
|
KĄCIK OTWARTYCH SERC
Szanowna Pani,
pisząc nie proszę o żadną radę, ale mam wielką potrzebę zwierzyć się z moich
doświadczeń i opowiedzieć o tym, jak "niepożądana"
ciąża odmieniła mnie i moje życie. Kiedy zorientowałam się,
że coś jest ze mną nie tak, byłam przerażona. Pierwsza myśl
to strach i lęk, jak się tego "kłopotu" pozbyć. Zaczęłam
szukać jakiegoś polskiego lekarza ginekologa. Znajoma dała mi
adres kilku lekarzy, szczególnie polecając jednego z nich. Pośpiesznie
umówiłam się na wizytę. Nie mogłam doczekać się. Chciałam,
aby jak najszybciej było po wszystkim. Mojemu chłopakowi nic nie
mówiłam. Byłam pewna, że nie zgodzi się na to, abym urodziła
dziecko. Na początku wizyty powiedziałam lekarzowi, po co przyszłam.
Przeprowadził rutynowe badania, szczegółowo wypytywał mnie o
moją sytuację rodzinną, a następnie rozpoczął badania
ultrasonograficzne, bardzo delikatnie namawiając mnie, abym
zechciała zobaczyć, jak wygląda moje dziecko. Nie byłam
ciekawa, a nawet złościło mnie to, że wszystko tak długo
trwa. Chciałam wiedzieć, kiedy wreszcie ustalimy datę zabiegu.
Aby przyspieszyć zakończenie badania, spojrzałam na ekran.
Lekarz spokojnie zaczął mi objaśniać obraz na monitorze, mówiąc:
„Pani dziecko żyje od sześciu tygodni, ma już wszystkie części
ciała na swoim miejscu” „Czy widzi pani rączkę?” –
zapytał. Nic nie widziałam, ale zaczęłam go słuchać, nie
patrzyłam, ale on mówił dalej: „A tu lewa rączka, liczymy
paluszki, jest ich pięć. A czy chciałaby pani usłyszeć jak
bije serce pani dziecka?” Nie czekając na moją odpowiedź
powiedział: „Słyszy pani? Już słychać jego rytmiczne
uderzenia”. Słuchałam tego, co mówił, z rosnącym
zaciekawieniem.
Po badaniu spojrzał
mi w oczy pytającym wzrokiem. Tak poprowadził te badania, abym
dziecko zaakceptowała, abym je przyjęła i pokochała w swoim łonie.
Nie powiedział żadnego słowa, nie namawiał mnie. Podczas tej
pierwszej wizyty odwrócił całą moją pewność. Gdy do niego
przyszłam, zaczęłam czuć, że coś się we mnie załamuje.
Zrobiło mi się gorąco. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje.
Ale wiedziałam, że już nie mogę tego zrobić. Zaczęło mi być
obojętne, co na to powie mój chłopak. Był tak samo młody jak
ja. Nie przerażała mnie już tak bardzo moja beznadziejna
sytuacja materialna, mieszkaniowa itd. Myśli moje krążyły wokół
dziecka. Umówiłam się na spotkanie z moim chłopcem i powiedziałam
mu, co czułam i co postanowiłam, bez względu na to, jakie będzie
jego zdanie na ten temat. Widziałam jago zdziwienie i
zaskoczenie. Później powiedział mi, że emanowała ze
mnie taka siła decyzji i jakieś ciepło i uczucie do dziecka. On
powiedział wtedy: „To jest także moje dziecko”. Zaczęliśmy
nawet w jakimś sensie być zazdrośni o nową miłość. Po jakimś
czasie mój chłopak zwierzył się, że moja niezłomna postawa w
tej tak trudnej sytuacji przekonała go do mnie ostatecznie.
Powiedział, że w ten sposób go przekonałam, że można na mnie
liczyć w sytuacjach trudnych. Nie ukrywam, że było mi niezwykle
trudno. Ślub był bardziej niż skromny, ale dla nas to nie było
najważniejsze. Muszę się przyznać, że najtrudniejsze chwile
pomogły nam przetrwać siostry zakonne w Paryżu. Dziś nasza córka
kończy pięć lat, a my oczekujemy na drugie dziecko. Odżyły we
mnie wspomnienia tamtych dni i czasami myślę z trwogę, jak by
wyglądało moje życie, gdyby wtedy na mojej drodze stanął inny
lekarz? To była dla mnie chyba najpiękniejsza lekcja
antyaborcyjna.
Magdalena
Przytaczam ten list z wielką radością i życzę
Pani i całej Rodzinie dużo
szczęścia i radości
Teresa BERSKA
Teresa Berska prowadzi poradnię zdrowia psychicznego w
Paryżu.
|

Na
zdjęciu:
Bez tytułu
(Ètables-sur- Mer,
2002)
Fot. Michael Wittbrot
|