Domowe teologów rozmowy
czyli medytacja nad 1 Listem św.
Pawła do Koryntian
Korynt
– miasto znane historii z wyuzdania i rozpusty. Niewielu jednak
wie, że to właśnie tutaj w czasach rozkwitu chrześcijaństwa
było najwięcej małżeństw mieszanych. Jeśli spojrzymy na ten
fakt przez pryzmat miasta portowego szybko domyślimy się, że
nie brakło także rozwodów wśród pierwszych wyznawców
Chrystusa.
Doniesiono Apostołowi, przebywającemu w
Efezie o problemach gminy, w której był już podczas swej
pierwszej podróży misyjnej. Źle się działo wśród Koryntian.
Rozwody, rozpusta, podział wewnątrz gminy, a nawet obżarstwo w
czasie spotkań eucharystycznych.
A więc co było robić… wymarzone miejsce do ewangelizacji. Nie jest sztuką „chwalić“
się swoją wiarą wśród tych, co ją znają. Sztuką jest
ukazanie jej owoców tym, którzy jeszcze nie poznali Chrystusa.
No, a rzeczą graniczącą z cudem byłoby na nowo nawrócić
tych, którzy już tę wiarę porzucili.
Ale
Paweł nie zrażał się przeciwnościami. Przeciwnie chętnie, tłumaczył,
wyjaśniał, cierpliwie znosząc nawet prześladowania, ale kiedy
trzeba było potrafił jasno powiedzieć, co wolno a czego nie można
pod żadnym pozorem, co jest dobre a co przynosi szkodę. I w
najbardziej dobitny sposób wskazać, co jest sensem, istotą
dobrej nowiny.
„...
Odrobina kwasu całe ciasto zakwasza…” (1 Kor 5,6) – mówi
święty Paweł. Echo tych słów można odnaleźć w dzisiejszym
świecie. Wielu “pseudo – chrześcijanom” wydaje się, że są
nimi tylko dla siebie. Że wiara jest ich prywatną sprawą. A
tymczasem zapominają o tym, że każdy ich czyn przynosi jakieś
owoce: dobre, bądź złe. Zatem nie jest on czynem tylko dla
siebie samego...
Często
spotykam się ze stwierdzeniem, że ktoś jest katolikiem czy też
chrześcijaninem wierzącym, lecz nie praktykującym. Poruszając
to zagadnienie przypominają mi się słowa mojego znajomego będące
kpiną z „wierzących niepraktykujących“: „To jest tak
samo, jakby ktoś powiedział, że jest naturystą, ale nie
praktykującym, bo zawsze chodzi ubrany...”
Słowo przestaje
przedstawiać jakiekolwiek znaczenie, gdy nie idzie za nim
potwierdzenie w postaci czynu. Ono ginie i „kpi“ z tego, kto
je wymówił.
Odrobina
kwasu... W Koryncie, podobnie zresztą jak w Sodomie, ten kwas
otaczał gminę zewsząd. Upadek był tak powszechny, że trudno
się dziwić, iż dotknął także pierwszych chrześcijan. W świecie
pozbawionym zasad nie trudno o relatywizm. Nie trudno o równanie
poziomu w dół skoro większość jest jeszcze niżej. Ale ten
pawłowy obraz... odrobina kwasu... musiał podziałać na
wyobraźnię. Dalej działa!
Być może jesteśmy często
więźniami własnego życia jak mówi Paweł do Koryntian (1 Kor
5,6). Być może czasami wydaje nam się, że życie wraz ze
swoimi problemami przerasta nas tworząc „kajdany zmartwień“.
I wtedy najłatwiej uchylić się od obowiązków, postanowień,
ślubów. Niczym ta kropla zakwasu staramy się tłumaczyć przed
ciekawskimi, że przecież sami decydujemy, że przecież jesteśmy
wolni.
Wolność
człowieka, z jednej strony, i ograniczone możliwości, tym
doprawdy można wytłumaczyć wszystko. Manipulowanie tymi dwoma
pojęciami daje spokojny sen katu i uniewinnia oprawcę we własnych
oczach. A wyrzuty sumienia łatwo nazwać głupstwem, chęć zadośćuczynienia
naiwnością. Zresztą... Paweł też dostrzegał, że to co ważne
„głupstwem bywa w oczach świata” i czasami jak pisał „Jeśli
ktoś spośród was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech
się stanie głupim, by posiadł mądrość. Mądrość bowiem
tego świata jest głupstwem u Boga”.
Niepojęta tajemnica
wolnej woli człowieka. Ta wolność jest dziś najlepiej
wykorzystywana w marketingu. Mając do sprzedania
“niechodliwy” towar wystarczy tylko powiedzieć, że jest
zakazany by gro osób go kupiło. Cena rzeczy, nieschodzącej (od
miesiąca z wystawy) nagle wzrośnie, dla wielu przechodniów
staje się atrakcyjną i ci, którzy ją widzieli kupią ją by w
najbliższych dniach nie podrożała. Manipulacja człowiekiem nie
zna granic. A ludzie niczym „małpki“ dają sobą kierować.
Kupią to, co jest atrakcyjne, a nie koniecznie potrzebne. Zapłacą
więcej, by ktoś nie pomyślał, że kupują najtańsze rzeczy w
sklepie.
A
przecież w myśl Listu do Koryntian, jakie to wszystko ma
znaczenie, „pokarm dla żołądka a żołądek dla pokarmu. Bóg
zaś unicestwi i jedno i drugie.” (1 Kor 6,13)
„...
wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść ...“
(1 Kor 6,12) – mówi Paweł do tłumu. Ciekawe, co kłębiło się
wówczas w jego umyśle. Przecież Grecja jak do tej pory niosła
tylko nadzieję: Filippi, jako symbol wiary, wzorcowe Tesaloniki
(1 Tes 3,8) czy też Gościnna Berea. A teraz? Tłumy
emigrantów korzystające z usług “cór koryntu”, rzesza
indywidualistów czyniących rozłamy, zagubiony świat.
Zaraz,
zaraz … ale przecież na wszystko może być recepta, przecież
Bóg nie pozostawia zagubionych samym sobie. Trzeba tylko odnaleźć
medykament na uzdrowienie tego ludu. Na uzdrowienie rozbitych małżeństw
czy też “nieokiełznanej” seksualności. Paweł zdawał sobie
doskonale sprawę, że ma ona niesamowitą moc, pisząc o mękach
w ciele.
Wiedział
też o tym, że próby nie przekraczają ludzkich możliwości,
choć czasem mogą się wydawać zbyt trudne. „Wierny jest Bóg
i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz
zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania,
abyście mogli przetrwać. (1 Kor 10,13b)
Jak
żyć? Pytają dziś młodzi ludzie. Tak sobie myślę, że młodzi
Koryntianie również borykali się z tym problemem. Paweł
spieszy im z pomocą ukazując wszystkie możliwe formy życia.
Małżeństwo
nie rozpadnie się, jeśli w nim jest miejsce dla Chrystusa. Jeśli
on tam ma coś do powiedzenia. Jeśli oprócz własnego zdania małżonków
istnieje też zaufanie i wiara. Po latach papież Klemens I (+101)
powie za Apostołem Narodów w swoich kazaniach, celem stworzenia
świata było wprowadzenie pokoju na nim. A co za tym idzie, jeśli
w rodzinie będzie miejsce dla Chrystusa, będzie w niej również
gościł jego pokój. Dalej Klemens powie, że prawdziwym
wychowawcą dzieci nie są rodzice, lecz Chrystus, który mieszka
w rodzinie. Zatem małżeństwo każdego z nas ma sens i może być
zrealizowane tylko wtedy, gdy panuje w nim boży pokój.
Ale
Paweł potrafi być także w swych radach bardzo praktyczny. Co
prawda twierdzi, że „dobrze jest człowiekowi nie łączyć
się z kobietą. Ze względu jednak na niebezpieczeństwo rozpusty
niech każdy ma swoją żonę, a każda swojego męża” (1Kor 7,
1b-2). I wbrew powszechnemu mniemaniu, iż chrześcijanie uważają
seksualność za sferę zakazaną zachęca małżonków do współżycia!
„Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za
obopólną zgodą, by oddać się modlitwie; potem znów wróćcie
do siebie, aby – wskutek niewstrzemięźliwości waszej – nie
kusiła was szatan.” (1 Kor 7,5).
Jak
już wcześniej pisałem Paweł naucza Koryntian również, ze
samo małżeństwo nie jest tylko przyjemnością, ale również
odpowiedzialnością. Jeżeli kogoś nie stać na nią lepiej by
pozostał sam (1 Kor 7,1). Oczywiście przyjemnością by również
było odciąć się od odpowiedzialności, a korzystać z
“uciech świata”. Taki model preferuje dzisiejszy świat.
Tymczasem człowiek, który tylko korzystają ze świata i innych
z biegiem czasu wypala się i nic po sobie nie zostawia. Prawdziwe
życie polega na pozostawieniu światu nadziei na lepszy dzień.
Dalej
Paweł porusza w liście temat dziewictwa dając go za wzór
wytrwałości. Mieszkając w Szwajcarii wiele myślałem na ten
temat. Z jednej strony „Zachód” stara się promować
liberalizm i wolną wolę, zaś z drugiej jest to tylko mydlenie
oczu. Dzisiejsze media lansując beztroski styl życia, ganią
prywatne ideały czy myślenie. Często jest tak, że choćby młoda
dziewczyna była dziewicą wstydząc się presji koleżanek nie
przyzna się do tego. Więc gdzie ma sens promowanie hasła “róbta
co chceta?” jeśli ci co je promują nie szanują wyboru człowieka.
Nie przystoi im promowanie wartości chrześcijańskich, gdyż one
zdaniem liberalizmu tylko blokują człowieka, a nie rozwijają.
To
nie jest nowość. Zarówno współcześnie, jak i w starożytności
człowiek reaguje podobnie. Zasady, które Paweł głosił
Koryntianom często ich zdaniem również były “nierozwojowe”,
wręcz “ośmieszające”, lecz to nie przeszkadzało Apostołowi
ciągle głosić ich prawdziwej wartości. “…Biada mi,
gdybym nie głosił Ewangelii...“ (1 Kor 9,16) –
przyznaje.
I mówi
także: „My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest
zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy
są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków,
Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą.” (1 Kor 1,
23-24).
Ten
fanatyk z Tarsu nie wstydzi się swojego posłannictwa, zna jego
odpowiedzialność i stara się je realizować najlepiej jak tylko
potrafi. Więcej wie, że tylko w ten sposób możliwe jest wypełnienie
misji jaką otrzymał jako chrześcijanin. Misji, którą jest
budowanie Świata Pokoju i Miłości
A co
to jest miłość? Czy jest to tylko sex? Zakochanie?
Prawdziwą
receptę na miłość daje Paweł w słynnym Hymnie o miłości (1
Kor 13, 1-13). Receptę na to, czego naprawdę potrzebują
Koryntianie by stanąć na “nogach chrześcijaństwa” –
Wiary, Nadziei i Miłości.
Kiedyś
widziałem napis na murze: “Kocha się raz, potem się już
tylko udaje”. Napis, który ukazuje potęgę miłości. Jej
siłę, a jednocześnie odpowiedzialność za siebie i drugiego człowieka.
Kończąc
swój list pisze Paweł, że najlepiej miłość zostaje ukazana w
Ewangelii i wszyscy przez nią zostaniemy zbawienie o ile … ją
zachowamy (1 Kor 15,2).
Ten
list jest czymś niesamowitym. Daje wskazówki praktyczne, cudowny
hymn o miłości, formułuje słowa przemienienia eucharystycznego
i wskazuje na centralne miejsce zmartwychwstania w Dobrej Nowinie.
Pisze o tym w odpowiedzi na docierające do niego informacje
o powątpiewaniu Koryntian w prawdziwość Chrystusowego
zmartwychwstania. Posuwa się do tego, iż uznaje, że niewiara w
zmartwychwstanie przekreśla sens wcielenia.
„Jeżeli
zatem głosi się, że Chrystus zmartwychwstał, to dlaczego
twierdzą niektórzy spośród was, że nie ma zmartwychwstania?
Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał.
A jeśli Chrystusie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie,
próżna jest także nasza wiara.” (1 Kor 15,12-14)
I w ten sposób Paweł wskazuje na centralne
wydarzenie w dziejach świata. Chrześcijaństwo to religia
wykraczająca poza okowy śmierci. Naszym celem jest
zmartwychwstanie. I tak jak męka i śmierć Chrystusa nie była
jego celem, bo celem było wykupienie naszych win, tak troski i
bolączki, a niekiedy autentyczne cierpienie nie jest dla chrześcijanina
ponurym umartwianiem się ale drogą do radości niezniszczalnej.
Artur Marek WÓJTOWICZ
Anna BAJON
Artur Marek Wójtowicz mieszka i pracuje w Szwajcarii. Jest autorem wstępu do Biblii ekumenicznej wykonanej ręcznie przez 650 osób z Horgen ZH. W 2003 roku, w jezuickim wydawnictwie "WAM" w Krakowie wydał książkę "Bóg Mormonów".
Anna Bajon jest dziennikarką redaktorką gliwickiego oddziału Fundacji "Opoka".
|