
|
Jesienne żarty
W zgodnej często idą zmowie pustosłowie z pustką w głowie.
Przysłowie staroszkockie
Listopad. Czas zadumy. Nad pozbywającą się kolorowych szat
naturą, odchodzeniem w nieznane, życiem i tym, co ewentualnie po
nim.
"Gazeta Wyborcza" podała ostatnio, że kiedy
szwajcarscy lekarze podłączyli do mózgu pacjentki, w miejscu
zwanym "zakrętem kątowym", prąd elektryczny, doznała
ona uczucia porównywalnego z tym, jakie bywa udziałem ludzi
znajdujących się w stanie śmierci klinicznej: Uniosła się nad
łóżkiem i obserwowała salę spod sufitu. Niejaka pani
Orzechowska, przekazując ową sensację do publicznej wiadomości,
skorzystała z okazji i zakpiła z milionów ludzi traktujących
życie poważniej od niej samej, pisząc: "To mózg
uskrzydla, nie kosmici". Skąd ni stąd, ni zowąd w jej mózgu
akurat w tym momencie pojawili się kosmici, pismo naukowe
"Gazeta Wyborcza" nie wyjaśnia.
Podobne sensacje pojawiają się dość często. Niewątpliwie
kryją się za nimi ci, którym zależy, by relacje ludzi powracających
"z tamtej strony" ośmieszyć, okpić, uznać za
niedorzeczne. Przeczą wszak uznanemu za słuszny porządkowi, coś
tam burzą, plączą, anarchizują, jednym słowem są piaskiem w
funkcjonującej od wieków maszynie z powodzeniem służącej społeczeństwu
zbudowanemu na podstawach spojonych siłą odmiennych dogmatów.
Zwłaszcza że autorzy podobnych tekstów liczyć mogą na tabuny
niedomyślnych powtarzaczy kalkujących bez zastanowienia każdą
bzdurę. Nonsensy owe zwykle zaczynają się od słów
"Uczeni amerykańscy odkryli...", "Grupa naukowców
z uniwersytetu w Kolumbii stwierdziła...", czy jak tym
razem: "Szwajcarscy neurolodzy chcąc wyleczyć za pomocą
impulsów elektrycznych chorą na padaczkę kobietę, zauważyli..."
Istnieje spora grupa żartownisiów wprowadzających dla zabawy w
obieg podobne rewelacje, niektórzy wręcz uczynili sobie z tego
zawód. Sam, przyznaję nie bez wstydu, powtarzałem przed laty
zaczerpnięte z prasy naukowe fakty o pewnym
"trzydziestoczteroletnim mężczyźnie z miejscowości Merath
w prowincji hinduskiej Uttar-Pradesz", któremu mózg
rozgrzewał się do tego stopnia, iż rozbite na czaszce jajko ścinało
się w sadzone, zaś inny, "właściciel sklepu warzywniczego
z przedmieścia Bostonu" wyróżniał się wędrującym
sercem. W chwili kiedy wiadomość podawano do druku, przemieściło
się ono akurat w pobliże kolana prawej nogi.
No tak. Miało być jesiennie, z zadumą nad życiem i tym, co
ewentualnie po nim, a tu proszę: rozmyło się w żartach i kawałach.
I wszystko przez nie do końca dbałą o szacunek dla
przepisywanych słów osobę zatrudnioną w redakcji w celu
wyszukiwania ciekawostek i wpisywania ich do repertuaru reszty
nieważkości, którymi karmią się gazety proponujące swoim
czytelnikom strawę podobną do tej, jaką same się nasycą.
Chm, a może zamiast ulegać jesiennemu nastrojowi, lepiej właśnie
pożartować? Okazać wdzięczność dowcipnisiom, miast dąsać
się na kpiny z czytelnika? Wszak domyślny zrozumie, że to żart
zaledwie - nawet jeśli podszyty zdrożnym interesem - niegroźny,
łatwy do przejrzenia.
Domyślny. Ale mniej domyślni? I tu jest gorzej, jako że pośród
ogółu stanowiący zdecydowaną większość mniej domyślni łykają
wszystko, jak leci, narażając się na zatwardzenia, biegunki, ból
głowy, jednym słowem bałagan w grupie potężnieje, nieobecność
na zajęciach z logiki wzrasta, ci, którzy zrozumieli mniej
opacznie, wymagają od bardziej opacznych przeprosin, deklaracji,
wybaczenia, kary, pokuty, z mównicy, z ambony, głośno, kłótliwie
- jednym słowem chaos i bałagan wzrasta, a tego mamy dość i
bez tego. Prowadziłoby to do wniosku, że z pozoru drobny żart,
jaki ktoś sobie z kogoś zrobił, przedmuchany przez pustogłowie
nieodpowiedzialnej za cudze słowa redaktorki nie jest już wcale
taki niewinny, o co w naiwności i umiłowaniu respektu wobec bliźniego
można by było go posądzać.
Nie pozwalajmy zatem mieszać sobie w głowach bezkarnie. Żartować
- tak, ale pod pozorem żartów ogłupiać - zdecydowanie nie.
W tym celu słuchając, nie zaszkodzi myśleć. Jest to proste,
prostsze od prostoty ducha, naiwności i wiary w dobroć bliźniego,
w którą wątpić nie należy nigdy. Nawet wówczas kiedy jesień
pozbawiająca kolorowych szat naturę, nastraja do refleksji o
odchodzeniu w nieznane, o życiu i o tym, co ewentualnie po nim.
Andrzej NIEWINNY DOBROWOLSKI
Andrzej Niewinny Dobrowolski, urodzony w 1945 w Częstochowie,
w roku 1968 jako muzyk wyjechał z zespołem do Finlandii. Po
przeniesieniu się do Szwecji i założeniu rodziny mieszka tam do
dziś. Przez kilkanaście lat zajmował się rozlicznymi
interesami, prowadząc znaną firmę Bajer & Frajer, od lat
dziesięciu tłumacz literacki, dziennikarz, felietonista. Autor
wydawanych w Polsce przekładów z języka angielskiego,
szwedzkiego i duńskiego. Współpracuje z wieloma pismami
polonijnymi w Europie i w Ameryce.
|

Na zdjęciu:
Bez tytułu
(Mont-St.Michel, 2002)
Fot. Michael Wittbrot
|