
|
Od dziś będziemy dobrzy?
Jesteśmy przyzwyczajeni, że trudne problemy, ważne
i bolesne sprawy podejmować należy w odpowiednio patetycznej
formie, mitologizować fakty, a przede wszystkim poruszać temat w
pewnym odstępie czasu od jego narodzin, w bezpiecznym dystansie
od ogniska problemu, aby się nie poparzyć, nie zranić.
Niestety pędząca naprzód XXI-wieczna rzeczywistość nie daje
się zamknąć w sztywne ramy i wymyka się nam z pola widzenia.
Jest obecna tu i teraz, lecz często nie sposób rozpoznać, jakie
rządzą nią prawa, trudno ją sklasyfikować, umieścić w
kartotece. Powrót do minionego jest niemożliwy, a każda
próba ukazania przeszłości w pełnym świetle prawdy jest tylko
złudzeniem. Przecież najbardziej wnikliwa retrospektywa znaczy w
innym czasie już coś innego, czemu innemu służy i – co
najważniejsze – w danej sprawie już nie może nic zmienić.
Trzeba uchwycić ten czas, który teraz jest nam dany, bez
heroizacji oraz zniekształcania znaczeń.
Taką próbę właśnie – próbę odbicia i rejestracji głównych,
a może najtrudniejszych problemów i niepokojów przełomu XX/XXI
wieku podjęło wielu współczesnych dramaturgów, w tym m.in.
dziesięciu autorów zaprezentowanych przez Romana Pawłowskiego w
antologii najnowszego dramatu polskiego pod tytułem
„Pokolenie porno”.
Spotkanie zorganizowane w celu przedstawienia książki i omówienia
zagadnień w niej poruszonych odbyło się w poznańskim Teatrze
Ósmego Dnia w marcu 2004 roku. Przybył na nie sam pomysłodawca
dzieła, a także dwóch autorów dramatów: Paweł Sala oraz
Marek Pruchniewski. Obraz XXI-wiecznej Polski przez nich
przedstawiony jest przerażający: morderstwo, gwałt i ignorancja
jawią się jako nowy porządek.
Większą część rozmowy z teatralną publicznością Roman Pawłowski
poświęcił na odpieranie zarzutów krytyków, niektórych widzów
i czytelników. Mówili oni, że twórcy żerują na ludzkim
nieszczęściu, opisując najgorsze patologie jako metaforę
obecnej rzeczywistości, epatując wulgarnością. Jakże jednak
inaczej pokazać brutalność i bezład naszych polskich realiów?
Jeśli społeczność jest otępiała, trzeba nią wstrząsnąć.
Zanika bowiem podział na białe i czarne, a rzeczywistość
zaczyna coraz bardziej szarzeć, nie wiadomo kto jest kim i do
czego jest zdolny.
Bohaterowie zbioru sztuk „Pokolenie porno” pochodzą z
różnych środowisk i przedziałów wiekowych, są to ludzie zarówno
z marginesu, jak i ludzie sukcesu, z miast i wsi, ludzie wykształceni
i nastoletni przestępcy, a wszyscy w coś uwikłani, obcy,
zagmatwani, nieobecni dla społeczeństwa, w którym żyją. Na
przykład tytułowa bohaterka dramatu Marka Pruchniewskiego
„Łucja i jej dzieci” pada ofiarą ludzkiej i własnej
bierności, będącej przyczyną śmierci niemowląt oraz samobójstwa
ich matki. Właściwie to Stara – teściowa Łucji –
każe ukrywać jej ciążę, a później rodzić w ukryciu, aż w
końcu zabiera dziecko, najpierw jedno, później drugie, ale tak
naprawdę zabija je bierność matki wobec tej zbrodni.
Jej wnętrze rozdziera miłość do trójki dzieci żyjących i
jednego już zamordowanego, nienawiść ze strony teściowej,
bezradność teścia, uległość męża i wygasające do niego
uczucie, trudna sytuacja materialna, brak wsparcia, kompletna
ignorancja ze strony mieszkańców miejscowości. Wprawia to Łucję
w osłupienie, odrętwienie, którego nie jest już w stanie
przezwyciężyć i pozwala na kolejną śmierć nowo narodzonego.
W ten sposób pętla na jej szyi powoli zaciska się.
Co się stało, gdzie pojawił się błąd? Czy już w domu
dziecka pozbawiona czułości Łucja została skazana na tak
okrutny los i tak tragiczną śmierć? Dlaczego nie rozpoznała
granicy pomiędzy poświęceniem a zbrodnią? Co się zmieniło? Właśnie
o to przede wszystkim pytają dramaturdzy. Jaka zaszła w nas
przemiana, że nasza nowoczesność i wolny kapitalizm prowadzą
ludzi w tak mroczne obszary? Dlaczego poprawczak z dramatu Pawła
Sali „Od dziś będziemy dobrzy” wypełniają
nastoletni mordercy i dealerzy narkotyków, a nawet symbol
najczystszych i niezłomnych wartości – mnich nie potrafi
dotrzeć do sedna tego zjawiska? Okazuje się bowiem, że chłopcy
z poprawczaka są nie mniejszymi ofiarami niż te, którym sami
wyrządzili krzywdę. Nie rozumieją, co się z nimi dzieje, nie
potrafią odróżnić dobra od zła, sprawy ważnej od błahostki;
bezbronni wobec świata, z którym sami muszą się zmagać,
samotni, niechciani nawet przez własne rodziny.
Bracia zakonni, pod których opieką znaleźli się nieletni
przestępcy, muszą stanąć do walki ze złem, jednak nawet dla
nich zadanie to wydaje się zbyt trudne:
„Brat Felix: Wolność to nie dowolność.
Brat Kamil: Widzi brat, jeżeli oni to zrozumieją – są
uratowani.
Brat Felix: A jeżeli nie?
Brat Paweł: Jeżeli my zrezygnujemy, to kto?
Brat Honoriusz: Właśnie, kto?
Brat Paweł: Rozpacz nad doczesnością jest rozpaczą za tym, co
wieczne...
Brat Kamil: Dlatego nie wolno! Nam nie wolno!”
Być może odpowiedzi na pytanie, dlaczego 13-letni Kabel stał się
mordercą w ogóle nie należy szukać u niego, lecz w sytuacji
gdy przerażony perspektywą powrotu do domu popełnia samobójstwo,
skacząc przez okno. A może trzeba jej szukać w tajemniczej
postaci Czarnego Luda, który tnie twarz Żarówy żyletką. To
ona właśnie jest ostatnią i zarazem najgorszą postacią zła,
które przeszło kilka przeobrażeń: najpierw nastolatkowie
odnajdywali i chłonęli je w swojej rzeczywistości, później
stawali się jego wykonawcami, aż w końcu skierowali je
przeciwko sobie, próbując poprzez własne cierpienie zrozumieć
to, co zawładnęło nimi i światem. Tylko ból bowiem mógł
wyrwać ich z piekła, w którym się znaleźli, a przede
wszystkim wyzwolić z narzuconej sobie roli oprawcy, pozwolić
przez chwilę być bezbronną ofiarą. Odmawiają więc codzienną
litanię niczym zaklęcie, które miałoby odmienić ich życie: od
dziś będziemy dobrzy....
Nie bez powodu antologia nosi tytuł sztuki Pawła Jurka
„Pokolenie porno”, ponieważ właśnie pornografia stała
się znakiem szczególnym naszych czasów. Z pewnością nie jest
to hasło pretendujące do tytułu uniwersalnego, lecz wskazuje,
co tak diametralnie zmieniło się w ciągu ostatnich dziesięcioleci,
że nie jesteśmy już w stanie zapanować sami nad sobą. Niezależnie
bowiem od konsekwencji coraz więcej ludzi dąży jedynie do
atrakcyjnych, silnych doznań, do podniecenia seksualnego, a także
każdego innego rodzaju mocnych wrażeń, byle były one
efektowne, pełne i spontaniczne. Takie pozbawione głębszych
znaczeń dążenie do pustej przyjemności łączy się z
balansowaniem na granicy prawa, nielegalna zabawa bywa przecież
bardziej ekscytująca. Ale to igranie z wolnością, poprzez
skierowanie się człowieka wyłącznie na własne potrzeby oraz
trwanie w wierze, że jest się panem nie tylko własnego losu, a
także niezachwiana ufność w swoje nieograniczone możliwości
i złudzenie władzy prowadzi do zniewolenia właśnie.
To wszystko jednak – jak przypomina Paweł Jurek – to
tylko podziemny interes, to po prostu pornografia, a sam ...seks przestał być medium wyzwolenia – stał się towarem,
dziedziną niespełnionych obietnic, obszarem wstydliwego uwikłania,
ostatecznie zaś – źródłem możliwej śmierci. Pojawił
się bowiem AIDS – degradujący ciało aż do
„niedobrej śmierci” (Tomasz Kubikowski
„Teatr w sieci”). Nie wiadomo już teraz, kiedy
przekracza się tę cienką granicę, gdy konsument staje się
konsumowanym.
O tym właśnie uwikłaniu mówi Paweł Jurek w innym swoim
dramacie pod tytułem„Wścieklizna show” dołączonym
do książki w postaci płyty CD. Pokazuje, jak w programach reality-show
(stosunkowo nowym wynalazku telewizji) ludzie sprzedają fragmenty
swojego życia, a wraz z nimi siebie, balansują na granicy reality
– czyli swojej prawdy, rzeczywistości i show –
drugiego „ja”, które pragną odkrywać przed
kamerami. Zapominają tylko, że to właśnie gra świadczy o
aktorze.
Świat programu reality to dla Jurka metafora świata w ogóle,
w którym coraz trudniej coś ukryć i jednocześnie podejrzeć
jakąś prawdę, bo tak jak na ekranie, puszczane są tylko
wybrane fragmenty z życia bohaterów, tak i my możemy jedynie
oglądać ją w urywkach. Najczęściej jesteśmy tego nieświadomi,
bo uwagę przyciąga przecież tylko to, co kolorowe, a nie
„szare oczy prawdy” – jak pisał Stanisław Barańczak.
I w konsekwencji, poprzez uwikłanie w konwencje i gotowe
scenariusze, bohaterom naszej wspólnej rzeczywistości coraz
trudniej się obnażyć, odkryć, zwłaszcza przed sobą, kim się
naprawdę jest.
Monika TOMSIA
Monika Tomsia – ur. w 1984 w Poznaniu.
Jest studentką kulturoznawstwa UAM. Esej „Od dziś będziemy
dobrzy?” redakcja publikujemy za zgodą redaktora naczelnego
„Zeszytów Karmelitańskich”, które ten tekst mają
zamiar zamieścić na swoich łamach w numerze 1. lub 2. 2005
roku.
|

Na
zdjęciu:
Bez tytułu
(Paryż, 2003)
Fot. Michael Wittbrot
|