Czas Godnich Świąt

 

Po wprowadzeniu chrześcijaństwa podstawą polskiego roku obrzędowego stał się rok liturgiczny. Od XVII wieku kalendarz gregoriański był już właściwie powszechnie przyjęty. Bardziej oświecone warstwy społeczne, liczyły czas według miesięcy w brzmieniu tak polskim jak i łacińskim. Natomiast znacznie liczniejsze, warstwy chłopskie nie orientowały w takim podziale czasu. Dla nich rok dzielił się według świąt kościelnych lub też jakichś lokalnych dni świątecznych. Celem określenia czasu używano na przykład takich określeń “stało się to czy tamto na dwie niedziele przed Świętą Katarzyną” lub „na dwie niedziele po Świętej Katarzynie”. Tak stosowany kalendarz łączył się też bardzo ściśle z harmonogramem prac gospodarczych, przewidywaniem pogody i przyjętymi na danym terenie dorocznymi zwyczajami.
Po zakończeniu jesiennych prac polowych nastawał okres uśpienia przyrody, ciszy i spokoju. Powoli zbliżał się czas adwentu, postu i nabożeństw.
W okresie kontrreformacji na terenie Polski posty przestrzegane były bardzo rygorystycznie. Ożywione i gwarne życie sąsiedzkie i domowe, przycichało w tym czasie na kilka dobrych tygodni. Nadchodził czas Godnich Świąt, czyli czas od Bożego Narodzenia do Trzech Króli. Sam adwent liczono od dnia św. Marcina (7 grudnia). Dlatego też był zwany czterdziestnicą. Tyle bowiem dni zostało do Świąt Bożego Narodzenia.
W tym czasie pewne ożywienie można było zaobserwować 24 i 29 listopada, w wigilię św. Katarzyny i św. Andrzeja. Wówczas to młodzież, z zwłaszcza panny, wróżyły sobie plany matrymonialne. Jak jednak mówi przysłowie:

„Święta Katarzyna klucze pogubiła,
Święty Andrzej znalazł, zamknął skrzypki zaraz.”

Pomimo takich skojarzeń, te dwie święte postacie nigdy ze sobą nie miały nic wspólnego. Mimo to w wierzeniach ludowych występowali jako “święte rodzeństwo”.
Święta Katarzyna była uważana za opiekunkę dziewic, które doprowadzała do szczęśliwego małżeństwa, a święty Andrzej patronował młodzieńcom. W obu przypadkach były to dni wielkiego wróżenia. Chłopcy w wigilię świętej Katarzyny, a dziewczęta w wigilię św. Andrzeja. Najbardziej popularne było, i tak zostało do dziś, lanie wosku na wodę i odczytywanie z kształtu cienia na ścianie swojej przyszłości. W tym dniu szczekanie psa miało wskazywać na kierunek, z którego przyjdzie narzeczony lub przyszła żona. Wierzono również, że we śnie można zobaczyć przyszłego męża lub żonę. Moja babcia opowiadała mi, że w dniu św. Andrzeja rano, wyciągnęła spośród schowanych pod poduszką karteczek z męskimi imionami, imię mojego dziadka, którego wtedy jeszcze nie znała, ale poznała w ciągu roku.
Ważną datą w kalendarzu ludowym był też dzień św. Mikołaja (6 grudnia). Dzisiaj ten dzień kojarzy nam się z prezentami dla dzieci, które to znajdują najlepiej pod poduszką. Tymczasem dawniej św. Mikołaj był głównie znany nie jako darczyńca, ale jako opiekun pasterzy i trzód w obronie przed wilkami.
Czas skupienia i ciszy kończył się nareszcie wraz z nadejściem Bożego Narodzenia. Zmieniał się nastrój. Świat promieniał radością, jasnością, rozbrzmiewał śpiewem kolęd. W miejsce postnych, chudych potraw na stół zawitało obfite, smakowite, tłuste i wymyślne jedzenie świąteczne. Zaczynał się też długi okres zabaw, ślubów, kuligów. Już od samego rana w dzień Wigilii wróżono i wykonywano różne zabiegi magiczne, przywiązując do nich ogromne znaczenie, ponieważ wszystkie czynności i myśli w tym dniu miały zapewnić pomyślność w najbliższym roku. W tym szczególnym dniu można znaleźć też echa pogańskich obrzędów, które przed wiekami żywe były na naszych ziemiach. I tak przeżytkiem agrarnego święta jest z całą pewnością zwyczaj rozściełania słomy lub siana na stole, na którym stawiane są wigilijne potrawy. Gospodarz przynosił do izby siano z obory, którego bydło nie dojadło. W czasie wieczerzy panny i kawalerowie ciągnęli spod obrusa źdźbła słomy lub siana. Zielone źdźbło oznaczało rychły ślub w czasie najbliższego karnawału. Natomiast zwiędłe źdźbła oznaczały jeszcze czas oczekiwania na ten szczególny dzień w życiu. Z przyniesionej do izby słomy z obory, kręcono niewielkie powrózła, którymi obwiązywano drzewa owocowe w sadzie, żeby lepiej rodziły na wiosnę. No i najważniejszy wigilijny gość, choinka czy jak u nas mówiono “drzewko” tak naprawdę, nie był u nas znany. Przywędrowało to drzewko do nas na początku XIX wieku z niemieckich, mieszczańskich domów. Dopiero w wiele lat później stało się nierozerwalnym symbolem Świąt. Wiadomo jednak, że na Pomorzu, na początku XVIII wieku odnotowano istnienie ozdobnych rózg, które rozdawano dzieciom. Dopiero w połowie XIX wieku na polskich wsiach pojawia się drzewko wiązane pniem do sufitu. Ozdabiano je orzechami, jabłuszkami rajskimi i innymi niewielkimi owocami. Strojenie choinki, wiąże się z dawnymi mitami o „drzewie życia”. Wierzono, że przyniesienie choinki do domu przyczyni się do pobudzenia energii przyrody. Miało też mieć specjalny wpływ na wzmożenie płodności drzew owocowych. W Polsce ubieranie choinki ma również związek z kultem płodności Słowian Środkowej Europy. Potrawy gotowe, choinka ubrana, a więc o zmroku, wraz z pierwszą gwiazdką, zasiadano do uroczystej Wigilijnej wieczerzy. Na uboższych, chłopskich stołach było zwykle siedem potraw. Na stołach szlacheckich stawiano dziewięć potraw, a na stołach pańskich jedenaście lub dwanaście. Jeśli tego wieczora ktoś nie pokosztował wszystkich potraw, to omijało go w najbliższym roku tyle przyjemności, ile potraw zostawił. Uczta w Wigilię łączyła wszystkich, uważano jednak by liczba biesiadników przy stole zawsze była parzysta. W przeciwnym bowiem razie, ktoś z obecnych w następnym roku mógł umrzeć. Pomimo jednak takiego drastycznego wymogu przepowiedni, bardzo starannie uważano, by przy stole zostawało jedno miejsce nakryte i wolne dla jakiegoś nieoczekiwanego gościa. Zwyczaj ten zresztą przetrwał do dziś. Prawdopodobnie jest on reliktem dawnych zwyczajów zaduszkowych. Polegały one na zapraszaniu do uczty wigilijnej duchów zmarłych przodków. To dla zmarłych przodków stawiano na rogu stołu resztki jedzenia lub też wynoszono je przed dom. W tym wyjątkowym dniu, również zwierzętom zanoszono resztki jedzenia na znak jedności, dbałości i przywiązania. Często do jedzenia dla bydła wkładano pokruszony opłatek, którym dzielili się domownicy. Rozsypane po stole ziarno z kłosów zanoszono kurom. Pukano w nocy do pszczelich uli mówiąc „Chrystus Pan się narodził”. Do dziś głęboko wierzymy, że o północy zwierzęta mówią ludzkim głosem, ale jeśli ktoś taki głos by usłyszał podsłuchując, to znaczy, że niebawem straci życie.
Po wieczerzy wigilijnej rozdawano podarunki, czyli „kolędę”. Bardzo starym zwyczajem jest chodzenie wieczorem po kolędzie w zamian za drobne podarunki od domowników. Kulminacyjnym tego dnia jest pójście do kościoła na Pasterkę.
Drugi dzień świąt, to dzień św. Szczepana. Przez wiele wieków był to dzień przyjmowania do pracy służby, która zbierała się w tym dniu w karczmach i zajazdach. Stąd tez pochodzi powiedzenie „na św. Szczepana, każdy sobie pan”. W tym dniu obsypywano się owsem, jęczmieniem, grochem, które wcześniej w tym dniu święcono w kościele przed mszą poranną. Święcone zboża i groch rozsypywano po polach i sypano domowemu ptactwu.
Huczne zabawy Sylwestrowe kończące stary rok i zaczynające nowy są niewątpliwie tradycją miejską. W tym dniu oblegano jednak wróżki i wróżono sobie, co będzie w roku przyszłym. Przyjęło się też gdzie, niegdzie, że jeśli komuś uda się żartem okraść drugą osobę, to cały następny rok będzie dla tej osoby, która kradnie, szczęśliwy. Nowy Rok był od wieków powodem do wystawnych obiadów i radosnych uczt. Tak dochodzimy do Dnia Trzech Króli (6 stycznia). W tym dniu chłopcy obchodzili domu śpiewając kolędy z oklejoną gwiazdą. Wśród Gwiazdorów znajdowali swoje miejsce poprzebierani za kozy, niedźwiedzie, turonie i inne postacie z obrzędowych widowisk. Zaczął się też krótki czas jasełek, które przywędrowały do nas z Włoch i wystawiane są od Bożego Narodzenia do Matki Boskiej Gromnicznej (2 lutego). Jasełka z czasem przekształcały się w bogate formy teatralne. Z dniem Trzech Króli wiąże się też zwyczaj wypisywania poświęconą kredą na drzwiach wejściowych do domu trzech liter K+M+B od imion legendarnych Króli. Licząc pierwsze 12 dni od Bożego Narodzenia bardzo pilnie i dawniej i dzisiaj obserwuje się pogodę na podstawie, której rokuje się pogodę na poszczególne miesiące roku. Od trzech Króli rozpoczyna się kilkutygodniowy karnawał. Czas bali, kuligów, ślubów i hucznych zabaw. Zakończeniem tego szaleństwa, czasu radości, wzajemnych odwiedzin są „ostatki”, ale to już zupełnie inna historia. Myślę, że już po Świętach zapoznamy się bliżej z kolędnikami, zabawami karnawałowymi, a także z ciekawą historią krakowskiej szopki, a teraz „Do siego Nowego Roku”.

Halina GODECKA


Na ilustracji:

„Święta Rodzina”
Kazimierza Sichulskiego
(1879-1942)

 

.