.

Warto pamiętać

Z księdzem Florianem KNIOTKIEM rozmawia Eugeniusz TOMSIA

Ks. Florian KNIOTEK urodził się w 1935 roku w Kroczowie Małym w Ziemi Radomskiej. Liceum Ogólnokształcące ukończył w 1952 roku w Wadowicach na Kopcu, a seminarium w 1961 roku w Ołtarzewie, gdzie otrzymał też święcenia kapłańskie. Rok później został skierowany do pracy duszpasterskiej w Poznaniu jako kapelan szpitali klinicznych. W 1976 roku przybył do Paryża, aby zająć się redagowaniem miesięcznika polonijnego „Nasza Rodzina”. Pracował tam do roku 1984, prowadząc także spotkania z pisarzami i ludźmi kultury w Centrum Dialogu. Następnie powrócił do Poznania, do pracy wydawniczej w Wydawnictwie Pallotinum nad wszystkimi dziełami Jana Pawła II dotyczącymi nauczania papieskiego. Obecnie na emeryturze, lecz wciąż trudzi się pracą duszpasterską i jest spowiednikiem sióstr zakonnych.

W latach 1976-1984 był Ksiądz redaktorem polonijnego paryskiego miesięcznika „Nasza Rodzina” wydawanego przez Księży Pallotynów przy rue Surcouf, więc z księdzem Józefem SADZIKIEM spotykaliście się często i byliście co dnia blisko. Jak układała się współpraca z tym – jak Go później wspominano – bardzo zasłużonym pallotynem? Czym się na co dzień interesował?

– Ksiądz Józef Sadzik też był redaktorem „Naszej Rodziny”. Razem z księdzem Zenonem Modzelewskim zgłaszali swoje sugestie w sprawie zamieszczanych w naszym czasopiśmie tekstów – ksiądz Sadzik zawsze czynił to w sposób niezmiernie delikatny. Na łamach „Naszej Rodziny” pisywał od czasu do czasu i tylko w kwestiach go interesujących. W sprawach osobistych nie pozwalał się do końca rozszyfrować. Nie chodzi tu o nieszczerość, lecz może raczej o tajemniczość i otwarcie do wewnątrz. Nosił coś w sobie ważnego i trudnego. Jego ulubioną lekturą codzienną był dziennik paryski „Le Monde”. Przynajmniej raz w miesiącu odwiedzał też ważniejsze księgarnie paryskie i przeglądał dział wydawnictw religijnych. Jego marzeniem bowiem było udostępniać ciekawsze z nich kulturze polskiej. Znał świetnie język francuski, a także niemiecki, nie mówiąc już o łacinie i włoskim, który dobrze rozumiał. Na pewno nie był niewolnikiem znanych nazwisk i dzieł filozofów. Posiadał własne poglądy na rzeczywistość i miał indywidualne oryginalne zdanie na temat myśli religijnych współczesnego świata. Nie stronił od nikogo, brał udział w rozmowach przy wspólnych posiłkach, ale takiej umiejętności plecenia o wszystkich i wszystkim nie miał i zapewne nie pochwalał. Najlepiej chyba rozmawiało mu się z Zygmuntem Hertzem, związanym z „Kulturą” paryską, bo pewnie nie było dnia, żeby się ze sobą nie kontaktowali telefonicznie, dzieląc się nowinkami o literatach, jakichś o nich ciekawych szczegółach, zdarzeniach itp.

– Księdza Sadzika zajmowała najmocniej filozofia wiary i życia, niezmiennie też interesował się współczesną kulturą i sztuką, ale zgodnie z wybraną drogą życiową poświęcił się kapłaństwu. W jaki sposób godził swoje zainteresowania z powołaniem kapłańskim? 

– Jako kapłan był refleksyjny. Bardzo się trudził, żeby wygłaszane nauki miały duże szanse być dobrze wprowadzone w życie. Budował pomost między wiarą a ludźmi kultury, zgodnie zresztą z przeznaczeniem i działalnością Księży Pallotynów. To Jego zasługą było nawiązanie bliskich kontaktów z „Kulturą” Jerzego Giedroycia. To On stworzył przyjacielskie stosunki z pisarzami z jej kręgu. Odtąd „Kultura” i Dom Księży Pallotynów były w żywym kontakcie, poprzez ludzi kultury właśnie, i co ważne – życzliwie do siebie ustosunkowanych. Miałem w tym też swój udział. Dzięki tej działalności życie kulturalne Polonii w Paryżu i ludzi przybywających z Polski skupiało się jeszcze wokół księgarni „Libella” państwa Romanowiczów, Księgarni Polskiej i Biblioteki Polskiej.

– Spośród 150. wydanych pozycji książkowych za dyrekcji księdza Józefa Sadzika w wydawnictwie Editions du Dialogue najbardziej wyróżnia się seria „Znaki Czasu”. 

– Jak wspomniałem, ksiądz Józef Sadzik kulturę polską i światową bardzo pragnął przybliżyć Polsce, dlatego serię książkową „Znaki Czasu” traktował jak ulubione dziecko. Chodziło mu zwłaszcza o tłumaczenia zagraniczne i nie mogące się ukazać na rynku polskim książki eseistyczne, filozoficzne i teologiczne autorów polskich. Rozpoczęło się od wydania dwóch tomów pt. „Poczta ojca Malachiasza” Tadeusza Żychiewicza (felietonisty „Tygodnika Powszechnego”), które ukazały się w 1967 roku. Inne tytuły to na przykład „Nauka i wiara” Paula Chaucharda, „Ateizm i sens człowieka” Henri de Lubac, „Światło i sól” Janusza St. Pasierba, „Polska jest Ojczyzną” Józefa Tischnera i „Podróże po Kościele” Marka Skwarnickiego. Ostatnia pozycja (56!) wydana w tej serii w 1993 roku nosi tytuł „Teologia bliższa życiu” biskupa Alfonsa Nossola. Za życia księdza Józefa Sadzika ukazało się aż 49 tych książek. Jego marzeniem było dojść do setki, a udało mu się zrealizować tylko połowę tego planu. Można powiedzieć – aż połowę – patrząc z innej perspektywy. Warto także podkreślić, że nad opracowaniem wydawniczym serii „Znaki Czasu” nieprzerwanie trudzili się ksiądz Zenon Modzelewski i redaktorka Danuta Szumska.

– Ksiądz Józef Sadzik miał wielu przyjaciół, wśród nich Czesława Miłosza, Jana Lebensteina, księdza Janusza Pasierba. Dzięki Jego namowom Czesław Miłosz podjął się tłumaczenia Ksiąg Biblijnych, a Jan Lebenstein wykonał słynne witraże w Centre du Dialogue, zaś ksiądz Janusz Pasierb, poeta, związany był z nim duchowo, chociaż pełnił służbę kapłańską w kraju, napisał o swoim przyjacielu wzruszające pożegnanie. Kogo można jeszcze zaliczyć do artystycznego kręgu przyjaciół księdza Józefa Sadzika?

– Wiadomo, że ci trzej ważni przyjaciele księdza Sadzika już nie żyją. To prawda, byli na pewno twórczo inspirowani przez swojego przyjaciela. Świadczą o tym ich dzieła i prace. Większość z tych, których chcę teraz wymienić z imienia i nazwiska, też nie żyje. Do ścisłego grona przyjaciół księdza Sadzika należeli: Konstanty Jeleński, Olga Scherer, Zygmunt i Zofia Hertzowie, Stefan Kisielewski, ks. Zenon Modzelewski, Kazimierz Brandys, Halina Mikołajska, Roman Cieślewicz i Zygmunt Mycielski. Z jego znajomych na tym świecie pozostała jeszcze Danuta Szumska, ks. Witold Urbanowicz i państwo Romanowiczowie, już staruszkowie. Żyją jeszcze inni: Kazimiera Kijowska, żona Andrzeja Kijowskiego, dyrektor paryskiego biura „Wolna Europa” Maciej Morawski i dyrektor Domu Spokojnej Starości Dla Polonii Marek Szypulski, a także Barbara Majewska i Maria Wilczek.

– Ksiądz Józef Sadzik napisał w testamencie znamienne zdanie: „Nie jest ważne, ile kto zdziała – zależy to wyłącznie od niezasłużonych talentów. Liczy się cierpienie złączone z krzyżem Jezusa, liczy się uczciwość i dobroć”. Natomiast w osobistym notatniku na marginesie kalendarza pod datą 27 sierpnia, jakby przewidywał datę swojej nagłej śmierci, pisał co roku wielkimi literami: DZIEŃ MĘKI. Zmarł na zawał serca w Osny pod Paryżem, podczas wykładu, w wigilię tego zapisu – 26 sierpnia. Do czego można odnieść tę tajemniczą rocznicę

– To pozostanie tajemnicą księdza Sadzika. Wątpię, czy ktoś może wiedzieć, co szczególnie go trapiło. Ksiądz Sadzik nie był wylewny. Był trochę zamknięty w sobie, tajemniczy, niedostępny. Miał kruche zdrowie. Co jakiś czas szedł na leczenie z powodu kłopotów z układem krążenia. Nosił się czysto i dbał o swój wygląd – był to częsty gość pralni chemicznej. Przystojny. Poważny. W życie miał wpisany porządek. Na przykład otrzymanej od listonosza koperty listowej nigdy nie rozrywał palcami, lecz przecinał ją specjalnym nożykiem. Swoje listy czytał zawsze u siebie, w odosobnieniu, i skrupulatnie zapisywał na nich datę przesyłki. Swoją postawą i wiedzą budził zaufanie. Był autorytetem. Niestety, lekarze nie rokowali mu długiego życia. Wiedział o tym, ale nie dawał po sobie poznać, że to go zajmuje. Swoich stanów emocjonalnych nigdy nie wyjawiał, na nic się nie skarżył, nie szukał pomocy. 26 sierpnia 1980 roku zwyczajnie pożegnałem Go przed wyjazdem do Osny. Tuż przed podróżą rozmawiał jeszcze z lekarzem Marczakiem, pewnie wysłuchiwał jego potocznych porad medycznych, uznając je jak zwykle za błahostki. Wyjeżdżał na wykład normalnie i nie spodziewałem się, że już więcej się nie zobaczymy. 

– Kilka lat temu w redakcja „Recogito” ustanowiła Nagrodę im. Księdza Józefa Sadzika, przyznawaną co roku wybitnym artystom polskim. Jest to pewnego rodzaju  zwrócenie uwagi na zasługi księdza Józefa Sadzika, o których niewielu dziś pamięta. Myślę tu zwłaszcza o politykach opozycji i działaczach „Solidarności” z lat osiemdziesiątych, którzy tłumnie przewijali się przez Centrum Dialogu, stworzonym także dla nich, a teraz są zajęci wyłącznie swoimi sprawami. Czy w tej sytuacji warto kontynuować dzieło księdza Sadzika?

– Warto. Lecz może w inny sposób. W czasach Wielkiej Emigracji po powstaniu listopadowym nieocenioną rolę wypełniało Zgromadzenie Zmartwychwstańców. W okresie po II wojnie światowej do 1989 roku swoje posłannictwo wobec polskiej emigracji współczesnej pełnili, i myślę, że wciąż pełnią Księża Pallotyni. Trudno się dziwić i mieć pretensje, że ludzie zajęci są dziś swoimi doraźnymi sprawami. Obecnie istnieje inna zależność między nimi a rzeczywistością – teraz trwa emigracja zarobkowa... Dzisiaj Kościół  stara się działać przede wszystkim na płaszczyźnie religijnej, w duchu Miłosierdzia Bożego. Uważam jednak, że osobę i działalność księdza Józefa Szadzika warto pamiętać, tyle przecież dla wielu uczynił dobrego. 

Eugeniusz Tomsia urodził się w 1949 roku. Absolwent dęblińskiej „Szkoły Orląt” (pilotaż) i Uniwersytetu Warszawskiego (dziennikarstwo). Autor kilkuset artykułów publicystycznych i reportaży o tematyce lotniczej. Współorganizator Klubu Piosenki Literackiej „Szary Orfeusz”. Redaktor poetyckiej serii Wydawnictwa Rhytmos. Mieszka w Poznaniu.

12-5-2.jpg (46674 Byte)


Na zdjęciu:

Ks. Florian Kniotek
(pierwszy z prawej)
 z ks. Zenonem
Modzelewskim
i Stefanem
Kisielewskim
w Centrum
Dialogu

(Paryż
1984)


Fot. Witold Urbanowicz