Natura

Dlaczego rzeźbię i rysuję? Za każdym razem, ilekroć coś robię, jestem – bardziej lub mniej – otoczony przez świat zewnętrzny, jak i swój własny świat. Te światy nieustannie się zderzają i tylko niekiedy potrafię nawiązać dialog ze sobą samym.
Być może istnieje coś, co nazwalibyśmy pięknem, miłością i satysfakcją. Być może wszystko w jednym momencie staje się jasne, staje się uniwersalne, ale problem w tym, iż śmierć zawsze nas wyprzedza, jest motorem wyobraźni, motorem życia, motorem naszych aktów. Pragnęlibyśmy po sobie coś zostawić. W samej rzeczy śmierć ma w sobie coś boskiego, bowiem nie daje życia, lecz odbiera, ale poprzez swój majestat skłania do walki o ślad życia, o przekaz doświadczenia.
Siedząc przed białą kartką papieru widzę studnię bez dna, której wodę niewidzialną jeszcze zmącić muszę kolorem, kroplą tuszu. I tak, tworząc rzeczywistość jednej kropli papieru i tuszu, staję się. Kropla, jeśli jest postawiona na papierze w świadomości całego dotąd zebranego przeze mnie doświadczenia, staje się małym krokiem do przodu. Ta kropla, jak i tusz rozprowadzany pędzlem lub patykiem, jest dla mnie tworzywem kreacji i aktem unicestwienia
Człowiek przyzwyczaja się do śmierci, do jej działania, do ostatniego aktu, ostatniego uderzenia serca, ostatniego oddechu. Jest to i smutne, i patetyczne, i tak codzienne jak powiew wiatru. 
U Heinego, w wierszu o miłości do ziemi rodzinnej, jak staccato brzmi w ciszy drzew: tutaj spoczniesz, i ty spoczniesz nad Renem. Często, poprzez okno mojej pracowni, obserwuję drzewo figowe, które przez służby miejskie było kilkakrotnie ścinane prawie do korzeni. Owe służby nigdy nie zadbały o to, aby wyrwać korzenie. W konsekwencji figa każdego dnia odrastała. Na skutek moich próśb władze miejskie zostawiły figę w spokoju. Od trzech lat, jakby dziękując za wstawienie się, drzewo figowe urosło do trzech metrów i osłania mnie przed promieniami słońca. Wydawałoby się zatem, że w naturze też istnieją różne momenty, akty twórcze i przemyślenia. Jak jednak jest? 
W rzeczy samej wydaje mi się, że wszystko jest przypadkiem. Tak przed kartką, na której mogę wyrazić to, co mnie dręczy, stoję i stoję. I zdaje mi się, że znowu wszystko wyssałem z palca... Być może porwałem się na dzieło, którego nie jestem w stanie ogarnąć. Być może moje dzieło ma charakter nieświadomego przekazu. Być może chodzi tylko o mojego ojca, który często deklamował w oryginale poezje Heinego, który, poprzez dopływy intelektualno-psychologiczne, zmusił mnie do zatracenia się, które idzie w kierunku poszukiwania własnej formy. 

październik 2002

Paweł JOCZ

Notowała
Teresa BŁAŻEJEWSKA

Paweł Jocz. Urodził się w 1943 roku w Wilnie. Rzeźbiarz, malarz i rysownik. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Po raz pierwszy pokazał swoje prace w 1967 roku w Sztokholmie. Wystawiał w wielu krajach Europy, uczestniczył w ponad pięćdziesięciu indywidualnych wystawach. Jest autorem monumentalnym rzeźb „Solidarność ludów” (Wielsbeke w Belgii) oraz „Elewacja” i „Chmura poety” (na obrzeżach Paryża). Jego prace znajdują się w siedzibie Polskiej Akademii Nauk w Paryżu i Bibliotece Polskiej na Wyspie św. Ludwika. Robił ilustracje do książek, a także pisał teksty poświęcone sztuce współczesnej. W 1988 roku ukazał się  album „Paweł Jocz” wydany przez Museum de Metzhuius w Wielsbeke, który traktuje w sposób retrospektywny na temat twórczości malarskiej, rzeźbiarskiej i rysunkowej. W 1999 ukazały się dwa albumy: „Paweł Jocz  - twórczość“ i „Wanted - rysunek”. Od 1967 roku mieszka we Francji.

22-1-1.jpg (63667 Byte)

Na zdjęciu:

Paweł Jocz
(Paryż, 2003)

Fot. Michael Wittbrot


.