Pantokrator

Dzieje artystów i ich dzieł są warunkowane przemianami społeczno-politycznymi, określoną tradycją, kulturą, także religią.  Sztuka od początku istnienia świata służyła wiernie panującym. Kiedy gigantyczne Cesarstwo Rzymskie rozpadało się na dwie części, kultura – idąc za głosem obowiązującej i wyznawanej na tych obszarach religii – skupiła się jakby na dwóch antypodach.
Wschód i Zachód bezsprzecznie rywalizowały ze sobą o prymat. Za panowania cesarza Konstantyna (324 - 337) Nowym Rzymem stał się Konstantynopol.  Tak zwany cywilizowany świat przeniósł się nad Bosfor i przez nawracanie na nową religię ludności z wielkiej równiny Europy Wschodniej, z Bałkanów i Kaukazu, stworzył możliwość ukorzenienia się chrześcijaństwa na Wschodzie. Nowa religia, jaką zaczęło stawać się chrześcijaństwo, nie pozostawała wolna od konfliktów. Na Wschodzie widoczniej i namacalniej zaznaczało się dziedzictwo helleńskiego spirytualizmu. Nieunikniona stała się konfrontacja z islamem. Trudne do pokonania okazało się dziedzictwo kulturowe, które doprowadziło w końcu do powstania ruchu ikonoklastycznego, popieranego w początkach VIII wieku przez cesarzy Leona III i Konstantyna V.
Dla historii Europy ogromne znacznie miał spór o rolę sztuki w Kościele. Ów spór stał się jednym z  powodów odrzucenia przez grekojęzyczne prowincje Cesarstwa Rzymskiego zwierzchnictwa łacińskiego papieża. Budowane miejsca kultu nie przysparzały tylu kłopotów, co dekoracja ich wnętrz. Nie stawiano posągów Jedynemu Bogu, w czym zgodni byli chrześcijanie, natomiast zdania były podzielone w kwestii malarstwa religijnego. W zachodniej części Imperium Romanum dekoracjom ściennym sprzyjał sam papież Grzegorz Wielki. Natomiast na Wschodzie od 754 roku przewagę uzyskali ikonoklaści. Dopiero Drugi Sobór Nicejski w 787 roku położył kres zażartym sporom, przywracając kult obrazów, przyczyniając się na nowo do typologicznego i artystycznego rozwoju malarstwa ikonowego.
Ikona to wizerunek, którego zadaniem jest wprowadzanie wiernych w tajemnice wiary. Ikona ma przypominać o tym, co niewidzialne. „Ikona ma być świadectwem wiary Kościoła we wcielenie. Chrystus, jedyna prawdziwa Ikona Ojca, jest prototypem dla wszystkich wizerunków będących dziełem natchnionego artysty i owocem jego pracy, ale również naznaczonych profetycznym charyzmatem Ducha Świętego”. Bogu należy się uwielbienie, ikonie zaś cześć i szacunek. 
W sztuce ikon na fantazjowanie było niewiele miejsca, najważniejsze było poszanowanie tradycji. Święte wizerunki, jak podają historyczne źródła, odbierały kult już od IV wieku. Szczególnie czczoną ikoną był obraz Chrystusa Pantokratora z bramy Chalke w cesarskim pałacu w Konstantynopolu. Wierzono, iż powstał on za sprawą mocy nadprzyrodzonych. Podobną czcią otaczano niektóre wizerunki Bogarodzicy a ich powstanie przypisywano Łukaszowi Ewangeliście. Żeby zgłębić dostatecznie tajniki malarstwa ikonowego, nie można do niego przykładać miary schematu. Potrzeba je rozpatrywać w kontekście zarówno teologicznym, jak i liturgicznym. Wówczas łatwiej dostrzec piękno i duchowość, jaką niosła ze sobą sztuka bizantyjska. Warto pamiętać iż „Kościół bizantyjski sprawił, że idee i zdobycze sztuki greckiej zachowały się w stosowanych typach draperii, twarzy i gestach. Artysta malujący sakralne obrazy ściśle naśladował antyczne pierwowzory”.
Dzisiaj, kiedy ogląda się cykle wspaniałych malowideł ściennych czy mozaik sławiących potęgę  Boga, trudno zrezygnować z nich – z tych majestatyczno-ekspresyjnych wizerunków patrzących z wysokości bazylik na maluczkich tego świata. Delikatności i boskości spojrzenia przydali im ci, którzy odkrywali prawdy nieziemskie.
Chrystus Pantokrator, dla Kościoła Wschodniego wszechwładca i sędzia, łączy w sobie dwie natury: ludzką i boską. To pomost między niebem i ziemią. Jego władza pochodzi od Boga i do niego należy. Chrystus Pantokrator  inaczej był przedstawiany przez artystów na dwóch krańcach Cesarstwa Rzymskiego – przez używanie określonej symboliki i kolorystyki.
Ikona Chrystusa Pantokratora z drugiej połowy XVI wieku wykonana na desce o wymiarach 137 na 89 centymetrów pochodzi ze Słowacji, z kościoła Michała Archanioła w Ulichske Krive. W małym stopniu przypomina styl ikon bizantyjskich, bardziej szkołę malarstwa ruskiego, chociaż temat jest odwiecznie taki  sam. Chrystus Pan, władca i sędzia namalowany w środkowej części obrazu siedzi na tronie w całym swoim boskim majestacie. I chociaż mało czytelna dla oka jest głębia i perspektywa, jego postać umieszczono w dwóch czerwonych kwadratach przedzielonych clipeusem, czyli eliptyczną tarczą koloru niebieskiego, symbolizującą nieśmiertelny krąg Boga. Krąg ten pełen jest cherubinów i serafinów, ich białawe twarze i skrzydła wyraźnie zaznaczają się na tle niebieskiego clipeusa. Hierarchię tronu zaznaczają dwa małe uskrzydlone koła w dolnej części tronu dotykające jego podnóżka na którym spoczywają stopy Pantokratora. Postać Chrystusa umieścił artysta na osi krzyżujących się linii z zaznaczeniem czterech głównych punktów, jak gdyby w przesuniętym o 180 stopni czerwonym kwadracie. Natomiast rogi drugiego z nich zarezerwował malarz czterem ewangelistom: z lewej w górze Mateuszowi, z prawej Janowi, na dole umieścił Marka na lewo, Łukasza na prawo.
Wszechwładca ma na sobie obfitą, udrapowaną szatę koloru złotego. Głowę jego otacza znacznej wielkości złoty nimb z zaznaczonym wyraźnie krzyżem, co wyróżnia w sztuce wschodniej majestat Chrystusa od kultu monarchy ziemskiego, gdyż władców i inne głowy królewskie strojono na obrazach również w aureole. Prawą rękę ma wzniesioną do góry w geście błogosławieństwa, w lewej zaś opartej o udo  przytrzymuje księgę Ewangelii otwartą na rozdziale świętego Jana 7, 24 gdzie jest napisane: „Nie sądźcie z zewnętrznych pozorów, lecz wydajcie wyrok sprawiedliwy”. Cztery mało widoczne złociste promienie rozchodzą się w cztery rogi obrazu, promieniują one z osoby Chrystusa Pantokratora.
Dużo czułości i miłości, a nawet delikatności bije z twarzy Pana patrzącego w przestrzeń szeroko otwartymi czarnymi oczami. Jego ostro zarysowana sylwetka być może – jak uważał Jan Białostocki – przemawia przesadnie ekspresyjną formą. I chociaż na pierwszy rzut oka cała kompozycja wydaje się sztywna i surowa, trzeba by dobrze poznać sztukę grecką, aby nadać tej scenie charakter sfery sakralnej, świętej. Światło w ikonie zajmuje miejsce fundamentalne i podstawowe, gdyż Bóg jest światłem a Jezus jest światłem świata. Natomiast barwa odgrywa rolę symboli. Bóg zawsze symbolizowany będzie kolorem złotym, czerwień to symbol ognia. Na Rusi może podkreślać piękno. Niebieska barwa jest symbolem mądrości, zieleń natomiast mówi o wszechświecie bądź tworzeniu.
Ikonę namalowaną na drzewie przez nieznanego malarza, zdobi ornamentowy rysunek dużych złotych liści zamykając całość kompozycji.
Według historyków sztuki można ją zaszeregować w kategorii dzieł zbliżonych do okresu klasycznego w malarstwie ikon.
Nicolaï Greschny w książce „Un peintre d’icônes” mówi, że Bóg to piękno. Bóg jest samą pięknością. Wszyscy inni są piękni, gdyż są dziełem Boga. To proklamowali już Grecy, a chrześcijanie to afirmowali. Dlatego ikona musi być niezawodnie piękna. Ikona jest po to, aby respektowała harmonię. Piękność a więc harmonia formy i koloru rodzi zadowolenie. To rodzaj euforii, aby więc powstał święty wizerunek, trzeba z pełną surowością i prawdziwością respektować jej kanon.
 

Ikona i mistagogia

Trudno – patrząc z perspektywy stuleci, jakie dzielą nas od epoki ikonoklastów i ikonodulów – zrozumieć zaciekłe spory, jakie w VIII i IX wieku gnębiły chrześcijańską Europę. Dopiero Sobór Nicejski 787 wyznaczył drogę, jaką winien iść artysta, ale nie do końca przekonał wielu, że to nie malarz, ale zasady sformułowane przez Kościół i tradycję mają decydować o kompozycji obrazu.
Ikona pozostała jednak obrazem świętym, przedmiotem kultu a jednocześnie drogą wtajemniczenia w chrześcijańskie prawdy wiary. Zdaniem prawosławnych teologów gnoseologiczna funkcja ikony wynika z faktu, iż obrazy – a nie tylko Słowo Boże – wprowadzają w rzeczywistość ponadzmysłową i zarazem przebóstwioną, w rzeczywistość zbawczą, w misterium odkupienia.
Pod wpływem kultury bizantyńskiej malarstwo ikonowe już w VI wieku zaczęło się rozprzestrzeniać po takich zakątkach Europy i Azji, jak Grecja, Armenia, Syria i Palestyna, cała wschodnia i południowa Słowiańszczyzna, a nawet przedrenesansowa Italia. Stąd tak wiele – zachowanych do dzisiaj – bizantyńskich wizerunków Jezusa i Maryi czy, najpopularniejszych w swoim czasie, świętych.
Podobizny św. Mikołaja, który – co warto wspomnieć – aż do pojawienia się św. Antoniego był w całym chrześcijańskim świecie najbardziej czczonym świętym, można znaleźć i w klasztorze Św. Katarzyny na Górze Synaj, i w cerkwi-mauzoleum Świętych Mikołaja i Pantalejemona w Bojanie (obecnie dzielnica Sofii), czy  w krypcie Św. Piotra kościoła Santa Lucia w Brindisi we Włoszech. Najstarszy, arabski fresk z VI wieku, znajduje się w jednym z kościołów Bejrutu. Również w okresie renesansu czy baroku malarze chętnie malowali świętego z Mitry. Do najbardziej znanych należą obrazy Dreyrsa, Tiepola i Tycjana.
Św. Mikołaj urodził się około 270 roku w mieście Patara w Azji Mniejszej. Po rodzicach odziedziczył znaczny majątek. Już jako biskup zasłynął nie tylko z pobożności, ale z troskliwości o potrzeby materialne swoich wiernych. Pełnił liczne dzieła miłosierdzia. Często wstawiał się za uciemiężonymi. Podczas prześladowań, jakie wybuchły w IV wieku, za panowania Dioklecjana i Maksymiliana, był więziony. Wyszedł na wolność dzięki edyktowi mediolańskiemu 313 roku. Wiadomo, iż uczestniczył w Soborze Nicejskim 325 roku, na którym zostały potępione błędy Ariusza. Nie jest znana dokładna data jego śmierci. Prawdopodobnie umarł między rokiem 345 a 352. Przyjmuje się, że zmarł 6 grudnia w Mitrze, gdzie jego ciało spoczywało ponad siedem wieków. W roku 1087 z miasta, które znalazło się pod panowaniem tureckim, jego zwłoki zostały przeniesione do Bari. O jego relikwie usilnie zabiegała także Wenecja, ale ostatecznie niejaki Lupus i Grinoaldus uprzedzili kupców weneckich i dzięki temu święty z Azji Mniejszej stał się patronem włoskiego miasta.
Założone w początkach chrześcijaństwa i podniesione do godności metropolii w X wieku Bari jest miastem, w którym – co w przypadku Polaków warto pamiętać – ostatnie lata swojego życia spędziła, pochodząca z rodziny Sforzów, królowa Bona, żona Zygmunta II, króla Polski.
Niewątpliwe jednym najważniejszych zakątków Bari jest miejscowa bazylika, w której oprócz „świętej kolumny”, przy której według różnych tradycji był biczowany Jezus, odnaleźć można ołtarz św. Mikołaja oraz słynący łaskami, wykonany na blasze, obraz przedstawiający świętego w stroju biskupa. Wśród wielu cudów, jakie miały się wydarzyć za przyczyną pachnącego płynu wydobywającego się z kości świętego, za najważniejsze uznaje się leczenie chorych przybywających z pielgrzymką do grobu patrona miasta. Św. Mikołaj, ze względu na swą działalność duszpasterską i charytatywną, był także patronem dzieci i panien, rybaków i marynarzy, więźniów i piekarzy, opiekunem pasterzy chroniących trzody przed drapieżnikami.
Do dzisiaj biskup z Mitry należy do świętych, „posiadających” na świecie mnóstwo kościołów (na przykład w Polsce ponad trzysta) i niezliczoną ilość obrazów. Mimo upływu wieków, adwentowy zwyczaj roznoszenia prezentów przez „świętych Mikołajów” nie tylko nie został zapomniany, ale znacznie zyskał na popularności. Rzadko kto nie pamięta o „św. Mikołaju”, ale chyba też niewiele osób zadaje sobie pytanie, kim był przedstawiany często na średniowiecznych ikonach i renesansowych czy barokowych płótnach człowiek.
Oglądając szesnaście scen z „Legendy Św. Mikołaja Cudotwórcy” na sklepieniu cerkwi w jednej z dzielnic Sofii, podziwiając św. Mikołaja z Uličskiego Kriva na Słowacji, odwiedzając świątynię w Dubovej nad Dunajem czy zatrzymując się w Atenach i, w tamtejszym muzeum sztuki bizantyńskiej, patrząc na niewielką, w dużej części zniszczoną, lecz mimo to bardzo piękną ikonę z Krety, warto niekiedy uświadomić sobie, że „Mikołaj” to nie tylko prezenty na 6 grudnia czy podarki pod choinkę, lecz nade wszystko niezwykła postać człowieka i biskupa, który zasłużył się tak dla Kościoła, jak i całej Europy.
Przedstawiany najczęściej z surowym i pełnym godności wyrazem twarzy, z ręką przygotowaną do błogosławieństwa, z Ewangelią, dla której jest pełen szacunku i respektu, biskup z Mitry był nade wszystko pasterzem swojego ludu. Na ikonie z cerkwi Michała Archanioła w Uličskim Krivé lewa dłoń prezentuje Biblię z tekstem z Ewangelii według św. Łukasza, mówiącym o Jezusie, który zszedł ze swoimi uczniami na równinę, leczył i uzdrawiał, a „cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła z Niego”. Zaraz po tym – w Łukaszowej Ewangelii – następują Jezusowe błogosławieństwa, po czym uczniowie usłyszeli Chrystusowe „biada”, przykazanie o miłości nieprzyjaciół, przestrogę, by zachować powściągliwość w sądzeniu i wystrzegać się wszelkiej obłudy, wreszcie słowa, iż „po owocu poznaje się każde drzewo”.
Można by rzec, że biskup z Mitry głosił to, czym sam żył. Nie bez powodu przez stulecia był dla wielu duchowym patronem i wzorem człowieka Kościoła, obywatela i troskliwego opiekuna. We współczesnej Europie, w której tak wiele mówi się o jedności a zarazem tak wiele różne narody i społeczności dzieli, św. Michał jest niewątpliwie jednym z tych, kto przez całe swoje życie łączył i pozostał wierny podstawowym chrześcijańskim zasadom.
Osiem scen z życia świętego ukazanych na XVII-wiecznej ikonie z Prikry na Słowacji to z kolei komentarz do „świętego żywota” i Ewangelii według św. Jana. „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie za swoje owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza” – mówi Jezus.
Dobry pasterz, św. Mikołaj z Azji Mniejszej, nie bez powodu zaskarbił sobie uczucia wielu pokoleń chrześcijan, ludzi Wschodu i Zachodu. I chociaż dzisiaj nie jest taki popularny, jak św. Franciszek czy św. Antoni, „ślady” jego obecności – tak w ludzkich sercach, jak i życiu Kościoła – są wciąż widoczne.
Artystom pierwszej połowy XXI wieku są częstokroć obce surowe zasady „odwzorowywania” Jezusa, Maryi, Świętej Rodziny czy Świętych Pańskich, ale przecież malarz jest również rzemieślnikiem i poprzez wybór określonych środków ekspresji nie traci swojej wolności. Decyduje się jedynie na określoną drogę duchowego wtajemniczenia. Poprzez zasady, jakie przyjmuje, szuka nie tyle formy, co treści i jest w pewnym sensie teologiem, który nie odkrywa żadnych nowych prawd, lecz uczy, pomaga zrozumieć prawdy ewangeliczne czy prawdy wiary.
Ikona św. Mikołaja, według jednego z wybitnych współczesnych polskich malarzy, może przywrócić Zachodowi właściwy wymiar mistagogiczny, czyli – pojmowaną według wczesnochrześcijańskich wyobrażeń – powszechność Kościoła. Owa ikona – według Jerzego Nowosielskiego – „przywraca Kościołowi katolickość” w sensie pierwotnym, ewangelicznym. „Oddziaływanie tej ikony łączy Wschód z Zachodem na różnych poziomach. Przede wszystkim łącznikiem jest już sam fakt istnienia takiej ikony. Głównie jednak ikona ta dotyczy tego, jak pragnęlibyśmy zobaczyć świętego Mikołaja w niebie, w rzeczywistości niebiańskiej” – mówił polski malarz w rozmowie ze Zbigniewem Podgórzcem.
Wypadałoby sobie życzyć, żeby i nasze spojrzenie – jeśli wolno użyć teologicznego sformułowania Nowosielskiego – było mistagogiczne i dosięgało rzeczywistości nadprzyrodzonej. 

Anna SOBOLEWSKA

Anna Sobolewska. Urodziła się w Białymstoku. Jest absolwentką Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie. W czasie stanu wojennego wyjechała z Polski. Obecnie mieszka w Paryżu. Prezentowane teksty ukazały się w „Głosie Katolickim” nr 41 i 42 z 24 XI i 1 XII 2002.

22-2-1.jpg (47003 Byte)

Na ilustracji:

"Chrystus 
Pantokrator"
(około 
1260-1270)


z klasztoru
na wyspie Athos


.