Wenus
W pobliżu wyspy Cypr,
z piany morskiej wyłoniła się najpiękniejsza z pięknych, złotowłosa
bogini, z wielką radością zaakceptowana przez rezydentów
Olimpu. Grecy nadali jej imię Afrodyta, Rzymianie - Wenus,
Asyryjczycy - Isztar, Sumerowie - Inana.
Z legend, które o niej krążą, ta bogini miłości, opiekunka
wegetacji i płodności na zawsze pozostała związana z morzem, z
niego się wynurzyła jako Anadyomene, lub jako Kythereia, gdyż
po swoim narodzeniu z muszli morskiej udała się natychmiast na
wyspę Kyterę. W II tysiącleciu przed naszą erą Kultem i czcią
otaczana na Krecie i Cyprze, stała się później jedną z ważniejszych
bogiń panteonu greckiego. Pisał o niej Hezjod w „Teogonii” i
Homer w „Iliadzie” i „Odysei”. Na jej cześć wzniesiono
świątynie w Pafos i w Amatos, a pierwszą rzeźbę, posąg
nagiej Afrodyty wykonał Praksyteles w IV wieku p.n.e.
Znane są jej wielkie miłości i zdrady. Była żoną boga
Hefajstosa, którego zdradzała z nieśmiertelnymi Hermesem
i Aresem jak i śmiertelnikiem, pasterzem Anchizesem. Adonisa umiłowała
nade wszystko, jego utratę opłakiwała całe swoje życie. Miała
swoje najbardziej ukochane dzieci: Erosa, Harmonię i Eneasza.
Zapomniano o niej w czasach średniowiecza, pogańscy bogowie z
Olimpu odeszli w zapomnienie, aby powrócić w renesansie i
inspirować pasjonatów i twórców.
Botticelli pozostawił nam delikatną istotę o kształtach
harmonijnych, wzruszającą swoją prostotą i zarazem doskonałością,
postać wstydliwą i jednocześnie nadzwyczaj zmysłową, boginię
Wenus wychodzącą z wielkiej morskiej muszli. Historycy sztuki
twierdzą, iż obraz ten jest przykładem związku filozofii
neoplatońskiej z rodzącą się ideą humanizmu. Tego dzieła
niestety nie ujrzałam na paryskiej wystawie w Merostwie Piątej
Dzielnicy „Wenus i jej mit”.
Organizatorzy ekspozycji zaprezentowali dzieła sprowadzone z muzeów
florenckich, a w szczególności ze zbiorów Medyceuszy. Ideą
przewodnią stała się oczywiście sama bogini Wenus, widziana
oczami artystów na przestrzeni wieków. Pośród dwudziestu dwóch
zgromadzonych eksponatów warto zwrócić uwagę na obrazy Lorenza
di Credi „Wenus”, Alessandra Allori „Wenus z Amorem”,
Tycjana „Wenus z Urbino” i statuetkę Afrodyty z I wieku
n.e. Mit kobiecego ciała, sfera uczucia i wiecznego piękna oraz
– używając określenia Jarosława Iwaszkiewicza – „poemat
metafizyczny’’ to istota paryskiej ekspozycji. Zaklęta w
marmurze kobieta o pięknych kształtach przykucnęła jakby w
zawstydzeniu. Odwracając głowę ustrojoną upiętymi puklami włosów
patrzy w dal z rezygnacją czy też z nadzieją, to pozostaje dla
nas enigmą. Jej oczy, chociaż puste, wyrażają dumę. Być może
zmaga się ona ze swoją zmysłowością i duchowością jednocześnie.
Artur Majka
Wystawa, jaką można było oglądać w
niewielkiej galerii (2, rue du Renard) nieopodal paryskiego Hôtel
de Ville, zakończyła się w lipcu. Warto jednak odnotować ów
fakt, bowiem współtwórca i autor „oprawy” graficznej
internetowego pisma „Recogito” niezbyt chętnie dzieli się
swoimi osiągnięciami.
Ktokolwiek oglądał jego wielkie fortepiany, miniaturowe grafiki
i oryginalne fotografie, chętnie – przynajmniej od czasu do
czasu – przeniósłby się do świata, który tylko pozornie
wydaje się rzeczywistością wyimaginowaną.
Atutem malarza, oprócz perfekcyjnego warsztatu, jest właśnie siła
wyobraźni. Jego fortepiany są jak żywe barwy dźwięków, a
zaledwie kilka kresek tworzących postać oddaje osobliwości
ludzkiego charakteru. To nie są karykatury ni ironiczno-prześmiewcze
komentarze do bieżących wydarzeń – podobnych ludzi i podobne
sytuacje, będące jakby kanwą twórczości artysty pochodzącego
z Tarnowa i od dziesięciu lat zamieszkałego w Paryżu, spotykamy
niemal na co dzień.
W dobie chaosu i zupełnego pomieszania pojęć, a co za tym idzie,
bałaganu w „sztuce”, płótna, rysunki, grafiki czy
fotografie Artura Majki przywracają nam wiarę w wartości, które
zdają się zapomniane, a często bywają lekceważone i
pogardzane.
Anna SOBOLEWSKA
Anna Sobolewska. Urodziła się w Białymstoku.
Jest absolwentką Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie. W
czasie stanu wojennego wyjechała z Polski. Obecnie mieszka w Paryżu.
|