.
|
Pismo Święte a chrześcijaństwo współczesne
Z Eugeniuszem DĄBROWSKIM
rozmawia Jan JABŁOŃSKI SAC
Dnia
8 kwietnia 1970 roku zmarł nagle na zawał serca ks. prof.
Eugeniusz Dąbrowski. Chociaż nie piastował znaczniejszych godności
kościelnych, był jedną z osób najbardziej popularnych w Polsce
i należał do grona Polaków znanych na całym świecie. Rozgłos
ten i popularność zdobył dzięki wielkiej erudycji. Przez długi
okres czasu był jedynym Polakiem w Kraju posiadającym naukowy
stopień doktora nauk biblijnych. Dziełem jego życia i wielką
zasługą dla Kościoła w Polsce jest tłumaczenie Pisma św.
Nowego Testamentu. W kilku wydaniach nakład jego tłumaczenia
przekroczył milion egzemplarzy. Ks. prof. Dąbrowski napisał też
wiele książek przybliżających szerokim rzeszom Polaków
zagadnienia biblijne. Pod jego redakcją w roku 1958 rozpoczęło
wydawać epokowe dzieło dla polskiej biblistyki –
dwunastotomowy komentarz do Pisma świętego Nowego Testamentu.
Obok pracy naukowej drugą wielką jego pasją była praca
duszpasterska. Długie lata, od czasów przedwojennych aż do śmierci,
był proboszczem kościoła Bożego Ciała na Kamionku w Warszawie.
O kościele tym nie wyrażał się inaczej jak: „mój kościół”.
W słowach zaś tych wyczuwało się troskę i dumę. Rzeczywiście
„swój kościół” otaczał wielką troską i był dumny z
tego, że jest jego proboszczem. Osobowość ks. prof. Dąbrowskiego
była bardzo bogata i oryginalna. Na zewnątrz wydawał się
szorstki, w rzeczywistości bardzo życzliwie ustosunkowany do
otoczenia. Lubił ludzi odważnych i takich, którzy umieli mu się
sprzeciwiać. Nie lubił służalców. Tacy nie dobrze się przy
nim czuli. Nie każdy mógł go polubić. Z kim się jednak spotkał,
na każdym wywierał wielkie wrażenie. Postać ks. prof. Dąbrowskiego
znana jest czytelnikom ,,Naszej Rodziny”. Chętnie zabierał głos
na jej stronicach. Ostatni raz zabrał głos w ubiegłym roku, w
marcowym numerze, kiedy dzielił się z nami uwagami dotyczącymi
znaczenia Pisma św. w chrześcijaństwie współczesnym. Po odejściu
kogoś bliskiego czy wybitnego najczęściej pierwszym wrażeniem
jest poczucie pustki, poczucie, że nam kogoś będzie brakowało.
Swoim życiem i pracą ks. prof. Dąbrowski sprawił, że jego odejście
nie zostawia pustki. Nie zostawia pustki na polu naukowym. Był, można
powiedzieć, pionierem popularyzacji ksiąg Świętych wśród
Rodaków. Odchodząc pozostawił wielu zapaleńców tej sprawy, którzy
z nie mniejszą energią będą nadal prowadzić to dzieło. Swój
charakter, temperament pozostawił w swoich książkach, artykułach.
Ci, którzy go znali osobiście, tam go odnajdą.
– Korzystając
z pobytu w Paryżu znanego biblisty polskiego Ks. prof. Eugeniusza
Dąbrowskiego Redakcja zwróciła się do niego z szeregiem pytań
dotyczących znaczenia Pisma Świętego w chrześcijaństwie współczesnym
jako podstawy dialogu ekumenicznego w związku z postanowieniami
Soboru Watykańskiego II. Niemal każda z religii uważa się za
objawioną, za świętą. Wszystkie wyznania chrześcijańskie powołują
się w uzasadnieniu swej wiary na Objawienie Boże zawarte w jednej
Biblii. Jak wobec tego wytłumaczyć fakt istnienia tylu odłamów
chrześcijaństwa?
– Od dawna już
spostrzeżono, że Biblia zamknięta łączy wszystkich chrześcijan,
bo wszyscy się do niej odwołują, ale otwarta – dzieli ich
natychmiast, co było powodem rozłamów, herezji i tego stanu
podziału chrześcijaństwa jaki zastał wiek dwudziesty. Dzieje się
tak dlatego, że „Biblia” wcale nie jest pojęciem
jednoznacznym : inne są np. rozmiary Biblii w rozumieniu
katolickim, a inne w rozumieniu anglikańskim czy protestanckim.
Wystarczy powiedzieć, że różnica np. między Biblią katolicka
a protestancką wynosi aż 14 ksiąg (7 w Starym i 7 w Nowym
Testamencie) co jest wcale niemało jeśli mamy na uwadze, że
wszystkich ksiąg biblijnych w ujęciu katolickim jest 73. A
ponieważ w tych czternastu księgach są również pouczenia
doktrynalne czy nakazy moralne, które katolicyzm uważa za obowiązujące
w przeciwieństwie do protestantyzmu nie zaliczającego
ich do treści wiary. Nietrudno się domyśleć, że różnice te
zaznaczają się w określony sposób w pojmowaniu zakresu prawd
należących do Objawienia Bożego, a konsekwentnie i różnic
doktrynalnych między Kościołem Katolickim, a innymi
wyznaniami” chrześcijańskimi pochodzenia protestanckiego. Oto
dlaczego otwarta księga Biblii – dzieli wyznania chrześcijańskie:
nie jest to bowiem ta sama księga.
– Jaka jest
pierwsza trudność jaką napotykamy przy otwarciu tej księgi?
– Pierwszą
trudność stanowi należyte jej zrozumienie. Nie trzeba bowiem
zapominać, że są to księgi powstałe w odległej epoce
odzwierciedlające inny świat, kulturę, stosunki społeczne czy
obyczajowe. Ich zrozumienie bez jakiegoś komentarza jest zgoła
niemożliwe, tak jak niemożliwe jest na przykład zrozumienie
„Iliady” czy „Odyseei” Homera lub któregoś z historyków
starożytności bez właściwego komentarza. Komentarz taki jest
tym bardziej konieczny że niektóre księgi Starego Testamentu
zostały napisane niemal trzy tysiące lat temu, a wszystkie księgi
Nowego Testamentu liczą niemal lat 2 tysiące. Trzeba nielada wysiłku
i pomocy specjalistów aby księgę powstałą w tak odległych
czasach zrozumieć właściwie i z jej czytania odnieść jakiś pożytek.
Właśnie dlatego Kościół Katolicki zobowiązuje wszystkich
wydawców katolickich do umieszczania komentarzy przy tekście
biblijnym. Mają one na celu zbliżenie epok i zrozumienie tego co
nazywamy „prawdą Pisma Świętego”. Ponadto komentarze takie
mają na celu uwydatnić np. różnice między Starym a Nowym
Testamentem. Jest chyba zrozumiałe dla Wszystkich, że w znaczeniu
ścisłym księgami chrześcijańskimi są tylko księgi Nowego
Testamentu. Jeśli jednak Kościół i księgi Starego Testamentu
uznał za święte i natchnione to ze względu na ich orientację
chrześcijańską skierowaną wyraźnie ku Osobie Chrystusa i Jego
zbawczemu dziełu.
Cały Stary Testament jest okresem „obietnicy i oczekiwania”. A
ta „obietnica i oczekiwanie” są stygmatem, który dostrzegamy
we wszystkich księgach Starego Testamentu. Nie jest to jeszcze
chrześcijaństwo, ale jego prehistoria, zaledwie uwertura
skierowująca uwagę czytelników na to co ma nadejść, co ma się
wyłonić z tej pogmatwanej historii ludu popadającego często w
grzechy, ale dźwigającego się i uniesionego wizją przyszłości.
Tę przyszłość zwiastowali mu prorocy, których szesnaście ksiąg
przechował Stary Testament. Dają się w nich słyszeć tony już
wyraźnie chrześcijańskie, zwiastujące i nadejście nowej epoki
i Osobę Zbawiciela opisaną w sposób żywo przypominający już
Nowy Testament. Wystarczy powiedzieć, że prorocka księga
Izajasza obfituje w tak liczne szczegóły dotyczące życia i śmierci
Chrystusa, że nie zawahano się nazwać go „Ewangelistą
Starego Testamentu”.
Uwypuklenie podobieństw i różnic obydwu Testamentów jest
zadaniem dobrze pojętego komentarza, który pozwoli odróżnić w
Piśmie Świętym to co jest istotne od przypadkowego, to co trwałe
od przejściowego. A w takim ujęciu różnica uwydatni się sama
przez się nie na linii przeciwstawienia ale rozwoju osiągającego
swój punkt kulminacyjny w Osobie Chrystusa i założonym przezeń
Kościele.
– Zaliczenie
takiej czy innej księgi do obowiązującego „kanonu” ksiąg
biblijnych opiera się przede wszystkim na tradycji. Powstaje więc
pytanie: na czym polegała dotychczas istotna różnica w
pojmowaniu Tradycji przez Kościół Katolicki, a na przykład
przez protestantyzm?
– Tradycja w ujęciu
katolickim jest obok Pisma Świętego ważną drogą przekazu prawd
objawionych. Chronologicznie wyprzedziła ona powstanie ksiąg
biblijnych zwłaszcza jeśli chodzi o Nowy Testament. Ich liczba i
pochodzenie mogły być ustalone w oparciu o przekonania poszczególnych
kościołów, zwłaszcza tych do których księgi Nowego Testamentu
były adresowane. Inne cieszyły się od początku uznaniem
powszechnym, tak że już w drugim stuleciu zaczęto formować
katalogi czyli kanony ksiąg biblijnych. Było to tym bardziej
konieczne, że mnożąca się literatura apokryficzna tj. powstała
znacznie później i będąca dziełem nieznanych autorów chętnie
odwoływała się do rzekomo apostolskiego pochodzenia chociaż
zawierała błędy i szerzyła zamieszanie.
Otóż tradycja kościelna stała się w takiej sytuacji
miarodajnym kryterium dla odróżnienia księgi kanonicznej od
apokryficznej.
Ponadto, Pismo Święte zawiera w zwięzłym opisie naukę objawioną,
ale wymagającą w niejednym bądź to uściślenia bądź też
motywacji. I w jednym i w drugim wypadku funkcję tę spełnia
tradycja, co pozwalało zrozumieć należycie i z całą pewnością
to, co w Piśmie Świętym zawarte było jedynie ogólnie i
zarysowe.
Protestantyzm od XVI wieku nie uznawał tej funkcji Tradycji. Dla
wszystkich jego odłamów miarodajnym w sprawach nauki chrześcijańskiej
było wyłącznie Pismo Święte – Sola Scriptura. W ostatnich
czasach jednak zaznaczyła się nawet w protestantyzmie wyraźna
zmiana pod tym względem. I coraz częściej dają się słyszeć głosy,
że bez światła tradycji zawarta w Piśmie Świętym nauka była
niepełna lub przynajmniej zaciemniona.
Tak pojętym stosunkiem Pisma świętego i Tradycji Sobór Watykański
II zajmował się obszernie, a jego orzeczenie sformułowane przy
czynnym współudziale Papieża Pawła VI: „Stąd to Kościół
pewność swoją co do pełnej treści Objawienia czerpie nie z
samego tylko Pisma Świętego”. (Konstytucja „Dei Verbum” §
9.) przesądza na przyszłość rolę Tradycji w wyjaśnianiu Pisma
Świętego. Nie wszystkich protestantów orzeczenie to zadowoliło,
chociaż nie brak było wśród nich i głosów uznania dla oparcia
się w wyjaśnianiu treści Objawienia i na Tradycji sięgającej
przecież czasów apostolskich.
– Czy oprócz
liczby ksiąg Pisma Świętego l odmiennego ustosunkowania się do
Tradycji istnieją jeszcze inne przyczyny, które nie pozwalają na
Identyczne odczytanie Biblii? Wiadomo przecież, że Luter oparł
się głównie na Liście św. Pawła do Rzymian, a przecież List
ten jest kanoniczny i przez nikogo nie kwestionowany?
– Do czytania
Pisma Świętego każdy wnosi pewne elementy nabyte, założenia
czy postulaty, które niejednokrotnie przesłaniają mu prawdę
wyrażoną w tekście biblijnym. Młody Luter w Liście do Rzymian
szukał przede wszystkim potwierdzenia swej teorii o
usprawiedliwieniu człowieka jedynie przez wiarę – Sola fides,
niezależnie od uczynków. W księdze tej natrafić można na
niejedno zdanie sprzyjające takiemu poglądowi. Jest chyba rzeczą
jasną, że dla ścisłego ustalenia co św. Paweł myślał o
usprawiedliwieniu, mieć trzeba na uwadze wszystkie jego wypowiedzi
w tej kwestii, w innych jeszcze Listach Apostoła. A dopiero po dokładnym
ich zbadaniu formułować sądy ogólne, syntetyczne, świadczące
o rzeczywistym jego przekonaniu. W ten sposób jedno zdanie –
wyjaśnia drugie, jeden List harmonizuje z drugim oraz z pozostałymi
Listami tegoż autora.
Ponadto nie trzeba
tracić z oczu i innych ksiąg Nowego Testamentu, które
zawierają przecież jedną naukę, choć w różnym ujęciu i z różnym
rozłożeniem akcentów. A wówczas okaże się, że św. Paweł
choć tak podkreślał konieczność wiary, nie wykluczał
bynajmniej z pojęcia usprawiedliwienia i uczynków, czerpiących z
wiary swoje natchnienie i wartość.
Tak jak św. Paweł wiarą, inny Apostoł i
autor księgi Nowego Testamentu, Jakub – zajmie się uczynkami i
ich potrzebę sformułuje w dosadny sposób, wyrastający do
rozmiarów przysłowia : ,,Tak i wiara, gdyby nie miała uczynków,
martwa jest sama w sobie” (Jak. 2.17). Dopiero łączne rozważanie
całej tej nauki stwarza obraz całościowy zgodny z Pismem Świętym,
z Tradycją i przekonaniem Kościoła.
Oczywiście Luter
znał tekst Jakuba i wiedział, że wyklucza on teorię „Sola
fides”. Poradził sobie jednak w ten sposób że po prostu
zaprzeczył jakoby List ten był dziełem Apostoła i należał do
kanonu. Nazwał go nawet ,,słomianym listem”. Do takiej
argumentacji nawet wielu ze współczesnych protestantów nie
przywiązuje dzisiaj żadnego znaczenia.
– Czy próbowano
i z jakim powodzeniem wspólnej tj. katolicko-protestanckiej
interpretacji i wspólnego wydania tego Listu?
– Tak, i przekład
taki wraz z komentarzem ukazał się właśnie przed dwoma laty.
Jest to wypływ nowego ducha i nowego spojrzenia na dawne spory
teologiczne, które ponurym cieniem zaciążyły nad rozwojem chrześcijaństwa
w ostatnich wiekach. Sobór Watykański II stworzył pod tym względem
nowe perspektywy i wykreślił drogę na którą bez wahania wstąpili
bibliści zarówno katoliccy jak i protestanccy. To ich dziełem
jest wydanie Listu do Rzymian przygotowane wspólnym wysiłkiem
uczonych katolickich i protestanckich, nie bez wielkiego
zainteresowania ze strony przedstawicieli innych wyznań chrześcijańskich.
Jest to jedynie początek wydania całej Biblii ekumenicznej, co
postanowiono pod koniec Soboru w roku 1965. Początek jednak tym
bardziej znamienny, że rozpoczęto od Księgi w konkretnej
sytuacji najtrudniejszej, od tej która stanowiła podstawę rozłamu
w wieku 16-tym. Kierowano się przy tym, oczywiście, i innymi względami:
bogactwem doktrynalnym tego Listu mającego wszelkie znamiona
jakiejś rozprawy naukowej, zróżnicowanym słownictwem, które
raz ustalone może się okazać wielce pomocne przy przekładzie
innych ksiąg biblijnych. Ale przede wszystkim zdawano sobie sprawę,
że chodzi o List, do którego komentarz pisał Luter w latach
1515-1516, a Kalwin w r. 1539, od tego właśnie rozpoczynając swą
reformę. A do tego dodać można, że i zmarły przed kilkoma
tygodniami głośny teolog KarI Barth wydaniem komentarza do tego
Listu w roku 1919 rozpoczynał nowy kierunek we współczesnej
teologii protestanckiej zwany teologią ,,dialektyczną”.
Nic dziwnego, że
wydanie już nie tylko wspólnego przekładu, ale i uzgodnionego
komentarza do tego Listu uznano za wielkie wydarzenie. Spodziewano
się przecież podwójnych, albo nawet potrójnych (jeśli brać
pod uwagę współpracę trzech biblistów prawosławnych)
komentarzy. A tymczasem obeszło się bez tego. Niekiedy tylko
zaznacza się różnicę np. między interpretacją katolicką a
kalwińską. Toteż po ukazaniu się tego wydania, w dniu 16
stycznia 1967 roku odbyła się z tego powodu uroczystość w
amfiteatrze Richelieu w Sorbonie. Wzięli w niej udział współpracownicy
tego dzieła oraz przedstawiciele innych wyznań chrześcijańskich.
A jakie znaczenie przykładano do tej sesji świadczy okoliczność,
że rząd francuski uważał za wskazane, ażeby jego
przedstawiciel w osobie ministra Couve de Murville’a był na niej
obecny.
– Jakie są
perspektywy i szansęwspólnego, ekumenicznego wydania całego
Pisma Świętego?
– Jak z tego co
dotychczas mówiliśmy wynika – są to zamierzenia jak
najbardziej realne. Sobór Watykański II wyraźnie do tego zachęcił
(Konstytucja ,,Dei Verbum” § 22), a obecnie jesteśmy świadkami
niemal czterdziestu inicjatyw w tym względzie. Są one różne i
na różnym poziomie zaawansowania prac. Ta, której pierwszym
aktem było wydanie Listu do Rzymian ma wszelkie widoki powodzenia
i jest wspierana przez najwybitniejszych biblistów francuskich,
katolickich i protestanckich. W krajach anglosaskich zgodzono się
ze strony katolickiej na udzielenie Imprimatur
znakomitemu przekładowi protestanckiemu ,,Revised Standart Version”
z zaznaczeniem w zakończeniu Nowego Testamentu niewielkiej ilości
różnic, dzielących katolicyzm od protestantyzmu. W Italii ukazała
się niedawno tzw. ,,Biblia Concordata” nad którą od roku 1959,
a więc jeszcze przed Soborem, pracowało 40-stu przedstawicieli różnych
wyznań chrześcijańskich (25 katolików, 1 prawosławny, 4
waldensów, 2 baptystów, 2 metodystów, 2 należących do tzw. Kościoła
Chrystusowego oraz – w Starym Testamencie – 4 hebrajczyków).
„Biblia Concordata” jest ich wspólnym dziełem, co zasługuje
na szczególne podkreślenie zarówno ze względu na to, że
projekt ten powstał w Rawennie już w roku 1959, jak również, że
jest to dzieło już skończone i widocznie odpowiadające wszelkim
wymaganiom ze strony Kościoła Katolickiego, jeśli zyskało
aprobatę arcybiskupa Rawenny. Rzecz przy tym znamienna, że na
olbrzymią ilość 73 Ksiąg Starego i Nowego Testamentu tylko w
40-stu wypadkach nie uzgodniono komentarza. Tak że niekiedy
przedstawiciel katolicki, protestancki, prawosławny i hebrajski
podali własne noty wyjaśniające do określonych tekstów.
Wszystko to świadczy
jeszcze niewątpliwie o trudnościach piętrzących się
na drodze do powstania „Biblii Uniwersalnej”, ale dotychczasowe
osiągnięcia stanowczo uzasadniają nadzieję, że zbliża się
czas, kiedy to nie tylko zamknięta ale i otwarta Biblia łączyć
będzie wszystkich chrześcijan.
Rozmowa ukazała się w „Naszej
Rodzinie” – 3 (294) 1969; zaś prezentowany tutaj wstęp
autorstwa ks. Szczepana Bobra, jako pośmiertne wspomnienie, ukazał
się w numerze 6 (309) 1970, s. 11.
|

Na zdjęciu:
Bez tytułu
(Paryż, 2004)
Fot. Michael Wittbrot
|