
|
O Kazaniu 52. Mistrza Eckharta
Jeśli ktoś
nie zrozumiał tego kazania, niech się tym zbytnio nie trapi w
swoim sercu. Takim pocieszeniem (dla słuchaczy nie mogących
do końca pojąć słów Kazania 52.) Mistrz Eckhart kończy swoje
rozważania o ubóstwie. Wie bowiem, że choć to doświadczenie
mistyczne pozwoliło mu dotrzeć do prawdy, którą teraz głosi,
musi ją wyrazić za pomocą pojęć i porównań tak niedoskonałych
i niepełnych, zaangażować do działania nie duszę, lecz umysł!
Staje się zatem filozofem dążącym do wiedzy i tego także,
mimo woli, od swoich odbiorców wymaga, a przecież człowiek
„ubogi” w kazaniu Eckharta to istota nieświadoma i nie pragnąca
wiedzy. Mistrz próbuje więc nauczać i przekazywać swoje osiągnięcia
duchowe wielu ludziom, choć wie, że do tej prawdy, jaką posiadł,
można dotrzeć tylko poprzez osobiste doświadczenie.
Ten paradoks jest w życiu mistyka, pragnącego podzielić się swymi doznaniami, nieodłączny. Ale to właśnie widoczna sprzeczność pomiędzy niewyrażalnym uczuciem, a tym, co można wyrazić, jeszcze lepiej pozwala wyobrazić sobie, czym jest owa granica, wkroczenie w kolejny etap na drodze do jedności z Bogiem, ten przełomowy moment doznania – doświadczenia mistycznego, które nie jest dane każdemu! Pomiędzy wiedzą niezbędną do pojmowania duchowego ubóstwa a wcieleniem wiedzy w życie dla zwykłego człowieka rozciąga się przepaść. Lecz nie dla Eckharta, dla niego wszystko wydaje się jasne. Głosi on, że trzeba dążyć do zjednoczenia z Bogiem i tylko Jego mieć na uwadze, że należy rozszerzać poniekąd swą ziemską, sięgającą po horyzont perspektywę na całą wieczność i to do niej nieustannie się odnosić, czuć się częścią całości, którą odnaleźć można w sobie.
Silne i głębokie odczucie swego wiecznego istnienia, dążenie do ubóstwa, kiedy to człowiek nic nie wie, niczego nie ma i niczego nie chce, ma być wg Eckharta celem ludzkiego życia, powracaniem do Bożej głębi, gdzie „na równi są sobie najdoskonalsi aniołowie, mucha i dusza”, gdzie człowiek uwalnia się od wszelkiej myśli, a zwłaszcza od myśli o Bogu. Tak bowiem ma wyglądać połączenie się z Nim – właśnie poprzez uwolnienie się od Boga („Dlatego prosimy Boga, żeby uwolnił nas od >>Boga<<, tak żebyśmy prawdę poznali i nią się rozkoszowali na wieki...”). W wizji Eckharta człowiek poznający siebie, świat, Boga nie jest człowiekiem szczęśliwym. Tylko powrót do pierwotnej jedności ma być szczęściem pełnym. Dopóki jednak jako stworzenia zmagamy się z losem przez Boga wyznaczonym, dopóty zamknięci jesteśmy w świecie wielości i złożenia. Ale to tu właśnie i jedynie tutaj możemy roztrząsać definicję Boskiej nieokreśloności. Istnienie świata zatem z jakichś powodów musi być konieczne, gdyż poprzez jego ustanowienie się dochodzi do samoustanowienia się Boga.
Nasuwa się jednak pytanie: Ale do czego właściwie ma dążyć człowiek pragnący jedności z Absolutem, jak stać się owym ubogim na duchu?
Przede wszystkim ubóstwo to rezygnacja z (przyrodzonej?) woli, to nie chcieć, nie pragnąć, nie mieć na uwadze ani siebie, ani nawet Bożej woli. Po drugie - należy tak dalece wyzbyć się swojej wiedzy, aby nie być świadomym nawet tego, że żyje w nas Bóg. On ma czynić z człowiekiem w człowieku co chce, wtedy dopiero możemy być wolni od poznania. Po trzecie -ubóstwo to brak, to nie mieć niczego, być wolnym od wszystkich rzeczy, stworzeń, od siebie, od Boga, który podejmuje wówczas właściwe działanie w ludzkiej duszy. Kiedy Bóg „znajdzie kogoś tak ubogiego – pisze Eckhart – zaczyna dokonywać swojego własnego dzieła, a człowiek przyjmuje w sobie to działanie Boże i On jest właściwym jego miejscem. Człowiek zachowuje tu wobec Boga postawę przyjmującego, jedynym działającym jest tu bowiem Bóg, który działa wtedy w sobie samym”. Tak oto człowiek ma odzyskać swoje wiekuiste bytowanie, poprzez zatracenie siebie i tego, do czego przez Boga został stworzony, czyli działania.
Ten moment w Kazaniu 52. Eckharta szczególnie trudno jest
zrozumieć. Dlaczego bowiem mamy wyrzekać się wszystkich uczynków
zewnętrznych i wewnętrznych, kiedy z jakichś powodów Bóg do
działania (czyli poznania i miłości) nas przeznaczył? Być może
Eckhart miał tu na uwadze przede wszystkim istnienie człowieka
jako części wieczności, nieprzemijalnej całości nie dającej
określić się przestrzennie i czasowo, gdzie teraźniejszość
czy ziemskie bytowanie to tylko okres wyjścia z Boga (którego
działanie wszystko ogarnia), a powracanie do Niego może odbywać
się tylko na „prawach” wiecznych, a nie ludzkich.
Uniezależnienie się od rzeczy i uczynków można by współcześnie
nazwać duchowym dystansem do świata. Takie więc dystansowanie
się właśnie ma pomóc w osiąganiu tego, co tak naprawdę tylko
w doświadczeniu mistycznym może się objawić i dopełnić.
Zawarte w słowach wykładu Leszka Kołakowskiego pytanie Eckharta
brzmi: „Czy wolno powiedzieć, że to, co w Boskiej myśli
istnieje, jest mniej rzeczywiste niż to, co w naszym świecie
znamy?” Zadaje je bowiem mistyk, osoba, która dzięki swoim
duchowym doznaniom stała się bliższa rzeczywistości Boskiej a
bardziej odległa od ludzkiej, zmysłowej. Zatem dla człowieka
próbującego zrozumieć Eckhartowską myśl ważna jest raczej wątpliwość:
Czy wolno powiedzieć, że to, co w Boskiej myśli istnieje, jest
bardziej rzeczywiste niż to, co w naszym świecie znamy?
Monika TOMSIA
Monika Tomsia – urodziła 24 maja 1984 roku w
Poznaniu, jest studentką II roku kulturoznawstwa Uniwersytetu im.
Adama Mickiewicza.
* Leszek Kołakowski, „O co nas pytają wielcy filozofowie?”,
Kraków 2004, s. 104. |

Na
zdjęciu:
Bez tytułu
(Paryż, 2004)
Fot. Michael Wittbrot
|