
|
Drut
w spirali
Dzięki
pewnym okolicznościom otrzymałem do przetestowania urządzenie
odczytujące cudze myśli. Konkretnie cudze myśli na nasz temat.
Nareszcie będę wiedział, co naprawdę sądzą o mnie różni uśmiechający
się fałszywie milusińscy knujący za plecami to i owo. Mimo że
zasada działania odczytywacza myśli jest z gruntu dość prosta,
umożliwia on w większości wypadków dokonanie analizy cudzych
myśli z niemal stuprocentową pewnością. Wobec tego, że
praktycznie nie zajmuje miejsca, można go zawsze mieć przy
sobie, natomiast czujnik skierowany w stronę badanego jest tak
zmyślnie ukryty, że kontrolowany pozbawiony jest najmniejszych
szans dostrzeżenia, iż się go właśnie sprawdza. Są dowody na
to, że choćby się skrywał za najszerszymi uśmiechami,
najmilszymi słówkami i pozorującymi najprzyjaźniejsze gestami,
jego prawdziwe myśli zostaną bezbłędnie odkryte, zanalizowane,
zinterpretowane i wyświetlone na wewnętrznym ekranie specjalnego
czytnika.
Dodatkową zaletą urządzenia jest to, że bez strat na precyzji
z równą doskonałością co z bliska działa na odległość, a
funkcji jego nie zakłóca praktycznie nic. Z pozytywnym skutkiem
dokonywano eksperymentów w zanurzonej łodzi podwodnej, a podobno
- powtarzam, podobno, bo wiadomość ta nie jest oficjalnie
potwierdzona - testowano je w odległościach kosmicznych w
dwunastej czy też trzynastej ekspedycji amerykańskiego programu
kosmicznego Apollo.
Niestety w chwili obecnej dostępność wynalazku jest poważnie
ograniczona, jako że tylko nieliczne jednostki zdolne są do
opanowania techniki posługiwania się owym odkryciem. I to nie ze
względu na komplikację w obsłudze, trudności odczytania
instrukcji czy konieczność legitymowania się wyjątkowo wysoką
liczbą IQ. Wręcz przeciwnie. Liczne obserwacje dowodzą
istnienia raczej odwrotnie proporcjonalnej zależności pomiędzy
logicznym myśleniem a możliwością korzystania z wykrywacza myśli.
Innymi słowy osoby wyćwiczone w poleganiu na logice jako jedynym
instrumencie poznawania świata mają do tego zdecydowanie osłabione
predyspozycje. Prawdę mówiąc istnieją opinie, że możliwości
takiej są wręcz pozbawione. Sprawa owej zależności jest
przedmiotem zainteresowania wielu ośrodków naukowych rozsianych
po całym świecie, lecz jak dotąd doniesienia na ten temat są
raczej skąpe.
Co najdziwniejsze, urządzenie, które w rzeczy samej właściwiej
byłoby nazywać sposobem, wynalezione zostało już dość dawno,
a spotyka się przypuszczenia, że nie było ono obce starożytnym.
Świadczyłyby o tym wzmianki zarówno w tekstach hieroglificznych
jak i starogreckich odnajdywane później w źródłach rzymskich.
Spytacie Państwo: Cóż to za sposób znany od tysiącleci, którym,
złośliwy skryba, zajmuję szanowną Państwa uwagę, nie mówiąc
wprost, o co chodzi, nie wykładając kawy na ławę, a owijając
w bawełnę i kryjąc dla samego ukrywania, przedłużam wstęp w
celu udramatyzowania prawdy? Przyznam, iż sam się dziwię,
dlaczego nie zadaliście Państwo wcześniej tego pytania. Wracam
więc do tematu i już wyjaśniam. Oczywiście domyślam się, że
większość z Państwa od dawna wie, o czym mówię, a czytania
nie przerywano wyłącznie z grzeczności i wrodzonego taktu wobec
naczelnego redaktora, który nie zamieściłby przecież tekstu
nie przedstawiającego wyjątkowej wartości. Chwała mu za to, a
Państwu za delikatność. Zaś co do sposobu już wyjaśniam.
Jest prosty „jak drut w spirali” według sformułowania
mojego zacnego sąsiada, pana Zenka, którego wspominam, bo on to
właśnie nauczył mnie, jak dowiadywać się, co myślą o nas
bliźni. Lekko filozofującym tonem powiedział tak:
- Panie, to proste jak drut w spirali. Chcesz się pan dowiedzieć,
co o panu kto myśli, to zapytaj się pan siebie, co pan myślisz
o nim. Oprócz nieszczęśliwych wypadków, kiedy w grę wchodzi
tak zwany popęd płciowy czyli instynkt rozmnożenia, działa sto
na sto.
Osobiście zdążyłem wypróbować technikę na dwóch osobach i
ze zdumieniem stwierdziłem, że wszystko zgadza się co do joty.
Zwłaszcza opinia teściowej na mój temat rozbawiła mnie do żywego.
Teściowa jednak nie tylko inteligentna, ale i z poczuciem humoru.
Odwrotnie miała się sprawa z szefem, lecz szczerze mówiąc, w
tej chwili nie ma to już wielkiego znaczenia, jako że poznawszy
jego myśli, miałem tylko jedno, jedyne wyjście. Na razie szukam
innej pracy, ale jeść trzeba. Spotkany w drodze do pośredniaka
pan Zenek doradził mi: „A felietony? Nie możesz pan dorobić
felietonami?” No właśnie.
Andrzej
Niewinny DOBROWOLSKI
Andrzej
Niewinny Dobrowolski, urodzony w 1945 w Częstochowie, w roku 1968
jako muzyk wyjechał z zespołem do Finlandii. Po przeniesieniu się
do Szwecji i założeniu rodziny mieszka tam do dziś. Przez
kilkanaście lat zajmował się rozlicznymi interesami, prowadząc
znaną firmę Bajer & Frajer, od lat dziesięciu tłumacz
literacki, dziennikarz, felietonista. Autor wydawanych w Polsce
przekładów z języka angielskiego, szwedzkiego i duńskiego. Współpracuje
z wieloma pismami polonijnymi w Europie i w Ameryce.
|

Na
zdjęciu:
W bloku
(Gdańsk, 1987)
Fot. Archiwum „NR”
|