
|
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój
Pokój jest jednym z naczelnych darów w Królestwie Bożym. Zapowiadali go prorocy Starego Testamentu jako dar Boży w czasach ostatecznych, "gdy lew z jagnięciem razem leżeć będą", a ludzie "przekują miecze na lemiesze". Zapowiedzieli go aniołowie w chwili narodzenia Pana Jezusa. Sam Jezus mówił, iż daje uczniom swój pokój. Paweł w swych listach wymienia tę wartość wśród naczelnych darów Ducha Świętego; o Jezusie Chrystusie zaś pisze, że przyniósł pokój jednając ludzi z Bogiem i ludźmi między sobą. Pokój jest więc dziełem samego Boga. Dlatego ten, kto go czyni, kto go sprowadza na ziemię, będzie nazwany synem Boga. Podobnie synem Boga jest ten, kto miłuje bliźnich aż do wybaczania tym, co go prześladują i modlitwy za tych, którzy rzucają na niego potwarze. Pokój wynika z miłości. Bóg jest jego twórcą i jego dawcą, ponieważ Bóg jest tym, który miłuje. Bóg jest nawet - jak mówi Jan Ewangelista - Miłością samą.
Pan Jezus mówi, że daje On nam pokój nie tak, jak świat daje. Ten zwrot znajdujemy w Ewangelii według świętego Jana. Używa słowa "świat" w znaczeniu bardzo szczególnym, to jest takiego sposobu postępowania, jaki w czasach Jezusa był przyjęty (a jest i dziś) wśród ludzi dążących do władzy i sukcesu. Mówi o tym i święty Łukasz cytując Jezusowe pouczenie, iż wśród uczniów ma się dziać wręcz przeciwnie niż wśród książąt tego świata, którzy panują nad podwładnymi i jeszcze każą nazywać siebie dobrodziejami.
Bo "pokój tego świata" nie polega na miłości, a tylko na układach. Jest przerwą w wiecznej wojnie o wpływy, i znaczenie, o posiadanie i panowanie. Może być też umową ograniczającą zasoby środków zniszczenia - częściowym rozbrojeniem. Nie zmienia jednak wewnętrznego nastawienia ludzi na osiąganie przewagi jednych nad drugimi, na panowanie jednych nad drugimi, na wieczną rywalizację w posiadaniu więcej i więcej.
Jezus nie dał uczniom zewnętrznej beztroski. Z żadnymi potęgami politycznymi nie ułożył się o to, by mieli oni wygodne i spokojne życie. Przeciwnie - zapowiedział im, że będą prześladowani, ciągani do sądów, skazywani na śmierć. Ale dał im pokój bo dał im swoją miłość. Posłał ich na świat, by nieśli na całą ziemię ten pokój, by jednali z sobą ludzi i narody, by głosili jedność ludzi w Bożej ku wszystkim miłości. Jesteśmy spadkobiercami Apostołów i ich zadania. Mamy wprowadzać pokój, bowiem zostaliśmy powołani na synów Bożych i wiemy, że wszyscy ludzie, powołani na synów Bożych, są powołani do wzajemnej miłości w Bogu i do pokoju. Jakie to ma dla nas praktyczne znaczenie? Pierwsze pytanie, które się nasuwa, to: jak połączyć wprowadzanie pokoju z bezkompromisowością wobec zła? Bowiem Jezus Chrystus był nie tylko królem pokoju, ale i znakiem, któremu się sprzeciwiano.
Chrześcijanin, który chce być wierny zarówno wierze w Boga i w Jezusa Chrystusa, jak i etycznemu kodeksowi Ewangelii, musi wszak wejść w konflikt z tym wszystkim, co jest przeciw Bogu i przeciw człowiekowi. Ma też stawać po stronie biednego i krzywdzonego. Nie ma więc być człowiekiem bezkonfliktowym, który nikomu się nie sprzeciwi. Sam Jezus nie był człowiekiem bezkonfliktowym, lecz swoim braciom i przełożonym swego ludu ostro wypominał obłudę oraz krzywdzenie biedaka.
Co to więc znaczy dzisiaj tworzyć pokój. Boży pokój, nie rezygnując z prawdy i sprawiedliwości? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć Ojciec Święty Jan Paweł II w swych dorocznych przemówieniach na Dzień Pokoju. Wskazuje on w nich na to, że prawdziwy pokój musi się opierać na sprawiedliwości i na prawdzie. Pokój, który by się nie opierał na sprawiedliwości, nie byłby pokojem. Podobnie bez prawdy pokój nie da się osiągnąć, bowiem ci sami mówią: "pokój, pokój" i ci sami się zbroją. Każdy więc, kto stara się o wprowadzenie sprawiedliwości społecznej w poszczególnych krajach i między narodami, buduje pokój; każdy też, kto mówi prawdę, ogłasza prawdę, dopomina się o prawdę, buduje pokój - tworzy podstawowy warunek zaistnienia pokoju między ludźmi. Warunkiem tym jest bowiem zaufanie do prawdziwości ludzkiego słowa, ludzkiego świadectwa, ludzkiego zobowiązania. Tam więc, gdzie chrześcijanin naraża się na konflikt dlatego, że sprzyja sprawiedliwości i prawdzie, tam pomimo iż jest znakiem, któremu się sprzeciwiają, buduje pokój. Tam zaś, gdzie chrześcijanie w imię pokoju rozumianego jako brak konfliktu rezygnują z upominania się i realizowania sprawiedliwości i z głoszenia prawdy, tam nie budują pokoju, ale przygotowują wybuch gorszego konfliktu. A nadto czynią niewiarygodnym swoje świadectwo o tym pokoju, który jest podstawą wszelkiego pokoju - o pokoju między Bogiem i ludźmi, przyniesionym przez Jezusa z Nazaretu.
Nie bez powodu w nauczaniu Jezusa spotykamy ten dziwny kontrast. Z jednej strony mówi: pokój mój daję wam, z drugiej: nie przyniosłem na ziemię pokoju; lecz raczej rozłączenie. Jezus zapowiada bowiem, że stanie się przyczyną podziału nawet w rodzinach. Jego pokój nie jest więc łatwą spokojnością. Jest budowaniem pokoju wewnątrz konfliktu i wewnątrz ludzkości, która będzie zwalczać tych, którzy budują Boży pokój. Owa konfliktowość chrześcijan nie jest jednak agresją, nie jest wojną świętą. Pokój nie wedle zasad tego świata, przyniesiony przez Jezusa, nie jest pokojem uzyskiwanym poprzez wojnę i poprzez zniszczenie lub zniewolenie przeciwnika - jest to pokój pojednania. Sprzeciw wobec niesprawiedliwości i kłamstwa, do jakiego są powołani chrześcijanie, nie jest wojną z ludźmi, jest walką o ludzi, nawet o tych, którzy czynią niesprawiedliwość i kłamią, i którzy prześladują bliźnich, o ich nawrócenie. Metody zaś tej walki o pokój Boży określa błogosławieństwo dla tych, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, które następuje zaraz po błogosławieństwie dla pokój czyniących. Następne pytanie to pytanie o zakres działania poszczególnych chrześcijan we wprowadzaniu pokoju Chrystusowego w życie ludzkie.
Pokój ten zaczyna się we wnętrzu człowieka i pierwszy akt budowania pokoju to własne pojednanie z Bogiem i ludźmi wewnątrz samego siebie. Jezus Chrystus niesie to pojednanie w chrzcie świętym, w sakramencie pokuty, we wszystkich sakramentach, a w sposób szczególny w uczcie Eucharystycznej, w której czyni swych uczniów uczestnikami samego siebie, pojednanymi z Bogiem i między sobą tak głęboko, że aż stają się kimś jednym w Chrystusie - jednym Synem Bożym i dziedzicem Bożego pokoju. Z tego Źródła pokój Chrystusowy winien promieniować na wszystkich ludzi. Chrześcijanin winien stawać się budowniczym pokoju we własnej rodzinie - czy to będzie rodzina złożona z męża i żony, i dzieci, czy z samotnych starych ludzi, czy rodzina zakonna albo grupa przyjacielska. Wszędzie tam, gdzie kilka osób blisko współżyje z sobą, istnieją też konflikty i istnieje sprawa budowania pokoju. Budowanie pokoju to sztuka dobrego rozwiązywania konfliktu. Konflikt trzeba przyjmować jako rzecz daną i naturalną. Może on być zarzewiem wojny albo tworzywem pokoju, a to zależnie od tego, jak jest przeżywany. Psychologia współczesna wiele pomaga w dobrym rozwiązywaniu konfliktów. Zwraca ona uwagę na to, że nie da się ich rozwiązać w oparciu o autorytatywne podporządkowanie wszystkich komuś jednemu, gdzie czyjaś wola staje się prawem.
Takie podporządkowanie prowadzi bowiem do spychania konfliktów w podświadomość lub do ich gromadzenia i narastania aż do wybuchu i wojny lub ucieczki - w żadnym razie nie prowadzi do rozwiązania konfliktów i do pojednania. Niedobrym też stosunkiem do konfliktów jest pamiętanie o każdym z nich i przy każdym następnym nawracanie do poprzednich z typowym: "bo ty zawsze". Niedobre też jest także przemilczanie odczuwanego konfliktu, które jest jakąś skłamaną podstawą pseudo-zgody.
Żal niewypowiedziany rośnie i zatruwa atmosferę, buduje mur obcości między ludźmi. Tak więc już w tej małej grupie ludzi pokój buduje się poprzez tworzenie układów partnerskich i sprawiedliwych, poprzez szczerość i prawdę, a zarazem przez ducha dochodzenia do praktycznych kompromisów przy sprzecznych interesach, przez ducha wzajemnej służby. W szerszych społecznościach: w szkole, uczelni, miejscu pracy problemy budowania pokoju mają już nie tylko wymiar indywidualnych kontaktów między osobami ludzkimi, ale i wymiar ogólnospołeczny i polityczny w skali kraju.
Sytuacja kraju odbija się bowiem w tych mniejszych społecznościach i warunkuje niejako ich strukturę i stosunki wzajemne. Na tym też terenie każdy chrześcijanin może budować pokój, albo go niszczyć. I znowu staje on wobec zagadnienia, o jaki pokój ma mu chodzić - o ten łatwy spokój, tak zwaną "świętą zgodę" na wszystko, na dobro i zło, byle się nie narazić czy to władzy, czy to kolegom; czy też ma mu chodzić o sprawiedliwość i o prawdę oraz o doprowadzenie do zwrócenia się wzajemnego ludzi ku sobie, wspólnie- do sprawiedliwości i prawdy. Chrześcijanin, który przeżywa na co dzień Ewangelię, wie, że nie wolno mu dwu skrajnych rzeczy: nie wolno pchać do wojny i nie wolno ulegać złu, iść z nim na kompromis. Choć wolno iść na kompromis tam, gdzie chodzi o konflikt interesów - o sprawy nie naruszające podstawowych wartości, podstaw ludzkiej godności i sprawiedliwości. Szerszym jeszcze polem oddziaływania jest sprawa pokoju w danym kraju. Jedni w tym zakresie działania mają większe, inni mniejsze możliwości. Bywa, że całym masom ludzkim te możliwości są niemalże odjęte. Toteż tym większa odpowiedzialność, im większa praktyczna możliwość działania. Niemniej każdy chrześcijanin jest zobowiązany do tego, by wraz z innymi szukał dróg ku prawdziwemu pokojowi, opartemu o poszanowanie człowieka, o sprawiedliwe prawa i ich realizację, o prawdę, wzajemne przebaczenie i kompromis interesów.
Wreszcie istnieje problem pokoju światowego. Można zapytać, co może weń wnieść indywidualny człowiek - ten nikomu prócz najbliższych nieznany tak zwany "szary" członek jakiegoś narodu? Nie bierze on udziału w układach między państwami, choć ich skutki na nim się tak czy inaczej odbijają. A jednak i on może wiele.
Po pierwsze, może wychowywać własne dzieci oraz wpływać na całe otoczenie bądź w duchu pojednania, wzajemnego wybaczenia, zrozumienia spraw i potrzeb innych narodów, bądź w duchu zapiekłej nienawiści i wiecznego przypominania o istniejących dawniej czy teraz krzywdach. Nie chodzi o to, by zamazywał on prawdę o istnieniu konfliktów i krzywd, lecz by umiał widzieć dwustronnie: że jego naród nie jest bez winy wobec sąsiadów oraz że każdy naród ma swe dobre cechy, że z każdym można znaleźć język porozumienia w prawdzie i wzajemnym wybaczeniu. Wychowywanie do postawy wzajemnego szacunku, rozumienia spraw "tych innych", doceniania tego, co oni uczynili dobrego, obok złego, postawa szukania dróg pojednania, choćby obliczanych na długą metę i cierpliwe budowanie mostów to budowanie przyszłego pokoju. Wymaga to nieraz wielkiego trudu przezwyciężania urazów, rezygnacji z poczucia większej od innych wartości (poczucia będącego nieraz emocjonalną rekompensatą braku zewnętrznej potęgi, a u innych skutkiem jej posiadania), wiary w możliwość nowego ułożenia stosunków z sąsiadami.
Po drugie jest to sprawa wychowywania siebie i innych do takiego pojmowania miłości do własnej ojczyzny, które by się łączyło z szacunkiem wobec innych narodów, do takiego pojmowania praw własnej ojczyzny, które by się łączyło ze zrozumieniem i obroną praw innych krajów, a wreszcie do takiej miłości swojej ojczyzny, która by się łączyła z ambicją, by ten kraj włożył jak najwięcej w budowę wspólnego dobra całej ziemi: by tak uprawiał rolę, aby karmiła swoich i obcych, by tak żył i działał, żeby nieść dobro na cały świat i tworzyć podwaliny prawdziwego pokoju na ziemi.
To oddziaływanie wychowawcze opierać się musi na prawdzie - na prawdzie historycznej i aktualnej o sytuacji świata: społecznej, ekonomicznej i politycznej, oraz na tej prawdzie, którą niesie Ewangelia - na prawdzie o miłości Boga do wszystkich ludzi i o Bożym wezwaniu wszystkich do wzajemnej miłości, pojednania i solidarnej pomocy. Ta wzajemnie niesiona pomoc jest jednym z wielkich dzieł pokoju. Uczy budowania pokoju tych, którzy dają - miliony ludzi składających drobne choćby datki na rzecz głodujących. I uczy pokoju tych, którzy przyjmują, jeśli tylko przyjmują z wdzięcznością w sercu, nie polując na okazję do zdobycia więcej. Chrześcijanin ma być więc tym, który buduje pokój. Wtedy dopiero będzie synem Bożym na wzór Chrystusa, l ma być tym, który z radością powie każdemu budującemu pokój poprzez sprawiedliwość, prawdę i wzajemną pomoc: jesteś błogosławiony. I to właśnie winno być przedmiotem rachunku sumienia każdego dnia; rachunku obejmującego całość ludzkich postaw od rodziny po stosunek do innych narodów.
Stanisława GRABSKA
Stanisława Grabska - publicystka, teolog, działaczka katolicka, żołnierz AK. Studiowała w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i Uniwersytecie w Louvain. W latach 1990-1994 wiceprezes Klubu Inteligencji Katolickiej. Współpracowniczka miesięczników "Więź", " Znak", "Tygodnika Powszechnego". Uczestniczka obrad Okrągłego Stołu w 1989 roku. Wydała między innymi: "Nadzieja, która jest wezwaniem" (1980), "Pacierz w Biblii zakorzeniony" (1983), "Człowiek wobec Trójcy Świętej" (1990). Rozważania na temat Ośmiu Błogosławieństw były publikowane w pallotyńskim miesięczniku na przełomie 1984 i 1985 roku. Publikowany tekst ukazał się w "Naszej Rodzinie" 9 (480) 1984, s. 24-26.
|

Na
zdjęciu:
Bez tytułu
(Biskupice, 2004)
Fot. Michael Wittbrot
|