KĄCIK OTWARTYCH SERC

Pani Tereso,
Mam problem i chciałabym poprosić o radę. Do Francji przyjechaliśmy 3 lata temu z naszym małym synkiem. Wkrótce poszedł od do école matérnele odpowiednik naszego przedszkola. Pierwsze miesiące były bardzo trudne. Dziecko nie znało języka, nowe środowisko, oderwanie od mamy na kilka godzin. Po jakichś dwóch miesiącach oswoił się, a po sześciu już wiele rozumiał i zaczął mówić po francusku. W domu mówimy tylko po polsku. Wydawało się, że rozpoczęcie nauki w szkole nie będzie problemem. Ale jest. Syn poszedł do szkoły bardzo chętnie, spotkał tam kilku kolegów ze szkoły poprzedniej. Niestety po kilku dniach sytuacja się odmieniła. Zaczął wymyślać od rana różne preteksty, aby do szkoły nie pójść, najpierw uległam i nie posłałam go do szkoły, myśląc, że rzeczywiście źle się czuje, ale sytuacja ta zaczęła się powtarzać. Rano wszyscy się denerwują, a on wymyśla, aby co mu do głowy przyjdzie, aby do szkoły nie pójść. Przede wszystkim zamyka się w łazience mówiąc, że go brzuch boli, albo głowa, kiedyś już wymyślił, że go boli serce i na pewno dostanie zawału. To nawet nas rozśmieszyło skąd takie pomysły. Jednakże poszłam do lekarza, ale on nie stwierdził u syna żadnej choroby. Nie otrzymuje żadnych złych uwag ze szkoły, nie rozumiem, skąd taka niechęć. Mąż mój twierdzi, że on się po prostu leni i kiedyś nawet sprawił mu lanie. To też niewiele pomogło. Nie wiem już, jak temu zaradzić, rozmawiam z synem, tłumaczę, a on ciągle, że do szkoły nie chce chodzić. Żadne rozsądne argumenty nie pomagają. Co ja mam robić? Nie wiem dlaczego inne dzieci chodzą normalnie do szkoły, a my mamy takie kłopoty ze swoim synem. Zamartwiam się, co będzie później, kiedy już teraz mam takie kłopoty. Co ja mam robić? Zaczynam się z mężem kłócić z powodu syna, bo on twierdzi, że syn się po prostu leni, a ja go bronię i zamiast się nad nim rozczulać i prosić powinien dostawać lanie, aż mu się odechce szukanie chorób, aby nie pójść do szkoły. Co Pani na to?

Droga Pani Iwono
Na ogół dzieci do szkoły idą chętnie. Niechęć do szkoła u Pani syna pojawiła się później, jest więc rzecze wtórną. Dlatego trzeba poszukać tego przyczyny. Zachowanie syna jest wyraźną reakcją; na nieakceptowanie nowego środowiska, w którym się znalazł lub mogą to być problemy tkwiące w przyswajaniu wiedzy szkolnej. Rozpoczęcie nauki w szkole jest dla dziecka zawsze ogromnym przeżyciem, wchodzi ono bowiem w nowy okres swojej życiowej aktywności. Skończył się okres zabawy, która dotąd dominowała w życiu dziecka, a zaczyna się praca, która w dodatku jest oceniana. Czasami dziecko na początku nauki przedkłada jeszcze nadal zabawę nad nauka i nie chce podjąć pracy szkolnej. Można wtedy powiedzieć, że dziecko psychicznie jest jeszcze niedojrzałe, nie gotowe do podjęcia obowiązku szkolnego. za które jest odpowiedzialne. Pomimo tego, że dzieci rozpoczynają naukę w równym wieku nie wszystkie są jednakowo do tego gotowe. Jedne z chęcią i szybko wdrażają się do nauki, inne potrzebują na to więcej czasu, aby z zabawy przejść do poważnych zadań. Nie oznacza to, że są mniej zdolne, że mają opóźniony rozwój psychiczny czy intelektualny – inny jest tylko rytm biologiczny. Dzieci szybko wyrównywają te różnice, choć dla niektórych z nich pierwsze miesiące w szkole są trudne. W takiej sytuacji może znalazł się Pani syn. Żadne zmuszanie dziecka na siłę nie przyniesie pożądanego skutku, a odwrotnie będzie to potęgowało frustrację dziecka, które z jakichś powodów nie odnalazło się w nowym środowisku szkolnym, a na dodatek nie czuje się zrozumiane w domu. Uciekanie dziecka w chorobę jest rzeczą powszechnie znaną. Serdecznością trzeba rozładowywać taką sytuację poprzez serdeczną rozmowę z synem, aby wiedział, że dla Pani to też jest bardzo przykre, że on ma problemy. Może wtedy syn powie Pani, dlaczego nie chce chodzić do szkoły. Dobrze jest w takiej sytuacji porozmawiać z nauczycielem. Czasami wystarczy zmienić kolegę w ławce. Trzeba jednak dociec przyczyny niepowodzeń ucznia. 
Łączę pozdrowienia

Teresa BERSKA

Teresa Berska prowadzi poradnię zdrowia psychicznego w Paryżu.



Na zdjęciu:

Bez tytułu
(Paryż, 2003)

Fot. Michael Wittbrot

.