
|
Własny
styl - linia
Ludwika Ogorzelec mieszka w Paryżu od kilkunastu lat, jest rzeźbiarką
uznaną w świecie sztuki, choć podąża swoją osobną, wypróbowaną
ścieżką. W 2001 roku przypadły jej w udziale aż dwa wyróżnienia
za osiągnięcia artystyczne – stypendium Pollock-Krasner
Fundation w USA oraz paryska Nagroda im. Sadzika, znak docenienia
w kręgu polonijnym stolicy Francji.
Wywodząca się z Wrocławia artystka, związana niegdyś z
Solidarnością Walczącą, ceniona jest w życiu prywatnym za
konsekwentne wybory, w sztuce podobnie – jak podkreślił w
uzasadnieniu Przewodniczący Kolegium Nagrody rzeźbiarz Paweł
Jocz – za „wyróżniający się, oryginalny dorobek
artystyczny, za odwagę, prostotę, powściągliwość i głęboko
etyczny stosunek do problemu kreacji”. Nie bez znaczenia jest tu
fakt, iż pomysł Nagrody powstał w gronie przyjaciół Domu
Pallotynów, a uzyskał realizację dzięki staraniom redaktora
internetowego czasopisma „Recogito”. Tym przedsięwzięciem,
jak się można domyślać, złożył on hołd swojemu
poprzednikowi przy rue Surcouf, redaktorowi nie istniejącej już
„Naszej Rodziny” – ks. Józefowi Sadzikowi, zmarłemu w 1980
roku – przyjacielowi Czesława Miłosza i polskich twórców na
emigracji.
Rodzi się zatem ożywcza tradycja reagowania na sztukę współczesną
w kręgu kultury chrześcijańskiej. Jest to zapewne kontynuacja
rozpoczętej wcześniej na łamach pallotyńskiego czasopisma
dyskusji o poziomie sztuk plastycznych w dzisiejszym kościele
polskim, a także o poszukiwaniu ścieżek wiodących ku tajemnicy
sacrum – również poprzez aktualne refleksje i wydarzenia
artystyczne (malarskie, rzeźbiarskie, poetyckie, filozoficzne).
Trudno byłoby przecenić tę inicjatywę, choć wydaje się ona
karkołomna w obliczu konsumpcyjnych roszczeń integrujących się
społeczeństw i poglądów oraz nieustannego braku środków
finansowych na utrzymanie pisma, czy pozyskiwanie współpracowników,
itp. Życzę jednak powodzenia Markowi Wittbrotowi oraz jego
paryskim przyjaciołom w staraniu o zbliżenie do siebie tradycji
i nowoczesności.
???zadumy, powagi i zamyślenia
w skupieniu nad piętrzącymi się problemami naszej codzienności
może okazać się kojącym środkiem, próbą odwrotu od zbyt
pospiesznego ferowania wyroków, środowiskowych hierarchii czy osądów.
Ma szansę zaprowadzić nas tam, gdzie czas rządzi się innymi
prawami, a poszukiwanie równowagi w przedmiotach i obiektach
skonstruowanych przez Ludwikę Ogorzelec z drewna okaże się nie
terapeutycznym, lecz filozoficznym zamierzeniem. Chodzi o to, aby
widz nie mierzył sztuki swoją wiedzą, jaką posiada, lecz
otworzył się na jej oddziaływanie. Więcej wniesie otwarcie się,
niż zamknięcie sprawy swoim osądem. I tu dotykamy celowości
sztuki – ma wzbogacać, dostarczać wartości humanistycznych,
wzbudzać odczucia natury estetycznej.
Nie pozbawiona wątpliwości i pytań o sens tworzenia w
rzeczywistości niewolnej od absurdu i deformacji, rzeźbiarka ta
kieruje swoją uwagę ku głębi. Stwarza własny styl dialogu z
przestrzenią, odrzucając bryłę i masę pozostawia w rzeźbie
linię, która określa
ją i zagospodarowuje. Swoim działaniem udowadnia, że to, co z
pozoru puste i trudno dostrzegalne, może być oglądane i zgłębiane
na wiele różnych sposobów. Zanim powstaną rzeźby, Ogorzelec
najpierw szuka punktu podparcia, intuicyjnie ujawniając ukryte siły
natury – jej prawom przeciwstawiając wyobraźnię i spojrzenie
artysty patrzącego z konkretnego miejsca, w określonym czasie,
obarczonego swoim indywidualnym doświadczeniem oraz metodą
poznawania.
Przed realizacją każdej rzeźby (w galerii czy w plenerze)
Ogorzelec analizuje proporcje, materiały, idee architekta, czyli
kontekst energii, z którego ma wyniknąć rzeźba –
„krystalizacja przestrzeni”.
Po tym następuje przygotowanie materiału, a więc
przetwarzanie go za pomocą narzędzi prostych, tj. noża, klina,
siekierki, młotka. Gdy oglądający pytają: Co to jest?
Odpowiada: Jest to materializacja moich marzeń bycia lekkim.
Od kilku lat Ogorzelec ma w Paryżu czas zaledwie na przepakowanie
walizek i przygotowanie kolejnej twórczej wyprawy. Zaproszeń
pojawia się wiele, z różnych kontynentów. W Szwecji, skąd
niedawno wróciła, zebrało się nawet grono chętnych do naśladowania
jej stylu. Lecz to niemożliwe – tłumaczy autorka rzeźb „lżejszych
od powietrza” – każdy w sztuce musi swoją drogę znaleźć
sam, naśladowanie prowadzi donikąd.
Wszelkie odwołania do wcześniejszych sensów są uzasadnione i
nieuzasadnione jednocześnie. Wprawdzie artystka korzysta z
surowca, jakim jest drewno czy pnącza bluszczu z podparyskich lasów,
jednakże drzewo znajduje tu nowy kontekst, zaprzeczając
naturalności przeznaczenia i skojarzeń. Kompozycje ze szkła to
struktury prowokujące do pytań o miejsce człowieka w
przyrodzie, jak również o znaczenie sztuki w jego egzystencji.
Jednak, choć poddane obróbce, podstawowym surowcem w pracowni
Ogorzelec jest drewno i nie sposób nie odwoływać się do
archetypu drzewa (dającego cień, owoc, opał, światło, ukołysanie,
wskazówkę ku Niebu). Drzewo spławiane rzeką, pocięte na podpórki,
uschłe, ozdobne – nadal pozostaje drzewem w swoim pierwotnym
przeznaczeniu i nie można go od jego istoty odłączyć.
Natomiast to, co powstaje pod palcami artystki – zaplątanie
linii w nieskończoną kombinację przecięć i powiązań,
ujawnia symbolicznie drogę, jaką przeszedł człowiek wraz z
przyrodą. Widzenie to nie jest jednak ani naturalistyczne, ani
katastroficzne. Niedostępne siły natury drzemią wciąż w niej
niepojęte, jak choćby „trwanie po śmierci”, czego pewnie człowiek
drzewu może pozazdrościć.
Rzeźbom Ludwiki Ogorzelec warto przyglądać się z namysłem,
niespiesznie, dać się podporządkować rytmowi ich ruchu, współtowarzyszyć
w zagarnianiu przestrzeni. Wszystko, co robimy, jest ulotne i
nietrwałe – przypomina w ten sposób artystka. Dlatego myśli o
rzeźbie nie jako o rzeczy wielowiekowej, masywnej i wiecznej,
lecz tworzy właśnie rzeźbę nietrwałą, poddającą się wpływowi
czasu i warunków atmosferycznych. Zdecydowanie zrezygnowała z ciężaru
i masy, konsekwentnie wybierając linię.
Teresa TOMSIA
W
Poznaniu rzeźbami Ludwiki Ogorzelec zainteresował się Tomasz
Wendland, prowadzący Centrum Sztuki Współczesnej – Inner
Spaces Multimedia. W połowie 2002 roku artystka ma tu realizować
projekt swojej nowej rzeźby z cyklu „Krystalizacja
przestrzeni”.

|

Na zdjęciu:
Praca
z serii
„Krystalizacja
przestrzeni”
w
Muzeum-Galerii Seita
(Paryż, 1998)
Fot.
Michael
Wittbrot
|