Nobel 2002

Dialog, pokój i kompromis...

Odizolowane od siebie narody i państwa różnymi żelaznymi kurtynami  nie przyzwyczaiły się jeszcze do realistycznej prawdy, że rozwiązywanie większości życiowych problemów na świecie jest weryfikowane przez dialog i wzajemny kompromis. Albo niestety przez wojnę. Bywają różne wśród polityków poglądy na rozwiązywanie problemów społecznych i światopoglądowych, ale jest źle, gdy próbuje się je narzucić innym  siłą, a nie drogą perswazji i konstruktywnego dialogu.
Tegoroczną pokojową  Nagrodę Nobla dla byłego prezydenta  USA Jimmy Cartera (medal, dyplom i czek na ponad milion dolarów) określają niektórzy dziennikarze nieco spóźnionym zadośćuczynieniem. Przyczyniał się on bowiem w różnych etapach całego swojego życia do pokojowego rozwiązywania konfliktów międzynarodowych i służył sprawie rozwoju demokracji i praw człowieka. Podkreśla się, że właściwie całe swoje dojrzałe życie Carter poświęcił działalności na rzecz rozwoju głęboko humanistycznego programu – obrony praw człowieka, który szczególne zaowocował po podpisaniu Aktu Końcowego KBWE w Helsinkach, kiedy europejskie  kraje komunistyczne musiały  uznać, że prawa obywatelskie należy podnieść do rangi wyższych wymogów stojących przed każdym państwem. Program Jimmy Cartera przysłużył się wielu dysydentom z krajów totalitarnych, choć w pierwszym okresie zazwyczaj ściągali oni na siebie gromy swoich reżimów.   
Już od ponad stu lat próbują Norwegowie swą prestiżową pokojową Nagrodą Nobla zwracać  uwagę świata na występujące sprzeczności, jakie niesie rozwój cywilizacyjny  i wskazywać na ludzi, którzy potrafili posuwać humanizację świata poprzez nakłanianie do konstruktywnego  dialogu i zapobiegania wojnom. Generalnie Komitety Noblowskie  są bardzo ostrożne i wyróżnienia przyznają na ogół za udokumentowane, „odleżałe” i znane osiągnięcia. Nagroda bardzo często trafia do ludzi dopiero po siedemdziesiątce. Oczywiście, łatwiej jest w dziedzinie naukowej ocenić wynalazek i jego pozytywną przydatność dla ludzkości, niż czyjeś życiowe zabiegi, by narody żyły bez zbrojnych konfliktów i by na całym świecie szanowano podstawowe  prawa człowieka. Najwięcej  kontrowersji wywołują nagrody pokojowe i literackie. Niektóre decyzje wywoływały nawet sprzeciwy głów państw.  Dyrektywa fundatora  Alfreda Nobla była jednak  jednoznaczna: nagrody mają otrzymywać  ci, ”którzy przynieśli największy pożytek ludzkości”... 

Skromny pałacyk w centrum Oslo

Piszę o Nagrodzie Pokojowej, o której właściwie decyduje niewielki sześcioosobowy Komitet składający się z samych Norwegów kreowany przez norweski parlament. Ale odnotować trzeba pewien aspekt demokratyczny w funkcjonowaniu tej nagrody. Ściśle określone osoby wymienione w Statucie norweskiego Instytutu Nobla mogą co roku nominować swoich faworytów.  W bibliotece Instytutu Nobla usytuowanej w niewielkim  pałacyku, nieopodal ogrodu i pałacu królewskiego  można dotrzeć do niektórych lektur potwierdzających poszlaki, że funkcjonowały  w przeszłości  pewne naciski i  uwarunkowania polityczno – społeczne. Tu w archiwum gromadzi się całe dossier, wszystkie doroczne  zgłoszenia i materiały związane z dokonywanymi nominacjami. Tu też żmudnie selekcjonuje się postaci i dokonuje ostatecznego wyboru.
W czołowym dzienniku  norweskim („Aftenposten” 8/12/02) Francis Sejersted, przez ostatnie 9 lat przewodniczący Komitetu Nobla w Oslo, poddał rzeczowej krytyce niektóre aspekty działalności Komitetu. Wysunął zarzut, że dobór członków Komitetu jest realizowany z klucza partyjnego i postulował, by Parlament norweski znacznie większą wagę przywiązywał do kreowania i nominacji członków Komitetu Noblowskiego,  mającego istotne  odniesienia do przebiegu światowych zdarzeń i zapalnych punktów. Większą wagę powinno się przywiązywać do kwalifikacji członków Komitetu, by posady w Instytucie Nobla  nie stawały się synekurą dla norweskich polityków. 
Już w przeszłości próbowano zapobiec pewnym negatywom, wykluczając, by mogli być mianowani w skład  Komitetu członkowie rządu i parlamentarzyści. Nie zamknięto jednak całkowicie drogi politykom z różnych partii i od 2003 roku uzyskali do Komitetu Noblowskiego nominacje – na 6 lat – trzej kolejni kandydaci z różnych partii norweskich. Pojawiły się wśród publicystów sugestie, by stanowiska w Instytucie Nobla obsadzać drogą konkursów. Krytycznie ocenia się też zbytnie upolitycznianie Nagrody i pisano, że wśród nominowanych w ostatnich latach, podobnie  jak i na tegorocznej liście kandydatów, niewiele było nazwisk spoza świata polityki. Nawet członkowie Komitetu Nobla w Oslo ostatnio wyrazili opinię, że było błędem, iż w 1994 roku  niejako awansem przyznano pokojową Nagrodę Szimonowi Peresowi, nie czekając na konkretną realizację porozumienia w sprawie Autonomii Palestyńskiej. Gdyby można należałoby tę nagrodę teraz cofnąć, bo bardzo negatywnie w Norwegii ocenia się aktualną politykę Izraela. 

Uniwersyteccy profesorowie teologii

Przyjęto w Norwegii z zadowoleniem, że przygotowywany jest nowy statut norweskiego Instytutu Nobla. Wzięto między innymi pod uwagę fakt iż przy wielu państwowych  uniwersytetach od dawna funkcjonują fakultety teologiczne, a w byłych krajach komunistycznych przywraca się  tę instytucję. Dlatego postanowiono rozszerzyć grupę osób z całego świata, które będą mogły nominować kandydatów do Nagrody wysyłając  uzasadnione  wnioski do Instytutu Nobla w Oslo. Obok aktualnych parlamentarzystów, polityków, profesorów historii, prawa, politologów uprawnieni zostaną również do nominacji – uniwersyteccy profesorowie teologii. Myślę, że w Polsce wykorzysta się tę możliwość i zarówno profesorowie, jak i polscy politycy zaczną w większym stopniu nominować postaci służące swym ofiarnym życiem określonym wartościom. Nasi nobliści też nie ujawnili większej aktywności w tym względzie mimo że mają prawo zgłaszać nominacje. Mamy przecież wybitnych Polaków, którzy mogliby być uhonorowani tą prestiżową nagrodą. Lech Wałęsa nie przejawił żadnego pomysłu w tym względzie, a podsuwane mu sugestie zlekceważył nie odpowiadając nawet na zbiorowe petycje.
W tym roku zgłoszeń z całego świata do pokojowej nagrody Nobla było 156,   a nominacji na te osoby wpłynęło ponad 500. Wśród nich nominowany był, jak wiadomo,  Polak, charyzmatyczny misjonarz z Indii, ojciec Żelazek. W ubiegłym roku nominowany do pokojowej nagrody Nobla był również płk Ryszard Kukliński. W poprzednich latach zgłaszano także innych Polaków: papieża Jana Pawła II i kardynała Wyszyńskiego jeszcze za jego życia. Wśród tegorocznych faworytów, spośród których wybierał w ostatniej fazie procesu tegorocznej nominacji, sześcioosobowy Komitet Noblowski byli: premier Wielkiej Brytanii Tony Blair, prezydent USA George W. Bush, były burmistrz Nowego Jorku, Rudolph Giuliani, chiński dysydent Wei Jingsheng, chrześcijańska organizacja „Armia Zbawienia” mająca osiągnięcia w niesieniu charytatywnej pomocy Trzeciemu Światu oraz Chińska grupa walcząca o prawa człowieka w ChRL im. Matki z Tiananmen oraz tegoroczny laureat Jimmy Carter.
Opinia publiczna w Norwegii tegoroczny werdykt Komitetu Nobla przyjęła z zadowoleniem. Nie ma bowiem wątpliwości, że wraz z nim Komitet Noblowski uhonorował też ideę, tj. –  obronę praw człowieka w szerokim tego określenia  znaczeniu.  Działanie Cartera w czasie ostatnich 20 lat było całkowicie podporządkowanie określonym zasadom. Postulował on, by   wszędzie tam, gdzie występuje krwawy wojenny konflikt, szukać drogą dialogu – sposobu na rzecz jego pokojowego  rozwiązania. W 1982 roku były prezydent USA założył  wraz z żoną Rosalyn w stanie  Georgia Ośrodek Cartera i Fundację stawiające sobie za zadanie: troskę o zapobieganie wojnom, ale i realizację praw człowieka w bardzo rozszerzonym znaczeniu. Carter bowiem bardzo często przypomina, że nie chodzi mu tylko o prawo do życia w pokoju, lecz także o prawo dla wszystkich ludzi do odpowiedniej opieki zdrowotnej, mieszkania, wyżywienia i możliwości ekonomicznych, by żyć na poziomie godnym człowieka. Laureat wyraził nadzieję, że to prestiżowe wyróżnienie odzwierciedla powszechne uznanie dla tej rozszerzonej koncepcji praw człowieka. Stwierdził też, że powinna to być  inspiracja nie tylko dla działaczy społecznych i polityków, ale dla wszystkich  cierpiących ludzi na całym świecie  i właśnie w ich imieniu tę Nagrodę przyjmuje.
Chciałbym w tym kontekście przypomnieć, iż w tym względzie  działalność Jimmy Cartera jako chrześcijanina (jest babtystą) współgra z tym, na co kładzie nacisk Jan Paweł II. Przypomnijmy, że w swym liście apostolskim „Novo Millennio ineunte” na zakończenie Jubileuszu roku 2000 Papież napisał: ”Nasz świat wkracza w nowe tysiąclecie pełen sprzeczności, jakie niesie z sobą rozwój gospodarczy, kulturowy i techniczny, który niewielu wybranym udostępnia ogromne możliwości, natomiast miliony ludzi nie tylko pozostawia na uboczu postępu, ale każe się im zmagać z warunkami życia uwłaczającymi ludzkiej godności. Jak to możliwe, że w naszej epoce są jeszcze ludzie, którzy umierają z głodu, skazani na analfabetyzm, nie mający dostępu do najbardziej podstawowej opieki lekarskiej, pozbawieni domu, w którym mogliby znaleźć schronienie.” Ale Papież jeszcze dodaje: ”Ten krajobraz ubóstwa może poszerzać się bez końca, jeśli do starych jego form dodamy nowe, dotykające często także środowisk i grup ludzi materialnie zasobnych, którym wszakże zagraża rozpacz płynąca z poczucia bezsensu życia, niebezpieczeństwo narkomanii, opuszczenie w starości i chorobie, degradacja  lub dyskryminacja społeczna.”

Wielorakie osiągnięcia Laureata 

W Oslo pisano i mówiono o nich w tych dniach. Przypominano między innymi, że jego prezydentura przypadła w USA  na okres kryzysu spowodowanego ograniczeniem dostaw i wzrostem cen paliw ze strony krajów Bliskiego Wschodu, jak  również negatywnych   skutków wojny w Wietnamie, gdzie Amerykanie zaangażowali ogromne środki i wielu żołnierzy. Różne negatywne  elementy nie pozwoliły prezydentowi wprowadzić szeregu planowanych reform wewnętrznych. Jednak w ogólnym bilansie był człowiekiem o wielkim formacie,  który życia nie zmarnował. W polityce międzynarodowej Carter skoncentrował się na obronie praw człowieka. Sformułował tzw. „doktrynę Cartera”, która pozbawiała pomocy amerykańskiej te państwa, które łamały prawa człowieka. Przypomniano także, że prezydent Carter w 1979 roku ustanowił  pełne stosunki dyplomatyczne z ChRL i zapoczątkował w ten sposób otwarcie Chin na handel z krajami demokratycznymi i dopływ zagranicznego kapitału, co spowodowało powolną transformację w doktrynerskim myśleniu komunistów chińskich. Byłem ostatnio w Chinach  i dostrzec  tam można  istotne  zmiany społeczne i pewien wzrost poziomu życia. Ludzie nie głodują. Brakuje jednak pełnej wolności religijnej według standardów krajów demokratycznych. 
Po zakończeniu swej prezydentury Jimmy Carter  podejmuje różne  heroiczne podróże po całym świecie w celach mediacji pokojowych. Dzięki jego rozmowom doszło na przykład do ustąpienia junty wojskowej na Haiti bez rozlewu krwi; doprowadził również do  demokratycznych wyborów w kilku  krajach Afryki, a jego Fundacja realizowała  wielorakie  programy zdrowotne i ekonomiczne w najbiedniejszych częściach świata. Dzięki zabiegom Cartera sfinalizowano także olbrzymią akcję uwolnienia jeńców wojennych w Etiopii. W 1994 roku Carter pojechał na Półwysep Koreański i cierpliwie podróżował  między Północną i Południową Koreą, nakłaniając polityków z obu krajów do zainicjowania dialogu i pojednania, co wkrótce docenili Norwegowie przyznając pokojową nagrodę w 2000 roku prezydentowi Południowej Korei. Było to już kolejne mediowanie, kiedy Jimmy Carter wypracował zakulisowo kompromis, który został nagrodzony pokojową Nagrodą Nobla. Trzeba bowiem tutaj  przypomnieć, że w 1979 roku jako urzędujący prezydent USA odniósł wielki sukces doprowadzając do zawarcia egipsko–izraelskiego porozumienia pokojowego w Camp David pod Waszyngtonem. Przez dwa tygodnie prezydent USA krążył między skłóconymi politykami, podsuwając im przesłanki do koniecznego dialogu. Podpisane wówczas w USA porozumienie przewidywało, że Izrael wycofa się całkowicie z  Półwyspu Synajskiego. Oba kraje podpiszą traktat pokojowy i nawiążą stosunki dyplomatyczne. Izrael zobowiązał się wówczas do podjęcia dalszych  pokojowych negocjacji, co zresztą uczynił i po tajnych negocjacjach  w Norwegii w 1993 roku i zawartym porozumieniu  z Palestyńczykami w 1994 roku politycy Izraela Icchak Rabin, Szimon Peres i Jaser Arafat otrzymali w Oslo pokojową Nagrodę Nobla. 
Ostatnio media donosiły, że Jimmy Carter postulował zawieszenie przez  USA embarga gospodarczego wobec Kuby i zakazu podróży do tego kraju przez obywateli amerykańskich. Podczas wizyty na Kubie Carter namawiał Fidela Castro do demokratyzacji jego dyktatorskich rządów i pojednania się ze Stanami Zjednoczonymi. Castro zgodził się na wystąpienie radiowe Cartera i spotkanie z dysydentami domagającymi się wolnych wyborów na Wyspie. 

Dynamiczny oręż – prawa człowieka 

W aspekcie naszej polskiej historii chciałbym w tej korespondencji przypomnieć, że –  carterowska koncepcja walki o prawa człowieka bardzo nam  pod koniec lat 70. pomogła. Na konferencji Helsińskiej z udziałem przedstawiciela Watykanu w dokumentach odnotowano prawa człowieka, a wśród nich prawo do wolności religijnej.  Stworzyło to polskiej opozycji demokratycznej i Kościołowi pewne wsparcie – niezwykle ważne w warunkach komunistycznych rządów. Wzięły natychmiast w żagle te prawa człowieka, zapisane w międzynarodowym układzie europejskim – różne organizacje opozycji demokratycznej,   z których w następnym dziesięcioleciu, już za pontyfikatu Jana Pawła II i po jego pierwszej wizycie w Ojczyźnie w 1979 roku wyrósł ogromny ruch społeczny – polskiej Solidarności. Prezydent Jimmy Carter podczas podróży po Europie złożył krótką wizytę w 1977 roku – w PRL–u. Wówczas to odważnie przypomniał rządzącym komunistom w publicznym wystąpieniu że niestety "Polska znajduje się pod sowiecką dominacją”. My Polacy nie powinniśmy zapomnieć, że  w końcu 1980 roku, gdy 1 grudnia ruchy wojsk radzieckich i wojsk Układu Warszawskiego wyraźnie otoczyły Polskę, by zastraszyć  Solidarność  i gdy wręcz  groziła  zbrojna  interwencja na wzór tej sprzed dwudziestu lat na Czechosłowację – prezydent Jimmy Carter wystosował do Breżniewa list z ostrzeżeniem. Zbigniew Brzeziński, doradca prezydenta Cartera ds. bezpieczeństwa narodowego napisał w związku z zaistniałą sytuacją, że Rosjanie wycofali się w ostatniej chwili pod wpływem nacisków USA.

Uroczyście, ale skromnie

Oslo przygotowało się jak co roku bardzo solidnie i uroczyście na przyjęcie laureata. Niezwykle wnikliwie kontrolowano nawet akredytowanych dziennikarzy, sprawdzając zawartość naszych toreb i dokumenty tożsamości. W  zimowej śnieżnej scenerii obok monumentalnego Ratusza stolicy, usytuowanego na wprost portu i Fiordu zaistalowano piękne pochodnie i wywieszono flagi norweskie i Stanów Zjednoczonych. Po czerwonym dywanie wspólnie z królem wszedł do reprezentacyjnej sali ratusza Jimmy Carter. Oprawę artystyczną stanowił koncert w wykonaniu artystów z różnych krajów świata. Tegorocznuy laureat przyleciał z Atlanty, gdzie w stanie Georgia  dynamicznie funkcjonuje jego fundacja społeczna spiesząca ludności z ponad  65  krajów z różnymi programami pomocy. Fundacja ma na przykład swój oddział w Korei Północnej i Chinach. Z Carterem przyleciały 24 osoby spośrod najbliższej rodziny z żoną i wnukami oraz gronem przyjaciół. Norwegowie są ludźmi skromnymi i znacznie mniej było tu w Oslo, niż ma to miejsce w Sztokholmie – jakiejś  przesadnej pompy, przejawiającej się w ekskluzywnych sukniach wielu pań z renomowanych  domów mody, a panów we frakach czy smokingach, uczestniczących w dorocznej  uroczystości wręczania Nagrody Nobla. W Oslo jest inaczej. Wiele Norweżek na uroczyste wręczenie pokojowej Nagrody przybywa do najbardziej reprezentacyjnej sali w Norwegii w pięknych strojach ludowych. Tak bywa nawet z kobietami  ministrami, a jest tych kobiet w rządzie tutaj znacznie więcej niż w Polsce. Norwegowie są dumni ze swojej kultury ludowej i nie wstydzą się  jej, co niestety zdarza się nam  czasem w Polsce i zwyczaj strojów ludowych zanika. Nobliści w Oslo  mogą  odbierać pokojową  Nagrodę w zwykłych garniturach. 

Jerzy GRUCA
jjgruca@online.no

Jerzy Gruca. Urodził się w 1931 roku w Warszawie. Dziennikarz i publicysta. Studiował polonistykę i filozofię na Uniwersytecie Warszawskim. Studia teologiczne ukończył w 1966 roku. Wieloletni rad aktor „Kierunków” i miesięcznika „Życie i Myśl”. W latach 1982–1986 pracował w Rzymie. Odbył wiele podróży, między innymi do Stanów Zjednoczonych, Kanady, Filipin, Japonii, Chin i krajów Dalekiego Wschodu. Mieszka w Oslo. Działalność społeczna kard. Stefana Wyszyńskiego  została  szczegółowo zaprezentowana  w eseju Jerzego Grucy pt. „Bronił zawsze wolności dialogu i pojednania” zawartym w książce, „Co Kościół i Polska zawdzięczają Prymasowi Tysiąclecia?” Wydawnictwo „Adam” Warszawa 2000.

19-5-2.jpg (13395 bytes)




Na zdjęciu:

Nagroda Nobla


Fot. Archiwum "R"


.