O niepokoju istnienia 

Tadeusz Różewicz, "Pułapka", 
reżyseria Krzysztof Babicki, 
scenografia Marek Braun,
kostiumy Anna Rachel, 
muzyka Jerzy Satanowski,
Państwowy Teatr Nowy w Poznaniu,

 

Przeniesienie tekstu dramatu na deski sceny teatralnej zazwyczaj wymaga od reżysera niezwykłej ostrożności i skrupulatności w odrzucaniu tych słów i gestów, które wydają mu się niekonieczne w proponowanej inscenizacji. Posiada on bowiem pewną własną koncepcję przedstawienia dzieła oraz naświetlenia problemu w nim poruszonego, a także przeprowadzenia selekcji tematów obecnych w utworze, które ostatecznie krystalizują się dopiero podczas przedstawienia.
Niewątpliwie trudne to zadanie dla inscenizatora wobec oszczędności i surowości języka autora "Pułapki" - Tadeusza Różewicza. Jednak nie stało się to wyzwaniem ponad siły dla Krzysztofa Babickiego - reżysera tego interesującego spektaklu wystawionego w Teatrze Nowym.
Dlaczego na scenie poznańskiego teatru pojawiła się właśnie "Pułapka"? Zapewne, tak jak i dzieło literackie, nie miała jedynie oddawać hołdu wielkiemu pisarzowi - Franzowi Kafce, być sztuką biograficzną, ale też nie stała się rozprawą o Holokauście, o którym nam u progu XXI wieku trudno myśleć równie żywo i głęboko jak czynił to Różewicz, osobiście doświadczony przez wojnę.
Już od pierwszej chwili przedstawienia widz dostrzega, że wszystko - co dzieje się na scenie między bohaterami - oparte jest na niepokoju. Atmosferę niecierpliwego oczekiwania, zmagania, wysiłku i strachu potęguje z pewnością surowa i symboliczna scenografia Marka Brauna oraz budująca nastrój niedopowiedzenia muzyka Jerzego Satanowskiego, lecz przede wszystkim aurę tworzy znakomita gra aktorska i obecność na scenie "duszyczki" Franza - małego chłopca (Filipa Buchalskiego) - bohatera pierwszej sceny, który pojawiając się w odpowiednich momentach sztuki, daje dodatkowy znak widzowi, jak odczytać oglądaną scenę w kontekście przeżyć Franza.
Wnikliwe wcielenie się Waldemara Szczepaniaka w rolę głównego bohatera nadało tej postaci jeszcze więcej tajemniczości i poczucia konieczności dociekania sensu niż dostrzec by można w dramacie Różewicza - co jako Franz Szczepaniak próbował to wyszeptać, to wykrzyczeć całym sobą.
Już początkowa scena przy stole jadalnym pełna napięcia i niepokoju, odegrana przez wszystkich aktorów w sposób bardzo klarowny, uwydatnia głód życia boha- terów, ich pragnienie bycia bliżej niego i zrozumienia: jak należy - i jak warto żyć.
Z pewnością postać żydowskiego pisarza pełni w przedstawieniu rolę kluczową, ale cały dramat ludzki rozgrywa się na wszystkich płaszczyznach sztuki i widoczny jest w postawie każdego z bohaterów: Ojca, Matki, Maxa, Grety i innych. Franz broni się przed nieznośną egzystencją, przed poczuciem zakleszczenia w pułapce istnienia, wznieca w sobie pragnienie śmierci, a jednocześnie lęka się jej - i chociaż jego postać została przez reżysera zarysowana tak jakby był szczególnie napiętnowany, to wcale nie oznacza, że problemy egzystencjalne i eschatologiczne nie dotyczą innych bohaterów.
Witold Dębicki, kreując postać Ojca, z wielką mocą podkreśla jego gniew, oburzenie, czasem wręcz i pogardę wobec swoich dzieci, tworzy zatem bohatera nieprzystępnego, groźnego, którego słowa grzmią jeszcze przed wypowiedzeniem. Jego władczy ton, narzucający lękliwe odpowiedzi Franza, powodujący uległość i bezradność Matki (Kazimiera Nogajówna) czasem jednak załamuje się. Zdaje się to sugerować, że on także przeżywa swój dramat, że jest zawiedziony konfrontacją swoich wyobrażeń o życiu rodzinnym z rzeczywistością.
Felicja (Małgorzata Łodej) swym pewnym krokiem, odważnym spojrzeniem, szerokim uśmiechem i zalotnymi gestami tworzy aurę pewności swego istnienia, doskonałego samopoczucia w swoim ciele. Postać ta silnie kontrastuje z wyciszoną, szarą, a raczej czarno-białą sylwetką rozdartego, niepewnego Franza, który umyka po scenie jak spłoszone zwierzę, kurczy się, wije, jakby znalazł się w pułapce. Obawia się tej żywotności Felicji, a jednocześnie próbuje jej dostąpić, często spuszcza wzrok, unikając konfrontacji, jest bowiem niezwykle pokorny wobec życia, pułapki, w której się znalazł.
"W tym dramacie niedopełnienia, jaki rozgrywa się na scenie - nikt w pełni nie dostępuje życia. Dla wszystkich pozostaje ono celem, który we wzajemnych relacjach gdzieś się gubi" (Andrzej Górny, "Gazeta Malarzy i Poetów" 1999/2).
Tę walkę o zrozumienie sensu bytu, którego częścią staje się człowiek na pewien ograniczony czas swojego życia, prowadzi także Greta wykreowana przez Antoninę Choroszy. Jej realistyczne wcielenie się w rolę pozwala dostrzec, czym kierować się może w swych czynach matka niepełnosprawnego Zenka (Paweł Binkowski), któremu Greta ofiarowuje siebie z duszą i ciałem, by mógł poczuć się pełno- wartościowym człowiekiem. Kiedy stoi pośrodku sceny, jej każdy gest zdaje się zadawać pytanie już nie o sens czy wartość, lecz o życie samo w sobie.
Pyta o nie także Ojciec chowający się w szufladzie szafy z obawy przed Oprawcami. W tej symbolicznej scenie końcowej towarzyszy mu Franz, który nie rozumiejąc lęku przed katastrofą mającą się wydarzyć, układa się obok szuflady. Wygląda jak mały chłopiec, tak zapewne się czuje, gdy po raz kolejny oddaje część swego życia Ojcu.
W eseju zamieszczonym w publikacji programowej "Pułapki" Piotr Śliwiński zwraca szczególną uwagę na nieuchronność i nieodłączność śmierci w naszym życiu. Podkreśla, że tylko spoglądając w pustkę, otchłań można żyć naprawdę, że "Człowiek myślący o śmierci odmawia życia [...], wybiera los głodomora, lecz rzucając światu rozpaczliwe "nie", przytakuje - mimo wszystko - swemu własnemu człowieczeństwu." W tym duchu został uchwycony i zrealizowany sens utworu Różewicza na deskach Teatru Nowego.
Niepokój towarzyszył każdej scenie i każdemu słowu, przemieniał się czasem w lęk, czasem stawał się groteskowy, ale w ciągu całego przedstawienia wyraźnie pokazywał to, co w tekście "Pułapki" mogło wydawać się rozproszone w różnych kierunkach. Ukazywał życie jako formę uwięzienia i wyzwanie czasem ponad nasze siły, jako konieczność, której częścią integralną jest śmierć. Sztuka Różewicza w reżyserii Babickiego przypomina zatem o podstawowych ludzkich problemach: o odpychaniu i przyciąganiu życia, o przywoływaniu śmierci i strachu przed nią, o niepokoju istnienia.

Monika TOMSIA

Monika Tomsia, urodzona w 1984 roku, jest studentką I roku kulturoznawstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.



Na zdjęciu:

Scena
ze sztuki
"
Pułapka"

©Teatr Nowy
w Poznaniu


.