylowały wokół dwóch zasadniczych tendencji. Z jednej strony przestrzegał przed wpływami ideologii komunistycznej na świat robotniczy, a z drugiej zdecydowanie opowia­dał się za zmianami strukturalnymi i zmianami polityki społecznej, czyniącymi zadość potrzebom robotników”. W roku 1931 Wyszyński pisał, że „obecny kryzys gospodarczy [...] nie jest chwilowym tylko załamaniem się koniunktur gospodarczych, lecz w wielkiej mierze jest koniecznym następstwem kapitalistycznej gospodarki światowej [...] Cała wystawność i luksus współczesny jest udziałem uprzywilejowanych, którzy korzystają zeń na oczach proletariatu z właściwą plutokracji i dorobkiewiczom beztroską i gruboskórnością. Wytwarzane coraz to nowe sztuczne potrzeby wpływają  ujemnie na zdolność świadczeń na cele społeczne i dobroczynne. [...] Brak ofiarności i świadczeń na rzecz ubogich wynika zarówno z niewiary w istnienie nędzy, jak też z pewnej niechęci do robotników, zwłaszcza bezrobotnych„.
Ksiądz Prymas Wyszyński przejawiał zawsze ogromną wrażliwość na zjawiska niesprawiedliwości społecznej i nakłaniał cały Episkopat, by starał się być zawsze z narodem i bronić interesów warstw niższych i ludzi nie radzących sobie w trudnych sytuacjach kryzysowych. Taka pryncypialna postawa pozwoliła Kościołowi utrzymać przez cały czas rządów komunistycznych liczące się wpływy wśród szerokich  rzesz Polaków. Nie był to nigdy „Kościół milczenia”.

Jerzy GRUCA

Jerzy Gruca. Urodził się w 1931 roku w Warszawie. Dziennikarz i publicysta. Studiował polonistykę i filozofię na Uniwersytecie Warszawskim. Studia teologiczne ukończył w 1966 roku. Wieloletni rad aktor „Kierunków” i miesięcznika „Życie i Myśl”. W latach 1982-1986 pracował w Rzymie. Odbył wiele podróży, między innymi do Stanów Zjednoczonych, Kanady, Filipin, Japonii, Chin i krajów Dalekiego Wschodu. Mieszka w Oslo. Działalność społeczna kard. Stefana Wyszyńskiego została szczegółowo zaprezentowana w eseju Jerzego Grucy pt. „Bronił zawsze wolności dialogu i pojednania” zawartym w książce, „Co Kościół i Polska zawdzięczają Prymasowi Tysiąclecia?” Wydawnictwo „Adam” Warszawa 2000.




Na zdjęciu:

Kard.
Stefan Wyszyński
wśród
księży studentów

(Warszawa, 1972)


Fot. Archiwum „NR

© Recogito, Rafaliga