
|
"Tak cieszyłem się moją Miłusią....."
"...Dzisiejszy dzień jest także dniem moich urodzin -
skończyłem 31 lat życia - połowę swego życia (...) pracowałem
i uczyłem się co sił - chciałem coś umieć - zacząłem
gospodarować, kochałem lasy, pola, konie psy i polowanie i pracę
rolnika - leśnika - ożeniłem się, by mieć i żyć z tą
niewiastą, którą ukochałem ponad wszystko, jedyną na świecie
i tak dobrze, szczęśliwie i tak radośnie było nam razem - nie
wyobrażam sobie piękniejszego życia małżeńskiego, jakie
nasze było. Tak cieszyłem się moją Miłusią, Moja Jedyną Żoną.
Jedynem, wielkim Ukochaniem mojego życia..." ppor. rez.
Julian Budzyn.... Urodził się w 1909 r. w Kończyskach, w
powiecie brzeskim, ukończył Akademię Medycyny Weterynaryjnej we
Lwowie. Po sześciu miesiącach nauki w Szkole Podchorążych
Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu zdał egzamin i został awansowany
na podchorążego rezerwy kawalerii. Więzień Kozielska. 15
kwietnia 1940 roku wyjechał wraz z grupą 148 polskich oficerów
"do dyspozycji NKWD w Smoleńsku". Zwłoki tej grupy żołnierzy
znaleziono w Katyniu w kwietniu 1943 roku.*
- Skąd wziął się tytuł Czterdziestu co godzinę? - kieruję
to pytanie do Stanisława Jankowskiego, autora książki.
- Czterdziestu co godzinę, to ostatnie słowa w pamiętniku
porucznika Domagały, który robił notatki do ostatniej chwili,
gdy przywieziono go wraz z kolejną grupą polskich oficerów z
Kozielska na stację kolejową w Gniezdowie. Zapisał wówczas, że...
"zabierają czterdziestu co godzinę". Przez lata zebrałem
wielką ilość informacji o tym, co działo się w Kozielsku.
Pamiętniki, tak jak pamiętnik Domagały, doprowadzone są niemalże
do ostatnich minut życia, bo nawet nie można mówić godzin.
Prawdopodobnie porucznik Domagała zginął w pół godziny czy
kilkadziesiąt minut po zapisaniu tych ostatnich wyrazów.
- Jaki charakter ma ta książka, która, warto dodać, została
nagrodzona tytułem Krakowskiej Książki Miesiąca w maju tego
roku? - pytam Stanisława M. Jankowskiego.
- Książka składa się z pamiętników oficerów, którzy
zginęli w Katyniu. Trzeba zaznaczyć, że są to pamiętniki
nigdy nie publikowane. W książce jest też mój komentarz i
opowieść o tym, jak te pamiętniki ocalały i dotarły z Katynia
do Instytutu Medycyny Sadowej w Krakowie w 1943 roku. Wykonane i
schowane przez doktora Robla odpisy przeleżały w ukryciu do 1991
roku.
- Co zawierają te pamiętniki?
- Pamiętniki zawierają wszystko. Prezentują to, co działo
się w 1939 roku przed rozpoczęciem kampanii wrześniowej.
Zawierają mnóstwo informacji o nich. Kim byli, czym się
zajmowali w 1938 r., a także w 1939 roku. Znajdujemy informacje o
tym, jakich mieli przyjaciół, co czytali. Potem znajdujemy
zapiski z 1939 roku, a w nich sporo informacji o ich udziale w
kampanii wrześniowej. Opisywali wzięcie do niewoli przez Rosjan
i później swoje losy w obozach, w których przebywali, o obozach
przejściowych, miedzy innymi o Szepietówce, a potem jak dostali
się do Kozielska.
- Czy dzisiaj można już odpowiedzieć na pytanie: dlaczego w
ogóle doszło do zbrodni katyńskiej?
- Dlatego, że tego typu zbrodnie były normą w ówczesnym Związku
Radzieckim. Mordowano tysiące swoich. Nie wiadomo, ile milionów
tam zginęło w egzekucjach, ilu zginęło wywiezionych. Dla ówczesnej
sowieckiej administracji, dla Biura Politycznego Komunistycznej
Partii Bolszewików, to nie był żaden problem zgładzić dwadzieścia
kilka tysięcy polskich oficerów, których traktowano jako wrogów,
którzy brali udział w walkach w 1921 roku, w wojnie polsko-
bolszewickiej, wygranej przez Polskę. Ja mam swoją teorię na
ten temat: co zdecydowało o zbrodni w Katyniu.
Trzeba przypomnieć realia roku 1940. Polskie oddziały wojskowe
mają wziąć udział i są przygotowywane do walki przeciwko Związkowi
Radzieckiemu po stronie walczących wówczas ze Związkiem
Radzieckim Finów. Polska brygada ma odpłynąć z Francji do
Finlandii i wziąć udział w walkach. Niemalże już ładuje się
na statki. Uzgodnione jest to z sojusznikami brytyjskimi i
francuskimi, że Polacy wezmą udział. Był koniec marca 1940
roku. Udało się do tej pory ustalić i znaleźć dokumenty, które
wskazują na to, że Polacy mieli być z obozów, w których
przebywali, wywiezieni do innych obozów.
Nagle w pierwszych dniach marca, Stalin zmienia zdanie. Niewątpliwie
coś musiało zaważyć na tej zmianie decyzji. Myślę, że zaważyła
wiadomość o tym, że Polacy mają być jego przeciwnikami.
Polscy żołnierze, polscy oficerowie. Mógł się po prostu wściec
i wydać dyspozycje Berji, żeby przygotował decyzje o
rozstrzelaniu Polaków.
Tak to przypuszczalnie wyglądało w pierwszych dniach marca 1940
roku.
- Dwadzieścia lat trwają prace nad zbrodnią katyńską.
Kiedy będziemy mogli powiedzieć, że wiemy o niej wszystko?
- Myślę, że to pytanie powinno być skierowane dzisiaj
przede wszystkim do prezydenta Białorusi, pana Łukaszenki, którego
administracja utrudnia dotarcie do dokumentacji dotyczącej
zbrodni katyńskiej. Blokuje dostęp do informacji o ludziach, którzy
zostali zamordowani na terenach ówczesnej, tak zwanej Zachodniej
Białorusi. Brak jest nadal informacji na przykład o Polkach, których
z więzień wywieziono do różnych miast i mordowano w innych,
nawet nie bardzo ustalonych miejscach. Między innymi
najprawdopodobniej wielu zginęło w Kuropatach.
- To 21-wsza książka w pańskim dorobku pisarskim. Ile z nich
poświęconych jest problematyce katyńskiej?
- O Katyniu pisałem, a w ogóle to o zbrodni katyńskiej, bo
tak trzeba mówić, w 1989 roku, przygotowując wspólnie z
Edwardem Miszczakiem książkę "Powrót do Katynia".
Realizowaliśmy wówczas na ten temat cykl audycji dla Polskiego
Radia i równocześnie relacje te wyszły w książce "Powrót
do Katynia". Dotarliśmy wówczas do ludzi, którzy otarli się
o Katyń, którzy stracili tam najbliższych. Dotarliśmy do księdza
Musielaka, który wieziony był w Kozielsku i niewiele brakowało,
a zginąłby tam. Dotarliśmy do księdza prałata Peszkowskiego,
pułkownika Pióro, który stracił ojca w Katyniu, a później
nie wiedząc o tym był w Katyniu na defiladzie, jaką dla
polskich żołnierzy w 1944 roku została zorganizowana przez
kierownictwo dywizji im. Tadeusza Kościuszki. Oczywiście
wmawiano wówczas żołnierzom, że winni i odpowiedzialni za te
zbrodnie są naturalnie Niemcy.
- Był pan w Katyniu. Jakie to wrażenie?
- W Katyniu byłem kilkakrotnie. Największe wrażenie, jeśli
można mówić o wrażeniu, zrobił na mnie ten pobyt w Katyniu,
kiedy poleciałem tam z księdzem Leonem Musielakiem, który w
wiele lat po tragedii, jako były więzień Kozielska postanowił
odprawić msze święta na grobach kolegów. Polecieliśmy do
Katynia i tam służyłem pierwszy raz w życiu do mszy świętej.
Uczestnikami tej mszy było 6 osób. Węgierska ekipa filmowa
pracowała cały czas. Dla mnie, właśnie tam, ten udział we
mszy świętej jako człowieka, który nieudolnie pomaga we mszy
księdzu, tak wspaniałej postaci... To nie mogło nie być
ogromnym przeżyciem właśnie w tym miejscu.
"Wtorek 3/10
Kozielszczyzna to monastyr żeński (klasztor). W środku śliczna
okrągła budowla - cerkiew - obecnie kino. W około zabudowania
klasztorne i baraki-szopy, niegdyś służące dla pątników, później
dla bydła i świń, obecnie dla nas. Duży plac, ładne sady,
olbrzymie pola orne.
W tych zabudowaniach łącznie z cerkwią około 6000 ludzi.
Zabudowania, baraki i namioty policji otoczone drutem kolczastym,
za którymi stoi warta."
Nazwisko podporucznika Pawła Brusa trafiło w kwietniu 1940 roku
na listę wywózkową 022/1. Opuszczał Kozielsk 11 kwietnia.
Stanisław M. Jankowski (ur. 1945), absolwent Uniwersytetu
Jagiellońskiego, od lat związany z Instytutem Katyńskim w
Polsce oraz Niezależnym Komitetem Historycznym Badania Zbrodni
Katyńskiej. Jest dziennikarzem, publicystą i historykiem. Autor
książek o Armii Krajowej, generale Leopoldzie Okulickim,
emisariuszu Janie Karskim. Stale pisze dla Dziennika w Nowym
Jorku. Czterdziestu co godzinę to kolejna książka potwierdzająca
jego wiedzę oraz dociekliwość w ujawnianiu kulis zbrodni katyńskiej.
* Zarówno cytat, jak i dane o Julianie Budzynie zostały
zaczerpnięte z książki Stanisława M. Jankowskiego
"Czterdziestu co godzinę", wydanej przez Polską
Fundację Katyńską w maju 2002.
|

Na zdjęciu:
Stanisław
M. Jankowski
|