Święta chwila w bibliotece
Nieczęsto mam okazję rozmawiać z najmłodszymi
czytelnikami. Wśród wydanych książek poetyckich zaledwie
jedna mówi o sprawach i wyobraźni dzieci ( „Konik z
Polski”), tym bardziej każde spotkanie tych dwu różnych światów
– dziecka i dorosłego – fascynuje mnie i skłania do
zastanowienia się nad cudem dawania i pielęgnowania życia,
pogłębia podziw dla codziennego trudu niezbędnego do kształtowania
postaw i charakterów, by młode życie trwało zdrowe, szczęśliwe,
a ucząc się mocy dawania, zdobywało świadomość swojej
wartości (choćby można było powiedzieć tylko tak jak
wierszu: O! Być kamykiem – to jest coś!).
Tegoroczne ferie zimowe na poznańskim osiedlu Pod Lipami
rozpoczęły się występem teatrzyku „RUPAKI”, który –
jak się okazało – tworzą dzielne przedszkolaki i
pierwszoklasiści zdobywający umiejętności recytatorskie i
aktorskie pod czujnym okiem bibliotekarek z Filii 49 Biblioteki
Raczyńskich, a szczególnie pani Eweliny Iglewskiej-Nowik. W dużej
sali zastawionej regałami zostało wydzielone miejsce na scenę;
jej przestrzeń wyznaczały stojące na sztalugach obrazy, do których
odwoływali się występujący. Spodziewałam się typowego
spotkania autorskiego, a tymczasem zgotowano mi uroczyste
powitanie przedstawieniem „Rodzinka, ach, rodzinka” ukazującym
potrzebę ochraniania więzi, próbę rozróżniania dobra i zła,
naukę zrozumienia np. zmęczonej mamy i tego, że gdy „proszę”,
otrzymuję więcej niż gdy „żądam”. Program artystyczny
powstał z wierszy współczesnych polskich autorów piszących
dla dzieci i został tak skonstruowany, żeby maluchy mogły
pokazać siebie w różnych życiowych sytuacjach, a przede
wszystkim: w dialogu z drugim (z bratem, kolegą, dziadkiem, ze
swoim drugim ”ja”). Wsłuchałam się w żywą interpretację
tekstów poetyckich, w zaangażowanie młodych aktorów
zdecydowanymi gestami okazujących swoją radość,
niezrozumienie czy smutek – Bartek i Krzyś sprawili, że śmialiśmy
się głośno, Zuzia i Weronika wzruszyły nas swoim przejęciem
i subtelnością, a Kuba zadziwił trafnymi uwagami o rodzinnej
codzienności; publiczność biła brawo, a młodsze rodzeństwo
nie mogło się doczekać słodkiego poczęstunku. Jeśli
udało mi się opromienić jedno jedyne smutne dzieciństwo –
jestem zadowolona. Zapamiętane niegdyś zdanie Astrid
Lindgren zabrzmiało mi w pamięci jakby w tej chwili
wypowiedziane; przysiadłam na chwilę w drugim rzędzie obok młodej
matki trzymającej w objęciach śpiącego dwuletniego synka.
Tak ważna jest obecność rodziny.
Słyszę często o niedostatku w domach, o ciężkich chorobach
rodziców, o podstawowych potrzebach dzieci nie do
zrealizowania. Tak wiele trosk i kłopotów polskich rodzin
dociera z naszej rzeczywistości. Nie zawsze potrafią pomóc
ci, co są najbliżej, jednak najważniejsze jest to, że starają
się zrozumieć, wskazać drogę. Kiedy w lutowy wieczór ujrzałam
rozgrzane z emocji buzie przedszkolaków i przejęte twarze ich
rodziców, zrozumiałam, że ta Biblioteka Dziecięca to nie
tylko wypożyczalnia książek, ale wyjątkowa przystań duchowa
dla mieszkańców osiedla. Jest więc ktoś, kto czuwa, komu
nieobca wrażliwość i uśmiech dzieci, ich radość wspólnego
zmagania o piękno, dbałość o wewnętrzną harmonię i
poczucie ładu w zabawie. Jeśli dążymy ku dobru, pielęgnujemy
je i wpajamy dzieciom od kołyski, wtedy zło nie ma do nich
dostępu, bo rozumieją inność, szanują nie tylko własne
wartości, a także właściwie oceniają swoje możliwości. Większe
staranie kolejnego rządu o rodzinę i nie okazjonalną wartość
macierzyństwa, ale jako drogę rozwoju społeczeństwa, sprawiłoby
być może, że mniej trzeba by było domów poprawczych i więzień.
Dobra dziecięca biblioteka przydałaby się na niejednym
osiedlu i kosztowałaby o wiele mniej niż kolejne wzmocnione
patrole.
Dzieci z mozołem składają słowa, a gdy się ich już nauczą,
szybciej poznają świat, rozwijają wyobraźnię – najważniejsza
nauka jest na początku, żeby poprawnie mówić i uważnie słuchać,
nauka troskliwej miłości w tym, co się robi. Wyobraźnia daje
poczucie wolności i pozwala iść dalej niż znane. Trudne, a
jednocześnie piękne jest zdobywanie poczucia własnej wartości
– przez wykonaną dobrze pracę interpretacyjną, w
emocjonalnym kontakcie z prowadzącą nauczycielką żywego słowa,
dzięki zrozumieniu wyznaczonej roli, a więc pracy w grupie.
W drugiej części wieczoru dzieci ustawiły dla mnie biały
fotelik z aksamitną poduszką, abym zasiadła pośrodku sali i
czytała wiersze. Niewiele miałam już do zrobienia: poetyckie
słowa niosły się na wyciągniętych w górę ich ramionach,
gdy powtarzałam: jeszcze kiedyś skrzydła mi urosną... A
gdy wracałam z gościnnej biblioteki autobusem, moje myśli wciąż
jeszcze krążyły po kolorowej sali i zatrzymywały się przy
zielonym plakacie z napisem: RUPAKI zapraszają! Wiozłam z sobą
dwie nowe książki dla dzieci autorstwa zmarłej w listopadzie
ubiegłego roku poznańskiej autorki Emilii Waśniowskiej –
„Imię to nie fraszka” i „Pamiątki Babuni”, oba wydania
ilustrowane barwnie i pomysłowo przez Elżbietę Krygowską-Butlewską,
która w marcu spotka się z Rupakami w Dziecięcej Bibliotece.
I myślałam o tym, że wszystkie nasze starania los rozstrzyga
po swojemu, że nie sposób przewidzieć, jaką szykuje nam
niespodziankę czy nagrodę. Jedną z najcenniejszych chwil dla
pisarza jest radość tych, którzy ożywiają się dzięki
naszej wyobraźni – i będą szukać w innych książkach, po
przeczytaniu wiersza, kto to był Stachura, jak w
imienniku pod literą „E”:
Edek to mistrz farb i kredek.
Chyba że Stachura.
Wtedy jest mistrzem pióra.
Zanim młodzi czytelnicy i recytatorzy staną
się mistrzami, szukają w codziennej szarości jasnej pomocnej
dłoni, pragną piękna i święta, uczą się przełamywania własnych
niemożliwości w dążeniu ku niepopularnym, ale jakże niezbędnym
wartościom żywego, a nie tylko medialnego słowa, próbują
ceny zaangażowania emocjonalnego i osobistego kontaktu. Słowa
poety Jerzego Ficowskiego odkrywają tajemniczą wiedzę o świecie,
którą warto przypomnieć w związku z opisywanym wieczorem:
Choć dni świętych nie ma/ trwają święte chwile. Oby
przyjacielskiej grupie z poznańskiego osiedla i ich opiekunce
nie zabrakło chęci i sił, by wyruszać po nie poznane dotąd
święte chwile. I oby Was wzmacniały w dalszej drodze
pozostawione na półkach książki – jak testament.
Teresa TOMSIA
Teresa Tomsia
– poetka, eseistka, autorka książek poetyckich:
„Wieczna rzeka”, „Przed pamięcią”,
”Skażona biel”. Ostatnio ukazał się jej nowy wybór
wierszy „Wątpiąc, idę” (Wydawnictwo Adam Marszałek,
Toruń 2005)
|
Na zdjęciu:
Występ teatrzyku
„RUPAKI”
(Poznań, 2006)
|