.

„Nie” Europie

Wynik francuskiego referendum był raczej do przewidzenia. Pytanie zasadnicze brzmiało: ilu wyborców pójdzie do urn, by wypowiedzieć swoje zdanie wobec niekonsekwentnej europejskiej polityki Chiraca i, przy okazji, wypowiedzieć się za lub przeciw niezrozumiałemu dla większości obywateli, nie tylko Francji, lecz także i Unii, tekstowi przyszłej konstytucji? 
Galia locuta, causa infinita est!  O ile jeszcze nie tak dawno można było spekulować, jakie będą rzeczywiste konsekwencje w przypadku odrzucenia projektu konstytucyjnego dla pozostałych członków Unii, dziś trzeba szukać konkretnych alternatyw, by „Europę” uczynić ponownie atrakcyjną i móc zrealizować europejski sen o politycznej i gospodarczej wielkości. Francuskie i holenderskie „nie” na dzień dzisiejszy oznacza zachowanie status quo Traktatu Nicejskiego, który jest niedoskonały, zbyt skomplikowany i nie odpowiadający politycznym aspiracjom europejskiej Wspólnoty. Unia chciałaby zapewnić sobie silną pozycję w zmieniającym się układzie sił między USA, Chinami i, częściowo, słabą Rosją oraz wzmacniającymi swoje znaczenie Indiami.
Być może największą słabością toczonej dyskusji „za” i „przeciw” europejskiej konstytucji był brak rzeczywistych argumentów, które przedstawiałyby realny scenariusz, co może się stać, jeśli owa europejska konstytucja stanie się papierowym projektem. Zwolennicy nowego traktatu konstytucyjnego nie oferowali żadnych konkretnych alternatyw. Przeciwnicy przepowiadali koniec socjalnej Europy i daleko idąca liberalizację galopującej globalizacji. W rzeczywistości żaden ze scenariuszy nie wystąpiłby w pełni, zarówno gdyby projekt konstytucyjny został przyjęty lub też – co nastąpiło –  w przypadku jego odrzucenia. Najbardziej interesujące jest teraz pytanie: co dalej po francuskim głosowaniu, a także po holenderskim „nie”? Wprawdzie nikt nie kwestionuje sensu dalszego głosowania nad europejską konstytucją – albowiem wszyscy obywatele Wspólnoty powinni wyrazić swoją wolę, jakiej Unii rzeczywiście pragną – jednakże dalsze głosowanie otwiera szansę co niektórym członkom UE nadania swojemu sceptycznemu podejściu konkretnej postawy i opowiedzenie się za odrzuceniem wyników prac konwentu. Teoretycznie, obok członków-założycieli, takich jak Niemcy czy Francja, do tej grupy mogą należeć: Holandia, względnie Dania a także Polska i Czechy. Niektóre elementy, dotyczące wyrzeczenia się pewnych kompetencji, na przykład części własnej suwerenności, dzisiaj wydają się niektórym nie do zaakceptowania.
Oficjalnie politycy unijni wykluczali istnienie jakiegokolwiek planu B na wypadek, gdyby Francuzi czy inne kraje odrzuciły projekt konstytucyjny. Jednak sytuacja jest zbyt poważna, by dzisiaj nie myśleć o alternatywach wobec NIE dla projektu europejskiego. Brak akceptacji konstytucji europejskiej jest na razie – patrząc od strony prawnej – potwierdzeniem Traktatu Nicejskiego z lutego 2001 roku. Opcja zachowania Traktatu Nicejskiego jest jednak przejściowa, albowiem, na dłuższą metę, pozostanie przy Nicei nie gwarantuje Unii możliwości  skutecznego funkcjonowania instytucji europejskich w ramach 25 krajów członkowskich. Osobowość prawna Unii, zniesienie „konstrukcji świątynnej”, składającej się z trzech międzynarodowych i ponadnarodowych filarów, nowe wypośrodkowanie kwalifikującej większości głosów w radzie, wprowadzenie hierarchii norm, poszerzenie kompetencji Komisji UE i inny podział kompetencji między organami unijnymi – nie zostałyby  wprowadzone w życie, jak to przewiduje nowa konstytucja. Oczywiście można byłoby ten i inny punkt wprowadzić w życie na drodze międzyrządowych uzgodnień, których potwierdzenie nie wymagałoby przeprowadzania kolejnego referendum. Niemniej jednak Unia straciłaby co najmniej następne dwa lata, a proces eurosklerozy postępowałby dalej.
Inną ewentualnością jest zastosowanie – wskutek odrzucenia nowej konstytucji – Artykułu 43 EU Traktatu z Nicei, który pozwala na dalszą integrację poprzez wzmożone współdziałanie co najmniej ośmiu krajów członkowskich. Czy bez Francji, która uważana była przez wielu, nade wszystko przez samą siebie, jak też i Niemcy, za motor europejskiej integracji, zastosowanie Artykułu 43 byłoby możliwe? Kwesta ta stoi pod wielkim znakiem zapytania. Teoretycznie patrząc, owo wzmożone współdziałanie niektórych członków Unii przyczyniłoby się do wzmocnienia – co prawda po części już występujących – różnych koncepcji „fleksibilizujących” obecne struktury. Europa różnych prędkości, Europa á la carte, Europa zmiennej geometrii czy też Europa różnych kręgów stałaby się rzeczywistością sprowadzająca dotychczasowe zdobycze unijne jedynie do gospodarczo ciekawej sfery wolnorynkowej, w której element solidarności nie odgrywałby istotniejszej roli. 
Oczywiście może szybko dojść do tak zwanego procesu postnicejskiego II, a więc rewizji samego traktatu z 2001 roku. Jednakże nie należałoby liczyć na to, że rewizja „Nicei” doprowadziłaby do bardziej demokratycznej, transparentnej i efektywniej funkcjonującej Unii Europejskiej. Po pierwsze, nie udało się to w pełni w obecnym układzie, po drugie – wymagałoby zwołania ponownego konwentu, bądź też podobnego gremium, a to z kolei wymagałoby nowego procesu ratyfikacji we wszystkich krajach unijnych, także tych, które dotychczas konstytucję przyjęły. Pytanie, czy obywatele niektórych państw, na przykład Hiszpanii, ponownie opowiedzieliby się za nową wersją konstytucji, bądź też nowego europejskiego traktatu, pozostaje bez odpowiedzi.
Niewykluczone również, iż wskutek odrzucenia traktatu konstytucyjnego przez niektórych członków Unii, państwa, które konstytucję ratyfikowały, wyraziłyby gotowość dalszej  integracji. Mogłoby to nastąpić poprzez: a) wystąpienie krajów, które ratyfikowały konstytucję z dotychczasowych układów europejskich, a więc  z „Nicei” i wstąpienie w nowy układ, ale tym razem bez dotychczasowych członków Unii, które projekt konstytucyjne odrzuciły; lub też: b) dobrowolne wystąpienie z Unii Europejskiej tych krajów członkowskich, które projekt konstytucyjny odrzuciły.
Pierwsza ewentualność jest o tyle skomplikowana, że wówczas paralelnie mielibyśmy do czynienia z „uniami” – jednej na bazie Traktatu z Nicei i drugiej na bazie nowej konstytucji. Konieczne byłoby powołanie podwójnej, instytucjonalnej organizacji unijnej oraz ciał koordynujących współpracę w ramach tychże dwóch „unii”. Ten scenariusz wydaje się jednak najmniej prawdopodobny, albowiem jest zbyt skomplikowany i najmniej efektywny. Inny plan, czyli dobrowolne wystąpienie z UE tych państw, które odrzuciły konstytucję, posiada pewien urok. Kraje, które utrudniają głębszą integrację, na przykład Dania czy Wielka Brytania, pozostałyby na uboczu. Być może możliwa byłaby intensywniejsza kooperacja w pewnych dziedzinach, jednakże kraje te nie miałyby możliwości, poprzez veto, torpedowania dalszej integracji. Tym samym moglibyśmy mówić o nowej dynamice europejskiej integracji. Dotychczasowe zdobycze, takie jak wspólna polityka walutowa czy unia gospodarcza, pozostałyby, tak dla zwolenników jak i przeciwników, fundamentalnym elementem nowej konstytucji. Gwarantowałby on minimalny konsensus i mógłby, przy odrobinie dobrej woli, zostać przez obie strony pogłębiony. Zgodnie z logiką planu, zmierzającego do utworzenia grupy państw podążających drogą wytyczoną przez europejską konstytucję, może dojść do intensyfikacji rozwoju Europy – Europy różnych prędkości. Wprawdzie w niewielkim stopniu przyczyni się to do przejrzystości procesów demokratycznych, ale długotrwale sprawi, że część Unii będzie w stanie sprawnie i operatywnie działać. Być może dzięki temu na nowo zostanie odkryty czar integracji, zjednoczenia kontynentu europejskiego. Ale czy w obliczu wycofania się Francji, jak też dotychczas proeuropejskiej Holandii, będzie to możliwe – pozostaje wątpliwe.

Norbert MAREK

Norbert Marek. Urodził się w 1975 roku w Iławie. Ukończył studia teologiczne na uniwersytecie w Bonn. Mieszka w Akwizgranie w Niemczech.

35-2-5.jpg (16371 Byte)


Na zdjęciu:

Bez tytułu
(Paryż, 2005)

Fot. Michael Wittbrot