Jak im to powiedzieć?

Jeśli przerwiemy zajęcia dla stałych mieszkańców, nastąpi u nich regres, cofnięcie się. Zostaną pozbawieni sensu życia – mówi Katarzyna Malara.
Zajmujące się osobami niepełnosprawnymi ośrodki i organizacje pozarządowe z województw małopolskiego, śląskiego i świętokrzyskiego wystąpiły z protestem do posłów i senatorów, jak też rzecznika praw obywatelskich w związku z projektem ustawy o rehabilitacji społecznej i zawodowej, przygotowanym przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Budzącym sprzeciw jest zapis, zgodnie z którym od 1 stycznia 2003 r. ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych nie mogą być dofinansowane koszty uczestnictwa w Warsztatach Terapii Zajęciowej tych niepełnosprawnych, którzy są mieszkańcami domów stałego pobytu. To oznacza dla nich koniec zajęć.
Dotknie to około 1000 osób z wszystkich 520 warsztatów w kraju, w Małopolsce – ok. 200 osób – wylicza ks. Tadeusz Zaleski, prezes Fundacji św. Brata Alberta, która zajmuje się upośledzonymi. W Krakowie istnieje 9 Warsztatów Terapii Zajęciowej, pośród uczestników jest ok. 20 mieszkańcow domów pomocy społecznej – z ul. Łanowej i Królowej Jadwigi. Po wejściu w życie nowej ustawy niepełnosprawni z DPS–ów mogliby nadal uczestniczyć w warsztatach, jednak tylko jeśli samorządy gmin i powiatów opłaciłyby dla nich zajęcia, a na to – jak mówią kierownicy ośrodków – nie ma co liczyć, gdyż środki są szczupłe, a dla radnych ważniejsza będzie droga do załatania, niźli zajęcia dla upośledzonych. 
Warsztaty Terapii Zajęciowej zaczęły powstawać 11 lat temu. Przenieśli się do nich na zajęcia mieszkańcy domów stałego pobytu – ze swoich świetlic, gdzie możliwość zajęć jest ograniczona, nie ma też tak wykwalifikowanych terapeutów. Dowożeni są nadto na warsztaty niepełnosprawni pozostający w domach. Np. z Warsztatów Terapii Zajęciowej w Radwanowicach korzysta 65 osób, z czego 45 z tutejszego Schroniska dla Niepełnosprawnych, a 20 dojeżdża z gmin Zabierzów i Krzeszowice. Mają do dyspozycji warsztaty: tkacki, stolarski, kulinarny (uczestnicy przygotowują dla wszystkich np. śniadanie) czy edukacyjny, dzięki któremu podopieczni potrafią się np. podpisać, co było dla nich nieznaną umiejętnością. 
– Jeśli przerwiemy zajęcia dla stałych mieszkańców, nastąpi u nich regres, cofnięcie się. Zostaną pozbawieni sensu życia, pozostawieni sami sobie. W domach pomocy społecznej zajęcia są na dużo mniejszą skalę i nie uczą życia tak jak warsztaty – mówi Katarzyna Malara, kierownik warsztatów w Radwanowicach. Kierownicy warsztatów rozrzuconych po różnych miejscowościach pytają dramatycznie: – Jak mamy powiedzieć podopiecznym, że już nie będą przychodzić? Przecież warsztaty nadal będą, a na nich znane osoby przychodzące z zewnątrz. Tu mogą być zaburzenia zachowań, wrócą z nasileniem rzeczy, z którymi walczyliśmy. Proponowana nowa ustawa, jak zwraca się uwagę, wymusza też częściową odpłatność za zajęcia od rodziców dzieci niepełnosprawnych – być może więc część z nich zrezygnuje z warsztatów. Zapisy nowej ustawy skutkowałyby też redukcją zatrudnienia. – W Radwanowicach trzeba by zwolnić 14 z 22 pracowników warsztatów. Na odprawy nie mamy – mówi ks. Zaleski. 

* * *

Protest trafił już do posłów i senatorów, wysłane też zostało pismo do rzecznika praw obywatelskich z prośbą o sprawdzenie legalności proponowanego zapisu, który – zdaniem środowisk zajmujących się niepełnosprawnymi – jest dyskryminujący. Protest ma zostać dziś przekazany do Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego, skierowany do premiera. Projekt ustawy jest po pierwszym czytaniu, a we wtorek trafi pod głosowanie w Sejmie. – Projekt powstał bez jakiejkolwiek konsultacji z prowadzącymi warsztaty. Jeśli ustawa zostanie przyjęta, to 6 grudnia, w dniu św. Mikołaja, patrona dobroczynności, kiedy mieliśmy rozpocząć przygotowania do przypadającego na 2003 r. Roku Osób Niepełnosprawnych (o ironio, wtedy właśnie miałaby wejść w życie ustawa – skądinąd dobra, ale z fatalnym zapisem, przeciwko któremu protestujemy); zamiast tego zorganizujemy manifestację – zapowiada ksiądz.W Sejmie RP rozważana jest  ustawa, która uderzy bezpośrednio w tych niepełnosprawnych uczestników Warsztatów Terapii Zajęciowej, którzy są mieszkańcami domów stałego pobytu. Po 1 stycznia 2003 roku ponad 1000 osób niepełnosprawnych z całej Polski zostanie wyrzuconych z WTZ–etów. W samych tylko Radwanowicach dotyczy to aż 45 spośród 65 uczestników terapii.
Ci, co maja do czynienia z terapią i rehabilitacją, wiedzą doskonale jak wielka będzie to tragedia dla  osób niepełnosprawnych umysłowo, które z dnia na dzień zostaną pozbawione swojego dotychczasowego świata.
W załączeniu list do prof. Andrzeja Zolla, który na razie jako jedyny wyraził zainteresowanie sprawa. Wcześniej stanął skutecznie w obronie ulg komunikacyjnych dla niepełnosprawnych.  W załączeniu także zaproszenie dla dziennikarzy na konferencje prasowa, w której będą uczestniczyć przedstawiciele protestujących organizacji z Małopolski, Śląska i Świętokrzyskiego. Prośże o przekazanie tego zaproszenie znajomym redakcjom i dziennikarzom.
Sprawa jest bardzo bolesna i dlatego tez każda forma pomocy jest ważna dla naszych podopiecznych i dla organizacji pozarządowych stających w ich obronie.  Po zakończonej konferencji prasowej pozwolimy sobie przesłać apel podpisany przez przedstawicieli organizacji.
Szczęść Boże
Za organizacje protestujące
Mgr Małgorzata ODEK–WÓJCIK 
Mgr Katarzyna MALARA 
Ks. mgr Tadeusz ZALESKI 


Fundacja im. Brata Alberta 
Radwanowice 1
32–064 Rudawa
tel/fax 012/ 283–90–80, 283–87–59, 0602/ 791–780 
http://www.albert.krakow.pl  
Integracyjna Szkoła Podstawowa w Radwanowicach
http://www2.gazeta.pl/klasa/2,37407,–3968,P_SZKOLA_Z_KLASA.html

* * *

 Usuwanie osób niepełnosprawnych z dniem1 stycznia 2003 roku wynika z rządowego projektu zmiany ustawy o rehabilitacji społecznej i zawodowej osób niepełnosprawnych  – nr druku sejmowego 826. Sprawa ta tym bardziej bulwersuje środowisko, że rok 2003 jest ogłoszony w Unii Europejskiej i w krajach do niej kandydujących Rokiem Niepełnosprawnych. ...

25 IX 2002 – 291/02/K
W. Szan. Pan Profesor
Andrzej Zoll
Rzecznik Praw Obywatelskich
Al. Solidarności 73, Warszawa

Szanowny  Panie Profesorze!
Z upoważnienia Rady i Zarządu Krajowego Fundacji im. Brata Alberta w Krakowie zwracamy się do Pana Profesora z prośbą o interwencję w bardzo trudnej sprawie, która opisana jest w załączonym liście do powiatu krakowskiego.

Nie jest to sprawa jednostkowa, bo działania Ministerstwa Pracy i Polityki Socjalnej oraz  Ministra – Pełnomocnika Rządu ds. Niepełnosprawnych mają na celu pozbawienie od 1 stycznia 2003 r. prawie 1000 mieszkańców różnych domów pomocy społecznej prawa do uczestnictwa w Warsztatach Terapii Zajęciowej. Dano temu wyraz tak w rozporządzeniu Ministra Pracy z dnia 30 września 2002 r., jak i w projekcie ustawy o rehabilitacji społecznej i zawodowej, przygotowanej przez Ministra Pracy /druk nr 826/.

Szczególnie chodzi o zapis w rozdz. 3: „Ze środków Funduszu nie mogą być dofinansowane koszty uczestnictwa w warsztacie osób niepełnosprawnych, będących stałymi podopiecznymi jednostek organizacyjnych prowadzących terapię zajęciową na podstawie odrębnych przepisów”.

Dla naszej placówki macierzystej w Radwanowicach, a zwłaszcza dla jej niepełnosprawnych umysłowo podopiecznych,  jest to absolutna katastrofa, która niszczy nasz 15–letni dorobek. Jest to również uderzenie w całą Fundację, która na terenie całej Polski prowadzi 30 placówek dla 900 osób upośledzonych umysłowo.

Jako laureaci wielu nagród społecznych – w tym nagrody „Pro Publico Bono”, otrzymanej z rąk premiera Jerzego Buzka, nagrody Ministra Pracy, otrzymanej z rąk ówczesnego ministra, p. Leszka Millera, oraz Medalu św. Jerzego, nadawanego przez „Tygodnik Powszechny” –  uważamy za swój obowiązek ostrzec, że zapowiedziane przez p. min. Jolantę Banach działania wzbudzą ogromne emocje w środowisku osób niepełnosprawnych i z pewnością spowodują, że tuż przed referendum o wstąpieniem do Unii Europejskiej,  wybuchnie nikomu niepotrzebny konflikt społeczny.

Konflikt ten odbije się także szerokim echem, gdyż rok 2003 jest ogłoszony w Unii Europejskiej i w krajach do niej kandydujących Rokiem Niepełnosprawnych. Poza tym, wyrzucanie niepełnosprawnych w tym właśnie roku z Warsztatów Terapii Zajęciowej będzie ogromnym argumentem dla przeciwników wejścia Polski do Unii.

Prosimy również Pana Profesora, aby jako Rzecznik Praw Obywatelskich, sprawdził Pan legalność tych decyzji. Prawo bowiem nie może działać wstecz, a usuwanie z Warsztatów Terapii podopiecznych, którzy 10 lat temu otrzymali kwalifikację do tychże Warsztatów, jest takim działaniem prawa wstecz.

Do listu dołączamy pismo p. minister Joanny Staręgi–Piasek, która rok temu zajęła absolutnie inne stanowisko niż jej następczyni.
Bardzo prosimy o pomoc i o interwencję.
Z wyrazami poważania
Szczęść Boże!
Mgr Małgorzata ODEK–WÓJCIK 
Mgr Katarzyna MALARA 
Ks. mgr Tadeusz ZALESKI

* * *

 Drodzy Ormianie i Przyjaciele Ormian ! 
Govecjale Hisus! – Jehici miszt jev anabas!
Tym razem pisze do Was nie w sprawach ormiańskich, ale w sprawach osób niepełnosprawnych, z którymi związany jest od prawie 25 lat. Otóż w chwili obecnej wprowadzana jest ustawa, która pod pozorem oszczędności ma wyrzucić z Warsztatów Terapii Zajęciowej ponad 1000 osób niepełnosprawnych, głównie sierot mieszkających w domach pomocy społecznej. Dla tych ludzi jest to absolutna katastrofa.
Paradoksem jest fakt, ze rok, w którym osoby niepełnosprawne będą wyrzucane jest ogłoszony przez Unie Europejska Rokiem Niepełnosprawnych!!!
Przesyłam wiec apel do parlamentarzystów, który dziś zostaje wręczony także Premierowi Leszkowi Millerowi na ręce Wojewody Małopolskiego.
Bliższe informacje znajdują się na poniżej podanej stronie internetowej Fundacji im. Brata Alberta.
Informacje ukazały się także w małopolskich wydaniach "Gazety Krakowskiej", "Dziennika Polskiego" i "Naszego Dziennika". Przesyłam jeden z nich.
Znając Państwa życzliwość i zaangażowanie społeczne proszę o poparcie naszego protestu oraz o szerokie udostępnienie go innym osobom i środowiskom.
Szczęść Boże!
Parrk kez Ter Astwadz mer!

ks. Tadeusz ISAKOWICZ–ZALESKI 

Duszpasterz Ormian w Polsce

 

Salon Sztuk Pięknych 2002

W czwartek 19 grudnia 2002 roku odbył się wernisaż „Salon 2002 de la Nationale des Beaux Arts” zorganizowany pod patronatem Prezydenta RF Jacquesa Chiraca i ministra kultury Jean-Jacques Aillagona w Karuzeli Luwru w tzw. Galerii Le Nôtre’a w obecności korpusu dyplomatycznego delegacji zagranicznych (Japonii, Korei ), wielu artystów, krytyków sztuki i licznej publiczności. Tegorocznej selekcji dzieł dokonało Jury reprezentujące Biuro Narodowego Salonu Sztuk Pięknych 2002 pod dyrekcja prezesa J. F. Poncela i F. Babouleta i tzw. Radę Administracyjną (Pierre-Henry: malarstwo, Angel-Pérès: rzeźba, B. Vercruyce: grafika oraz N. Denice: sztuka dekoratywna). W swoim przemówieniu inauguracyjnym pan Étienne Audfray, pełniący funkcje prezesa Salonu 2002 podkreślił historyczną rolę tego wydarzenia artystycznego sięgającego początkami XVII wieku i będącego zasługą ówczesnego ministra Colberta. Trzy stulecia tradycji Salonu znalazły wyraz w postaci nobilitacji obrazu współczesnej sztuki francuskiej i zagranicznej w siedzibie Muzeum Luwru, gdzie zaprezentowano najnowsze dzieła malarstwa, rzeźby, oraz grafiki i sztuki dekoratywnej. Podczas salonu artysta staje się najważniejszy, ale aktywny w środowisku grupującym amatorów sztuki, krytyków, marszandów i licznych turystów odwiedzających Luwr. Ten międzynarodowy konglomerat łączy jednak zespól emocji estetycznych, i potrzeba spojrzenia i oceny ze strony innych. Wszyscy Artyści prezentują więc własną drogę poszukiwania piękna oraz Absolutu, nieosiągalnego i wciąż odradzanego w sztuce naszych czasów XXI wieku! To właśnie sprawia, że Artysta staje się niezbędną cząstką społeczeństwa naznaczonego pragnieniem pokoju. Salon 2002 spełnia świetnie swoją rolę kulturotwórczą w świecie galopującym w kierunku prowokacji i eklektyzmu w sztuce współczesnej, dając możliwość wszystkim współuczestniczenia w kreowaniu kierunków oraz granic kultury i sztuki początków III-go tysiąclecia!
Salon 2002 stanowił także wyraz czci dla wybitnych Artystów sztuki współczesnej, których uhonorowano w kolejności: André Dunoyer de Segonzac (1884-1974), Edgar Chahine (1874-1947), Jacques Poirier (1928-2002), Jean Lurçat (1892-1966), Honorio Condoy (1900-1953). Tegoroczny konkurs skupił kilkuset artystów i nosił tytuł EUROPA, gdzie nasz szczególny zachwyt wzbudził obraz znanego artysty pochodzenia rosyjskiego, Mikołaja TIKHOBRAZOFFA pt. „D’Europe surgit le combat inégal entre les humains et les dieux”. Tikhobrazoff, artysta renomowany w środowisku Paryża i Sankt Petersburga, należał do wielkich laureatów tegorocznego Salonu i bez wątpienia był jednym z jego spiritus movens! Podobnie młoda artystka z Kolumbii Angelica BARRAZA zwróciła uwagę publiczności niebanalnym obrazem pt. „Carte postale: Venise”. W kategorii martwej natury aplauz zaskarbiło sobie dzieło Germaine CHICAYA, zwanej Germaine-Marie pt. „Chrysanthème  et coloquintes, chaleur automnale”. Wspaniała żywa kolorystyka odwołująca się do śródziemnomorskich korzeni Artystki, pochodzącej z Montpellier, i egzystencjalny kontekst obrazu rokują najlepsze nadzieje oraz potwierdzają pochlebne opinie wcześniejszych jej ekspozycji w br. (Salon Artystów Niezależnych i Centrum Kulturalne Chrisliane Peugeot). Wśród artystów-rzeźby podobało się publiczności dzieło Marca Maubuissona pt. „Regard sur 1’Europe”, a w zakresie grafiki praca pt. „L’unité pour l’Europe” autorstwa René Borda. W sekcji sztuki dekoratywnej uwagę zwróciło dzieło Françoise Autret pt. „Patch Europe”. Salonowi 2002 towarzyszy edycja znakomicie wydanego i ilustrowanego Katalogu pt. Salon 2002 SNBA. Wizyta w Salonie Sztuk Pięknych 2002 w Karuzeli Luwru stanowiła niewątpliwie artystyczne wydarzenie i rodzaj bilansu aktualnych tendencji, technik, tematyki współczesnych wizji wokół tematu Europy, nowej i zjednoczonej w niedalekiej już perspektywie roku 2004!

Dariusz DŁUGOSZ

„Salon 2002 de la Nationale des Beaux Arts”, Muzeum Luwru 9-26 XII 2002 – 99, rue de Rivoli, 75001.

 

13 grudnia - moje wspomnienia

Mój pierwszy dzień Stanu Wojennego zaczął się w pociągu ze Świdnika do Lublina około 5:30 rano. Podekscytowana kobieta  obwieściła, ze wszyscy działacze Solidarności z Zakładu WSK  Świdnik, produkującego helikoptery dla Układu Warszawskiego,  zostali złapani w nocy. Potem pojechałem z Lublina do Warszawy, pociągiem pospiesznym. Pamiętam plakaty rozwieszone  w przejściu podziemnym na rogu Marszałkowskiej i Alei  Jerozolimskich. Ludzie czytali i dziwili się: OBWIESZCZENIE O WPROWADZENIU STANU WOJENNEGO.
Jazda autobusem na Ursynów w Warszawie okazała się być nie taka łatwa  jak zawsze. Po drodze autobus stawał, kluczył, zmieniał trasę. Część miasta wyglądała na to, że jest zablokowana  Potem domyśliłem się  ze zablokowano tereny zagranicznych ambasad i części miasta gdzie  mieszkali przywódcy partii (np. Wojciech Jaruzelski). Przed Domami Studenckimi Riviera stały  transportery opancerzone  i miały lufy dział skierowane na budynek. Dużo wojska. Wracając od siostry mojej Żony do domu moich Rodziców, widziałem silne oddziały otaczające Dom Partii. Żołnierze grzali się przy piecykach z koksem. Mieli bagnety założone na karabiny. Patrolowali ulice wzdłuż
Krakowskiego Przedmieścia i Nowego Świata. Tego samego dnia wracałem do Lublina. Czułem jakbym jechał na wojnę.
Ojciec mnie przestrzegał, żebym przypadkiem nie dał się wplątać w jakieś rozruchy. Moja intencja było jednak walka za wszelką cenę. Już następnego dnia byłem na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej  (UMCS). Zabezpieczaliśmy budynek Departamentu Fizyki, gdzie wtedy pracowałem. Oficjalnie broniliśmy drogich, unikalnych przyrządów.
Nieoficjalnie wiedzieliśmy, co ZOMO zrobiło z biurami Solidarności w Lublinie. Milicyjne pałki nie oszczędziły niczego. Drogi sprzęt jak kserograf i fax został rozbity na kawałki.
Wieczorem wziąłem śpiwór i udałem się do pobliskiego wieżowca (budynek administracyjny), gdzie miał być strajk okupacyjny. Prowadziliśmy dyskusje, co robić. Ja byłem zdania ze powinniśmy przyłączyć się i pomagać wielkim zakładom przemysłowym
jak  na przykład Fabryka Samochodów Ciężarowych albo WSK Świdnik.
Nagle wpadła kobieta i wykrzyczała, że ZOMO jest już w akademikach i bije studentów. Wszyscy w pośpiechu zaczęli pakować rzeczy. W ten sposób skończył się strajk na Uniwersytecie. Ta kobieta była pełna poczucia winy, że spowodowała tą panikę. Ona i jeszcze kilka innych osób zostało i potem jak milicja weszła do budynku zostali oni internowani. Jadąc do Świdnika zostałem opluty w autobusie przez łobuzów. Nie mogłem
się wplątać w awanturę i bijatykę z nimi, bo miałem przed sobą ważniejszy cel.
Po drodze wstąpiłem do moich znajomych i poprosiłem ich, żeby zawiadomili moja Żonę, że poszedłem do zakładu WSK Świdnik. W Zakładzie od razu spotkałem znajomych. Jeden z nich był redaktorem naczelnym regionalnego pisma „Solidarność”. Od razu zostałem zatrudniony do prac pomocniczych.
Naszym zadaniem było nawiązanie kontaktów z innymi strajkującymi zakładami, zorientowanie się, kto i gdzie strajkuje. Drukowaliśmy odezwy i ulotki.
Niestety ta noc nie była przespana. Dwa alarmy budziły nas w środku nocy.  Wojsko robiło manewry tak jakby mieli zamiar nas atakować. Czołg jechał  jakby chciał taranować bramę strzelał ze ślepej amunicji i stawał  w ostatniej chwili. Następnego dnia znów pracowaliśmy ciężko  drukując ulotki. Trochę usiłowaliśmy spać.
Odwiedziły nas też Rodziny dając żywność. Łącznicy rozchodzili się po okolicy rozeznając sytuacje. Inni rozlepiali odezwy i rozdawali drukowane biuletyny. Pod wieczór sytuacja stawała się bardziej napięta. Komitet strajkowy postanowił zebrać się przy zamkniętych drzwiach (poprzednio miałem okazje być podczas tych zebrań).
Wieczorem dostaliśmy wiadomość, że przyjechały oddziały specjalne, żeby szturmować Zakład. Wieczór był  w nastroju melancholijnym. Jeden student grał na organkach piosenki z westernów. Wyczuwało się napięcie. W końcu czujki stojące na obrzeżu lotniska świdnickiego doniosły przez radio, ze jada na nas czołgi. Zaczęli je liczyć, ale przy piętnastym przestali.
Było ich dużo. Z okien naszego budynku widziałem jak podjeżdżają autobusy i wysypują się z nich mundurowi.  Wiedzieliśmy już ze tej nocy spać nie będziemy. Zaczęli o 1:30 nad ranem. Rozwalili mur fabryki przy pomocy czołgów. Przez te wyrwy w murze weszli cywile z biało-czerwonymi opaskami na rękach. Jak jednak zobaczyli tłum ludzi, uciekli a na ich miejsce weszli mundurowi? Wrzucili przez okna, wybijając szyby, gaz łzawiący.
Czołgi strzelały petardami, wszędzie świszczały puszki z gazem łzawiącym. Wyszliśmy z budynku. Zaczęliśmy śpiewać "Międzynarodówkę". Nie zapomnę  tego momentu. Robotnicy śpiewający pełną piersią - "Bój to jest nasz ostatni". Robotnicy walczący z komunistami, którzy twierdzili ze ich reprezentują. Jakoś inna pieśń nie przyszła nam do głowy. Tylko ten - hymn komunizmu. Potem zaczęły się regularne walki. Tłum trzymał się razem. Gaz łzawiący odrzucało się z powrotem ZOMO-wcom. Moje skórzane rękawiczki do tej pory noszą zapach gazu łzawiącego. Wiatr był naszym sprzymierzeńcem. Wiał w kierunku ZOMO.
Naszym celem było wytrwać do 7 rano, kiedy skończy się godzina policyjna  i kobiety przyjdą nam na odsiecz. Zadaniem Milicji było rozbić nasz tłum  na mniejsze grupki. Milicja podchodziła do nas strzelając ogniem ciągłym,  ślepymi nabojami. Rzucali tez w środek tłumu petardy i gaz łzawiący.  Jak ktoś był na brzegu był bity pałkami? Mnie się udało uchronić.  Nagle zobaczyłem młodą kobietę w masce gazowej. Ręka milicjanta ją dosięgła, zdjęła maskę i potem nastąpiły uderzenia pałki. Widziałem krew z rozbitych głów się. W końcu byliśmy rozbici  na mniejsze grupki, ale nadal rzucaliśmy petardy i gaz z powrotem. Jak ktoś niebacznie został z tylu był straszliwie bity i kopany. Na szczęście dobrze wtedy biegałem, wiec udało mi się uniknąć pobicia. W pewnym momencie wielki entuzjazm wstąpił w ludzi. Z wielkim krzykiem rzucili się na ZOMO-wcow i... ZOMO zaczęło uciekać!
Wtedy usłyszałem znany mi odgłos. Strzelano z amunicji ostrej. Ludzie zatrzymali się niepewni i wrócili. Strzały były ponad głowami. Robotnicy wyjmowali potem kule z okiennic. Wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że  oni są gotowi na wszystko. Nie mamy szans.
Zaczęliśmy wychodzić z Zakładu około 5:30 rano. Na moje szczęście nikt nas nie sprawdzał (jako pracownik UMCS, na pewno zostałbym zamknięty w więzieniu).  Pod Zakładem stała moja jednostka wojskowa (wyszedłem z wojska zaledwie 3 miesiące przed tym grudniem). Wołałem do oficerów i podoficerów po imieniu – „nie wstyd ci stać pod zakładem?”
Wojsko tylko stało. Ale jak podszedłem do jednego żołnierza, żeby mu powiedzieć, co o nim myślę, ze strachu zarepetował broń, wprowadził kule do lufy. Nie wiem czy dali im ostra amunicje. Wróciłem szalenie zmęczony do domu. Po drodze widziałem oddziały ZOMO maszerujące przez miasto i kobiety krzyczące z okna i wyzywające milicjantów. Nawet jeden
kwiatek uzbrojony w doniczkę poleciał i upadł koło nich. Tego samego dnia wieczorem Radio Wolna Europa zawiadomiło o tragedii w Kopalni Wujek. Pomyślałem o tych ostrych nabojach, które świszczały nad moją głową w Zakładzie WSK Świdnik. Tez mogliśmy stać się ofiarami Stanu Wojennego. Potem miasto nie skapitulowało. Robiliśmy, co mogliśmy. Ostre gwoździe wywijało się i podkładało pod opony samochodów milicyjnych albo po prostu rozrzucało się po ulicach (tylko wojsko i milicja mogła jeździć samochodami). Malowało się hasła na murach. Rozrzucało ulotki prasy podziemnej, sprowadzało książki zakazane z Warszawy.
Staraliśmy się żeby pamięć o Solidarności nie zginęła. Dużo było inicjatywy  indywidualnej. O tym, co ja i mój szwagier robiliśmy nie wiedział nikt.  Częściowo działaliśmy w uznanych strukturach podziemnych. Studenci dostarczali pisemka z innych miast, a potem trafiały one do redakcji naszego lokalnego pisma. W ten sposób ludzie wiedzieli, co się dzieje w innych miastach. Oczywiście były to informacje, jakich nie można było przeczytać w legalnych pismach.
Przyszła na mnie nostalgia. Dokładnie pamiętam te dni. Nie wiem czy moja, wtedy 3 letnia córka pamięta teraz strach, jaki miała, kiedy obudziła się w środku nocy słysząc czołgi, które jechały w kierunku Zakładu, w którym siedział jej Tatuś i starał się zrobić cokolwiek żeby uratować wspaniałą ideę Solidarności. Szkoda, że ta idea, teraz zamiera w toku walk o władzę i stanowiska. Zamiast dbać o interes Państwa i ludzi, walczy się o przywileje i stanowiska. Smutne to, niestety.

P.S.
From zkoziol@istop.com 
(Zbigniew Kozioł)

.