Dylemat polityczny i moralny

"Najwyższy ciężar decyzji jest wówczas, gdy stawką jest własne życie" 
prof. Antoni Kępiński, wybitny polski psychiatra

Śmierć płk Kuklińskiego, tak niespodziewana, była wielkim ciosem nie tylko dla najbliższej rodziny, ale również dla grona przyjaciół, znajomych i dla tej części społeczeństwa, która zdawała sobie sprawę z tego, co uczynił dla Polski. 31 marca 2004 roku odbyła się uroczystość żałobna z inicjatywy rządu amerykańskiego w Waszyngtonie, a potem spotkanie poświęcone pamięci Ryszarda Kuklińskiego w Polskiej Ambasadzie. Natomiast urna z prochami pułkownika została złożona na ziemi polskiej, w Alei Zasłużonych w Warszawie na Powązkach. 
Mimo upływu ponad 20 lat postać płk Ryszarda Kuklińskiego, który odegrał bezprecedensową rolę w walce z sowieckim zagrożeniem wojskowym w okresie zimnej wojny, jest nadal niedostatecznie znana polskiemu społeczeństwu. Zasadniczym powodem jest ciągły brak pełnej wiedzy na temat naszej przeszłości. Historia Polski, a szczególnie ta dotycząca lat powojennych, jest jedną z bardziej zakłamanych. Utajnianie prawdy przez te wszystkie lata jest przyczyną, że przeciętny Polak nadal nie wie, co płk Ryszard Kukliński uczynił dla swojej ojczyzny, dla Europy, a może nawet dla całego świata. 
W okresie PRL społeczeństwo było indoktrynowane przez komunistyczną propagandę i nie zdawało sobie sprawy, że podczas zimnej wojny, w różnych fazach kryzysu Polska stała w obliczu totalnej, biologicznej zagłady - największej w całej swej tysiącletniej historii, bo zagłady nuklearnej. Pułkownik Kukliński znał dobrze plany wojenne Związku Radzieckiego, które mogły narazić Polskę na ogromne niebezpieczeństwo i zdawał sobie w pełni sprawę, że jedyne, co mogłoby powstrzymać Sowietów przed ich agresywnymi planami, to presja najsilniejszego mocarstwa - USA. Dlatego zdecydował się na współpracę ze Stanami. Pierwsze kontakty z Amerykanami nawiązał z własnej inicjatywy w 1972 roku, świadomy, że tylko tą drogą można zapobiegać najczarniejszym scenariuszom wojennym. Nie otrzymywał od Amerykanów żadnego wynagrodzenia, co było wielokrotnie potwierdzone z wielu źródeł. Nawet reżimowa prokuratura wojskowa PRL, którą trudno posądzić o przychylność wobec Kuklińskiego, nie wysuwała tego zarzutu. Ambasador USA w Warszawie Richard T. Davies zapewniał również, że ani razu podczas wielu lat współpracy ze Stanami Zjednoczonymi Pułkownik nie zwrócił się o pieniądze.
Ryszard Kukliński powiedział mi kiedyś: "Postawiłem wszystko na jedną kartę - własne życie, los mojej rodziny i karierę zawodową. Oczywiście, zdawałem sobie sprawę, że konspiracja w PRL-owskiej armii była śmiertelnie niebezpieczna". Każdego niemal wieczoru, gdy inni dawno wyszli już z pracy, on wciąż przebywał w swoim biurze analizując i kopiując dokumenty. Przekazał w okresie około dziesięciu lat swej działalności ponad 35 tysięcy stron najtajniejszych, strategicznych dokumentów wojskowych bloku komunistycznego. Trudno wprost uwierzyć, że jeden człowiek mógł wykonać tak gigantyczną pracę. Wśród przekazanych materiałów były między innymi plany ataku armii sowieckiej i wojsk Układu Warszawskiego na zachodnie państwa NATO w Europie, szczegółowy opis ich systemu dowodzenia i kierowania oraz lokalizacja rakiet, magazynów broni jądrowej. Były również szczegółowe dane o trzech najważniejszych i najbardziej tajnych ośrodkach dowodzenia Armii Sowieckiej na wypadek trzeciej wojny światowej. 
Miałam zaszczyt należeć do grona ludzi, którzy znali Ryszarda Kuklińskiego osobiście i bywać u niego w domu. Rozmawiałam z pułkownikiem wiele razy i pisałam tez kilkakrotnie o tych spotkaniach w prasie polonijnej i krajowej. Pierwszy raz spotkałam pułkownika pod koniec lat 90-tych w Sarasocie na Florydzie, w domu mych przyjaciół Marty i Wojciecha Kołaczkowskich. Los zrządził, że było to akurat 13 grudnia, właśnie w pamiętną rocznicę stanu wojennego. Miałam wówczas możliwość dłużej z nim porozmawiać. 
Mimo że płk Kukliński wraz z rodziną od listopada 1981 roku znajdował się pod ochroną władz USA, wciąż groziło wszystkim wielkie niebezpieczeństwo. Pułkownik miał świadomość, że sowiecki wywiad może się zemścić za dekonspirację tajnych planów wojskowych przeciw Zachodowi. Rodzina Kuklińskich dla bezpieczeństwa dość często zmieniała miejsce zamieszkania. Tylko nieliczna grupa zaufanych przyjaciół znała jego adres oraz nazwisko, którym pułkownik się posługiwał. Mieszkali odizolowani od otoczenia, pod czujną opieką ochrony. Życie na ziemi amerykańskiej nie oszczędziło Kuklińskim dramatycznych wydarzeń. Los okazał się bardziej tragiczny niż można było przewidzieć. Pierwszy cios zadano im w styczniu 1994 roku, kiedy młodszy syn Bogdan zaginął u wybrzeży Florydy podczas morskiej wyprawy płetwonurków. Przez pewien czas pułkownik podejrzewał, że jego syn został porwany przez wywiad kubański i że będzie proponowana wymiana za niego. Mówił mi, że był zdecydowany i przygotowany na to i spędził wiele bezsennych nocy czekając na telefon. Po pewnym czasie stracił jednak nadzieję na odzyskanie syna. Dramat ten pozostał dotąd niewyjaśniony. Nigdy nie odnaleziono ciała Bogdana. Zaledwie pół roku po pierwszej tragedii starszy syn państwa Kuklińskich, Waldemar, zginął przejechany przez samochód, którego kierowca zbiegł z miejsca wypadku. Samochód został porzucony, ale oczyszczony dokładnie z linii papilarnych zbrodniarzy. Obaj synowie pułkownika ponieśli śmierć ze strony nieznanych sprawców w tajemniczych i dotąd niewyjaśnionych okolicznościach. Styl tej zbrodni zdaje się wskazywać niedwuznacznie, kim mogli być mocodawcy i wykonawcy morderstw. Pułkownik powiedział mi kiedyś: "Za to co robiłem, zapłaciłem najwyższą cenę, jaką może zapłacić człowiek. Nie tylko strata moich synów, ale także niesprawiedliwość i krzywdzące oceny w moim kraju bolą mnie bardzo Ale nigdy nie miałem wątpliwości, że dobrze wybrałem. A jeśli miałbym żyć drugi raz - zrobiłbym to samo. Wszystko, co w życiu zrobiłem - robiłem z myślą o Polsce". 
Pułkownik czekał niecierpliwie na przetłumaczenie na język polski ostatnio wydanej książki "A Secret Life" (Public Affairs, New York, 2004) napisanej przez Benjamina Weisera, amerykańskiego publicystę. Po długo trwających negocjacjach uzyskał on zgodę władz amerykańskich na dostęp do tajnych archiwów, dzięki czemu mógł ocenić znaczenie działalności płk Kuklińskiego. Przejrzał on tysiące stron dokumentów, które pozwoliły mu zapoznać się bliżej z kulisami operacji pod kryptonimem "Mewa", która rozpoczęła się w 1972 roku, kiedy to Ryszard Kukliński po raz pierwszy skontaktował się w Bonn z amerykańską ambasadą, rozpoczynając trwającą około 10 lat współpracę z USA. Pułkownik wspólnie z Weiserem spędził bardzo dużo czasu nad autoryzacją opisywanych zdarzeń tej ponad 400-stronicowej książki. Oczekiwał, że zostanie ona wydana kilka lat wcześniej. Sprawa była przekładana z roku na rok. Wspominał mi również, że nawet podejrzewa komu zależy, aby wyjawienie prawdy się opóźniało. Pułkownik miał nadzieję, że dzięki tej książce będzie miał możliwość przeciwstawienia się wielu oszczerstwom i że polskie społeczeństwo zrozumie jego misję. Niestety Ryszard Kukliński nie doczekał przetłumaczenia "A Secret Life" na język polski. 
Ostatnie moje spotkania z Pułkownikiem miały miejsce w czerwcu ubiegłego roku, kiedy to widzieliśmy się kilkakrotnie. Byłam wtedy również z trójką przyjaciół w domu państwa Kuklińskich, zaproszona na obiad. Pułkownik w bliskich kontaktach towarzyskich był osobą ciepłą, serdeczną, pozbawioną jakiejkolwiek pozy. Pamiętam jak był zadowolony, że gościom bardzo smakują śledzie i własnoręcznie uwędzony przez niego łosoś. Atmosfera domu była rodzinna, oprócz nas była żona pułkownika, synowa i jej matka. Jest to polski dom, choć leży daleko w Ameryce. Wnętrze jego na każdym kroku przypomina związek z Polską, z jego ojczyzną. Miał bogatą bibliotekę, pełną również polskich książek. Wzbudziła mój podziw duża kolekcja broni, szczególnie tej białej, której był miłośnikiem. Nad biblioteką wiszą rzeźby - poczet królów polskich. Oglądałam też liczne dyplomy. Było ich mnóstwo. Jeden z nich to dyplom z Pomorza, gdzie można przeczytać: "Honorowemu obywatelowi Miasta Gdańska Panu Ryszardowi J. Kuklińskiemu, którego samotne działania przyczyniły się do odzyskania suwerenności i wolności przez Rzeczypospolitą. Gdańsk 3 maja 1995 roku". Piękny dyplom przekazała też Polonia amerykańska o następującej treści: "Ostatni polski żołnierz tułacz, pierwszy oficer Polski w NATO pułkownik Ryszard Kukliński. Obrońcy Polski i USA w XX rocznicę pobytu w USA". Pokazywał mi te dyplomy i dobrze pamiętam jego nieśmiały uśmiech, mocno posiwiałe włosy kontrastujące z prawie młodzieńczą twarzą. Pułkownik był zawsze skromnym, powściągliwym człowiekiem i często podkreślał, że zrobił po prostu to, co do niego należało. Ale ci, którzy znali Pułkownika osobiście dostrzegali w nim człowieka wielkiego charakteru, niesłychanej odwagi i prawdziwego polskiego patriotę.
Zapytałam kiedyś Pułkownika, czy chciałby wrócić do kraju, bo widać wyraźnie, że bardzo za Polską tęsknił. Powiedział, że powróciłby chętnie. Mieszkał w USA, bo grożące niebezpieczeństwo go do tego zmusiło. Powiedział: "miałem do wyboru: albo samobójstwo, albo więzienie i wyrok śmierci; albo wybraną przeze mnie banicję". Zawsze jednak marzył o przeprowadzeniu się do Polski, do jego ukochanego miasta Warszawy. Pierwszy raz przyjechał do Polski w roku 1998 do Krakowa, następnie do Katowic, Zakopanego, Trójmiasta i Warszawy. Zwierzał mi się, że kilkakrotnie bywał w Polsce incognito. Przechadzał się wtedy po ulicach Warszawy i zdarzało się dość często, że ludzie go poznawali i pozdrawiali go z dużą serdecznością. Żył do końca sprawami dotyczącymi kraju i niemal każda rozmowa zawsze schodziła na temat Polski. 
Rozmawialiśmy w jego pięknym ogrodzie, jednym z najładniejszych prywatnych ogrodów, jakie widziałam. Praca w nim była jego pasją i tam niejednokrotnie się chronił, aby zapomnieć o dręczących go bolesnych sprawach. W przeciągu tych wszystkich lat pobytu w Ameryce zasadził własnoręcznie aż 4 tysiące drzew. W pewnym okresie miał też w ogrodzie kolorowe papużki, które w końcu uciekły, a w ogrodzie w stanie Waszyngton oswojonego przez siebie dzikiego jelenia z przychówkiem. Poświęcał też dużo czasu swemu jedynemu wnukowi Michałowi, synowi Bogdana. Widywał się z nim codziennie, chodzili razem na wędrówki, jeździł z nim na biwaki i uczył miłości do Polski. Nie zdążył już spełnić ostatniego przyrzeczenia, że na jego 14 urodziny popłyną żaglówką po Zatoce Meksykańskiej. Umarł parę dni po jego urodzinach. 
Pod koniec czerwca wracałam do Arizony do syna i umówiliśmy się z Pułkownikiem, że przyniesie mi na lotnisko pierwszy rozdział książki Weisnera, która wkrótce miała się ukazać w USA. \W wyniku nieporozumienia czekaliśmy na siebie na różnych piętrach i dopiero później Pułkownik przesłał mi pocztą początek tej książki. Zadzwonił również do Arizony. Długo gawędziliśmy przez telefon i była to moja ostatnia z nim rozmowa. Zapraszałam go do Oslo i obiecywał, że już w tym roku na pewno przyjedzie, aby odwiedzić norweską Polonię. Ostatnia inicjatywa o przyznanie pułkownikowi Pokojowej Nagrody Nobla wyszła właśnie z Oslo w roku 2000, którą wsparła polska emigracja z różnych rejonów świata, między innymi z Australii, Kanady, RPA, USA i Ameryki Południowej. Z podobnym wnioskiem w 1995 roku wystąpił Międzynarodowy Polonijny Komitet z USA argumentując, że płk Kukliński uratował świat przed III wojną światową. 
Polacy od ponad 20 lat dyskutują i spierają się głośno o jego historię. Dyskutując o płk Kuklińskim zawsze dojdziemy do pytania: czym była PRL? Spór o Ryszarda Kuklińskiego będzie trwać tak długo, jak długo będzie trwać spór o PRL. Dobrze byłoby, aby Polacy wreszcie potrafili jasno określić, kto bronił wolności i suwerenności swego kraju, a kto nie czynił nic w tym względzie, kto był konformistą, a kto był kolaborantem. Aby zakończyć manipulowanie różnymi faktami i poznać pełną prawdę powinno się udostępnić niezależnym historykom rzeczywisty przebieg zdarzeń w oparciu o istniejące w archiwach dokumenty. Bez tego kroku nie wszystkie motywy działań płk Kuklińskiego są w pełni czytelne. Chodzi bowiem o rozliczenie się z własną dramatyczną przeszłością, z okresem zimnej wojny i o sprawiedliwą ocenę płk Ryszarda Kuklińskiego, na której mu tak bardzo zależało.

Jolanta JABŁOŃSKA-GRUCA
jolanta.gruca@chello.no

Jolanta Jabłońska-Gruca jest dziennikarką publikującą swoje teksty tak w polskiej, jak i zagranicznej prasie. Wraz z mężem wiele podróżuje po świecie. Na stałe mieszka w stolicy Norwegii, Oslo.

28-2-5.jpg (15975 bytes)

Na zdjęciu:

płk. Ryszard
Kukliński
i Jolanta
Jabłońska-Gruca
(2001)

Fot. Archiwum "JJG"


.