.

Ad fontes

Kiedy wybrano papieżem biskupa krakowskiego, miałem 21 lat. Najpierw przez parę dni chodziliśmy oszołomieni, cały czas rozprawiając o tym, co jeszcze się wydarzy. Nie wiedzieliśmy, co się stanie, ale podświadomie oczekiwaliśmy na jakiś kolejny cud;   ba – serię cudów. Z uchem przylepionym do radia słuchaliśmy prognoz „Wolnej Europy”:  jaki będzie nowy papież, jaki będzie ten pontyfikat?.. Dzisiaj już wszystko wiemy, a przynajmniej nam się tak wydaje. W moim  odczuciu pontyfikat  Jana Pawła II trwa nadal, nie  tyle  poprzez osobę Benedykta XVI, ile poprzez konsekwencje, jakie wywołuje w sposobie myślenia, w ludzkich relacjach i decyzjach. Dopiero teraz ziarno siane przez niemal 27 lat zaczyna kiełkować, by z czasem wydać plon. Co o pontyfikacie Jana Pawła II możemy powiedzieć już teraz? 
Był  to  niewątpliwie pontyfikat powrotu do źródeł. Jan Paweł II zastał Kościół w stanie, delikatnie rzecz ujmując, poważnego rozchwiania. Zamęt doktrynalny powodowany przez nieodpowiedzialnych   teologów, ruchy kontestacyjne i liturgiczne udziwnienia  dokonywane   z powoływaniem się na Sobór sprawiały, że rzesze katolików traciły  poczucie  trwałości  i niezmienności doktryny, co zawsze było jednym ze źródeł wewnętrznej siły Kościoła. Ludzie wierzący, po  pełnym  niezdecydowania pontyfikacie Pawła VI, czuli się dosyć niepewnie. Mam tu na myśli obszar świata zachodniego, gdyż my, za „Kurtyną”, mieliśmy zupełnie inne problemy. Pełne mocy słowa papieża „Non abbiate paura!” – „Nie lękajcie się”, nie wzięły się z przypadku. Były wezwaniem do odnowy wiary i świadectwa. On zresztą sam dawał przykład jak „z całą pokorą, a zarazem z osobistym przekonaniem trzeba głosić Chrystusa”. Z tego źródła wypłynęły fundamentalne dla jego pontyfikatu encykliki „Evangelium vitae” i „Veritatis splendor”. Przypomnienie z mocą zrelatywizowanemu światu, że Prawda jest jedna i niezmienna, i że to ją trzeba głosić i nią żyć, było aktem mężnej wiary i świadectwem autentycznej miłości Boga i Kościoła. Przykre, że papież musiał to przypominać także katolikom. Z tymi encyklikami koresponduje wprost deklaracja „Dominus Jesus” stawiająca tamę taniemu ekumenizmowi poprzez przypominanie rzeczywistych, a nie wydumanych treści soborowej „Deklaracji o ekumenizmie” czy konstytucji „Lumen Gentium”. Nic przeto dziwnego, że ta postawa manifestowania wyższości wiary nad ideologią spotkała się z ostrym sprzeciwem wśród zlaicyzowanych społeczeństw, a także wewnątrz Kościoła, gdzie wielu zapomniało, że Prawda Objawiona jest ponadczasowa i z tego powodu nie podlega modyfikacjom. Myślę, że postawienie tamy relatywizmowi i przypomnienie światu skąd pochodzi „Veritatis Splendor” jest najważniejszym bodaj zasiewem Jana Pawła II. 
Drugi istotny  rys, wynikający z pierwszego, to głoszenie  Słowa. Apostołowie byli ludźmi „w drodze”. Jan Paweł II pozostawił wskazówkę przede wszystkim  osobom duchownym, aby z zacisznych biur parafialnych wyszli na zakurzone ulice do ludzkiej biedy moralnej i materialnej. Aby nade wszystko stali się świadkami Zmartwychwstałego. „Biada, gdybym nie głosił Ewangelii.” Duchowa pustynia współczesności potrzebuje jak wody Słowa Życia. On to doskonale rozumiał, dlatego czas dzielił między modlitwę a głoszenie. Bo po to są słudzy Boży. Mdli widok kapłana, który nie wie po co żyje. Szerokie rzesze katolików również otrzymały jasną wskazówkę, jak iść przez życie, aby móc pięknie umrzeć. Pozostawił nam   wszystkim świadectwo skupionej twarzy, rozmodlonych oczu i ust, z których płynęło tylko słowo miłości i prawdy. 
Kościół rodzi się z Eucharystii. Nie ma Kościoła bez Eucharystii jak nie ma Eucharystii bez Kościoła. Po co jest Kościół? Przede wszystkim po to, aby sprawował Najświętszą Ofiarę i rozdzielał Chleb Żywota. Wielu dzisiaj chciałoby, aby Kościół stał się co najwyżej towarzystwem dobroczynnym  i bojownikiem o pokój. Piękna i głęboka jest „Ecclesia de Eucharistia”. To kolejny punkt testamentu Jana Pawła II, jaki wrył się w moje serce. Adoracja Boga – to pierwsza powinność człowieka, tym bardziej kapłana. Nam duchownym przypomniał przy okazji, byśmy święte obrzędy sprawowali godnie i wiernie trzymali się liturgicznych przepisów. Tę wierność uczynił miarą naszej miłości do Kościoła. Ślę ten fragment encykliki wszelkim liturgicznym „udziwniaczom”, także tym sprawującym Mszę świętą w pantofelkach i byle jak zarzuconej stule. 
Nie sposób nie wspomnieć „Rosarium virginis Mariae” i pięciu nowych tajemnic. Nie sposób nie zauważyć żarliwej miłości papieża do Matki Odkupiciela. Kochał Ją prostą miłością, bez udawania. Maryjność nie była dla Niego ideologią, lecz sposobem życia. To również nie podobało się współczesnym „uczonym w Piśmie”. Mnie zawsze pozostanie w sercu obraz papieża żalącego się Matce przed lourdzką grotą.
Sprawa ostatnia: Jego cierpienie. Temat niemodny i niechciany. Może dlatego podsuwał go naszej współczesności przez tyle lat poprzez pryzmat własnej osoby. Drażnił tym Europejczyków uzbrojonych w strzykawki do eutanazji. Pokazał nam jak piękny może być człowiek, gdy cierpi i jak wiele może dać swoim cierpieniem innym ludziom. Nigdy się nie skarżył, nigdy o swoim cierpieniu nie wspominał. Stawał się dla jednych wyrzutem   sumienia, dla innych umocnieniem. Umarł radosny, bo jakże mogło być inaczej – po takim życiu... Wiele jeszcze można by pisać. Każdy z nas zapewne dostrzeże coś bardzo osobistego w piotrowej posłudze Jana Pawła II. Dlatego długie lata będziemy mogli dzielić się tym, co nam pozostawił. Trudno się przyzwyczaić do tego, że już Go wśród nas nie ma. Choć tak naprawdę jest – w Świętych Obcowaniu. Modli się zapewne za Kościół targany kryzysem, za świat, który pędzi po omacku, za wszystkie nasze dzienne sprawy. I chyba nie przestanie, póki ostatni z nas nie znajdzie się w domu Ojca. 

Franciszek GOMUŁCZAK SAC

Ks. Franciszek Gomułczak, pallotyn, ojciec duchowny i wykładowca Wyższego Seminarium Duchownego we Lwowie. Urodził się w 1957 roku w Dobkowicach koło Przemyśla. Ukończył Wyższe Seminarium Duchowne Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego w Ołtarzewie koło Warszawy i Katolicki Uniwersytet Lubelski. Studiował teologię i historię. Pełnił urząd mistrza nowicjatu w Ząbkowicach Śląskich, pracował na parafiach w Sarnach i Żytomierzu. Od wielu lat przebywa na Ukrainie. Prezentowany tekst pochodzi z lwowskiego biuletynu „Szaleniec Boży” – nr 15, czerwiec 2005, s. 6-9

35-2-1-1.jpg (87057 Byte)


Na zdjęciu:

Jan Paweł II
przemawia
w katedrze
kolońskiej

(1987)

Fot. Artuto Mari