.

KĄCIK OTWARTYCH SERC

Droga Pani,
nigdy nie piszę do osób obcych, ale od początku czytam tę rubrykę i postanowiłam napisać. Ostatnio nie mogę sobie poradzić sama ze sobą. Jestem w apatii, chyba to jeszcze nie depresja, ale zgubiłam sens życia. Szczególnie po ostatnich zamachach w Londynie straciłam grunt pod nogami, właśnie miałam tam jechać do pracy i raptem ten krwawy zamach, a następnie próba drugiego. Zrezygnowałam z wyjazdu do pracy w Londynie, ale – jak wiadomo – w Polsce praca dla absolwenta anglistyki nie wygląda różowo. I choć zamach w Londynie nie jest pierwszym zamachem nacechowanym złem i nienawiścią, godząc w zupełnie niewinnych ludzi, ale widocznie przelała się miara mojej psychicznej odporności. Jestem smutna, nieszczęśliwa i zupełnie nie widzę sensu życia, ani żadnych perspektyw. Też nie radzę sobie ze swoim środowiskiem, wszyscy prą naprzód, rozpychają się łokciami, szukają protekcji, aby znaleźć jakąkolwiek pracę. Ja jestem jakaś inna, nieśmiała, wydaje mi się, że tak być nie powinno. Studia skończyłam dobrze, myślałam, że po pobycie w Londynie będę mogła w Polsce znaleźć pracę, albo ucząc angielskiego, choć mam przed tym dość dużą tremę, lub pracować w firmie, która potrzebuje kogoś ze znajomością języka angielskiego. Teraz wszystko widzę w czarnych kolorach. Nie chce mi się nawet wyjechać na wakacje, mam zaproszenie na Mazury do znajomych.
Właściwie najchętniej bym siedziała w kącie i płakała, a tak naprawdę to nic nie robię, żeby coś zmienić. Ale ja naprawdę nie mam siły, we wszystkim widzę zło, podstęp i ukrytą nienawiść do mnie moich znajomych, a nawet rodziców i rodzeństwa, którzy dają mi ciągle „dobre” rady, w rodzaju „weź się w garść”, nie mając pojęcia, co się ze mną dzieje. Jestem taka słaba, nie mogę podjąć żadnej decyzji, a ten zawód z wyjazdem do Londynu podłamał mnie wprost niewyobrażalnie. Chciałabym sama sobie pomóc, choć mama wysyła do psychologa czy nawet psychiatry, ale ja chyba nie jestem chora, tylko psychicznie załamana. Chcę z tego sama wyjść, bez niczyjej pomocy. Czy to jest nienormalne, że nie mogę się pogodzić z tym, że świat, że ludzie na co dzień tak są nieżyczliwi, że tyle fałszu i zakłamania, czy to już jest wariactwo, czy też droga do tego? Ja naprawdę nie jestem naiwna, ale myślę, że tak niewiele trzeba by zmienić w stosunkach między ludźmi, aby życie stało się lepsze, proszę mi powiedzieć prawdę, czy rzeczywiście kwalifikuję się tylko do psychiatry?
Bożena

Droga Pani Bożeno,
przychodzą czasami chwile w życiu człowieka, kiedy wszystko widzi się i interpretuje przeciwko sobie. Na taki stan mogło się złożyć wiele przyczyn: przemęczenie kończeniem studiów, przygotowywanie się do obrony dyplomu, następnie niezrealizowane marzenia o wyjeździe do Londynu. To wszystko osłabiło Pani odporność psychiczną. Widzi Pani wokół siebie tylko zło, ludzką niechęć, nieżyczliwość itp. Ale takie postrzeganie innych może tkwić w tym, że na siebie Pani patrzy bez aprobaty. Widzi Pani to, co się nie udało, a nie cieszy się Pani tym, co dobrego wydarzyło się w Pani życiu. Z listu wynika, że dobrze Pani obroniła dyplom, została Pani zaproszona przez przyjaciół na wakacje na Mazury. Co prawda Londyn się nie udał, ale przecież to można powtórzyć i spróbować jeszcze raz, kiedy sytuacja się ustabilizuje.
W życie wpisane są powodzenia na równi z porażkami. Czy mamy ciągle tylko odnosić sukcesy? Najlepiej to widać w uczciwych zawodach sportowych, raz się wygrywa – innym razem trzeba ponieść ból porażki. Brak odporności na niepowodzenia wynika z Pani wrażliwości. Wrażliwość to piękna i cenna cecha charakteru. W takim odczuwaniu świata nie jest Pani sama. Wielu ludziom nie podoba się to, co dziś się dzieje, jak instrumentalnie są traktowani młodzi ludzi szukający pracy, jak poniżający jest stosunek do ludzi starych czy w średnim wieku, których czasami tuż po czterdziestce traktuje się jak „starych”. Wiele jest zła i niesprawiedliwości, ale też wiele dobra. Proszę kiedyś obejrzeć program o ludziach, których los sromotnie dotknął, kalectwem, odrzuceniem itp. Zamiast użalać się nad sobą, szukajmy dróg, które pozwolą nam czymś dobro wokół siebie. Być przykładem w swoim środowisku prawości i przyzwoitości. Przestrzeganie własnych zasad, wbrew temu co nas otacza, jest pewnym rodzajem odwagi, który czasami niesie poczucie odrzucenia przez środowisko, które bywa koniunkturalne czy obłudne, ale właśnie pokazanie własnej niezłomnej postawy może przynieść dużo moralnej siły i satysfakcji w życiu.
Moje uwagi siłą rzeczy mają charakter bardzo ogólny. Chodzi mi o to, aby z destrukcji, smutku, zagubienia znaleźć wyjście, odnaleźć własną drogę, nie starać się przyjmować postawy, jaką narzuca środowisko, jeśli to nie jest zgodne z Pani zasadami i oczekiwaniami. Myślę, że w swoim zawodzie znajdzie Pani coś dla siebie, co Panią usatysfakcjonuje, może spróbuje Pani sił w tłumaczeniach czy nauczaniu – możliwości jest wiele. Sukces na ogół zależy od siły naszego pragnienia. Ważne jest, by dowiedzieć się, czego się naprawdę pragnie i wtedy iść tą drogą.
Myślę, że powinna Pani zacząć od przyjęcia zaproszenia na Mazury, gdyż po trudach, jakie Pani pokonała, należy się dobry wypoczynek, a może ten czas stać się chwilą refleksji i odszukania siebie samej.

Łączę pozdrowienia
Teresa BERSKA

Teresa Berska prowadzi poradnię zdrowia psychicznego w Paryżu. 

35-6-1.jpg (53691 Byte)


Na zdjęciu:

Bez tytułu
(Grudziądz,
2005)


Fot. Michael Wittbrot