
|
Impresje
o Sorokinie
„Zwycięstwo
przeciętniaka w kulturze jest zwycięstwem nudy. Nuda zaś jest
śmiercią kultury“.
Ostatnia
dyskusja w Niemczech na temat tzw. „Leitkultur”, czyli
kultury wiodącej może być zrozumiana jako pytanie o
identyfikacje Niemców, ale także jako pytanie o kondycję
kultury jako takiej i jej znaczenie dla każdego z nas. Wprawdzie
najpierw byłoby niezbędne zdefiniować samo pojecie
„kultura“ i niejako odróżnić je od swoistego terminus
technicus „Leitkultur“ (kultura wiodąca), aby
ukazać zarówno wspólną płaszczyznę jak i tez elementy dzielące.
Co oznacza zatem kultura i co kryje się pod pojęciem kultura
wiodąca, albo prowadząca?
Może się zdarzyć, że pragniemy zrozumieć pojecie kultury w
szerokim zakresie, który ogarnia w swej definicji każdy rodzaj
ludzkiej aktywności, która to z kolei przyczynia się do
przezwyciężenia każdej nędzy naszej ludzkiej duszy. Dlatego,
według tejże logiki, można mówić zarówno o sztuce i kulturze
intelektualnego elementu, jak i też o kulturze obcowania z innymi
ludźmi.
Obserwacja
Interesujące może być
przypatrywanie się „gościom“ – jak powiada mój
przyjaciel o żyjących w Niemczech obcokrajowcach. Ich sposób myślenia
o Niemczech oraz o niemieckim społeczeństwie wydaje się być
także bardzo interesujący, jeśli uwzględni się równouprawnienie
„Ausländer’ów“ do zajmowania stanowisk na
tematy interesujące generalnie Niemców. Ale że demokracja i
opieszale jednocząca się Europa pozwala na takowe myślenie
– zatem kilka spostrzeżeń.
To, że ów fenomen wypowiada głośno swego zdania w
nie-swoim-kraju nie należy raczej do wyjątków, poświadcza
uznany na świecie, niekoniecznie w Niemczech, ojciec islamologii,
Bassam Tibi, autor „Europa ohne Identität? Leitkultur oder
Wertebeliebigkeit“ – jednej z lepszych książek
dotyczących europejskiej kultury i jej percepcji w Niemczech. Ale
aby oddać glos jednak gościom (Gast), nie zaś gościom
pracownikom (Gastarbeiter) odwołajmy się do Vladimira Sorokina.
Wprawdzie nie mieszka on na stale w Niemczech, ale od polowy lat
osiemdziesiątych wielokrotnie przebywał w tymże
na-nowo-zjednoczonym kraju. Od ponad dziesięciu lat należy on do
najbardziej popularnych rosyjskich pisarzy, którzy najchętniej
bywają tłumaczeni na niemieckim rynku.
Vladimir Sorokin, rocznik 1952, urodzony i wychowany w Moskwie, był
pierwszym visiting-profesorem tzw. Samule Fischer profesury
w instytucie ogólnej i porównawczej literatury na uniwersytecie
w Berlinie (Freie Universität). Prowadzone przez niego
seminarium, jak i wykłady dotyczyły rosyjskich konceptualistów,
do których Sorokin dokooptował na początku lat siedemdziesiątych
w Moskwie.
Rosyjscy konceptualiści zradykalizowali całą tradycje
awangardy. Ich działalność kierowała się wpierw przeciwko
oficjalnej sowieckiej literaturze, przeciw kultowi klasyków oraz
moralizatorskiej literaturze rosyjskich dysydentów (Sołżenicyn).
Do najważniejszych konceptualistów zalicza się: Dimitrija A.
Prigowa, Lwa Rubinsteina, Andrieja Monastryskija oraz Ilye
Kabakowa. Ilye Kabakow był jednym z pierwszych artystów w Rosji,
który potrafił łączyć zwykle przedmioty codziennego użytku
z... mowami radzieckich polityków. Tymże samym starał się on
przeciwstawiać lokalną relaność życia z totalitarnymi planami
wobec społeczeństwa. Dzięki temu Sorokin mógł zdefiniować
rosyjskich konceptualistów następująco: byli oni „grupą
bardzo dobrych artystów i muzyków, którzy od polowy lat
siedemdziesiątych egzystowali w podziemiu i kontynuowali poprzez
swoje prace tradycje rosyjskiej awangardy”. Nieco dalej
opisuje Sorokin owo podziemie bardziej konkretniej: „ My, to
znaczy ludzie tacy jak Erik Bulatow, Ilye Kabakow, Dimitrij Progow
czy też Lew Rubinstein puszczaliśmy płyty z partyjnymi mowami
Breżniewa i tańczyliśmy. Parodiowaliśmy wiadomości
telewizyjne. To było niezwykle interesujące”. Także
interesujący był ich stosunek do literatury, także do
literatury tzw. nietykalnych. Na marginesie swych wykładów w
Berlinie powiedział: „Rosyjska literatura z początku tego
wieku jest bardzo różnorodna, włącznie oczywiście z Tołstojem
i Czechowem. Bolszewicy zaś zamrozili owe zwłoki, aby nie zgniły.
Kiedy zdechła sowiecka siła, także lodówka wydala swego ducha,
zaś trup się rozłożył. Teraz śmierdzi jak nic. Trzeba go
pogrzebać”.
Katharsis
Sztuka w totalitarnym systemie miała
zupełnie inne znaczenie i także zupełnie odmienną wartość.
Była ona dla wielu swoistą mową wytęsknionej wolności, która
codzienność miała z kolei pogrążyć w niemoc wątpliwości.
Sztuka – oblicze kultury – była nieograniczoną możliwością
inspiracji, dystansem od rzeczywistości, wolnością od
powszedniości. Dlatego też bardzo chętnie w podziemnych kręgach
rozumiano sztukę jako rodzaj antycznej katharsis, na co też
wielu polskich pisarzy zwracało wówczas uwagę.
Ale mowę o znaczeniu i funkcji sztuki czy to w socjalistycznym, bądź
też nacjonalistycznym systemie, pozostawmy historykom. O wiele
bardziej interesująca jest teraźniejszość kultury w szerokim
znaczeniu tego słowa i relacje, jakie wobec niej prezentuje
Sorokin.
Dzisiaj czterdziestosiedmioletni letni Sorokin tuż po ukończeniu
studiów inżynierskich pracował jako ilustrator książek. Na
początku lat siedemdziesiątych dołączył do rosyjskich
konceptualistów, którzy opublikowali swój artystyczny programem
pod tytułem: „Dywersja poprzez afirmację”. Jego
pierwsza powieść „Norma” ukazała się na przełomie
1979/1980 roku. Od tego czasu opublikował wiele powieści, sztuk
teatralnych oraz słuchowisk. Ostatnia powieść
„Roman”, nad którą pracował prawie cztery lata
(1985-1989) liczy ponad siedemset stron. To właśnie ona
przyczyniła się w dużej mierze do jego sławy. Krytycy okrzyknęli
jego „Roman” jako „najczystszą literaturę, jaką
kiedykolwiek się czytało”. Jednakże próbować definiować
Sorokina jedynie jako pisarza byłoby błędem. Jest on raczej
prowokatorem, chodzącym po granicy czy też tym, który ośmiela
się łamać tematy tabu. Owo chodzenie po granicach czy też
poruszanie tematów tabu jest zasadniczym składnikiem jego twórczości,
uważa Iris Kampf. Owo łamanie tabu graniczy czasami wręcz z
ludzka perwersją: „Tak więc w powieści
„Roman“ będącej ponad pięćsetstronicowym opisem
rosyjskiej idylli następuje ponad sto trzydzieści stron czystego
seksu, przemocy i tortur“. Cynicy, którzy Sorokina
chcieliby skonfrontować z nie tak dawno obowiązującym obrazem
nowego społeczeństwa, musieliby odwołać się do Lwa Trockiego,
który w 1923 pisał:
„Nowy (socjalistyczny) człowiek powinien stać się nieporównywalnie
silniejszy, mądrzejszy, lepszy; jego ciało – bardziej
harmonijne; jego ruchy – rytmiczne; jego glos zaś bardziej
muzykalny”. W swoich powieściach ukazuje Sorokin, co stało
się z „nowym człowiekiem” sowieckiej utopi.
Winny
upadek Berlińskiego Muru
Jednakże interesujące jest nie tylko
śledzenie dziejów nowego socjalistycznego człowieka, lecz
spojrzenie, co stało się z „niemieckim,
zjednoczonym” człowiekiem. Sorokinowskie wrażenia ukazały
się przed rokiem w „Wahrnehmung zu Deutschland“,
wydane przez Waltera Höllerera, Norberta Millera i Joachima
Sartoriusa. Jak zatem powodzi się Niemcom? Tym razem jednak
widziane z rosyjskiej perspektywy. Owe spojrzenie jest tym
bardziej zasługujące na uwagę, albowiem jest ono swoistą próbą
porównawczą Niemiec sprzed jak i po 1989 roku. „Pod koniec
lat osiemdziesiątych uważałem Berlin za o wiele bardziej
interesujący niż Paryż. Teraz zaś można w Berlinie, jak i w
każdym prowincjalnym mieście, tylko chcieć napić się piwa,
zrobić zakupy i spać”.
Czy jest w tym winny zatem upadek Muru Berlińskiego? Według
Sorokina przyczyniały się wcześniej do kulturalnego napięcia
dwaj nieprzejednani rywale: wschodni i zachodni Berlin. Dwa miasta
– dwa państwa były swoistym faktorem identyfikacyjnym, poświadczającym
jakość życia. Oczywiście podział miał także konsekwencje
mentalne; powiadał bowiem, że świat jest prostszy: tutaj źli,
tam dobrzy ludzie; tutaj zdrowe polityczne i społeczne struktury,
tam kontrola i ucisk; tutaj wolność sztuki, tam rozumienie
sztuki jako produktu realnego socjalizmu. Podział Niemiec był
czynnikiem wyzwalającym dynamikę oraz kreatywność. Z momentem
zjednoczenia stało się wszystko inaczej. Dzisiaj Mur nie dzieli
więcej, lecz stal się synonimem ówczesnego politycznego jak i
mentalnego stanu. Dzisiaj wschodni i zachodni Berlin „zatopił
się w intymne objęcie, w jeden burzliwy miłosny akt... i zapadł,
krępo opleciony, w długi sen [...]. Każda stolica jest obliczem
danego kraju. Nowy, zjednoczony Berlin jest obliczem zatopionego w
śnie kraju”.
Nuda
Czy owa sytuacja odzyskanej wolności
nie jest paradoksalna? „Coś musiało się wydarzyć w
Niemczech. Nie tylko w ekonomicznym sensie. Nie tylko został
przewrócony Berliński Mur”. Zmiany w psyche niemieckiego
społeczeństwa są już odczuwalne dla obserwatora, który
porusza się w trochę innych kategoriach myślenia: „W
dzisiejszych Niemczech spotykam coraz to więcej sowieckiego
[ducha], którego znam od czasu mojego dzieciństwa. Niemcy
przybrali nagle typowo sowieckie, socjalistyczne gesty i ruchy.
Arystokracja, prywatność i taktowność są już passé.
W ciągu ostatnich dziesięciu lat niemieckie społeczeństwo stało
się w zaskakującym tempie grubiańskie i prostackie. Mam na myśli
nie tylko grubiaństwo na ulicy, kiedy to ktoś zostanie potrącony
i nie usłyszy [słowa] przepraszam, ale chodzi mi o grubiaństwo
istoty w ogólności, grubiaństwo socjalnej mechaniki. Orientacja
według zwykłego przeciętnego człowieka wzrasta, minimalizacja
socjalnych i kulturalnych wymagań wciąż przybiera na sile.
Zrytualizowana niemiecka biurokracja stała się biurokracją o
socjalistycznym odcieniu. Mieszczańskie rytuały zostały
wyrugowane przez kolektywny funkcjonalizm, który – wydaje
się – stal się zasadniczą etyką niemieckiego społeczeństwa”.
Oczywiście takowa krytyka pozostaje zawsze subiektywna. Sorokin
nie uzurpuje sobie prawa do nieomylności. Jego obserwacje nie
podpadają także pod naukowe kategorie. Przy okazji trzeba
powiedzieć, że wobec naukowców cierpi na swoistą alergię:
„Ufam o wiele więcej artystom niż naukowcom”. Ale
pozostając w temacie, można jego spostrzeganie niemieckiego społeczeństwa
przyjąć jako interesująca perspektywę. Na niej niekoniecznie
trzeba poprzestawać, lecz można się pytać, dlaczego owa
sytuacja w ogóle zaistniała i jakie też niesie ze sobą
konsekwencje. Czy kraj rzeczywiście zasnął? Czy rzeczywiście
panuje wszędzie nuda i rutyna? Być może historia uczyniła
ponownie żart i nareszcie spełnił się sen o „socjalizmie
z ludzka twarzą“?
„Niemcy stały się nudne“ – słyszę od wielu
Niemców. I to się zgadza. Szkoda.
Norbert MAREK
Norbert
Marek. Urodził się w 1975 roku w Iławie. Studiuje teologię.
Mieszka w Bonn w Niemczech.
Powyższa publikacja ukazała się w: „Criticón”. „Das
Magazin für Wirtschaft, Politik und Kultur“ 172/2001, s.
5-7.
Powieści
Sorokina po niemiecku: „Dostoevskij Trip / Krautsuppe,
tiefgefroren”: zwei Stücke; „Der himmelblaue Speck”,
„Die Schlange”; „Dysmorphomanie / Das Jubiläum”:
zwei Stücke: „Ein Monat in Dachau”, Cassette: Regie:
Ulrich Gerhardt, gesprochen von Ulrich Mühe; „Norma”;
„Pelmeni / Hochzeitsreise”: zwei Stücke;
„Roman”. Rosyjskie wydania: „Sobranie socinenij”;
„Norma”; „Ocered”; „Pervyj subbotnik”;
„Tridcataja ljubov' Mariny”; „Mesjac v Dachau”;
„Serdca cetyrech”; „Piesy i kinoscenarij”.
|
![goethe[1].jpg (133221 Byte)](foto/goethe_small.jpg)
Na
ilustracji:
Obraz
J.H.W. Tischbeina
(1751-1829)
"Goethe
w Kampanii"
(1786)
Städelsches Kunstinstitut,
Frankfurt
|