Profesor Adam Gruca 
- ojciec polskiej ortopedii 

Aby być dobrym lekarzem, trzeba kochać medycynę, 
ale nie można jej kochać właściwie, 
jeżeli nie kocha się tych, 
którzy doprowadzili ją do obecnego stanu. 


Edward Rist



W 2003 roku przypadły okrągłe rocznice wybitnego naukowca chirurga ortopedy - prof. Adama Grucy - 110. urodzenia i 20. - śmierci. Nazywa się go często ojcem polskiej ortopedii. Tak zwykli określać Go liczni uczniowie w swoich wspomnieniach oraz wielu profesorów, specjalistów w tej dziedzinie. Był on nie tylko wybitnym chirurgiem - praktykiem, twórcą własnej szkoły naukowej, cenionym nauczycielem akademickim, ale również dynamicznym organizatorem służby zdrowia. Miał szczęście należeć do pokolenia, które wydało wielu wybitnych Polaków, ale i nieszczęście dzielenia wraz z nimi tragedii dwóch wojen światowych. 
Został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Właśnie ostatnio, przebywając w stolicy, odwiedziłem Jego grób, by złożyć wiązankę kwiatów i zapalić znicz jako wyraz żywej pamięci. Jestem jednym z wielu, którzy tak dużo Profesorowi zawdzięczają. Piszę więc z potrzeby serca bokolicznościowe wspomnienie, bo pragnę złożyć hołd pamięci wspaniałemu człowiekowi o wielkim talencie i pracowitości. Chciałbym, aby moje wspomnienia przybliżyły młodszemu pokoleniu Polaków życie prof. Adama Grucy i jego wyjątkową osobowość.
Curriculum vitae prof. Adama Grucy można właściwie podzielić na dwa etapy. Pierwszy to okres lwowski, gdzie odbywał studia medyczne, które przerwała mu pierwsza wojna światowa. W 1914 roku, będąc jeszcze studentem, został wcielon do armii austriackiej. W randze szeregowca został sanitariuszem i wysłano go do Italii. Przydzielono go do szpitala polowego, działającego na obrzeżach linii frontu. W dramatycznym wojennym okresie uformowały się jego żywe zainteresowania chirurgią i ortopedią. Wybierając tę specjalizację uświadamia sobie, że są zawody, które wymagają szczególnego zaangażowania i które trzeba traktować jako swoistą służbę innym. Opowiadając mi o wojennych czasach podkreślał, że bycie lekarzem wymagało nieraz heroicznej postawy. Lekarzy wówczas było mało, a ludzi potrzebujących natychmiastowej pomocy bardzo wielu. Przeżycia z operacji na froncie stwarzały sytuację - jak mi się zwierzał - że on zwykły sanitariusz, niedokończony jeszcze medyk, musiał często podejmować dramatyczne decyzje przy amputacjach nóg i rąk żołnierzy. Mówił: "Miałem wiele kłopotów, przecież ja byłem studentem, a wymagano ode mnie, żebym był lekarzem". Dlatego w jego plecaku zamiast wojskowego koca znajdowały się podręczniki chirurgii, które studiował niemal w każdej wolnej chwili. Umiejętności i wiedzę zdobywał więc bardzo szybko, łącząc teorię z praktyką w przyfrontowym szpitalu polowym. Gdy Polska odzyskiwała niepodległość, natychmiast zgłosił się na ochotnika do wojska, walcząc ofiarnie w służbie sanitarnej przeciw armii czerwonej. Został przeniesiony do rezerwy w stopniu kapitana dopiero w 1921 roku. We Lwowie zrealizował błyskotliwą karierę naukowca i chirurga praktyka. W 1943 roku musiał jednak zostawić cały swój dobytek w okupowanym przez Niemców Lwowie. Uniknął wówczas wyroku śmierci, jaki wydali na niego nacjonaliści ukraińscy z UPA. Przez dłuższy czas ukrywał się w powiecie wadowickim pod zmienionym nazwiskiem, jako dr Grzegorz Adamski. Później do końca wojny mieszkał i pracował w Krakowie.
Po I wojnie światowej młody lekarz Adam Gruca - chirurg wyróżniający się swą wiedzą i wybitnymi manualnymi zdolnościami bardzo - szybko stał się prawą ręką znanego profesora Uniwersytetu im. Jana Kazimierza - Hilarego Schrama. To on w 1929 roku wysyła swego asystenta, którego cenił wysoko - na stypendium do Italii. Pomogła mu w tym również znajomość języków obcych. Młody Adam uczył się gorliwie wieczorami francuskiego, włoskiego i angielskiego. Niemiecki i rosyjski znał już nieźle przedtem W Italii zapoznaje się z osiągnięciami ortopedii włoskiej i jej sławą profesorem Puttim w Bolonii. Tamtejsza klinika znana była w świecie z osiągnięć w zakresie chirurgii ortopedycznej. Dr Adam Gruca odwiedza również kliniki w Mediolanie, Wenecji, Padwie i Rzymie. 
Drugi etap jego życia to działalność w powojennej Warszawie. Tu podjął świadomą decyzję przeniesienia się do zrujnowanej stolicy. W czerwcu 1945 roku, niemal tego samego dnia, otrzymał dwie propozycje: jedną od doktora Koszarowskiego pełniącego funkcję szefa Stołecznego Wydziału Zdrowia, aby podjął się organizacji i kierownictwa Centralnego Instytutu Chirurgii Urazowej w stolicy. Drugą propozycję złożył mu profesor Kulczycki, pełnomocnik rządu do organizacji szkolnictwa wyższego, by objął funkcję rektora organizowanego wówczas polskiego Uniwersytetu we Wrocławiu. Zwyciężyła w nim chęć służenia krajowi w swojej ukochanej dziedzinie medycyny, którą pragnął doskonalić, by coraz skuteczniej pomagać ludziom dotkniętym kalectwem i chorobą. 
W roku 1950 dr Adam Gruca zostaje mianowany Krajowym Specjalistą Ortopedii i Traumaturgii. Obowiązek ten pełni przez 3 kadencje. Jak napisał prof. M. Garlicki: "mianowany został Specjalistą Krajowym, dzięki swemu autorytetowi i realizował z powodzeniem założenia rozwoju ortopedii, czynnie przyczyniając się do jej rozkwitu na miarę europejską". Kierował wówczas przez wiele lat II Komitetem Nauk Klinicznych PAN, pełniąc funkcję przez 3 kadencje.. Profesor w ramach współpracy zagranicznej organizował wówczas liczne wyjazdy polskich naukowców na stypendia do najlepszych klinik w Europie. 

Warszawska klinika z fasadą lwowską

Natychmiast po wojnie Adam Gruca stawia sobie ambitny cel zbudowania w Warszawie przy szpitalu im. Dzieciątka Jezus na ul. Lindleya - wzorcową klinikę dla polskich chirurgów ortopedów. Gdy uzyskuje ministerialną decyzję i fundusze sam osobiście dozoruje całą realizację w aspekcie potrzeb nowoczesnej kliniki. Po kilku latach budowy w 1957 roku następuje radosny moment oddania jej w służbie chorym z całego kraju. Klinika warszawska uzyskała piękną fasadę, która była repliką budynku uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, co przeforsował profesor Gruca będąc żywo związany wspomnieniami z tą uczelnią. Zarzucał profesorowi naczelny architekt Warszawy inżynier Sigalin sięganie do architektury ziem wschodnich, co wówczas było tępione, a sam Lwów był w PRL tematem tabu. Dzięki cierpliwym zabiegom Adamy Grucy klinika została dobrze wyposażona i dysponowała około 180. łóżkami oraz kilkoma salami operacyjnymi. Posiadała też sale dla zajęć ze studentami Akademii Medycznej. W jednej z nich, po śmierci profesora, wychowankowie ustawili swemu mistrzowi popiersie, a aulę nazwano imieniem Adama Grucy. Niedawno w byłej kaplicy szpitalnej przy ul. Lindleya, dziś parafii prowadzonej przez Księży Orionistów, odprawiona została rocznicowa Msza święta w intencji profesora Grucy. Zasłużył się on Polsce i Warszawie w swojej ofiarnej działalności. Dobrze by było, aby miasto, dla którego tyle poświecił pracy, serca i energii - nazwało jego imieniem jedną ze swych ulic. Ten postulat dedykuję PT warszawskim radnym i prezydentowi stolicy.
Klinika z ul. Lindleya, dzięki zabiegom Profesora zdobyła jeszcze dwa inne ośrodki: 160. łóżkową - filię w podwarszawskim Konstancinie i szpital w Otwocku z 720 lóżkami. Później nazwano go im. prof. Adama Grucy. Z inicjatywy ojca polskiej ortopedii w latach 50. powołano również do istnienia 25. łóżkowy specjalistyczny oddział balneorehabilitacyjny w uzdrowisku Ciechocinek. Z jego inicjatywy powstała też Państwowa Wytwórnia Protez, Centralna Poradnia Międzyszkolna oraz Centralna Poradnia Sportowa z całą gamą wybitnych specjalistów.
Prof. Adam Gruca stawiał na kompetencje i potrzeby innych, a zdrowie i sprawność ruchową zawsze traktował jako istotną wartość. Chętnie podejmował się wielu skomplikowanych, grożących życiu pacjentów operacji. Jak każdy wybitny naukowiec śledził osiągnięcia medycyny światowej. Odbył wiele podróży naukowych, między innymi do Belgii, Holandii, Bułgarii, Czechosłowacji, Szwajcarii, Austrii, Hiszpanii, Izraela, Meksyku i szeregu innych krajów. Odwiedzał również Francję i Londyn, słynący z kliniki prof. F. Albeego. W 1949 roku został członkiem Royal Society of Medicine, a od 1963 roku członkiem Internationale Colledge de Surgeons. Po pobycie w Anglii i USA profesor Gruca wypracowuje własne poglądy i modyfikuje praktykę. Prezentuje je później na zagranicznych kongresach i zjazdach konfrontując swoje osiągnięcia oraz całej polskiej ortopedii, której po wojnie był dynamicznym współtwórcą. Wśród zagranicznych kolegów na licznych spotkaniach poza Polską wzbudzał żywe zainteresowanie i uznanie jako autor oryginalnych metod operacyjnych oraz jako konstruktor narzędzi aparatów ortopedycznych. Jego nowatorskie koncepcje leczenia bywały czasami szokujące dla konserwatystów, a działalność Profesora niepokoiła tych, którzy woleliby trwać przy starych metodach. Miał więc nie tylko entuzjastów, ale zdarzali się i przeciwnicy. 
Jeszcze w latach 50. ojciec polskiej chirurgii, gdy nie latały samoloty z Polski do USA, odbywał transatlantykiem "Batory" podróże na zaproszenie Prezydium Amerykańskiego Towarzystwa Ortopedycznego. Pisano tam o jego wizytach nie tylko w specjalistycznych czasopismach medycznych. Szczycili się renomą profesora również Polacy z amerykańskiej diaspory. W dowód uznania został honorowym członkiem Związku Lekarzy Polskich w Chicago. Ma szczególną wymowę publikacja w wielonakładowym polonijnym "Dzienniku Związkowym" w Chicago. W artykule dokonano analizy jego życia i osiągnięć. Autor przypominał między innymi: "Sława prof. Grucy i zespołu jego uczniów rozpoczęła się jeszcze w XIX wieku w salkach starej siedziby kliniki (chodzi o Lwów), gdzie młody absolwent medycyny zaczynał swą działalność. Miarą zaufania do jego wiedzy i złotych rąk może świadczyć fakt, że do niego zwrócono się z prośbą o zoperowanie króla angielskiego Jerzego VI, gdy niezbędną stała się poważna operacja na kręgosłupie. Operacja dała wynik pomyślny". Profesor otrzymał specjalne podziękowanie z Wielkiej Brytanii. Przebywając w Chicago uczestniczył między innymi w międzynarodowych sympozjach i zapoznawał się z metodami leczniczymi skoliozy stosowanymi w klinice profesorów Rissera i Cobba. Odwiedza i asystuje w operacjach w sławnych ośrodkach ortopedycznych w San Francisco, Los Angeles, Memphis i w Waszyngtonie. W uznaniu zasług oraz w dowód przyjaźni miasto Lincoln nadało Profesorowi honorowy tytuł Komandora Wielkiej Marynarki Stanu Nebraska. Od 1957 roku był członkiem American Academy of Orthopaedic. 
Nie tak dawno dr Paweł Gruca, kuzyn Profesora, który odbył w latach 80. studia medyczne w USA, sygnalizował mi, że w niektórych szpitalach spotykał najnowsze generacje stołów operacyjnych z tabliczką, że jest to urządzenie pomysłu prof. Adama Grucy. Jak widać sława wybitnego Polaka sięgnęła daleko poza granice kraju. Ale nigdy nie przyjął on propozycji przeniesienia się do bogatych krajów zachodnich, gdzie lekarze obok adwokatów należą do najlepiej sytuowanych grup zawodowych. Wiedział, że jest w Polsce potrzebny i tam pozostał do końca życia. 
Dorobek profesora Grucy obejmuje ponad 200 prac i rozpraw naukowych zrealizowanych pod jego kierownictwem oraz 43 własnych. Jest autorem wielu oryginalnych metod i technik operacyjnych. Ponad 40 urządzeń i narzędzi ortopedycznych skonstruowanych przez niego zostało wdrożonych do użytku w Polsce i w innych krajach, gdzie zdobyły patenty. 
Zwracała na tę sprawę uwagę prof. Ryszarda Serafin, akcentując wyjątkowy talent konstruktorski, który pozwalał projektować i zrealizować wiele aparatów oraz niezwykle przydatne łóżka i stoły ortopedyczne. Prof. Gruca otrzymał doktorat honoris causa Akademii Medycznej w Warszawie i we Wrocławiu. Jego biogram figuruje w nowej encyklopedii powszechnej PWN.

Adam Gruca i jego dzieło

Wiele pisano o profesorze Grucy jeszcze za jego życia w lekarskich periodykach specjalistycznych, podkreślając jego osiągnięcia naukowe i organizacyjne. Głośno było w mediach o różnych jego cennych inicjatywach w zakresie świadczeń medycznych w dziedzinie chirurgii ortopedycznej. Nestorowi urządzono piękny jubileusz na 75-lecie. Odbyło się również specjalne sympozjum naukowe poświęcone 50-leciu jego pracy naukowej. Po śmierci ojca polskiej ortopedii powstała także w 1992 roku cenna rozprawa na stopień doktora nauk medycznych, pióra lekarza medycyny dra Janusza Tyszki, dedykowana uczniom Profesora. Pracę zatytułowano: "Adam Gruca i jego dzieło". Autor zebrał bardzo dużo materiałów i wszechstronnie, w wielu aspektach przedstawił życie i dzieło profesora Adama Grucy. Do pracy tej ukazującej jego życie i wybitną działalność społeczno-organizacyjną można dotrzeć w Głównej Bibliotece Lekarskiej w Warszawie, przy ul. Chocimskiej i w Bibliotece Narodowej. Należałoby jak najszybciej znaleźć sponsorów, którzy sfinansowaliby wydanie drukiem książki dr Janusza Tyszki. 
Profesor Gruca był człowiekiem odważnym, czego dowodem były najróżniejsze interwencje u władz PRL-u. Sam pośredniczyłem, również w okresie stalinowskim, w pomocy dla mojego młodszego brata, który skazany został za udział w nielegalnej organizacji harcerskiej, organizującej konspiracyjne leśne zbiórki chłopców. Sąd wojskowy w Łodzi skazał niepełnoletniego chłopaka na 11 lat więzienia. Gdy prosiłem profesora o interwencję u władz, nie odmówił mi pomocy. Powiedział, że dobrze się składa, gdyż ostatnio operował kogoś z bliskiej rodziny Bolesława Bieruta i ten zapytał - Jak mógłbym się Profesorowi odwdzięczyć...? Natychmiast poprosił o audiencję u Bieruta i osobiście przedstawił mu dramatyczną sprawę mego brata. Upłynęły dwa miesiące, a bratu zamieniono wyrok na okres jednego roku, zwalniając go z więzienia w Rawiczu. Przebiegu interwencji pilnowała i kilkakrotnie telefonowała do kancelarii Bieruta - małżonka profesora Grucy - Helena. To ona zawsze chętnie pośredniczyła w imieniu zapracowanego zazwyczaj jej sławnego męża w licznych formach pomocy ludziom. Pośredniczyła także wielokrotnie w pomocy Kościołowi katolickiemu represjonowanemu w wieloraki sposób w PRL-u. Bywając już później w willi profesora na ulicy Jarosława Dąbrowskiego 43, gdzie się przeprowadził z kwaterunkowego mieszkania, spotykałem tam nawet księży i biskupów. Takich wizyt unikali nawet profesorowie nie należący do PZPR. Nic dziwnego, że uroczystościom pogrzebowym profesora Grucy przewodniczył biskup i wielu duchownych. Jego żona Helena zmarła 2 lata po śmierci męża. W testamencie przekazał swą warszawską willę, różne rękopisy i cały księgozbiór Centralnej Bibliotece Lekarskiej. 
W ostatnich latach swego życia mawiał czasem do mnie: starość też radość... i do końca starał się być aktywny. Mimo wieku emerytalnego był prawie codziennie obecny w klinice. Nadal wykonywał operacje, konsultował najtrudniejsze przypadki kliniczne. Miał wówczas niewątpliwie więcej czasu i prowadził na szeroką skalę w kilku miastach Polski praktykę prywatną, która w tym okresie przez władze była źle widziana. Oczekiwania na wizyty u niego rozciągały się na tygodnie i miesiące. Sam próbowałem jego protekcji, by przyspieszyć przyjęcie kilku poważnie chorych ludzi.
Miał optymistyczny światopogląd, mimo że przez całe życie spotykał się z ludzką traumą. Nie narzekał na różne swoje dolegliwości. Dużo czytał, jeździł na koncerty, występy baletowe i teatralne do Krakowa. Uprawiał sport - narty i pływanie.. Gdy w późniejszych latach znacznie częściej przebywał w Bukowinie Tatrzańskiej, ciągle coś tworzył, rzeźbił i pisał artykuły dla specjalistycznych czasopism lekarskich. Gdy odwiedzałam go w Bukowinie, mówił, że zawsze trzeba mieć coś do wykonania, by nie ogarnęła nas emerycka bezsensowność i nuda. Przypominał, że po osiemdziesiątce Goethe napisał "Fausta", a Tycjan dobrze już po dziewięćdziesiątce namalował słynną "Bitwę pod Lepanto". 
Nad grobem prof. Adama Grucy cytowano słowa Ody Horacego "Non omnis moriar - nie wszystek umarłeś". Kończąc wspomnienia tymi słowami, podzielam przeświadczenie prof. Mariana Garlickiego. Powiedział on w imieniu świata lekarskiego w pożegnalnej mowie wobec Zmarłego: "przyrzekamy, że Twoja wielka osobowość będzie dla nas i przyszłych pokoleń przykładem w pracy zawodowej i naukowej".

Oslo, w listopadzie 2003 

Jerzy GRUCA

Jerzy Gruca. Urodził się w 1931 roku w Warszawie. Dziennikarz i publicysta. Studiował polonistykę i filozofię na Uniwersytecie Warszawskim. Studia teologiczne ukończył w 1966 roku. Wieloletni rad aktor "Kierunków" i miesięcznika "Życie i Myśl". W latach 1982-1986 pracował w Rzymie. Odbył wiele podróży, między innymi do Stanów Zjednoczonych, Kanady, Filipin, Japonii, Chin i krajów Dalekiego Wschodu. Mieszka w Oslo. 

.