Z Japonii
Dni lecą coraz
szybciej! Na pewno nie zdążę napisać listu przed świętami...
z różnych powodów! Mam nadzieję, że napiszę później, lecz chcę
tylko powiedzieć wam, że jestem już duchem i sercem złączony z wami
podczas Adwentu... i podczas Święta Bożego Narodzenia. Posyłam
artykuł publikowany w miesięczniku "Miejsce Święte" tego
miesiąca... aby wam przypomnieć Japonię.
Edward BRZOSTOWSKI
ed.asada@keh.biglobe.ne.jp
* * *
Kościół obficie zroszony krwią męczenników
Z ks.
Edwardem Brzostowskim, pisarzem katolickim, kapelanem Katolickiego
Ruchu Robotniczego i działaczem Związku Chorych i Komitetu Obrony
Robotników Japońskich, proboszczem parafii w Kawasaki rozmawia
Andrzej Sujka.
- W studwudziestosześciomilionowym społeczeństwie japońskim
katolicy stanowią niespełna półmilionową mniejszość. Jaki jest
katolicyzm japoński.
-
Większość Japończyków formalnie deklaruje się jako wyznawcy
szintoizmu i buddyzmu, lecz właściwie są to ludzie niewierzący,
którzy powracają do pewnych tradycji religijnych jedynie przy
okazji największych świąt.
W jakimś stopniu specyfikę Kościoła katolickiego w Japonii
wyjaśnia jego historia. Ponad czterysta pięćdziesiąt lat temu,
dokładnie 15 sierpnia 1549 roku, do Japonii przybył apostoł Indii,
hiszpański jezuita św. Franciszek Ksawery. Data ta weszła na stałe
do japońskich podręczników historii. Wszystkie dzieci ją znają. Pod
koniec XVI wieku Kościół katolicki w Japonii liczył około 300
tysięcy, tylko sto kilkadziesiąt tysięcy mniej niż teraz.
Rozpoczęły się jednak pierwsze prześladowania. 5 lutego 1597 roku
japoński jezuita Paweł Miki i jego 25 Towarzyszy męczeństwa zostali
ukrzyżowani. Dziś na Wzgórzu Męczenników w Nagasaki znajduje się
najbardziej znane sanktuarium katolickie - Pomnik 26 Świętych
Męczenników z kościołem i muzeum.
Pierwsze dziesięciolecia XVII wieku to czas okrutnych prześladowań.
Chrześcijan, którzy trwali przy wierze, wrzucano do gorących źródeł
i gejzerów, wieszano za nogi na krzyżu, zakopywano żywcem, palono
lub zamrażano. Misjonarze europejscy albo opuścili Japonię, albo
zginęli wraz z miejscowymi wyznawcami Chrystusa, którzy umierali z
Jego imieniem na ustach i modlili się o przebaczenie dla swych
oprawców. Wszystkich Europejczyków wypędzono z Japonii, a ci
japońscy katolicy, którzy przeżyli i nie wyparli się wiary, zeszli
do podziemia. Zaczął się okres ponad dwuwiekowej izolacji katolików
japońskich od Kościoła powszechnego. Ostatnie prześladowania
nastąpiły w latach 1867 – 1873. Zginęło wtedy około 2 tysiące
katolików, pozostało ich tylko 15 tysięcy.
To właśnie oni stali się zaczynem współczesnego Kościoła, który
zaczął się tak naprawdę rozwijać dopiero po drugiej wojnie
światowej Jednym z pierwszych misjonarzy, który przybył do Japonii
w drugiej połowie XIX był ks. A. Petitjean, późniejszy biskup. W
1865 roku spotkał on w kościele Oura w Nagasaki modlących się przed
statuą Matki Bożej katolików. Był zdumiony, a oni postawili mu trzy
pytania: „Czy wiesz, że jest to Maryja, Matka Pana Jezusa i czy ją
czcisz? Czy jesteś kawalerem? Czy jesteś posłany przez Ojca
Świętego?”. Gdy usłyszeli trzy pozytywne odpowiedzi, pokazali mu
modlitewniki przepisane ręcznie i powiedzieli: „My też wyznajemy tę
samą wiarę. Od ponad dwustu lat przodkowie kazali nam modlić się w
ten sposób, chrzcić dzieci, udzielać sakramentu małżeństwa wobec
świadków i czekać na przyjście nowych misjonarzy, których
rozpoznamy po tych trzech znakach”. Nasza katolicka wspólnota w
Japonii to Kościół niezłomnej wiary, obficie zroszony krwią
męczenników.
W społeczeństwie japońskim dość rozpowszechniona jest opinia, że
katolicy to głównie ludzie posiadający wyższe wykształcenie. Wielu
zwykłych ludzi mówi, że jesteśmy Kościołem zbyt zachodnim, zbyt
intelektualnym. Wynika to – jak sądzę – z faktu, że w poprzednich
stuleciach misjonarze przybywający do Japonii prowadzili
działalność ewangelizacyjną wśród ludzi wykształconych, a więc w
środowiskach elitarnych. Należy więc uznać, że jest to drugi
szczególny rys naszego Kościoła. Cecha ta objawia się w tym, że my,
katolicy, jesteśmy znani przede wszystkim jako pracownicy naukowi
oraz organizatorzy placówek edukacyjnych – ponad 300 szkół
podstawowych i średnich, aż 17 uniwersytetów w największych
miastach i około 600 przedszkoli. Społeczeństwo japońskie bardzo
szanuje katolicką edukację, dlatego rodzice, nawet jeśli nie są
katolikami, chętnie wysyłają swoje dzieci do tych placówek. Wiedzą,
że będą one uczone na najwyższym poziomie, zwłaszcza w zakresie
języków obcych.
Bardzo ceniona jest nasza działalność charytatywna (istnieje
kilkadziesiąt szpitali katolickich, ponad sto sierocińców i
ośrodków dla dzieci upośledzonych, wiele domów starców) między
innymi dzięki ponad półwiecznej działalności polskiego
franciszkanina i przyjaciela świętego męczennika o. Maksymiliana
Kolbe - Brata Zeno (Zenona Żebrowskiego), którego Japończycy tak
szanowali, że jeszcze za jego życia wystawili mu pomnik.
Można powiedzieć, że pewnym przykładem sytuacji Kościoła
katolickiego w Japonii jest moja parafia. Jestem proboszczem jednej
z siedmiu katolickich parafii w mieście Kawasaki, liczącym ponad
milion dwieście tysięcy mieszkańców. W całej aglomeracji mieszka
tylko około trzech tysięcy katolików, a więc tyle, ile w niedużej
wiejskiej parafii w Polsce, a w mojej – niespełna dwustu, chociaż
wszystkich ludzi, którzy mieszkają na terenie mojej parafii jest
ponad tysiąc razy więcej. W jedynej, niedzielnej Mszy świętej
uczestniczy około 50 osób. Na Eucharystię w dni powszednie
przychodzi 2-3 wiernych. W każdy pierwszy piątek miesiąca odprawiam
Mszę świętą w intencji uzdrowień duchowych i cielesnych w duchu
ruchu Odnowy w Duchu Świętym. Uczestniczą w niej wierni z całego
Kawasaki i z innych miast. Poznaję ciągle nowych ludzi i później
utrzymujemy ze sobą kontakt telefoniczny, listowy lub bezpośredni.
Jesteśmy Kościołem diaspory, ale pielęgnujemy rodzinną atmosferę,
obca jest nam anonimowość, z którą można się spotkać w dużych
polskich parafiach. Te piątkowe Eucharystie w intencji uzdrowień są
zawsze dla mnie wielkim wydarzeniem. A widzę, że również ludzie
podobnie je odbierają.
Kiedyś, jedna z moich parafianek, której udzieliłem sakramentu
chrztu już jako osobie dorosłej – a więc była mi szczególnie bliska
– opuściła dwoje dzieci i męża, i zamieszkała z innym mężczyzną.
Wielokrotnie się z nią kontaktowałem, próbowałem umówić się na
spotkanie i rozmowę, i gdy wydawało się, że będę z nią mógł
porozmawiać jako jej duszpasterz, w ostatniej chwili odwoływała
spotkanie. Mnie i moim parafianom, którzy ją znali, pozostała
modlitwa w jej intencji, szczególnie w czasie Mszy świętych o
uzdrowienia. Bóg wysłuchał nas. Po kilku latach kobieta ta
powróciła do męża i dzieci. Był to dla mnie większy cud, niż
jakiekolwiek uzdrowienie fizyczne. Zawsze proszę ludzi, aby dali
świadectwo o łaskach, które otrzymali. Ta kobieta bez żadnej namowy
z mojej strony przyjechała na piątkową Mszę świętą o uzdrowienia i
opowiedziała o swoim nawróceniu. W kościele zapanowała wielka
radość.
Prawdą jest, że stanowimy niewielką cząstkę społeczeństwa
japońskiego, ale jednocześnie każdego roku sprzedaje się około 5
milionów egzemplarzy Pisma Świętego. Świadczy to o tym, że miliony
Japończyków interesuje się Chrystusem i Jego nauką, aczkolwiek
prawdą jest również to, że czytają Biblię, bo chcą lepiej zrozumieć
kulturę Zachodu. Nie potrafią tylko w pełni zawierzyć Panu
Jezusowi.
Podam dwa przykłady. Co niedzielę przyjeżdżał z bardzo daleka na
Mszę świętą i dwa razy w tygodniu na wspólne czytanie Pisma
Świętego taki – jak ktoś powiedział – „.poganin”. Jego
zainteresowanie chrześcijaństwem było niewątpliwe. W końcu
zapytałem, czy pragnie przyjąć chrzest. „Nie” – odpowiedział. „Nie
jestem godzien”. Tłumaczę mu: „To już jest pycha. Nikt z nas nie
jest godzien. Każdy z nas staje się poganinem, jeśli swoim
codziennym życiem mówi: <<Bądź wola moja, a nie Twoja Panie>>. Nie
przyjął chrztu, ale pozostał z nami, dalej uczestniczy w naszych
modlitwach i rozważaniach, a ja się modlę: „Bądź wola Twoja,
Jezu”.
W latach 1967 - 1970 uczyłem religii w żeńskim gimnazjum
prowadzonym przez siostry zakonne. Na tysiąc dwieście dziewcząt w
wieku od 15 do 18 lat tylko sześć było ochrzczonych. Lekcje te
wspominam jako wspaniałe katechezy. Zainteresowanie Chrystusową
Ewangelią, a zwłaszcza chrześcijańską motywacją przy podejmowaniu
konkretnych decyzji było ogromne. Ale jedynie kilka dziewcząt
zdecydowało się przyjąć chrzest. Rodzi się pytanie, ilu Japończyków
tak naprawdę postępuje po chrześcijańsku, mimo że deklarują swoją
niewiarę lub więź z buddyzmem czy szintoizmem, albo wszystko naraz.
Eklektyzm jest istotną cechą kultury japońskiej.
- Jak często w Japonii zdarzają się chrzty osób dorosłych?
-
Przyjechałem do Japonii w styczniu 1963 roku. Pracuję więc w tym
kraju już ponad czterdzieści lat. W tym czasie udzieliłem dorosłym
około czterdziestu chrztów. Statystycznie rzecz biorąc, na jeden
rok przypadał jeden chrzest. Próbując ocenić te mało imponujące
rezultaty naszej pracy misyjnej (każdego roku w ogóle przyjmuje
chrzest około sześciu tysięcy dorosłych), doszukuję się przyczyn
takiego stanu między innymi w całkowitej odmienności kultury
japońskiej. Pamiętam, że po kilku pierwszych miesiącach pobytu w
Japonii miałem wrażenie, iż znalazłem się w zupełnie innym świecie.
Obserwowałem nieznane mi zupełnie emocje, wyobrażenia, sposoby
wyrażania różnych treści. I wciąż uczę się zupełnie nowych rzeczy.
- Przyglądając się wyjazdom misjonarzy do krajów misyjnych, musimy
dojść do wniosku, że stosunkowo niewielu jest chętnych, by udać się
do Japonii. Z czego to wynika?
- Nie chciałbym odpowiadać za innych, ale może moje własne
doświadczenia posłużą za pewne wyjaśnienie tej sprawy. Przed
wyjazdem z Francji zastanawiałem się, czy mam się udać do Polski,
kraju moich rodziców – gdyż śp. ks. Bronisław Bozowski zachęcał
mnie, abym tam zaszczepił duchowość Instytutu Prado, którego
założycielem był bł. Antoine Chevrier (1826-1879) – czy na misje do
Japonii. Biskup powiedział: „masz jedno życie, wybieraj”. Wybrałem
Japonię. Stałem się jednym z ponad 1900 katolickich kapłanów w
Japoni, przy czym my, misjonarze, stanowiliśmy wtedy większość.
Obecnie więcej jest kapłanów japońskich (800), i tylko 700
misjonarzy; a ponadto w ostatnich dziesięcioleciach gwałtownie
spadła liczba rodzimych powołań kapłańskich.
Na miejscu podjąłem naukę języka japońskiego, i chociaż wcześniej
znałem kilka języków europejskich, zauważyłem, że z japońskim nie
będzie tak łatwo, jak na przykład z włoskim. Aż dwa lata
intensywnie uczyłem się tego języka. Gdy już poczułem się trochę
pewniej, wziąłem do rąk miejscową gazetę. Trzy godziny studiowałem
jeden artykuł, by w końcu stwierdzić, że nie wiem, czy dobrze
zrozumiałem jego treść. Później – chcąc lepiej zrozumieć mentalność
Japończyków – podjąłem czteroletnie studia historyczne i z
literatury japońskiej. Żeby dotrzeć do Japończyków, trzeba niejako
stać się jednym z nich, a jest to bardzo trudne. Chociaż możliwe.
Tylko że teraz jest tak mało młodych misjonarzy. A i z tych, którzy
przybywają do Japonii, na zawsze pozostają nieliczni.
- Już w Japonii stał się Ksiądz jednym z czołowych inicjatorów
akcji, dzięki której zmieniono prawo dyskryminujące cudzoziemców. W
znacznym stopniu przyczynił się Ksiądz do ograniczenia francuskich
prób jądrowych na Pacyfiku. Wreszcie, od lat bierze Ksiądz czynny
udział na rzecz ochrony środowiska naturalnego i staje w obronie
ludzi poszkodowanych przez przemysł. Co jest dla księdza
ważniejsze, praca duszpasterska czy działalność społeczna? Zwraca
się bowiem dziś uwagę, że w różnych krajach kapłani zarażają się
swoistą „chorobą akcyjnego aktywizmu”, chcą być przede wszystkim
społecznikami, zapominając o swoich podstawowych obowiązkach
duszpasterskich.
- Po pierwsze, musimy pamiętać o społecznym wymiarze wiary. W
Japonii moim pierwszym proboszczem był kapłan miejscowy, który
uważał, że ksiądz powinien całą swoją aktywność ograniczyć do
kościoła i urzędowania na plebani. Z drugiej strony, jeden z
pracujących tutaj misjonarzy ogłosił swoim parafianom: „Zamykam
kościół w dni powszednie. Nie przychodźcie na Mszę świętą, ale
róbcie coś dobrego dla społeczeństwa”. Po jakimś czasie, wierni
przyszli do kościoła na niedzielną Eucharystię. Świątynia była
zamknięta, księdza nie było, bo wyjechał na zebranie.
Obie postawy są błędne. Nie wolno spychać życia sakramentalnego,
modlitwy i Pisma Świętego na drugie miejsce za akcjami społecznymi,
walką o sprawiedliwość i prawa człowieka, ale też nie wolno
oddzielać spraw ludzkich od Chrystusa. Gdy przyjechałem do Japonii,
odniosłem wrażenie, że wierni są bardzo pobożni, ale nie odnosili
swych przekonań religijnych do spraw społecznych i politycznych.
Postępowali podobnie, jak wspomniany przeze mnie mój pierwszy
japoński proboszcz. Po jakimś czasie napisałem w oparciu o
rozważania Modlitwy Pańskiej i własne doświadczenia ze współpracy z
robotnikami w Kawasaki książkę pt. Krzyki, których nauczyłem się
od najmniejszych, która - jak się wydaje - przyczyniła się do
tego, że katolicy japońscy zaczęli dostrzegać również społeczny
wymiar wiary.
- Przyjechał Ksiądz do Japonii po zrobieniu doktoratu na
Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Dlaczego nie podjął Ksiądz
pracy naukowej na uniwersytecie katolickim, ale zwykłą pracę
duszpasterską i to w ubogiej dzielnicy robotniczej?
- Wynika to z faktu, że byłem członkiem Instytutu Prado, czyli
jednym z ponad tysiąca księży diecezjalnych na całym świecie,
którzy zobowiązują się do pracy ewangelizacyjnej wśród ubogich,
mieszkających na peryferiach wielkich miast i w biednych regionach
wiejskich. Wykonując swoje codzienne obowiązki duszpasterskie w
zwykłych parafiach, staramy się realizować konsekwentnie rady
ewangeliczne ubóstwa, czystości i posłuszeństwa. Codziennie modlimy
się do Ducha Świętego, aby misteria zbawczego Cierpienia Jezusa na
Krzyżu, Jego Zmartwychwstania, Obecności w Eucharystii i
Betlejemskiego Ubóstwa były źródłem naszego życia duchowego.
Tworzymy wspólnoty modlitwy i apostolstwa, ale niestety, w Japonii
jestem sam. Kiedy było nas więcej, spotykaliśmy się co tydzień na
wspólnym czytaniu i rozważaniu Pisma Świętego. dzieliliśmy się
swoimi troskami i radościami. Składaliśmy pieniądze do jednej kasy
i wspólnie decydowaliśmy o wydatkach. Błogosławiony Antoine
Chevrier mówił: „Kapłan musi być pocieszycielem, przyjacielem
ubogich; ale aby ubodzy mogli się do niego zbliżyć bez strachu, on
ma stać się ubogi jak oni”. Taka wizja kapłaństwa jest mi
bardzo bliska. Nie mam samochodu, sam kucharzę. Zależy mi na tym,
aby moi parafianie z robotniczej dzielnicy postrzegali mnie jako
jednego spośród nich
Zgromadzenie Pallotynów w Rwandzie
Jestem studentką 4
roku misjologii na Uniwersytecie Kard. Stefana Wyszyńskiego w
Warszawie, w przyszłym roku będę pisać pracę magisterską. Wybrałam
sobie temat „Zgromadzenie Pallotynów w Rwandzie na rzecz pracy z
dziećmi”. Będę opierać się na latach, ale jeszcze nie wiem
konkretnie, raczej bardziej współcześnie. Chciałabym zapytać się,
czy jest możliwość otrzymania jakichś materiałów na ten temat? Bardzo
proszę o odpowiedź.
Ania
ag83@vp.pl
Lotnicy
Przeczytałem
artykuł o lotnikach i znalazłem nazwisko ZOŁOTENKO. Z tego, co mi
wiadomo, to jest moja rodzina i z tego, co wiem, żył i mieszkał on
we Francji. Jeśli ktoś ma więcej informacji dotyczącej tej osoby,
byłbym wdzięczny za kontakt.
Pozdrowienia
Bogdan ZOŁOTENKO
BZolotenko@aol.com
Społeczność polonijna w Europie Zachodniej
Jestem doktorantką
Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Przygotowuję rozprawę
doktorską dotyczącą społeczności polonijnej w Europie Zachodniej po
II wojnie światowej na podstawie czasopism pastoralnych. Aktualnie
przygotowuję kolejny rozdział, poświęcony formom polonijnej opieki
duszpasterskiej. Chciałabym prosić o wskazówkę, gdzie mogłabym
uzyskać informacje dotyczące Działalności Wydawniczej Księży
Pallotynów we Francji. [...]
Magdalena PLUSKOTA
Akademia Polonijna
w Częstochowie
sjkp@ap.edu.pl
Życzenia
Zdrowych,
radosnych Świąt Bożego Narodzenia oraz wszelkiej pomyślności
w Nowym Roku życzy Zarząd Oddziału Warszawskiego SDP
Barbara ROGALSKA – prezes
Maciej WIERZYŃSKI – wiceprezes
Jolanta CYWIŃSKA – skarbnik
Wanda KONARZEWSKA – sekretarz
Krystyna KURCZAB-REDLICH – członek zarządu
Nina MAKOWIECKA – członek zarządu
o.warszawski@sdp.pl
...happy new year!

Ludwika OGORZELEC
ludwika.ogorzelec@free.fr
Pallotyńskie święto
Niech święty
Wincenty PALLOTTI wspiera w trudach apostołowania... Najlepsze
życzenia z okazji 22 stycznia!
Marek MRÓZ
moine@poczta.gazeta.pl
Brodski
"ZESZYTY LITERACKIE" ZAWIADAMIAJĄ:

28 stycznia
przypada 10. rocznica śmierci Josifa Brodskiego
Polecamy 92. numer
"Zeszytów Literackich" dedykowany Poecie, zbiór szkiców Brodskiego
"Dyptyk Petersburski, czyli przewodnik po przemianowanym mieście" i
galerię zdjęć w internecie Jako najlepszy prezent oferujemy pakiet
okolicznościowy JOSIF BRODSKI ze specjalnym rabatem ("ZL" 52: Praga
Maryny Cwietajewej; "ZL" 57: Josif Brodski; "ZL" 83:
Petersburg; "Dyptyk petersburski, czyli przewodnik po
przemianowanym mieście").
Redakcja "Zeszytów Literackich"
redakcja@zeszytyliterackie.pl
Od redakcji "Recogito":
Dziękujemy za wszystkie nadesłane życzenia
i jeszcze raz pragniemy wyrazić nadzieję, że rok 2006 będzie dla
nas – i Czytelników, i Autorów – owocny, błogosławiony,
naznaczony Bożą Łaskawością!
Zespół „Recogito”
|
|