W cieniu Przelotnego trwania
Nasz los jest spleciony z życiem innych ludzi,
ale każdy ma swoją drogę i swój czas. Choć miewamy podobne doświadczenia,
niejednakowo są one odbierane. Odczuwamy niekiedy nadmiar uczuć i
pragnień, ale również ich brak. Zadowalamy się nadchodzącą
chwilą, spełniającym się oczekiwaniem, lecz i w tym, co dopiero
ma nadejść, dostrzegamy swoje zmęczenie, pomarszczone czoło czy
gasnące oblicze. Nieliczni potrafią patrzeć jasno na wszystko,
co ich otacza, dotyka, niekiedy zwodzi i przygniata. Słowo poety
nie liczy się wtedy, kiedy sięga on do cudzych brzmień, po obcy
ton, ucieka od własnych doświadczeń. Niewiele jednak jest warte,
kiedy liczy się tylko z własnymi przeżyciami.
*
Teresa Tomsia pisze tak, jakby wciąż uczyła się
siebie i, powoli, rozpoznawała swoją kobiecość, swoje ciało,
odniesienie do konkretnych osób czy rzeczy. Jest sceptyczna i
ufna, pełna wiary i niepewności, oczekująca i rezygnująca,
gotowa na wszystko i ciągle niegotowa. Poetycką przestrzeń
buduje na sprzecznościach a jednocześnie poszukuje ładu,
harmonii, piękna. Nie pozbawiona nadziei i pełna wątpliwości,
otwarta na świat i nie pogodzona z własnym losem buntuje się
przeciw samotności, ale też pragnie ciszy i odosobnienia. Nie boi
się mówić o potrzebach ciała i nie ucieka w abstrakcje. Wie,
jak bardzo może mylić odbicie w lustrze, jak niewiele sami jesteśmy
w stanie uczynić, by cokolwiek się zmieniło, a jednocześnie
zdaje sobie sprawę, jak łatwo uwierzyć w swoją gwiazdę i
zapomnieć o rzeczach przykrych. Nie udaje, że spełniły się jej
oczekiwania. Jest świadoma, że nadzieja, jaka wybucha, czasem
uskrzydla, ale też zwodzi, rani i niszczy.
Jeśli nie ma szczęśliwej miłości, skąd nagle tyle szczęścia?
Jeśli miłość jest szczęściem, dlaczego tyle bólu, rozdarcia?
- pyta autorka „Czarnego wina“ i „Białego
tanga“. I jeśli tego pytania nie wypowiada wprost, pozostaje
nie rozstrzygnięty dylemat. Uczucia i emocje warunkują jej
pisanie, ale jest coś - być może niespełnienie - co sprawia, że
stają się one dręczącym wyzwaniem. Nie ma jednoznacznej
odpowiedzi, nie istnieje jedno ostateczne rozwiązanie. Możliwości
jest wiele, sensem trwania bywa ufność, a niekiedy i zauroczenie,
ale trzeba wiedzieć, że plany mogą się nie ziścić, pragnienia
- nie spełnić, uczucia - zawieść, serce - zdradzić, rozum -
pozbawić nas złudzeń. Jeśli każdy dzień przynosi coś nowego,
a jeden moment niekiedy zmienia całe życie, czy możemy być
czegokolwiek pewni, zawsze ufni? Jeśli nic nie jest trwałe ani
pewne, czy warto podjąć kolejne wyzwanie, ulec nowej namiętności?
Biały, Czarny czy Szary Orfeusz, mylące echa, „ulica
przypadków“ lub „niemy posłaniec“,
porzucone „wyspy sukien“ i radość mieszająca
się ze smutkiem. „Cień młodego mężczyzny“ i
samotność „pośród luster“. Nieustanne
wznoszenie się i opadanie, jakby ono musiało decydować o najbliżych
godzinach i latach. Ciągłe znaki zapytania, a także gorzka
wiedza o życiu, nieodwzajemnione przyjaźnie i niespełnione miłości.
„Kobiety pragną. / Pragną być niezmienne, / ale
zaskakuje je Czas“, zaskakuje codzienność, obojętność
albo fałszywy uśmiech. One muszą wiedzieć, po co mają czekać
„i dlaczego trzeba będzie płakać / na moście“. Chcą
być czułe i piękne, obecne w czyimś spojrzeniu i potrzebne,
wierne i odważne, lecz wciąż zdradza je Historia, nie rozumie
ten, kto najbardziej miał pragnąć, zawodzi własna wyobraźnia,
dręczy intuicja, rujnuje uczucie.
„Cóż pozostaje, by nie popaść w przygnębienie; /
rzucić się w okno Pańskie, zarzucić sieć / z ufnością, że
zdarzy się obfitość, / która ukoi?“ - pyta poetka w
jednym z wierszy. Pozostaje ojciec i matka, dzieciństwo i dzieci,
ojczyzna - ta opuszczona przez rodziców i przybrana,
odziedziczona, ciągle odkrywana - upływające lata, oczekiwanie,
nienasycona wyobraźnia i własne ja. Nade wszystko zaś pamięć,
która ocala, „otwarte drzwi“, przez które można
dojrzeć nie tylko swoją młodość, ale obce niebo i daleki
horyzont. Dojrzeć można linijki wiersza zapisane przez deszcz,
paryską pracownię na rue Borromée, błękitny Rodan czy drogę,
z której „nie ma powrotu“.
Austriacka poetka, autorka „Czasu odroczonego“,
Ingeborg Bachmann chciała wyrazić ciemność wnikając w mrok własnej,
zranionej duszy, a jednocześnie przez całe życie szukała światła,
szczęścia, miłości święcącej triumf. Urodzona w Bostonie,
przedwcześnie zmarła, Sylvia Plath w swoich wierszach,
opowiadaniach i - dopiero dzisiaj odkrywanych - dziennikach próbowała
opisać swoje doświadczenie, swoje doznania i najbardziej intymne
przeżycia. Obie w swoich utworach własnym przeżyciom i emocjom
potrafiły nadać uniwersalny wymiar. Nie ma w literaturze polskiej
podobnej, bliższej tej poetyce twórczości - jak właśnie
wiersze Teresy Tomsi. Można wprawdzie przywołać postacie Marii
Komornickiej czy Stanisławy Przybyszewskiej, ale to różne
osobowości i inne wrażliwości.
W tomiku „Wieczna rzeka“ Teresa Tomsia wyznaje,
iż nadzieja przychodzi, gdy ona sama idzie już na dno, że każdego
dnia rodzi się i umiera, lecz nie chce się z nikim zamienić, nie
pragnie innego życia. Kiedy czyta się jej wiersze, wydaje się,
że nie pozostało nic innego, jak czekać „aż nas pochłonie
ognia wieczny język, / aż wieczna rzeka zmyje nasze ślady“.
Jesteśmy „krwiożerczo rozumni / chorzy na brak miłości“,
skazani na milczenie i ból. Nie ma jednak innego wyboru, jak
wierność. Albowiem „kiedyś Bóg nas wezwie i zapyta: /
Co uczyniliście z nadzieją, / którą wam dałem? Gdzie stokrotne
ziarna / waszych wzruszeń?“ Czy wtedy pokażemy puste dłonie
lub usta zamarłe w bezruchu?
Nie liczy się tylko obecna chwila. Zatem czy należy zanurzyć się
w szarej egzystencji, odwrócić się od siebie, obojętnie patrzeć
na szron na szybie lub kwitnące łubiny? Czy pozostanie jedynie lęk,
spopielone ogrody, nie odpisane listy, brak jasnej odpowiedzi? Kto
ma odwagę rozbić swoją klepsydrę, pogodzić się z niebyciem,
odrzucić to, co najbardziej niedostępne? Przecież trzeba „trwać
do końca“, wypełnić ciszę, uchwycić choć sekundę,
wejść „w zieleń nasyconą wilgocią“, wsiąść
do autokaru albo szukać siebie w skupieniu.
„Spotkanie z pięknem“ jest możliwe a światło
z obrazu de La Toura pokazuje drogę. „Spod czarnej skóry
księgi / pełznie cień / ku jasności“
- i istnieje słowo modlitwy, najprostsze dziękczynienie, a
nawet harmonia, której można powierzyć siebie. Niczego wprawdzie
nie należy być pewnym ani zbyt ufnym. I nie wiemy, co nas czeka.
Każdy jednak jest wolny i wybiera sam. Najważniejsza nie jest mądrość
traktatów. Trzeba pamiętać, że „nie wszystko, co
istnieje, może być nazwane“, że zawsze odpowiadamy sobą.
Nie musimy odpowiadać całemu światu, wystarczą słowa
wyszeptane na osobności. Nie mamy się co łudzić, że ktoś nas
zrozumie, wysłucha, obejmie, ale ważniejsze jest to, żeby nie
zabrakło „Mistrza - przemawiającego / w ciemnościach“.
Ważniejsze są nasze poszukiwania, nasz los, czuwanie i
oczekiwanie, prawda istnienia, a nie prawdy wygłaszane z różnych
katedr czy trybun.
Jedni zadowalają się światem rzeczy i kolorowych reklam. Innym
wystarczy srebrny ekran, papierowe autorytety lub namaszczone mowy
politycznych zbawców. Prostota ginie a przyzwoitość i honor
znowu zostały wystawione na licytację. Nawet w wierszach wszystko
zależy od ceny a popularność stała się fetyszem. Jedni
uwierzyli w nowy ład, inni szukają sponsorów sądząc, że to
wystarczy, by powstało dzieło. Większość woli przemawiać
cudzym głosem, moda tworzy kanony a ulica albo literacki salon
decyduje o melodii wiersza. Poezja jednak nie umarła.
*
Trzeba czuwać i gromadzić sny, zapisywać chwile
„w cieniu przelotnego trwania“ i patrzeć poza
mroczny czas. Nie możemy zamknąć oczu nawet wtedy, kiedy nie
umiemy spojrzeć na obraz de La Toura ani przywołać żadnego z
poznanych krajobrazów. Jeśli nam nic nie zostało oszczędzone i
wiemy, co kryje się w czyimś spojrzeniu albo czym jest miłość
i nienawiść, czy też zdrada i wierność, jeśli potrafimy
rozpoznać prawdziwe szczęście i ból, nikomu nie musimy niczego
zazdrościć. Jeśli już nas nie obudzi „pierwsza
ekstaza“, nie wzruszą kwitnące łubiny ani nie pocieszą
mądre słowa Mistrzów, innym wszystko dopiero będzie dane: wiara
i niewiara, nadzieja i jej brak, obecność i samotność.
Wielu zadowala się chłodną kalkulacją, rezygnuje z uczuć i wrażliwości,
wyrzeka się własnych potrzeb lub nakłada maskę. Nieliczni mają
odwagę - tak jak Teresa Tomsia - mówić o swoim wzruszeniu, lęku,
wahaniu, smutku czy oczekiwaniu. Ale czy bez tego istniałaby
poezja? Czy bez poezji mogłyby zaistnieć: współodczuwanie i
oczarowanie? Bez nich zaś: piękno?
Paryż, styczeń 2000
Marek WITTBROT
Prezentowany tekst stanowi posłowie do
najnowszego tomu wierszy Teresy Tomsi „Przed pamięcią“,
który latem 2000 roku ukaże się nakładem wydawnictwa „Ars
Nova“.
|
|