Zdjęcia, życie, miłość 

Cóż prostszego: wychylić się z okna pędzącego pociągu, albo przystanąć przed gmachem katedry i pstryknąć. Raz, raz jeszcze i kolejny raz, nieco tylko zmieniając punkt oglądu. Wszyscy jesteśmy potencjalnymi artystami. A jednak widząc doskonałe fotogramy z podziwem pochylamy głowy przeczuwając, że tylko nielicznym udaje się odnaleźć swój styl, rozpoznawalny natychmiast „wybór z rzeczywistości“. Spojrzeniem odsłaniającym nieco z tajemnic świata i człowieka dysponują jedynie ci, którzy nie dają zwieść się pozornej łatwości fotografowania. Do kręgu wspomnianych młodych twórców należy Michael Wittbrot. Co spośrod innych, podobnego typu propozycji, wyróżnia jego prace?
Przede wszystkim nastawienie na szczegół i wyjątkowa zdolność autora do usuwania się w cień. Liczy się bowiem sam utrwalony w „okamgnieniu“ przedmiot, jego tajemniczość i duchowość. Michael nie przedstawia zmysłowo dotykalnej rzeczywistości. Stara się natomiast wejrzeć głębiej, poza widzialność. W ten sposób unika niebezpieczeństwa mimetyzmu, który bywa pułapką, wtedy mianowicie, gdy prowadzi do zagubienia emocjonalnej aury otaczającej (na mocy pochodzenia od Stwórcy) wszelkie żywioły świata. Akceptując i doceniając realność przedmiotów, utrwala na kliszy ich wewnętrzne transformacje. Wypada rzec, sugeruje, że pod powierzchnią zdarzeń pulsuje coś jeszcze, jakaś nieuchwytna barwa codzienności. Nawet, gdy decyduje się na ujęcia portretowe, nie dba o weryzm, ale duchowy blask osób.
Dlatego proponuję, aby szczególnie uważnie przyglądać się tym jego zdjęciom, które są jakby „zamazane“, abstrakcyjne. I proszę nie zrażać się, jeżeli pierwsze spotkanie z nimi nie zaintryguje do głębi. Należy przyzwyczajać się do przedstawionych projektów. Wpatrywać się w nie ostrożnie, choć intensywnie. Dopiero wówczas okaże się, iż sztuka fotografii jednoczy różne wrażliwości i nigdy nie przestaje „dawać do myślenia“. I nade wszystko każe kochać ów najpiękniejszy z możliwych światów.

Jan SOCHOŃ 

Tekst stanowi wstęp do katalogu wystawy „Ślady-Spuren“, jaka na przełomie 1999 i 2000 roku miała miejsce w łódzkim Muzeum Kinematografii.


15-8-3.jpg (13701 Byte)

Na zdjęciui:

Michael Wittbrot
 (Brema, 1999)

 
Fot. Marek Wittbrot

.