Polski Parnas
Z Zofią ZARĘBIANKĄ rozmawia Marek WITTBROT
Prof. Zofia Zarębianka
urodziła się w Krakowie. Pracuje w Katedrze Literatury XX wieku
Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jest
krytykiem literackim, poetką, członkiem Stowarzyszenia Pisarzy
Polskich. Zajmuje się dwudziestowieczną liryką religijną.
Opublikowała: „Poezja wymiaru sanctum“ (1992),
„Człowiek rośnie w Ciszy“ (1992, wiersze),
„Dwanaście Bożych słów“ (1992, współautorka),
„Świadectwo słowa. Rzecz o twórczości Anny Kamieńskiej“
(1993), „Wyrwane z przestrzeni“ (1996, wiersze),
„Zakorzenienia Anny Kamieńskiej“ (1997), „Niebo
w czerni“ (2000, wiersze).
- Jakie są obecnie Twoje literackie
preferencje?
- Nie wiem, czy mam literackie preferencje, czy można
to tak ująć. W literaturze zawsze szukałam i szukam prawdy doświadczenia
ludzkiego. To brzmi dość banalnie, ale... tak naprawdę chyba
dlatego sięga się po książki. Prozy czytam właściwie
niewiele. Nie bardzo mam na to czas, badawczo moje zainteresowania
skupiają się wokół poezji. Ostatnio jednak parę nazwisk, parę
osobowości pisarskich i ludzkich zwróciło moją uwagę. I tak na
przykład lubię Magdalenę Tulli, zwłaszcza jej „Sny i
kamienie“. Druga książka, „W czerwieni“, uważana
przez Jana Błońskiego za rewelacyjną, według mnie jest słabsza
i mniej ważka niż jej debiut. „Sny i kamienie“ są
książką niezwykłą o bliżej nieokreślonym mieście, w którym
można rozpoznać Warszawę, ale nie do końca, bo nie o miasto
chodzi. Chodzi o pamięć, o sen, o przełamywanie się jawy
i snu czy jawy i świata wewnętrznego. I dlatego książka jest ważna.
„W czerwieni“ była w moim odczuciu książką trochę
dziwaczną. Ani literacko, ani myślowo nie było to dla mnie
porywające. Ale na polskim literackim horyzoncie pisarstwo Tulli
jest znaczącym zjawiskiem.
- Czy sława Olgi Tokarczuk jest zasłużona?
- „Prawiek i inne czasy“ to ciekawa
książka. W kategoriach filozofii Wschodu można ją interpretować
przez pojęcie Mandali: wieś jako punkt centralny i środek świata.
Patrząc na książkę od strony mitograficznej, można z niej
sporo wydobyć. „Podróż ludzi Księgi“ jest
dla mnie kryptoplagiatem z Hessego, z jego „Podróży
na Wschód“. Tam jest nie tyle powtórzona fabuła, bo fabuła
w sensie zdarzeniowości jest obudowana inaczej, co schemat powieści.
Sądzę, że Hesse był tutaj pewną inspiracją. „EE“
można umieścić w new-age`oskim nurcie. Na pewno należy twórczość
Tokarczuk śledzić, ale dla mnie książką znaczącą był tylko
„Prawiek...“
- Czy nie grozi nam feminizacja literatury?
- Czy ma sens dzielenie literatury podług płci?
- Według mnie nie. Przed paroma laty,
niestety nieżyjący już, tłumacz literatury polskiej Donald
Pirie opowiadał mi, że jeden z amerykańskich wydawców zażądał
od niego, by w antologii literatury polskiej znalazło się tyle
samo utworów kobiet, co mężczyzn. Najważniejszym kryterium
okazała się nie jakość, lecz płeć. Zatem z feminizacją
literatury należy się liczyć.
- Amerykanie mają lekkiego fioła
na tym punkcie. Jest to związane z kategorią poprawności
politycznej, która została przeniesiona do życia literackiego.
Na pewno istnieje nurt feministyczny w literaturze i należy go brać
pod uwagę.
- Wydaje mi się jednak, że nigdy nie był
tak modny.
- Sądzę, że go wcześniej nie było. Trzeba odróżnić
nurt feministyczny od tego, co nazywamy prozą czy poezją kobiecą.
Są to dwie różne rzeczywistości. Feminizm jest zjawiskiem
stosunkowo młodym i wydaje się mocno nacechowanym ideologicznie,
wyraźniej zaznaczającym się w polskim życiu literackim dopiero
po roku 1989. Izabelę Filipiak, Manuelę Gretkowską czy środowisko
szczecińskie trzeba by umiejscowić w nurcie feministycznym.
Filipiak czy Gretkowska nie stanowią jednak głównego nurtu
polskiej literatury. Powiedzmy książka „My zdies emigranty“
ma interesującą od strony obyczajowej fabułkę i jako literatura
popularna może jeszcze przez pewien czas zachować swoją
atrakcyjność.
- Kto z młodych pisarzy jest godny uwagi?
- Jest z pewnością wielu interesujących młodych
twórców. On nie jest już taki młody, ale osobiście bardzo cenię
twórczość Artura Szlosarka. Jest to poeta trudny poprzez mnogość
nawiązań. Jest to poezja wielopokładowa, wielowarstwowa i
szalenie interesująca, jeśli patrzeć na nią pod kątek kontekstów
i tradycji. On czerpie z tradycji w sposób bardzo świadomy i właściwie
na podstawie jednego tekstu można wydobywać najrozmaitsze nawiązania,
ale nie wtórne, lecz w sposób bardzo twórczy poprowadzone. Czyjaś
myśl stanowi tu punkt wyjścia dla własnej refleksji poety, ale
najpierw trzeba - jako punkt zaczepienia - wydobyć moment, do którego
nawiązuje.
- Powróćmy do prozy, do takich nazwisk jak
Bart, Bitner, Huelle, Jurewicz, Kruszyński, Siemion, Stasiuk,
Widemann...
- Z nich wszystkich wyeksponowała bym dwa
nazwiska: Huelle i Jurewicz. Oni są bardzo od siebie różni, ale
mają jeden punkt wspólny: powracanie do małej ojczyzny, swojego
miejsca. Poprzez to miejsce próbują określić swoją tożsamość.
- Jurewicz mówi o Lidzie, o krainie, którą
dawno opuścił, zaś Huelle o Gdańsku, mieście wybranym przez
rodziców.
- Dlatego u Jurewicza kraina dzieciństwa staje się
Arkadią, zaś Huellego określił Gdańsk. Dla mnie ciekawą rzeczą
było porównanie Gdańska Grassa z Gdańskiem Huellego czy Chwina.
Są to jednak trzy różne miasta, trzy różne świadomości. Mnie
najbliższy jest Gdańsk Chwina.
- Pytałem o prozę, choć wiem, że
zajmujesz się poezją, a ściślej, wymiarem sacrum w poezji. W
poezji sacrum łatwiej odnaleźć, określić...
- Według mnie znacznie łatwiej określić je w
prozie, bo w niej może być ono dane wprost. Badanie sacrum
w prozie i poezji jest jednak czymś zupełnie innym. W prozie sacrum
częściej objawia się bezpośrednio - albo w warstwie
tematycznej, albo w sferze przedstawień. W poezji, zwłaszcza w
dobrej poezji, sfera sacrum jest ukryta. Gdzie ukryta? Jeżeli
w tekście poetyckim sacrum zaczyna się pojawiać na płaszczyźnie
tematu, najczęściej mamy do czynienia - choć nie jest to wyjątkowe
- ze słabą poezją, czasem wręcz z grafomanią. Tekst religijny
czy dewocyjny często nie ma nic wspólnego ze sferą sacrum
i tylko pozornie jest tekstem sakralnym.
- Czy zajęłaś się twórczością Kamieńskiej,
by udowodnić, że sacrum to nie żadna dewocja lub słodka
pobożność?
- Szalenie trudno określić, czym jest sacrum.
O wiele łatwiej definiować poezję wymiaru sacrum pomijając
określanie sacrum jako takiego, co oczywiście jest pewnym
wybiegiem. O poezji wymiaru sacrum można by mówić jako o
poezji traktującej o człowieku w przestrzeni Boga. Wtedy ta
przestrzeń mogłaby być owym sacrum, ale sacrum
ujmowane w taki sposób obejmuje w gruncie rzeczy wszystko,
albowiem wszystko może być przestrzenią Boga. Jeśli przyjmiemy
takie założenie, zanikają granice między tym, co sakralne i
tym, co profaniczne. Dlatego takie pojęcie, choć pociągające,
metodologicznie jest nie do przyjęcia.
- Czy możliwe jest oddzielenie sacrum
od profanum?
- To bardzo trudne pytanie. Trzeba zapytać: czy
to są różne rzeczywistości, czy też dwa aspekty tej samej
rzeczywistości? Nie ma czegoś takiego jak „święte“
i „świeckie“, pomiędzy nimi nie przebiega w istocie
żadna ostra granica. Jest jedna rzeczywistość i, zależnie od
sposobu spojrzenia na nią, staje się ona rzeczywistością świętą
albo zdesakralizowaną. Celowo mówię o rzeczywistości
zdesakralizowanej a nie profanicznej, bo trzeba by wprowadzić i
tego typu rozróżnienie.
- Czyżby o ocenie decydowało subiektywne
spojrzenie? Nie ma żadnych obiektywnych kryteriów czy narzędzi
poznawczych albo - powiedzmy - rozpoznawczych?
- Poza tym, właśnie z chrześcijańskiego punktu
widzenia, wolno mówić o zniesieniu czy unieważnieniu podziału
na sacrum i profanum. Skoro Bóg stał się człowiekiem,
uświęcona została cała rzeczywistość. Określanie przestrzeni
sakralnej zmienia się w zależności o tego, z jakich przesłanek
„startujemy“.
- Każdy ma prawo wyznaczyć swój kanon? Ów
kanon posiada taką samą wartość jak każdy inny?
- W porządku kultury czy w porządku literatury
to się tak dzieje. Nie można wyznaczać sacrum według
ortodoksyjnych zasad. Nie ufam tzw. metodzie kerygmatycznej w
krytyce literackiej. Wszelkie kanony ortodoksji w literaturze są
mi obce, bo wtedy badacz zaczyna działać jak inkwizytor, który
sprawdza zgodność tekstu z oficjalną wykładnią.
- Czy rezygnacja z jakichkolwiek zasad nie
prowadzi w drugą skrajność, czyli do zupełnej dowolności?
- Zadaniem badacza literatury nie jest określanie
zgodności tekstu z takimi czy innymi odgórnie przyjętymi
zasadami. Badając tekst trzeba znaleźć pole odniesień wobec
tego tekstu adekwatne. Mnie zawsze chodziło o wypracowanie tego
rodzaju metodologii, która by pozwoliła na badanie sacrum
każdorazowo dookreślanego w terminach takiej czy innej religii,
ale gdzie sama metoda byłaby na tyle ogólna, że pozwalałaby
wydobywać sacrum różnych kręgów religijnych. A więc żeby
sama metoda sprawdziła się w odniesieniu do tekstów -
powiedzmy - muzułmańskich. I żeby okazała się równie sprawna
w stosunku do tekstów żydowskich czy chrześcijańskich. Zawahałabym
się, czy włączyć tutaj religie politeistyczne, operujące inną
wyobraźnią, innym wyobrażeniem sacrum, innym obrazem świata.
Nie wiem, czy buddyzm, hinduizm i inne religie dałoby się tutaj
włączyć. Interesujące jest na pewno stworzenie własnego
sposobu postępowania badawczego, a nie ograniczenie badań nad sacrum
do chrześcijaństwa czy wręcz katolicyzmu, a zatem
ograniczanie się do sfery tematycznej i dogmatycznej.
- Anną Kamieńską nie zajęłaś się
dlatego, że wydała Ci się ona bardzo chrześcijańska, lecz z
innych powodów?
- Kamieńska jest interesująca ze względu na wagę
doświadczenia ludzkiego, wpisanego w jej dzieło. Ciężar wyraźnie
wyczuwalny, ciężar cierpienia i poprzez to cierpienie
poszukiwania sensu, wydał mi się bardzo ważny. To, czy
przypisywano jej dzieło katolicyzmowi, było mi obojętne.
- Czy sacrum nie wykracza poza sprawy
ludzkie?
- Owszem. Kamieńska dlatego jest taka interesująca,
bo nie pozostaje na płaszczyźnie czysto ludzkiej. Nieustannie
przekracza wymiar egzystencjalny, próbując przebić się wyżej
czy głębiej. Nie zatrzymuje się na poziomie cierpienia.
Cierpienie, mówiąc trochę górnolotnie, jest dla Kamieńskiej do
rzeczywistości absolutnej. Ono tę absolutną rzeczywistość
przywołuje i objawia.
- Rafał Wojaczek w pewnym sensie zatrzymuje
się na poziomie cierpienia, a nawet bywa obrazobórczy, czy jednak
w jego poezji sacrum nie istnieje?
- Różnica między Wojaczkiem a Kamieńską
polega na tym, że autor „Nie skończonej krucjaty“
zatrzymuje się na poziomie rozpaczy, autorka „Drugiego szczęścia
Hioba“ idzie dalej. Rozpacz prowokuje go do krzyku i ten
krzyk staje się obrazobórczy. Dla Kamieńskiej rozpacz staje się
materiałem do wewnętrznej obróbki. I ciekawe jest to, co ona z tą
rozpaczą robi, jak przetwarza ją w sobie. Przetwarza ją nie w
krzyk, lecz w nadzieję.
- Wojaczek świadomie wyrzekł się sacrum?
- Wydaje mi się, że był bliżej piekielności.
Gdyby dłużej żył, gdyby doszedł do samego dna owej piekielności,
być może by się od niej odbił. W tym, co pisał, pozostał
jednak w moim odczuciu na poziomie rozpaczy.
- Odczytuję Wojaczka inaczej. Dla mnie jego
rozpacz, jego krzyk czy - jak mówisz - jego piekielność to bunt
przeciwko profanum.
- Nie lubię, nie czuję Wojaczka i może dlatego
nie próbowałabym nawet tego typu penetracji. Poetycko jest mi
obcy.
- Kto zatem wart jest zainteresowania? Czy
ważne są dla Ciebie takie nazwiska jak Grzebalski, Koehler,
Podsiadło, Siwczyk, Śliwka, Wencel...?
- To z pewnością ważne i już dobrze osadzone
na literackiej scenie nazwiska. Chciałabym jednak przy okazji
wspomnieć o bardzo ciekawej młodej grupie skupionej wokół
krakowskiego pisma „Sfera“. To ludzie, którzy próbują
w sposób dość niebezpieczny, bo programowy, odnowić tradycję
poezji metafizycznej.
Kiedy mówimy „poezja metafizyczna“, musimy być ostrożni,
bo najpierw trzeba sobie odpowiedzieć, czy wypowiadamy się w
tradycji arystotelesowskiej, w tradycji angielskich XVII-wiecznych
metafizyków, w tradycji Eliotowskiej, czy też próbujemy na inny
sposób ową metafizyczność rozumieć.
Myślę, że oni nie są jeszcze tego świadomi. Dla nich
metafizyczność oznacza sferę duchowości, pewnego niepokoju
eschatologicznego.
- Inaczej wyrażali metafizyczność Donne,
Hopkins czy Eliot, inaczej wyrażają ją poeci współcześni. Każda
epoka czy nawet pokolenie wypowiada się we własnym języku.
Termin metafizyczność jest bardzo pojemny,
dlatego trzeba go na początku sprecyzować. Mimo pewnego rozmycia,
poeci skupieni wokół „Sfery“ mają ambicje stworzenia
nowej metafizyczności.
- Czym jest nowa metafizyczność? Czy
metafizyczność może być nowa?
- To o czym mówią autorzy „Sfery“,
to raczej egzystencjalność w tradycyjnym bardzo sensie. Jednak
jako ugrupowanie, w sposób właściwy dla swojego pokolenia, próbują
dać wyraz swoim metafizycznym tęsknotom.
Spośród twórców troszeczkę starszych zwróciłabym uwagę na
Roberta Mielhorskiego. Posiada on duże wyczucie sfery sakralnej
ukrytej pod podszewką rzeczywistości. Intuicyjnie tropi i
penetruje tamte regiony.
- Czy są metody, które pozwalają wyraźnie
określić metafizyczność?
- Trzeba najpierw odróżnić sacrum od
metafizyczności. Poezja - według określenia Jerzego
Kwiatkowskiego - metafizycznego niepokoju nie musi być poezją
wymiaru sacrum czy poezją wymiaru sanctum. Trzeba
pamiętać o dystynkcjach.
- Sanctum nie da się ani wypowiedzieć, ani
w jakiś skończony sposób wyrazić?
- Sanctum jest niewypowiadalne. Jeśli
jesteśmy na poziomie sanctum, dotykamy sfery mistycznych
doznań czy przeżyć, ale pozostawmy tę kwestię, bo wykraczamy
poza sprawy, o których była mowa. W badaniach literackich nie
zajmujemy się sanctum, bo nie mamy żadnych narzędzi
dotarcia doń. Czy kontakt z sanctum nastąpił rzeczywiście,
czy też był subiektywnym odczuciem twórcy, to nie sprawa badacza
literatury.
- Nie musimy iść tak wysoko czy daleko.
Dziś należałoby raczej pytać, czy jest jeszcze miejsce na sacrum
w literaturze?
- W twoim pytaniu pobrzmiewają tony
witkiewiczowskie. Witkiewicz mówił o zaniku uczuć metafizycznych
i wynikających z tego faktu zagrożeniach dla kultury jako takiej.
- Owe tony są obecne już u Mallarmégo,
nie jest to więc specyfika literatury XX wieku.
- Ale w literaturze XX wieku wyraźnie dochodzi do
głosu niepokój, że źródła kultury - sytuowane przez niektórych
myślicieli w kręgu przeżycia wewnętrznego, duchowego,
religijnego - zostają zasypane, zniszczone przez tanią,
powierzchowną sztukę komercyjną.
W literatrurze XX wieku dochodzi do głosu fundamentalny brak pewności
co do istnienia jakiegokolwiek ostatecznego porządku, ostatecznego
ładu i ostatecznej instancji. Nietzscheańskie „Bóg umarł“
zaczęło w kulturze, w literaturze, w myśli XX wieku siać
spustoszenie. Z drugiej strony zaczęło być punktem duchowego
niepokoju. A póki jest niepokój, jest szansa na wielką sztukę.
Kiedy ten niepokój zostaje zastąpiony przez naskórkowość, naskórkową
ładność, w tym momencie schodzimy do poziomu komercji.
Odchodzimy wtedy od istotnych, najważniejszych egzystencjalnych
pytań.
- Bóg nie „umarł“ od razu,
lecz „umierał“ bardzo długo. I wydaje się, że
dopiero XX wiek skutecznie uśmiercił Boga w sztuce, w
literaturze, w poezji czy malarstwie.
- Trzeba by się zastanowić, czy nie czekamy na
ostateczną egzekucję.
- A może dochodzimy do jakiegoś punktu
zwrotnego?
- Przemiany świadomościowe są nieuniknione.
Należałoby się zastanowić, czy ten świadomy wzrost
zainteresowań ezoterycznymi duchowościami, religijami Wschodu,
medytacją transcendentalną, nie wyrasta z głodu sacrum.
- Z głodu, który może nas uratować?
- Jeżeli pozostanie głodem niezaspokojonym. Jeśli
zostałby zaspokojony, wtedy są powody do obaw. Ale on nie
zostanie zaspokojony, bo taka jest jego natura.
Od dwóch lat pewnym zaskoczeniem, ale i radością, jest dla mnie
zainteresowanie studentów sacrum w literaturze. Kiedy dwa
lata temu otwierałam seminarium, miałam obawy, czy ktokolwiek się
zgłosi. Okazało się, że musiałam wielu osobom odmówić udziału
w seminariach.
Tego typu zainteresowanie jest dla mnie znaczące. Głód duchowy
czy głód wartości jest widoczny. Młodzi ludzie przychodzą często
z zerowym poziomem elementarnej wiedzy religijnej. Przyprowadza ich
głód, zainteresowanie połączone ze zwykłą ignorancją.
Zapewne są to ludzie ochrzczeni, wychowani w katolickich domach i
w katolickim kraju, ignorancja religijna jest jednak ogromna. Ważne,
że w tych ludziach coś się budzi. Oni poprzez dyskusje, poprzez
lektury, zdobywają kompetencję pozwalającą wydobywać elementy
sakralne z tekstów. Schodzą na bardzo dużą głębię. I w tym
jest ogromna nadzieja.
Paryż, 8 lipca 2000 roku
|