.

Zwiastuję wam radość wielką

Jesienny wieczór 16 października 1978 Uroczystość świętej Jadwigi, księżny śląskiej. Poniedziałek. W mgnieniu oka świat obiega wiadomość: wybrano Papieża! Jest godzina 18 minut 33. 
Tak, tym razem dym jest naprawdę biały. (Ciągłe wątpliwości co do tego dymu: bianca? nera? Dobrze jednak, że zachowano ten sympatyczny acz nieporadny sposób kontaktu ze światem odciętych od niego, opieczętowanych, uwięziony w Kaplicy Sykstyńskiej kardynałów). Tym razem dla rozwiania (!) wątpliwości zabrzmiał telefon w Watykańskim Biurze Prasowym: tak, Papież został wybrany.
Ale kto?! Ludzie biegną na Plac Świętego Piotra. Do 40 000 wytrwałych, godzinami wpatrzonych w komin Kaplicy Sykstyńskiej, dołączają się inni, przynagleni wiadomością – 60000... 70000... Reflektory rzucone na fasadę Bazyliki. Baterie kamer telewizyjnych, zoomów, teleobiektywów. Wzrastające napięcie: Kto?! 
Godzina 19.20. Otwierają się główne drzwi loggi Bazyliki. Na balkonie pojawia się kardynał Felici, protodiakon Świętego Kolegium. Dobitnie skanduje uświęconą formułę: „Annuntio vobis gaudium magnum: habemus Papam!” „Zwiastuję wam radość wielką: mamy Papieża!” „Reverendissimum ac illustrissimum Dominum...” Felici nabiera głębokiego oddechu, przez sekundę jakoby smakował jeszcze jemu tylko znaną tajemnicę. „Carolum...” Błyskawica! Wiemy! My wszyscy, Polacy, przywarci do tranzystorów i telewizorów po całym świecie. Arcybiskup-Metropolita Krakowski, kardynał Karol Wojtyła – Papieżem! „Sanctae Romanae Ecclesiae Cardinalem – recytuje dalej Felici – qui sibi nomen imposuit Joannem Paulum Secundum”. Papież-Polak nazywa się Jan Paweł II.
Nigdy jeszcze biały dym nie był tak świetlisty, nigdy czcigodna formuła nie brzmiała tak dosłownie w sercach Polaków. 

* * *

Procesja z krzyżem na czele. Na balkon wchodzą: kamerling Świętego Kościoła, kardynał Villot (dotychczasowy Sekretarz Stanu; Sede vacante, czyli w okresie braku papieża, kamerling, to znaczy kardynał załatwiający sprawy nie cierpiące zwłoki); wspomniany już kardynał Felici; Prymas Polski, kardynał Wyszyński, mistrzowie ceremonii... I On! Już w białej sutannie, z ciężką stułą na lekko przygarbionych ramionach, widocznie wzruszony. Entuzjazm tłumu! Rozkłada ręce – jakby przepraszał. Potem, opierając się solidnie dłońmi o kamienną balustradę, pozdrawia jasnym głosem: „Sia laudato Gesù Cristo!” – „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!” Ze zgromadzonych na placu nieliczni chyba wiedzą, że w Polsce tak się jeszcze ludzie witają, a że już zupełnie nie przystoi pozdrowić księdza słowami „dzień dobry”.
„Jesteśmy wszyscy – kontynuuje Papież – pogrążeni w bólu po śmierci ukochanego Ojca, Jana Pawła I. I oto kardynałowie powołali nowego biskupa Rzymu. Wezwali go z kraju dalekiego; dalekiego, ale jak zawsze bliskiego we wspólnocie wiary i tradycji chrześcijańskiej.
Bałem się przyjąć ten wybór, ale zrobiłem to w duchu posłuszeństwa naszemu Panu i całkowitego zaufania do Jego Najświętszej Matki. Nie wiem, czy będę umiał dobrze wypowiedzieć się w waszym, w naszym języku włoskim. Gdybym się pomylił, poprawcie mnie!
Dziś staję przed wami, by wyznać naszą wspólną wiarę, naszą nadzieję i naszą ufność do Matki Chrystusa i Matki Kościoła. A także rozpocząć od nowa drogę historii i Kościoła. Rozpocząć z pomocą Boga – i z pomocą ludzi”.
Tłum reaguje na każde zdanie, wypowiadane zresztą w doskonałej włoszczyźnie. „Evviva il Papa!” Wyciągnięte dłonie, powiewające chusteczki. Falująca rzesza ludzka.

* * *

Patrzę, słucham, chłonę. Prawda to?! Trans? Sen? Ułuda jakaś? Papież nie zakończył jeszcze udzielania pierwszego błogosławieństwa „Urbi et orbi”, kiedy rozległ się pierwszy sygnał telefonu, a w naszej bramie paryskiego domu pallotynów pojawili się pierwsi dziennikarze. Więc chyba prawda...

* * *

Niedziela 22 października. Doroczna Niedziela Misyjna. Złote, ciepłe słońce rzymskiej jesieni. Jak okiem sięgnąć – kolorowe morze ludzkie. 300000 osób? Więcej? Kto potrafi zliczyć? Na Placu Świętego Piotra, w szerokiej frontalnej Via della Conciliazione, w bocznych ulicach. Czterdzieści pięć telewizji różnych krajów (w tym – po raz pierwszy od swojego istnienia transmitująca Mszę świętą – Telewizja Polska), eurowizja, mondiowizja mające obsłużyć blisko miliard telewidzów. Ponad sto oficjalnych delegacji (PRL reprezentuje Henryk Jabłoński, Przewodniczący Rady Państwa), głowy państw, prezydenci, szefowie rządów, ministrowie, korpus dyplomatyczny w pełnym składzie. W delegacji amerykańskiej dr Zbigniew Brzeziński. Delegacje Kościołów niekatolickich, przedstawiciele Patriarchatu Ekumenicznego z Konstantynopola, Patriarchatu Moskiewskiego (metropolita Juvenalij), innych Kościołów prawosławnych, Patriarchatu Koptyjskiego katolikosa Armenii itd. Anglikański prymas, arcybiskup Canterbury, Donald Coggan. Luteranie, metodyści, prezbiterianie oraz serdeczny przyjaciel Polski (i Papieża) brat Roger z Taizé. Również przedstawiciele organizacji żydowskich. 
Spory sektor wypełniają Polacy przybyli z Kraju oraz z licznych krajów emigracyjnego osiedlenia. Radosne podniecenie. Powiewają biało-czerwone flagi, sztandary, transparenty. Grupy pielgrzymów w strojach ludowych: krakowskich, żywieckich. (Na ogromnym transparencie rozpostartym przed obeliskiem na środku placu, na wprost ołtarza, żeby Ojciec święty i telespektatorzy dobrze widzieli, wypisano wielkimi literami w koślawej polszczyźnie: „Wspólność i Wyzwolenie wita Papierza”. Przez „rz”! To włoski ruch młodzieżowy „Communione e Liberazione” oddaje hołd Ojcu Świętemu).
Uroczyste rozpoczęcie pontyfikatu. Do niedawna nazywało się to „koronacją” – papieżowi nakładano potrójną koronę, tak zwaną tiarę, na oznaczenie najwyższej władzy kapłańskiej, nauczycielskiej i pasterskiej. Jan Paweł I, papież 33 dni, zaniechał koronacji. Jan Paweł II potwierdził nowy obyczaj. Obecnie znakiem rozpoczęcia pontyfikatu jest nałożenie tak zwanego paliusza, białej, szerokiej wstęgi z owczej wełny („Paś baranki moje, paś owce moje”), przetkanej czarnymi krzyżami, spadającej z ramion na piersi i plecy. (Paliusze poświęcane raz w roku, są przechowywane na grobie św. Piotra).

* * *

W tym dniu podniosłym Jan Paweł II ukazuje mi się jak gospodarz. Idzie krokiem pewnym, jest spokojny i zdecydowany, łagodny i troskliwy, o mądrej twarzy i przenikliwych oczach. W Jego postawie nie ma nic z wyreżyserowanych gestów, a kiedy się uśmiecha, nie są to mdłe, lukrowane skurcze mięśni. Jest sobą. Jest u siebie. Jakby od zawsze był papieżem. Jeśli czegoś jeszcze nie umie, słucha szeptu mistrza ceremonii i bez żenady przytakuje głową.

* * *

Homagium kardynałów. Drugim z kolei, po dziekanie Świętego Kolegium, kardynale Confalonieri, kardynał Stefan Wyszyński. Owa zmiana protokolarnej precedencji jest szczegółem ujmującym, jeśli się pamięta o żelaznym watykańskim rytuale uświęconym wiekową tradycją. 
I nagle dzieje się coś niebywałego. Papież zrywa się energicznie, przywiera do klękającego Prymasa i uprzedza gest kardynalski – całuje go w rękę. Spontaniczność ucałowania prymasowskiej dłoni jest samą jasnością, świetlistością, przejrzystością, błyskiem prawdy. Tak, błyskiem prawdy. Ten wzruszający odruch powtórzy się raz jeszcze: przed ukraińskim starcem, kardynałem Slipijem. „Największy z was niech będzie waszym sługą”.

* * *

Kazanie papieskie. Wyborne. Przepiękne. Proste i głębokie. „Nie bójcie się! Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Jego zbawczej mocy! Otwórzcie granice państw, systemów ekonomicznych i politycznych, rozległe dziedziny kultury, cywilizacji, rozwoju. Nie bójcie się! Chrystus wie, co nosi w swoim wnętrzu człowiek. On jeden to wie!” 

* * *

W poniedziałek 23 października audiencja dla polskich pielgrzymów. Nie tyle audiencja, co spotkanie, święto rodzinne w nastroju wylewnej, burzliwej, swojskiej serdeczności. 
I ta chwila utrwalona na zawsze. Kardynał-Prymas podchodzi do Ojca Świętego i klęka, by – zgodnie z obyczajem – oddać należny hołd Namiestnikowi Chrystusa. Jan Paweł II usiłuje go powstrzymać, a gdy to się nie powiodło, sam klęka. Trwają tak, złączeni braterskim uściskiem przez długą chwilę – wśród szaleństwa oklasków. 
Arturo Mari, fotoreporter „L’0sservatore Romano”, naciskając na spust aparatu nie zdawał sobie chyba sprawy, że robi najpiękniejsze zdjęcie z rozpoczynającego się pontyfikatu.
Kardynał-Prymas wtulony w ramię papieskie. Siwiuteńki, z zamkniętymi oczyma, o skupionej twarzy wyrażającej nieskończone zaufanie. Znowu sam! Sam? Przecież w przystani. Syn w ramionach Ojca. On, niezrównany Książę Kościoła, najwyższy autorytet moralny Narodu, „świadek wierny” – według słów Apokalipsy, niezłomny stróż wiary i chrześcijańskiego obyczaju, on jedyny, który tak przemożnie prowadził Kościół Polski przez burzliwe dzieje powojennego trzydziestolecia. W czasie audiencji Jan Paweł II odczytał orędzie do Polaków. Tego samego dnia zostało ono ogłoszone jako oficjalny dokument pontyfikatu.
„Czcigodny i Umiłowany Księże Prymasie – mówił Papież – pozwól, że powiem po prostu, co myślę. Nie byłoby na Stolicy Piętrowej tego Papieża-Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było Twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, które związane są z Twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem”.
Dalej, zwracając się do całego Narodu Papież apelował: „Proszę, abyście przeciwstawiali się wszystkiemu, co uwłacza ludzkiej godności i poniża obyczaje zdrowego społeczeństwa; co czasem może aż zagrażać jego egzystencji i dobru wspólnemu, co może umniejszać jego wkład do wspólnego skarbca ludzkości, narodów chrześcijańskich, Chrystusowego Kościoła”.

* * *

W dzień po wyborze Papieża, 17 października, Kardynał-Prymas wyznawał przez Radio Watykańskie: „Całuję Twoją przyjazną twarz – Przyjacielu prac i walk o Kościół Chrystusowy w Polsce – i z uległością składam na Twoich stopach, gotowych na bieżenie dróg wielu, pocałunek Biskupa i Prymasa Polski”. 

* * *

Annuntio vobis gaudium magnum...” – „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: znajdziecie Niemowlę owinięte w pieluszki i leżące w żłobie. I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli” (Ewangelia według świętego Łukasza: 2,10-14).

* * *

Skoro w tym roku „radość wielka” jest dla nas tak radosna, a jej zwiastowanie tak doniosłe – życzmy jej sobie z serca. Nie bójmy się! Ona sprawi, że wstąpimy w Nowy Rok odważnie, w pokoju ludzi dobrej woli.

Józef SADZIK SAC

Ks. Józef Sadzik (1933-1980). Urodzony w Sułkowicach koło Krakowa w rodzinie chłopskiej. Szkołę powszechną skończył w rodzinnym miasteczku. Do gimnazjum zaczął uczęszczać w roku 1945 w Strzelcach Opolskich, naukę kontynuował w Collegium Marianum w Wadowicach „Na Kopcu”, gdzie złożył w roku 1950 maturę prywatną. W tym samym roku rozpoczął studia filozoficzne na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale po kilku miesiącach zrezygnował ze studiów i wstąpił do nowicjatu pallotynów w Ząbkowicach Śląskich, który odbył w latach 1950-1952. Pierwszą profesję złożył w Wadowicach „Na Kopcu” 26 sierpnia 1952 roku. W latach 1952-1957 odbył studia filozoficzno-teologiczne w Wyższym Seminarium Duchownym Księży Pallotynów w Ołtarzewie pod Warszawą i tu otrzymał 22 czerwca 1957 roku święcenia kapłańskie z rąk kardynała Stefana Wyszyńskiego. W tym samym roku zdał maturę państwową w liceum dla pracujących w Warszawie. W latach 1957-1962 studiował filozofię na Uniwersytecie  we  Fryburgu szwajcarskim i w Monachium. W roku 1962 uzyskał we Fryburgu doktorat filozofii na podstawie rozprawy „Esthétique de Martin Heidegger”, która była jednym z pierwszych opracowań tego typu (druk w nieco zmienionej postaci Paryż 1963, przekład na język hiszpański Barcelona 1971). W roku 1962 Sadzik został do Francji, początkowo na rok, a później na stałe. Zamieszkał w Osny pod Paryżem, a następnie w Paryżu, gdzie prowadził wydawnictwo SEI (Societé d’Editions Internationales). W roku 1966 założył pallotyńskie wydawnictwo Editions du Dialogue i został jego dyrektorem, a zarazem – przez długi czas – jedynym pracownikiem. Placówka ta, mimo francuskiej nazwy, wydawała publikacje polskie, a mianowicie teksty liturgiczne, encykliki i przemówienia papieskie, dokumenty Soboru Watykańskiego II oraz książki religijne, przeważnie tłumaczone z obcych języków, ale także polskich autorów, na przykład pisma Stefana Wyszyńskiego, Karola Wojtyły. Spośród około 150 wydanych za dyrekcji Sadzika książek wyróżniała się seria „Znaki Czasu”, adresowana do polskiego duchowieństwa i inteligencji świeckiej. Sadzik wybierał do tłumaczenia najlepszych autorów preferując nową teologię francuską. Również w Editions du Dialogue zaczęła się ukazywać seria przekładów z Biblii Czesława Miłosza, powstała z inicjatywy, na zamówienie i przy współpracy Sadzika. Zaczęła ją Księga Psalmów (1979) poprzedzona esejem Sadzika pod tytułem „O psalmach”, po niej nastąpiła Księga Hioba (1980), również poprzedzona szkicem Sadzika „Przesłanie Hioba”. Na prośbę Miłosza, z którym łączyła Sadzika długoletnia przyjaźń, napisał także przedmowę do tomu jego szkiców „Ziemia Ulro” (Paryż 1977). Sadzik był też współtłumaczem polskiej wersji mszału (prowadzone przez niego wydawnictwo opublikowało duży ołtarzowy mszał łacińsko-polski dla kraju i emigracji) oraz katechizmu. Pod koniec życia planował, razem  z Miłoszem,  wydanie „książki filozoficznych rozmów”. Sadzik zmarł nagle w Osny 26 sierpnia 1980 i został pochowany na cmentarzu parafialnym w Sułkowicach. Założone przez wydawnictwo, które stało jednym z największych i najbardziej owocnych przedsięwzięć Regii Miłosierdzia Bożego we Francji. Ksiądz Sadzik na zupełnie nowe tory działalności apostolskiej. Publikowany tekst ukazał się w "Naszej Rodzinie" 12 (411) 1978, s. 4-10.

 

35-2-1.jpg (42250 Byte)


Na zdjęciu:

Jan Paweł II
i ks. Józef Sadzik

(Watykan, 1979)

Fot. Artuto Mari