
|
Annika
Wisława Szymborska napisała wzruszający wiersz pt. "Kot
w pustym mieszkaniu". Przyszedł mi na myśl - bo jakże mógł
nie przyjść - w związku z naszą najbliższą sąsiadką, Anniką.
Pisałem o niej, wspominając Astrid Lindgren, teraz i ją
przychodzi mi wspominać. Łączyła nas sympatia do kotów, które
nazywała swoimi najbliższymi przyjaciółmi. Wiem, bo pomagaliśmy
sobie nawzajem, uczestniczyliśmy w jej życiu z bliska. Niedomagała
od dawna. W dzieciństwie została bezlitośnie potraktowana przez
los... przez dorosłą osobę... przez ojca. Potem już nigdy nie
odnalazła bezpieczeństwa, stając się małą, bezbronną
dziewczynką, która wiecznie musi być grzeczna. Banalna historia
w okrutnym świecie małych dziewczynek z niebezpiecznie
pomylonymi ojcami. Tajemnica została dochowana, nikt się nigdy
niczego nie dowiedział. Nawet matka. Nam wyznała to krótko
przed rozstaniem. Chodziła do szkół, skończyła studia, została
socjonomem, pomagała małym dziewczynkom okrutnie skrzywdzonym
przez los. Nocami pisała wiersze o samotności. Na związek z mężczyzną
nie odważyła się nigdy. Psychoza uniemożliwiła dalszą pracę
kilkanaście lat temu. Pani doktor spotykała Annikę cztery razy
w roku, obdarowując ją godziną swego cennego czasu i dowolną
ilością recept. Annika kupowała pastylki i zamykała za sobą
drzwi do świata nieposzkodowanych dziewczynek. Raz po raz zrywała
się, postanawiała, odchudzała, zaczynała nowe życie. Za którymś
odpowiedziała na anons do gazety. Spotkała wspaniałego
partnera. Obdzwoniła znajomych, przybiegła do nas z radością.
Chyba pierwszy raz szczęśliwa. W sobotę spotkanie. Najlepszy
koronkowy obrus, pranie, sprzątanie, świece, wino. Nie przyszedł.
Nie zadzwonił. Annika napisała kolejny wiersz o samotności.
Przeczytała go nam w ogródku. Następnego dnia był już tylko
list, który czytaliśmy bez niej. Zwykle kiedy czegoś
potrzebowaliśmy, dzwoniło się: "Annika, masz może mleko?
Zapomnieliśmy kupić do kawy" Albo: "Idziemy na spacer.
Pójdziesz z nami?" Miała zastrzeżony telefon, ale my go
znaliśmy. Teraz zmieniła. Też zastrzeżony. Tym razem jednak
nikt nie zna numeru. Nikt na całym wielkim globie. Ale o tym, że
bywa w pobliżu, jesteśmy przekonani. Inaczej koty nie wyczekiwałyby
pod zamkniętymi drzwiami. Co je weźmiemy do domu, nakarmimy -
zaraz wracają. Biały pers, Aramis, lalka prześliczna, siedzi w
ogródku na stoliku pod parasolem. Simson, brązowy puch z białymi
bocikami, pilnuje wejścia na klatkę schodową. Zaś najmłodszy,
czarny, płochliwy Skorpan, wypatruje ścieżki wiodącej do domu
z pobliskich krzaków. Wiedzą przecież, ze jej nie ma. Widziały
ambulans, policję, auto z laboratorium. Mija trzeci dzień, a one
wciąż czekają. Drzwi zaplombowane, nie mogą wejść, lecz nie
odchodzą na krok. My też wiemy, ze Annika ich nie mogła zostawić.
Nie zostawia sie przecież przyjaciół. Przed paroma tygodniami tłumaczyliśmy
wspólnie ów wiersz Szymborskiej na szwedzki. Gdzieś tam w jej
mieszkaniu leży zapewne zeszyt z roboczą wersją. W oryginale
brzmi tak: Kot w pustym mieszkaniu * Umrzeć - tego nie robi się
kotu. Bo co ma począć kot w pustym mieszkaniu. Wdrapywać się
na ściany. Ocierać między meblami. Nic niby tu nie zmienione, a
jednak pozamieniane. Niby nie przesunięte, a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.
Andrzej NIEWINNY DOBROWOLSKI
Andrzej Niewinny Dobrowolski, urodzony w 1945 w Częstochowie, w
roku 1968 jako muzyk wyjechał z zespołem do Finlandii. Po
przeniesieniu się do Szwecji i założeniu rodziny mieszka tam do
dziś. Przez kilkanaście lat zajmował się rozlicznymi
interesami, prowadząc znaną firmę Bajer & Frajer, od lat
dziesięciu tłumacz literacki, dziennikarz, felietonista. Autor
wydawanych w Polsce przekładów z języka angielskiego,
szwedzkiego i duńskiego. Współpracuje z wieloma pismami
polonijnymi w Europie i w Ameryce. * W imieniu pani Wisławy
Szymborskiej wyrażam zgodę na przytoczenie jej wiersza "Kot
w pustym mieszkaniu" w Pańskim tekście. Z poważaniem Michał
Rusinek Sekretarz Wisławy Szymborskie
|

Na zdjęciu:
Bez tytułu
(Bretania, 2002)
Fot. Michael Wittbrot
|