Sceny z życia

Mimo wciąż pojawiających się głosów, że nie istnieje już sztuka w dawnym rozumieniu tego słowa i że nawet estetyka, która zajmowała się interpretacją dzieła artystycznego, straciła rację bytu, istnieją malarze czy rzeźbiarze, którzy zajmują się swoim rzemiosłem i nie oglądają się na różnego typu koniunkturalne poczynania czy hasła.
Zmarły w 2001 roku Charles Auffret należał do grona artystów, którzy nie potrzebują wielkiego rozgłosu. Jego rysunki i rzeźby były i pozostaną dowodem, że najważniejsze a zarazem najtrudniejsze jest wniknięcie w ludzką naturę, tajemnicę bytu. Środki, jakimi się posługujemy, nie są bez znaczenia, bo ukierunkowują nasze spojrzenie i myślenie, lecz nie są ostateczną miarą i kryterium oceny szkicu, obrazu czy innego typu plastycznego dzieła.
Pochodzący z Burgundii artysta nie bał się "prawdy uczuć" i nie ukrywał, że nie chce być za wszelką cenę "nowatorski", lecz poprzez swoje prace chce uchylić rąbka tajemnicy, poprzez to, co zewnętrzne, cielesne, dotrzeć do wewnętrznych, duchowych, konstytutywnych prawideł czy zasad decydujących o kształcie naszego "ja", odrębności każdej jednostki.
Sztuka dla Auffreta nie była eksperymentem, lecz nieustannym wysiłkiem wnikania w ludzką naturę. Była rodzajem poznania, zmagania się z materią i cudzym, jakby w liniach ciała ukrytym, losem. Była wreszcie poszukiwaniem harmonii, sposobem ocalenia tego, co w życiu najcenniejsze. Dzieło Auffreta skłania do refleksji i porusza. Nie sposób przechodzić obok jego portretów, aktów czy scen z życia obojętnie. I warto do nich powracać.

Marek WITTBROT


Galeria Recogito


18-4-4.jpg (30081 bytes)

Na rysunku:

Autoportret 
Charlesa Auffreta

.