Żelazna kompania
Wysadzenie posterunku policji ukraińskiej w Łaszczowie
było akcją skierowaną przeciwko faszystom ukraińskim, współpracującym
z Niemcami i funkcjonariuszom administracji niemieckiej. Akcje
przeciw konfidentom na terenach południowo-wschodniej
Zamojszczyzny były przeprowadzane z myślą o ludności
polskiej. Na Zamojszczyźnie obok zagrożenia ze strony
okupanta, nowego śmiertelnego zagrożenia obawiano się od początku
1944 ze strony ukraińskich nacjonalistów. Ciężkie walki trwały
do zakończenia okupacji. Ppor. Mieczysław Barabasz, żołnierz
Armii Krajowej, pseudonim Buldog (rocznik 1927), od 1945
mieszkający we Włodawie na Lubelszczyźnie, wspomina jedną z
akcji na Zamojszczyźnie, w Łaszczowie właśnie. Operacji w
nocy z dnia 17 na 18 marca 1944 dokonał oddział 62 żołnierzy
z kompanii Batalionów Chłopskich z sąsiedniego rejonu oraz
miejscowy pluton kompanii akowskiej. W tym ostatnim był Mieczysław
Barabasz. Była to „kompania żelazna” (OP 1 rejonu
obw. Tomaszów Lubelski, oddział „Korczaka”), która
– wedle słów Barabasza – posiadała broń maszynową
ze zrzutów z Anglii. Głównym zadaniem „kompanii żelaznej”
było ochranianie przede wszystkim osady Łaszczów, gdzie
schroniło się wielu Polaków ewakuowanych ze wsi położonych
na południe i wschód od rzeki Huczwy. „Kompania żelazna”
nazywana później „kompanią partyzancką”, a następnie
„Lecha”, posiadała cechy oddziału typowo
partyzanckiego. Utworzona została 17 kwietnia 1944 na obszarze
rejonu obejmującego gminy: Teletyn, Łaszczów i Poturzyn.
„Kompania żelazna” rekrutowała się głównie z
ochotników ze spalonych przez UPA wsi. Stan kompanii wahał się
od 70 do 120 osób. Podzielona była na 3 plutony po trzy drużyny.
Dowódcą kompanii był sierżant Andrzej Dżygało, pseudonim
Korczak, zastępca i dowódcą I plutonu – Józef Jarmułowicz,
pseudonim Jarema, II – Władysław Łukasik, pseudonim
Kos, III – Jan Siedleczko, pseudonim Szarfa. Poza tym w skład
dowódca wchodzili: podoficer broni – Jan Piwko, pseudonim
Strzecha, podoficer żywnościowy – Bolesław Sokołowski,
pseudonim Lotos i dowódca patrolu sanitarnego – Irma. W
połowie czerwca 1944 Korczak został zdjęty ze stanowiska dowódcy,
a funkcję tę przejął ppor. Eugeniusz Sioma, pseudonim Lech.
W okresie istnienia odcinków przeciwukraińskich oddział ten
podlegał dowódcy odcinka wschodniego – Wiktorowi, por.
Zenonowi Jachymkowi, który był oficerem dywersji na obwód
oraz dowódcą oddziałów leśnych. Oddziały rozmieszczone na
poszczególnych odcinkach stoczyły szereg potyczek i walk z
jednostkami UPA wspomaganymi przez Niemców. „Zdarzyło się,
że Ukraińcy z posterunku zabili dwóch Polaków, ciała
zakopali w rowie; za to AK-owcy postanowili rozbroić ten
posterunek. Zebrano się obok lasu w Zimnie. Spotkały się
chyba dwa plutony, dowódcy na koniach podając rękę na
przywitanie powierzali indywidualnie zadania żołnierzom. Z
polecenia dowódców dołączyli ludzie z Tyszowiec, którzy
skierowali do miejscowych. W Łaszczowie Niemcy pilnowali słomę,
siano, zboże. Należało zabezpieczyć ludność, ale nie wolno
było strzelać do Niemców. Wiadomo było, że za zabicie
jednego Niemca, stu Polaków poniosłoby śmierć”.
Mieczysław Barabasz przypomina historię, która tego dowodzi.
„Kiedy zabito dwóch Niemców, kolonia Łaszczów, wsie
Domaniż, Podhajce i inne zostały otoczone. Mieszkańców
zgromadzono w jednym miejscu obok kościoła. Wtedy ukryłem się
na kościele i obserwowałem całe to wydarzenie. Niemcy zażądali:
Wydać bandytów! Otrzymawszy odpowiedź: bandytów tu nie ma, są
w lesie – wybrali sto osób, ustawili w czwórki i
poprowadzili do kolonii Łaszczów. Oszczędzili jedynie księdza
i lekarza z tej setki. Czwórkami prowadzili. Zrobili im zdjęcie.
Później rozstrzelali”. Polecenie było więc zasadne
– nie należało uśmiercać Niemców. Na konfidentach
natomiast wykonano 17 wyroków śmierci – we wsi Czerkasy,
Domaniż, Hopkie, Podhajce, Ratyczów, Wólka Pukarzowska i w
osadzie Łaszczów. Wydzielony oddział akowców, dowodzony
przez plut. Władysława Łukasika, pseudonim Kos, zaatakował
posterunek policji ukraińskiej w Łaszczowie. Posterunek, który
mieścił się w murowanym budynku, z zabetonowanymi od frontu
drzwiami, gdzie w zasiatkowanych oknach urządzono strzelnice osłonięte
workami z piaskiem, został częściowo wysadzony przez minera
plut. Czoka, pseudonim Kalif. Podczas wysadzania drzwi i części
ściany zginął komendant posterunku, Małecki. Część oddziału
polskiego już we wnętrzu budynku podjęła próbę zdobycia
poddasza, zamieszkałego przez policjantów. Chroniący się tam
policjanci otworzyli ogień i rzucili granaty. Ranili plut. Władysława
Łukasika oraz strzelców: Edwarda Jurkiewicza, Mieczysława
Parola, Eugeniusza Wszołę i Stanisława Zająca. Budynek
posterunku podpalono, ale policjanci schronili się w piwnicy.
Straty wyniosły 2 zabitych policjantów. Następnego dnia
rano zostali uwolnieni przez żandarmerię z Tyszowiec.”
Na drugi czy trzeci dzień – wspomina Barabasz –
Niemcy przywieźli policjantów ponownie do Łaszczowa.
Posterunek umieszczono w tamtejszej szkole. Wkrótce Ukraińcy
uciekli stamtąd, ze zrozumiałych powodów”.
Joanna SZUBSTARSKA
Joanna Szubstarska jestem korespondentką
Katolickiego Radia Podlasie. Swoje utwory poetyckie publikowała
w kilku pismach i antologii poezji religijnej „A Duch
wieje, kędy chce”. Wspomnienia Sybiraków drukowała w
bialostockim „Sybiraku”. Współpracuje z redakcjami
pism lokalnych.
|
Na zdjęciu:
Ruiny zamku
(Łaszów, 2005)
Fot. Archiwum "JS"
|