Dwie epifanie w ogrodzie
Któż nie chciałby
powiedzieć światu tego podwójnego: tak Tak, jak uczynił to
Joyce w dwóch ostatnich
słowach „Ulissesa”. Bohater Macieja Niemca też
wypowiada to słowo, w utworze „Na zewnątrz”:
„Wychodząc tylko do skrzynki po listy/mówiłem do śniegu:
o tak”. Ale trzeba powiedzieć światu: tak, trzeba wiedzieć
kim się jest, ustalić własną tożsamość. Dlatego w twórczości
Niemca tak mocno jest obecny motyw odyseiczny. Trop odyseiczny, może
nawet współbrzmiący z powieścią Michela Tourniera:
„Kacper, Melchior i Baltazar”, w wierszu „Ogród
w lutym” biegnie do wewnątrz bohatera, bo w sobie powinno
znaleźć się trwały punkt oparcia, odniesienia do świata, jeśli
„ani snów, ani znaku od bogów” („Ulisses).
W bohaterze
lirycznym Macieja Niemca żyje jednocześnie trzech ludzi:
pierwszy byłby człowiekiem Joyce’a, który chce światu
powiedzieć afirmatywne: tak Tak; drugi – eliotowskim
istnieniem wydrążonym z sensu: „świadomy nicości/
Opuszczających mnie przywidzeń”. Trzeci –
becketowskim pielgrzymem wydrążonym z sensu i wyobraźni. To
ten, który szuka sensu, miejsca i czasu poza umysłem:
„Napełnienie w tamtym trwaniu gdzieś poza samym sobą”.
Nie zjawia się nawet pomysł na krzyż,
„ narzędzie życia”. Szukanie drogi, szukanie
pociechy w spojrzeniu: „myśl szuka pociechy w spojrzeniu,/
Które wśród martwych roślin szuka czegoś, co je
trzyma”. W spojrzeniu uśpiona jest nadzieja na kontemplację
piękna, ale zawsze pojawia się myśl, że „ogród w lutym
jest piękny niby trwałe przywidzenie”. Rozdarcie powiększa
się, ponieważ udręcza demon pamięci, a umysł nie potrafi
zasklepić tej rany. Nabrzmiewa hiatus – pomiędzy pamięcią a widzialnością: „Czy niczego
już nie zrozumiem, z obnażoną głową/ Stojąc tu na zimowej
ziemi, pewny jej oparcia/ (Jak ktoś, kto, zamyślony, wracając z
nieustannego/ Pogrzebu godzin, pór, skłóconych ze sobą
najprostszych/ Podobieństw, sprawdza butem grunt, wytrzyma, nie
wytrzyma?”).
A chciałby, aby
me było nic, prócz tego, co widzi. W poszukiwaniu tożsamości
najtrwalszym punktem odniesienia byłby porządek nadprzyrodzony,
metafizyczny. Tylko wtedy nie zagrażałoby wyniszczenie pamięci,
sensu, dobra, piękna, w jakimkolwiek wymiarze. Ale bytu Boga nie
można dosięgnąć, nie można się w nim rozgościć.
(„Tak trwa ogród. On mógł/ Przechadzać się po tym
ogrodzie, lecz nie drży źdźbło trawy,/ Gdy przechodzi Bóg”).
Tożsamość ze światem, to garść śniegu w dłoni, kawałek
nieba: „Trwaj, trzymaj w zziębłej dłoni garść śniegu”.
Jeśli poeta odpowiada wierszem na wiersz
poety, to znaczy, że jest nim poruszony intelektualnie,
emocjonalnie, że przegląda się w nim, jak w lustrze swojego
istnienia. Teresa Tomsia pisze właśnie taką poetycką odpowiedź
– dialog Maciejowi Niemcowi, oczywiście jego wierszowi
(„W odpowiedzi na Ogród w lutym”).
To inny ogród:
ogród sierpnia, bujności traw, kwitnących łubinów. Ale udręczenie
pamięcią pozostaje wspólne. Pisze poetka: „Kiedyś
zapragnęłam zmienić siebie, kraj;/ oddzielić się od tego co
było i jest:/ zaczynać dzień powitaniem szronu na szybie,/
pochyleniem głowy nad igłą do szycia,/ ale komunikaty tętniły
w skroniach./ Nie zdołałam opanować lęku.” Przemoc
historii., demon historii rani pamięć. Bohaterka szuka ratunku w
kontemplacji piękna, czasu, ciszy, stąd taki pietyzm dla szczegółu,
poczucie jedności z kosmosem przez zanurzenie się w byt muchy.
Jest tutaj wierna Simonne Weil, która powiada: są dwie najwyższe
tajemnice życia – piękno i czas. Posłuchajmy jak to przesłanie,
olśnienie, oddycha w wierszu poetki: „Żyję cicho w bliskości
kwitnących łubinów, uczepiona skrzydeł muchy,/ co budzi
siostrzanym muśnięciem,/przyzywając światło raz jeszcze.//
Jestem cykadą w sierpniu, na rozstaju.”
Uwolniona od pamięci przez zanurzenie w
widzialności. Ale co to znaczy widzialność? Widzialność jest
żywym źródłem wyobraźni, a więc wieczności: „I oto
zdarza się ta pogodna chwila/ w objęciach łagodnego –
wiatru, gdy lato/ znaczy tylko dojrzewanie, spokój, nic więcej./
Uwalniam się od pamięci zapisując trwanie/ w znikającym
ogrodzie”.
Dwa rytmy, dwa gatunki piękna, dwie próby
poszukiwania tożsamości, dwie epifanie w ogrodzie. Ale odpowiedź
na tajemnicę „ja” nie jest czymś ostatecznym. I będą
jej szukać zawsze, przez następne dni, noce, wiersze.
Poznań, luty 2001
Andrzej OGRODOWCZYK
Andrzej Ogrodowczyk. Urodził się w
1952 roku. Studiował filologię polską na Uniwersytecie im.
Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wydał tomiki poetyckie
„Nieprzezroczyste”, „Jabłuszko ziemi”,
„Zanim pochłonie”. Jego szkic odnosi się do tomików
Macieja Niemca „Kwiaty akacji”, Wydawnictwo „W
drodze”, Poznań 1994, oraz Teresy Tomsi: „Przed pamięcią”,
Wydawnictwo „Ars Nova”, Poznań 2000.
|

Na zdjęciu:
Drzewa
(Bad Zwischenahn,
1999)
Fot. Marek Wittbrot
|