
|
Wronczyński salon i ślad "Wesela"
Wyjeżdżało się już w nocy. Tak, aby przed świtem być nad wodą, z puszką świeżych rosówek w
plecaku. świetliste frazy żyłki opadały na fale. W pierwszych promieniach podnosił się wysoko przeciwległy wronczyński brzeg, zarysy domów i komin gorzelni. Zawsze kusił tamten brzeg, skarpa opadająca ostro do jeziora. Wreszcie, któregoś dnia zwinąłem wędki, popchnąłem motocykl i przejechałem na drugą stronę, od asfaltu. Był tam wiejski cmentarz a na jego skraju, zwrócona do jeziora, w zielonych porostach, tomba. Zgarnąłem rękawem liście i przeczytałem:
WALERJA LETA
Z
ABRAMOWICZÓW
CZAJKOWSKA
D 5.VI
R 1929
ACH KTÓRYż JESTEM żYWY
CZY TEN CO LECI WZWY¯
CZY TEN CO ZMARŁ SZCZęśLIWY
śCISKAJąC W RęKU KRZYż
CZY TEN CO LEGŁ PRZYKRYTY
KIRAMI I CAŁUNEM
CZY TEN CO MIJA SZCZYT
I DROGę TNIE PIORUNEM
STANISŁAW
WYSPIAńSKI
Grób nie był opuszczony, widać było ślady czyjejś ręki. Skąd ten cytat, dlaczego? Kim był Leta? Wronczyn odtąd nie dawał mi spokoju. Groby przy kościele : Iza Colonna Walewska, Izyodora i Leon Schiller de Schildenfeld. Znajoma mogiła "chłopskiego króla", patrona wielkopolskich kółek rolniczych - Maksymiliana Jackowskiego, który założył w Pomarzanowicach rodzinne gniazdo i poprzez małżeństwo syna Tadeusza Kryspina z Paulą Chłapowską wszedł w koligacje. To właśnie Tadeusz Kryspin wykupił z niemieckich rąk Wronczyn w roku 1889. Zbierane ułamkowe wiadomości ( w tym i telegram wysłany przez Antoniego Słomińskiego z pobliskich Pobiedzisk), zaczęły wreszcie układać obraz przedwojennego dworu Anny i Tadeusza Jackowskich,
w którym bywali najwybitniejsi artyści, uczeni, pisarze, mężowie stanu a przede wszystkim ludzie teatru. Leta była przyjaciółką Anny Jackowskiej, zagrała rolę Marysi, w historycznej prapremierze "Wesela" 16 III 1901r. w krakowskim teatrze.
Wprawdzie Adam Grzymała - Siedlecki odmawia jej talentów aktorskich, jednakże przyznaje, że "Była to artystka prawdziwie urodziwa, z dobrym wykształceniem ogólnym, a inteligencją obrotną, z domu o znacznej klasie kulturalnej". Grała najchętniej role amantek. Wystąpiła m.in. jako Zośka ("Kaśka Kariatyda"), Ewa, ("Otchłań"),Lady Milfold ("Intryga i miłość"), Jessica ("Kupiec wenecki"), Amalia ("Zbójcy"), Hestia ("Wyzwolenie"). Nazywała się Waleria Abramowicz, wyszła za mąż za Józefa Czajkowskiego, malarza i architekta, współzałożyciela "Ładu". Po ukończeniu Klasy Dykcji
i Deklamacji w Warszawie w roku 1885, zaczęła występować w teatrze krakowskim pod pseudonimem Walewska, na warszawskiej scenie "Wodewil", w grupie Czesława Janowskiego w Częstochowie, Lublinie a w latach 1903 - 1904 znowu w Krakowie po czym porzuciła scenę. To ona namówiła późniejszą Panią na Wronczynie do podjęcia kariery aktorki. Bywała we wronczyńskim dworze często. Pewnie stawała na skarpie wiejskiego cmentarzyka i patrzyła na jezioro. Gdy przyjechać na przedwiośniu, grób aktorki i stara część cmentarza, toną w przebiśniegach.
Niestety, nie ma wśród nas Milana Kwiatkowskiego, którego chciałoby się jeszcze zapytać o niejedno. Jego artykuł w "Kronice Wielkopolskiej" [nr.2(61) rok1992] stanowi, obok "Słownika biograficznego teatru polskiego" podstawowy zbiór wiadomości o wronczyńskim salonie pani Anny. Z obu tych
źródeł przenoszę tu niejedną informację. Wronczyński dwór został zbudowany XVIII/XIX w, nad jeziorem Wronczyn Mały. Po swoich kolejnych przemianach przybrał postać typową dla "stylu narodowego"- wydłużony prostokąt z dwoma późnymi dobudówkami na skrzydłach, na kształt narożnych alkierzy. Z ogrodu do jeziora prowadziła aleja włoskich topoli. Zachowały się resztki betonowego kręgu, który służył do prób scenicznych. I dwór i park otaczało piękne ogrodzenie według projektu autorstwa prof. Józefa Czajkowskiego nagrodzonego medalem na Wystawie Sztuki Dekoracyjnej w Paryżu w 1925 roku. Jego kute elementy oraz ciężarówkę antyków ukradli Niemcy w czasie drugiej wojny. Dwór tonął w kwiatach. W ogrodzie stał zegar słoneczny zaprojektowany i zainstalowany przez prof. Przypkowskiego (dziś podobno przestawiony więc wskazujący jakiś czas "wirtualny"?). W latach międzywojnia dwór tętnił życiem towarzyskim, teatralnym przede wszystkim. Gdy przegląda się "Wronczyńską księgę" opatrzoną herbem "Gozdawa" przechowywaną
w bibliotece PAN w Krakowie (rkp 9616), najpierw pytamy: kto tu bywał? Po przejrzeniu wpisów, łatwiej odpowiedzieć na pytanie: kogo tu nie było...
Wpisali się więc m.in. Jan Lechoń, Antoni Słonimski, Julian Tuwim, Kornel Makuszyński, Bolesław Leśmian, Egon Erwin Kisch, Ludwik Hieronim Morstin, Ferdynand Antoni Ossendowski, Jerzy Stempowski, Juliusz Kaden - Bandrowski, Paul Claudel, Janusz Kusociński, Leon Schiller, Ryszard Ordyński, Juliusz Osterwa (wiernie adorujący od lat Panią Dworu), Jerzy Leszczyński,
Karol Szymanowski, Stefan Askenaze, Arnold Szyfman, Grzegorz Fitelberg, Ludomir Różycki, Henryk Sztompka. Prawie 540 dedykacji, autografów, zawiera domowa księga, jeśli liczyć także i wpisy Artura Rubinsteina, Jana Kiepury i Ludwika Solskiego oraz innych osobistości dokonane w Warszawie, Krakowie i za granicą.
"W Bogu i pracy , pokój i moc" "- ta dewiza herbu Jackowskich mieszcząca się nad gankiem i dziś, witała gości , którzy przyjeżdżali pracować, wypoczywać, oddychać magią tego miejsca. Grano więc etiudy , śpiewano, dyskutowano, tkano kilimy. Niusia , jak poufale nazywali ją przyjaciele, nie pozwalała pić alkoholu. Ale i ten zakaz potrafili obejść stali bywalcy- w tym
i rodzony brat Leon Schiller, który jak twierdził, nie potrafił sam się ogolić. Jeździł więc codziennie bryką wraz z Lechoniem do Pobiedzisk i tam (jak opowiada Milan Kwiatkowski), kupowali butelkę, którą po opróżnieniu topili
w jeziorze. Czas zapytać, kim była ta, która stworzyła niezwykłe miejsce, do którego ciągnęła nie tylko artystyczna bohema, ale i mężowie stanu, nauki, purpuraci... Izydora Wiesława Zofia Leonia Schiller de Schindelfeld, primo voto Leszczyńska, secundo voto Jackowska (urodzona 15 maja 1884 Zaleszczyki, zmarła 30 grudnia 1974 Kraków), pseudonim artystyczny Anna Belina, była matką aktorki Ireny z Leszczyńskich Fischerowej i żoną ( w pierwszym małżeństwie) wybitnego aktora Jerzego Leszczyńskiego. Debiutowała w przedstawieniu dla Legionów w obecności m.in. Józefa Piłsudskiego. Grała z powodzeniem w teatrach Krakowa, Łodzi, Warszawy najchętniej w repertuarze lekkim komediowym. Cieszyła jej niepospolita uroda i urok, wdzięk, naturalność gry i świeżość uczucia" (A.Dobrowolski). Zarzucano braki w technice aktorskiej i brak postępów, co powodowało, że była "bezlitośnie jednakowa" (Jan Lechoń). Podobała się w filmach - "Cud nad Wisłą", "Chłopi" (nagroda za rolę). W roku 1923, rozwiedziona z Leszczyńskim, poślubiła dyplomatę Tadeusz Gustawa Jackowskiego, w którego domu stworzyła ową "wronczyńską Arkadię". Po jej śmierci "¯ycie Warszawy" napisało "Była i powinna pozostać symbolem szczególnego rozkwitu, polskiej kultury literackiej, artystycznej i towarzyskiej na początku XX wieku".
W niepokojącej roli rezydenta dworu (dopóki nie spostrzeżono, że ogląda się za dorodnymi parobkami), występował Jan Lechoń zajmujący "swój pokój" na pięterku, nad salonem. Pisząc po latach dziennik, na emigranckim chlebie, wspominał : "Wczoraj, gdy śnieg zaczął padać pomyślałem znów jak mi to często teraz zdarza się o Wronczynie, gdzie po wielu latach unikania wsi i nerwowych z niej ucieczek, jeździłem na wielotygodniowe i nawet i wielomiesięczne wakacje. Brało się na siebie jakieś fantastyczne futrzane czapy, jakieś niebywałe dachy i bekiesze i szło w zaśnieżone pola, nad zamarzłe jeziora wdychając boskie zdrowie rozpylone w powietrzu, pokrzykując na czeredy psów rozmaitej wielkości, maści i sfory, plotkując romantycznie i nieromantycznie z Niusią. Powrót - to była zawsze błogosławiona, zagrzewająca wódka, później światło naftowej lampy w starej bibliotece, a kiedy był Lulek Schiller- jego piosenki. To była moja Nawłoć, tylko że wysublimowana przez poezję, nastroje i śliczne literackie pozy Niusi. Próżniactwo, które mnie uleczyło z bakcyla kawiarni i badajże przyprowadziło do samego siebie" (zapis 4 III 1951 rok).
We Wronczynie próbowano po amatorsku sztukę poety p.t. "Ułan i dziewczyna" z Lechoniem w aktorskiej roli. Stąd pisarz, telefonicznie kierował pracami redakcyjnymi nad numerami "Cyrulika Warszawskiego".
Kiedy zaczęła się niemiecka okupacja i opieczętowano dwór, zaprzyjaźniona służba ukradkiem wyniosła domowe precjoza, pamiątki. W tym
i złoty łańcuch (wagi około 2 kilogramów według rodzinnej tradycji). Po wojnie majątek znacjonalizowano, Tadeusz Gustaw Jackowski (były poseł nadzwyczajny i minister pełnomocny w Brukseli, Luksemburgu) spotykał się
z zaufanymi mieszkańcami Wronczyna w lasach koło Promna, bo ustawa zakazywała zbliżała się do majątku byłym właścicielom. W czasie tych spotkań przekazano Jackowskiemu rodzinne pamiątki, w tym i wspomniany łańcuch, który ten oddał, jako votum, do jasnogórskiego skarbca. Po wojnie dwór stał się wiejską szkoła. Zamieszkali w nim nauczyciele. Po latach, wybudowano nową szkołę. Dwór sprzedany przez spadkobierców, trafił w prywatne ręce. Pozostał kominki, relikty wyposażenia biblioteki. Wokół, dziczejący park, w którym Jackowscy, jako pierwsi ponoć w Polsce, próbowali hodowli smardzy. Grzyby zanikły w parku, przeniosły się do starej części cmentarza. ¯yją potomkowie rodzin Wesołowskich i Lisieckich, którzy ratowali pański dobytek. Pani Genowefa Markowska ongiś pracownica dworu, chętnie opowiada o pięknych pokojach i ich mieszkańcach.
Zdawało się - było minęło, pozostały westchnienia i groby. Ale genius loci nie zasypiał gruszek w popiele. W roku 1995, nieopodal Wronczyna w Pobiedziskach - Letnisku, zaczęło spotykać się towarzystwo złożone z artystów i innych natchnionych osób. Nazwali się "Salonem nad sosnami". Po konsultacjach z prof. Tadeuszem Jackowskim, synem Tadeusza Gustawa, uzyskano zgodę na przypisanie się do wronczyńskiej tradycji. Tak zaistniał Salon Artystyczny im. Jackowskich. Jego duchem sprawczym i prezesem jest lekarz stomatolog Daromiła Tomawska. Wspierają ją od początku m.in. Zbigniew Banaszak (bibliofil), Barbara Lempka (dziennikarz), Elżbieta Smagała (dyr. szkoły we Wronczynie), Czech Siejkowski (mgr inż.), Andrzej Kandziora (artysta plastyk), Małgorzata Kaczmarek (studentka Akademii Sztuk Wizualnych) oraz niżej podpisany. Towarzystwo wydaje periodyk "Salonowe Spotkania", organizuje imprezy w pałacu, w Pomarzanowicach, (rodzinnym gnieździe Jackowskich, w którym ongiś goszczono m.in. spokrewnioną Helenę Modrzejewską) oraz w siedzibie Salonu w Pobiedziskach - Letnisku. Wielkie emocje budzi zawsze moment rozpoczęcia każdego z salonów, imprezę otwierają pierwsze takty beethovenowskiej "Sonaty patetycznej"w wykonaniu pani prezes - stomatolog. Moment na granicy życia i śmierci; albowiem kilkutonowy naciąg na sfatygowanej drewnianej ramie XIX -wiecznego pianina grozi eksplozją. W salonach brali udział m.in. Stanisław Brejdygant, Sergiusz Sterna Wachowiak, Milan Kwiatkowski, Małgorzata Musierowicz, Grażyna Banaszkiewicz, Anna Karasińska, Andrzej Kandziora, Włodzimierz Łęcki, Wacław Wilczyński, Andrzej Tatarski, Franciszek Burkiewicz, Krzysztof Meyer, Dzierżymir Jankowski, Jerzy
świdziński, Zbigniew Grochal. Rozkochany w swych piłkarzach Urząd Miasta i Gminy daje Salonowi tyle co kot napłakał. Sądzę, że w skali roku jest to suma, jaką za każdy przegrany mecz otrzymuje piłkarz miejscowego "Huraganu".
Wracając jeszcze do Wronczyna. Może kiedyś naprawdę uda się wyremontować, uratować dwór. Znów otworzą się podwoje historycznego salonu i gospodarz zaprosi artystów, przyjaciół. Ktoś stanie w oknie i westchnie słowami Lechonia z wronczyńskiej księgi:
"Popod dworem trzy świtezie
Omalże sięgają ganka
Człowiek marzy ile wlezie
...Kasztelanka-świtezianka..."
Jerzy GRUPIńSKI
Jerzy Grupiński. Urodził się w 1938 roku. Autor wielu wierszy o Wielkopolsce, animator kultury, wędkarz. Pracował jako polonista. W początkach swej drogi twórczej związany z ideami autentyzmu, obecnie wciąż poszukuje dla swojej poezji ostatecznego wyrazu. Opublikował m. in. tomiki wierszy: "Kształt fali", "Ta sama przemoc", "W dom jak w kalendarz", "Stworzysz świat albo siebie", "Wiersze do miłości", "Imię Twoje". Mieszka w Poznaniu.
|

Na zdjęciu:
Dwór we Wronczynie
Fot.
Archiwum "R"
|