U pallotynów na Kopcu

Droga wiedzie na szczyt wzniesienia zwanego Kopiec. Leży ono na tej samej wysokości co park, skąd zacząłem wędrówkę. Tędy od lat ciągnęły pielgrzymki od Wadowic do Kalwarii Zebrzydowskiej. Stał tu browar, a po obu stronach drogi nieźle prosperowały szynki. Jak do tego doszło, że na Kopcu osiedlili się Księża Pallotyni?
Wincenty Pallotti (1795-1850) w celu utrzymania i rozpowszechnienia wiary katolickiej założył w roku 1835 Stowarzyszenie Misyjne pod nazwą Societas Apostolatus Catholici czyli Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego znane też jako Kongregacja Księży Pallotynów. Płomienna gorliwość w szerzeniu wiary i miłości oraz życie nacechowane głęboką pokorą, niezwykłym umartwieniem i świętością, zjednały księdzu Pallottiemu taką sławę, iż nazywano go powszechnie apostołem Rzymu.
Księdzu Pallottiemu przyświecały dwa cele: odrodzenie krajów katolickich i oświecenie prawdą Chrystusową krajów pogańskich. „Musimy powrócić do czasów pierwszych chrześcijan i wykonywać mandat apostolski: «ldźcie i nauczajcie». W jaki sposób? Czy wszyscy mają przywdziać suknię kapłańską? Nie – mówi ksiądz Pallotti – Nie trzeba by wszyscy stali się kapłanami, wystarczy jeżeli każdy w swym stanie i zawodzie w miarę sił i możliwości będzie się przyczyniał do pracy nad ratowaniem dusz nieśmiertelnych. Żniwo wielkie, a robotników mało”.
Ksiądz Wincenty podzielił całą kongregację na trzy klasy: kapłanów i braci, siostry oraz osoby świeckie. Z czasem Księża Pallotyni osiedlają się w Anglii, w Stanach Zjednoczonych, w Brazylii, Urugwaju i Chile, następnie w Afryce i Australii.
Ksiądz Wincenty Pallotti zmarł 22 stycznia 1850 roku. W sto trzynaście lat później 20 stycznia 1963 roku podczas trwania Soboru Watykańskiego Drugiego Jan XXIII kanonizował go. Jednym z uznanych cudów tej kanonizacji było uzdrowienie śmiertelnie chorego byłego generała Stowarzyszenia, Polaka, księdza Wojciecha Turowskiego.
Wielka idea księdza Pallottiego dotarła również do Polski. Niezbadanym zrządzeniem Opatrzności Bożej, Wadowice znalazły się w kręgu zainteresowań tych nowych polskich misjonarzy.
Pierwsi Pallotyni stanęli na ziemiach polskich wiosną 1907 roku. Było ich tylko dwóch: ksiądz Alojzy Majewski i ksiądz Alojzy Hübner. Przyjechali z Rzymu przywożąc ze sobą potrzebne w takich przypadkach dokumenty wraz z błogosławieństwem generała Zgromadzenia. Cały ich kapitał, prócz ufności w Opatrzność Boską, stanowiły dwie walizki z bielizną i przedmiotami pierwszej potrzeby. Początek był trudny: niepowodzenia, zniechęcenie, a nawet rozpacz. Wreszcie znaleźli się we Lwowie u księdza arcybiskupa Józefa Bilczewskiego (wadowiczanina). Tu przyjęto ich z dobrocią i serdecznością. Otrzymali skierowanie do proboszcza w Kochawinie księdza prałata Trzopińskiego, który nosił się z zamiarem oddania jakiemuś zgromadzeniu zakonnemu kościółka filialnego wraz z domem i kilkudziesięcioma morgami ziemi położonymi w Jajkowicach (późniejszej Antoniówce), w obrębie parafii kochawińskiej.
11 listopada 1907 roku Księża Pallotyni osiedlili się w domu, który był dawną siedzibą rodziny szlacheckiej, a stał się kolebką dzieła pallotyńskiego w Polsce.
Do pustego domu należało sprowadzić młodzież pragnącą wstąpić w szeregi misyjne. Z dniem 1 stycznia 1908 roku księża zaczęli wydawać miesięcznik „Królowa Apostołów”. Już w kilka miesięcy później w domu misyjnym zrobiło się ludno i gwarno. Wnet zabrakło miejsca dla coraz liczniejszych powołań. Trzeba było myśleć o założeniu drugiego domu.
W tym czasie pewien zacny proboszcz z archidiecezji krakowskiej zaproponował pallotynom kupno gruntu wraz z budynkami w swej parafii, w okolicy pięknej, zdrowej, górzystej – tuż obok Wadowic. Pierwotny zamiar osiedlenia się w Kleczy naprzeciw kościoła spełzł na niczym wskutek wygórowanej ceny za proponowany pallotynom kawałek ziemi. Ostatecznie księża zakupili majątek Kopiec składający się z obszernych budynków i dwudziestu galicyjskich morgów gruntu.
Dzień 8 sierpnia 1909 roku to data założenia drugiego domu pallotyńskiego na ziemiach polskich, domu znanego pod nazwą Collegium Marianum Księży Pallotynów w Wadowicach na Kopcu. Ten historyczny dla pallotynów i dla Wadowic dzień opisał ksiądz Alojzy Majewski: „Pogoda w tym dniu była prześliczna; słońce potokami światła zalewało okoliczne wzgórza, cisza, ta świąteczna wiejska cisza, unosiła się nad falistymi łanami zbóż, a ścieżkami wijącymi się wśród złocistych zbóż spieszył odświętnie przybrany lud z pobliskich wiosek, aby nas u siebie powitać”.
Radość z rozpoczętego dzieła tłumiły często różne przykrości. „Już minął 1 sierpnia, minął i 15, atoli po dziś dzień nie posiadamy czterech tysięcy koron, kwoty, którą mamy uiścić byłemu właścicielowi Kopca. Co prawda nie opuściła nas w tej potrzebie Najświętsza Panna Maryja – nie utraciliśmy korzystnego dla rozwoju naszego zgromadzenia kawałka ziemi, albowiem jeden z życzliwych przyjaciół wypożyczył nam na ten cel potrzebną sumę pod warunkiem, że mu ją w krótkim czasie zwrócimy. Wybrałem się na to w dalszą podróż i chodząc od znajomych do znajomych wyprosiłem nieco grosza. Znużony i wyczerpany drogą wróciłem do domu radując się, że mam coś niecoś na pokrycie pierwszych wydatków. Stało się inaczej. Między wielu listami, które na mnie czekały, znalazłem zawiadomienie z urzędu podatkowego w Wadowicach, że do 20 sierpnia obowiązany jestem złożyć dwa tysiące sześćset koron podatku przenośnego od majątku, którego jeszcze nawet nie zapłaciłem – jeśli do tego dnia nie złożę wymienionej sumy, odbiorą ją drogą przymusowej licytacji”. (Wspomnienia księdza Alojzego Majewskiego).
Z pomocą Bożą udało się przezwyciężyć trudności. Księża przede wszystkim usunęli żydowskich kramarzy i z energią zabrali się do pracy. Kompleks budynków byłego browaru tworzący czworobok został przystosowany do potrzeb pallotynów i częściowo przebudowany. W suterenach urządzono pokoje, na parterze kaplicę, wspólną salę rekreacyjną oraz mieszkania dla księży i profesorów, w spichlerzu refektarz, a na wieży, gdzie była suszarnia słodu, kuchnię i spiżarnię. Były właściciel Kopca rozpoczął budowę wielkiej sali mającej służyć na zebrania i bale. Salę tę przeznaczyli księża na prowizoryczne Collegium Marianum. Na Kopcu rozpoczęli naukę uczniowie gimnazjalni. Ksiądz Majewski przy pomocy księdza Augustyna Zarazy zorganizował wydawnictwo „Królowej Apostołów” i „Małego Apostoła”.
W roku 1911 księża przystąpili do budowy kaplicy. Życzliwi im ludzie pospieszyli z pomocą. Kamień ofiarował ze swych gruntów pan ze Sławna Sławiński, właściciel Kleczy, piasek „załatwił” wójt z Jaroszowic, wapno kupili pallotyni za gotówkę, cegłę wypalali sami. Pewnego dnia, już w trakcie budowy, okazało się, że brak jest sześćdziesięciu fur kamieni. Wtedy pomogło wojsko. Jakiś „nadzwyczajny godny pułkownik” załatwił sprawę w ciągu dwóch dni.
24 sierpnia 1911 roku nastąpiło poświęcenie kamienia węgielnego. W uroczystości uczestniczyli: ksiądz dziekan, kanonik Andrzej Zając z Wadowic, pan Sławiński właściciel Kleczy i doktor Franciszek Opydo, burmistrz miasta Wadowic.
W następnych latach 1912-1913 wykończono kaplicę i nadbudowano zachodnią część domu. Dnia 13 listopada 1913 roku ksiądz biskup Anatol Nowak, jako biskup pomocniczy krakowski, uroczyście poświęcił kaplicę i zakład. „Mniej więcej przed trzydziestu laty – mówił ksiądz biskup – przejeżdżałem tą drogą, kiedy jeszcze byłem klerykiem. Ponieważ wówczas nie słyszano tutaj wcale o kolei żelaznej, jechałem wtedy wozem, a na Kopcu zatrzymałem się na popas. Wtedy to opowiadano mi, jakie zgorszenia działy się na tym miejscu. Po obydwu stronach drogi stały szynkownie, w ogrodzie urządzano tańce, ale wstęp do niego nie zawsze był możliwy ze względu na najgorsze towarzystwo, z jakim łatwo było się spotkać. A dzisiaj stoi tu dom Boży...”
Na tę uroczystość przybyło wielu gości z dalekich stron spod zaboru pruskiego, przybyli parafianie z Kleczy, kapłani z sąsiednich parafii i przedstawi ciele władz miasta Wadowic. Okolicznościowy wiersz na powitanie gości napisał profesor z wadowickiego gimnazjum Tytus Zegadłowicz (ojciec Emila Zegadłowicza, poety i pisarza): „Oby te modły, oby nasza praca / Wygnańcom polskim była ku pomocy – / Niechaj im wiara przyszłość ich wyzłaca / I słońcem błyszczy wśród ponurej nocy!”
Pierwsza wojna światowa zahamowała rozwój pallotyńskiego dzieła. Księża, bracia i liczni wychowankowie powędrowali do koszar i okopów. Inni, młodzi, po wakacjach 1914 roku nie otrzymali pozwolenia na powrót do zakładu na Kopcu, znajdującego się na terenie wojennym. W Collegium Marianum zostało zaledwie kilka osób. Nowicjat z obawy przed wojskami rosyjskimi przeniesiono do Pragi Czeskiej, do słynnego opactwa Ojców Benedyktów w Emaus.
Po skończonej wojnie klerycy, bracia i studenci, którzy pozostali przy życiu i zdrowiu, wrócili na Kopiec i w starych, a tak drogich dla wszystkich, murach rozpoczęli z nowym zapałem przerwaną przez wojnę pracę przy warsztacie lub przy książce. W roku 1921 otrzymał święcenia kapłańskie pierwszy wychowanek pallotynów w Polsce.
W Polsce niepodległej następuje bujny rozkwit zakładu na Kopcu. W pewnych okresach przebywało tu aż dwustu pięćdziesięciu chłopców. Przybywają nowi księża tworząc kadrę od dawna upragnionych własnych nauczycieli i wychowawców licznej młodzieży. Powstają nowe domy pallotyńskie: w Sucharach, Warszawie, Ołtarzewie, Chełmnie. Pallotyni wydają kilka czasopism, przeważnie miesięczników: „Królowa Apostołów”, „Mały Apostoł”, „Rodzina Polska”, „Przegląd Katolicki”, „Posiew” (dla wsi), „Kalendarz Królowej Apostołów”. Ukazuje się dziennik katolicki „Polska”. Znana jest powszechnie działalność wydawnicza Księży Pallotynów kontynuowana współcześnie. Polscy pallotyni rozpoczynają działalność misyjną. W marcu 1931 roku wy­jechał ksiądz Bernard Pawłowski, jako pierwszy polski pallotyn na misje wśród pogan do prefektury apostolskiej Oueenstown w Południowej Afryce. W tym samym roku wybrało się dwóch innych księży na pracę duszpasterską wśród wychodźców polskich: jeden do Niemiec, drugi do Francji. W sierpniu 1932 roku kilku księży wyjeżdża do Montevideo w Urugwaju, by przejąć kościół i opiekę duchową nad kilkutysięczną rzeszą Polaków mieszkających w tym mieście.
Podczas drugiej wojny światowej księża i klerycy z Kopca znajdują schronienie u Ojców Bernardynów w Kalwarii Zebrzydowskiej. Po wojnie w roku 1950 państwo zabiera pallotynom dwadzieścia pięć hektarów ziemi (gospodarstwo rolne), a w dwa lata później następuje likwidacja Collegium Marianum – niższego seminarium duchownego. Dwie trzecie budynków zostaje przeznaczone na szpital gruźliczy. W roku 1956 następuje ponowne otwarcie gimnazjum – niższego seminarium duchownego, które funkcjonuje przez sześć lat. Od roku 1962 uruchomiono na Kopcu ponownie szpital i stan taki trwa do stycznia 1984 roku.
Odwiedzam niewielki park z czterema kapliczkami w stylu góralskim, poświęconymi Matce Boskiej Fatimskiej oraz mały cmentarzyk. Spoczywają tu księża misjonarze, prowincjałowie pallotyńscy, bracia i nieliczni żołnierze. Na najokazalszym na grobku widnieje napis: „Śp. Ks. Alojzy Majewski (25.4.1869 – 12.11.1947) długoletni misjonarz w Kamerunie w Afryce, założyciel Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego w Polsce – budowniczy i pierwszy przełożony Collegium Marianum w Wadowicach na Kopcu – Requiescat in pace”.
W kościele przed bocznym ołtarzem wpatruję się w portret świętego Wincentego Pallottiego. Z jego oblicza tchnie bezgraniczna dobroć. „Nikt tak nie przemówi do rozumu i serca jak ksiądz Wincenty” – mawiano powszechnie w Rzymie. Pocieszał cierpiących, odwiedzał szpitale, koszary, wiezienia... Tak samo jak polski Papież, który bywał często na Kopcu jako dziecko i młodzieniec, a jako biskup w dniu 10 maja 1959 roku odprawił tu uroczystą Mszę świętą z okazji pięćdziesięciolecia istnienia zakładu. W maju 1908 roku poczęła się budzić idea, aby nowy dom pallotyński utworzyć tu właśnie, na wadowickiej ziemi, jakby w przewidywaniu, że ziemia ta wyda za siedemdziesiąt lat Papieża z Wadowic.
W życiorysie i osobowości brata Józefa Lipkowskiego, pallotyna, można doszukać się podobieństwa do Józefa Kalinowskiego (ojca Rafała), karmelity bosego. Obaj związani byli z Wadowicami. Brat-doktor Józef Lipkowski jest postacią mniej znaną od ojca Rafała.
Józef Lipkowski pochodził ze starego rodu szlacheckiego zamieszkałego na Podolu, gdzie rodzina Lipkowskich posiadała rozległe majątki. W ich głównej siedzibie, w Krasnosiółce nad Bohem w powiecie hajsyńskim, zawiązały się w roku 1831 pierwsze zaczątki Powstania Listopadowego na Podolu. Powstaniu przewodniczył krewny rodziny Lipkowskich, generał Kołyszko. Na dziedzińcu dworu krasnosielskiego odbyło się poświęcenie sztandarów powstańczych.
Ojciec Józefa Lipkowskiego, Leon wraz ze swym bratem Henrykiem wystawił oddział powstańczy złożony z tysiąca konnych żołnierzy, zaopatrując ich przy tym w broń i amunicję.
Józef Lipkowski urodził się 27 lipca 1860 roku w Żytomierzu, był czwartym dzieckiem z drugiego małżeństwa. Jego matką była Barbara Kossowska. W dzieciństwie bardzo często chorował. W domu rodzinnym „panował nastrój religijny, odmawiano wspólnie pacierze. Pozostawiło to na małym Józefie niezatarte wrażenie. Nauki gimnazjalne pobierał od dwunastego roku życia, najpierw w Żytomierzu, a potem w Rydze. Pragnąc poświęcić się bliźnim, zapisał się po zdaniu matury na medycynę w Dorpacie. Przedtem jednak musiał niemało przełamać trudności stawianych mu ze strony krewnych, którzy medycynę uważali za rodzaj rzemiosła, a więc coś, co nie odpowiada stanowi szlacheckiemu. Lata uniwersyteckie uważał później, gdy wstąpił do Stowarzyszenia Księży Pallotynów, za najciemniejszą kartę w swoim życiu. Opowiadał z żalem i smutkiem o komersach, o piciu wielkiej ilości piwa i wina, o życiu rozwiązłym, o sporach pomiędzy korporacjami i o pojedynkach.
Medycynę ukończył w roku 1886. Od tego czasu rozpoczęła się twarda szkoła życia. W Rosji pozostawał doktor Józef Lipkowski przez dwadzieścia dwa lata. Objechał niemal całą Rosję europejską, wszędzie zyskując sobie serca ludzi i uznanie. Najpierw praktykował w Baku, potem w Żytomierzu, Petropawłówce, Tule, Bielawie, na Krymie, w Iwankowie. W latach 1897-1898 studiuje w Moskwie chirurgię i okulistykę. Następnie znowu praca w Aleksiejówce, w Orłów-Gaj, w guberni samarskiej niedaleko Wołgi, potem w stanicy Urupskiej, w kraju Kozaków Dońskich, w Kutaisie na Kaukazie. Następują dalsze studia specjalistyczne w Wiedniu. I znów praca w Rosji, w Izmailu nad Dunajem. Chciał tam pozostać dłużej, lecz plany pokrzyżowała śmierć jego żony. Doktor Józef Lipkowski wspomina: „Teraz nastąpiła pustka, straciłem ochotę do pracy, bo dla kogo mam się trudzić? Dzieci nie mieliśmy, więc pozostałem zupełnie sam. Żenić się w tym wieku (czterdzieści osiem lat) nie było sensu. Przy tym sumienie mnie niepokoiło: na parę tygodni przed śmiercią żona mi mówiła: «Ty, jako doktor, wiesz jaki stan mój, nie dozwól mi zatem umrzeć bez księdza, jak będziesz widział, że stan zdrowia mego groźny, zaraz go przywołaj» – «Dobrze, dobrze» – powiedziałem. Ale przywykłem do życia lekkiego, choć w Boga wierzyłem, nie stał On u mnie na pierwszym miejscu, jak być powinno, a przy tym, w samej rzeczy, śmierć nastąpiła niespodziewanie, nie myślałem, że tak prędko umrze – a jednak męczyłem się bardzo tą myślą, że obowiązku swego nie spełniłem.
Gdy tak biedziłem się z mymi myślami, jakby Bóg sam poddał mi myśl zbawienną – jak gdyby ktoś przemówił do mnie: «wstąp do klasztoru». Że też mi to dawniej na myśl nie przyszło. W klasztorze odnajdę ten spokój i to prawdziwe szczęście, którego na świecie na próżno szukałem, w klasztorze też łatwiej mi będzie przebłagać Boga za życie moje lekkomyślne i łatwiej dla żony pomoc uproszę”.
Po długich staraniach i cierpliwym oczekiwaniu zostaje ostatecznie przyjęty do Stowarzyszenia Księży Pallotynów, które co dopiero sprowadził do Galicji ksiądz Alojzy Majewski. W 1909 roku doktor Lipkowski sprzedaje swój dom w Izmail i przyjeżdża do Wadowic na Kopiec.
„Byłem uszczęśliwiony, że się tu znalazłem sterany cygańskim życiem, jakie dotychczas prowadziłem. Wszystko wydawało mi się tu piękne i przyjemne”.
Nowy kandydat na brata był niewybredny; brał się do każdej pracy, nawet do obierania ziemniaków, chociaż szło mu to bardzo niezgrabnie. Najwięcej jednak pracuje w klasach wśród wychowanków zakładu i w administracji wydawnictw pallotyńskich, wykonując przy tym w dalszym ciągu swoją praktykę lekarską w zakładzie.
W styczniu 1910 roku otrzymuje doktor Lipkowski suknię Stowarzyszenia. Ksiądz Alojzy Majewski chciał go skierować do kapłaństwa, ale tak przed nowicjatem, jak w nowicjacie, odpowiadał stanowczo, że księdzem nie zostanie. Czuł się bowiem niegodnym piastowania takiego zaszczytu.
Nowicjat odbył w Antoniówce i wrócił do Wadowic na Kopiec. Wszyscy profesorowie i uczniowie byli dumni z tak wykształconego, a zarazem pełnego pokory brata.
Brat-doktor przebywał we wszystkich domach pallotyńskich w Polsce. Szedł zawsze tam, gdzie go najbardziej potrzebowano. Wszędzie zostawiał po sobie najmilsze wspomnienia. Ci, którzy mieli szczęście z nim przebywać, czuli, że jest szczególnie umiłowany przez Boga. Odznaczał się głęboką pobożnością. Dla siebie był nadzwyczaj surowy. Umartwiał się i przestrzegał cnoty ubóstwa. Pisząc przy stole lub czytając klęczał, nie spodziewając się, że ktoś może to zauważyć.
Ostatnie lata swego świątobliwego życia spędził brat-doktor w Chełmnie, gdzie przy tamtejszym domu misyjnym spełniał wzorowo obowiązki furtiana. Zmarł 9 grudnia 1931 roku w opinii świętości. Pochowany został na cmentarzu chełmińskim na Pomorzu, w skromnym grobie.

Roman Antoni GAJCZAK

Roman Antoni Gajczak. Opublikował książki „Wadowice, miasto rodzinne Jana Pawła II” (1986), „Sercu najbliższe: szkice z lat młodzieńczych Karola Wojtyły - Jana Pawła II” (1987),  Prezentowany tekst ukazał się  na łamach „Naszej Rodziny” – 7-8 (514-515) 1987, s. 10-13.


40-3.jpg (85450 Byte)

Na zdjęciu:

Pallotyńskie
Collegium
Marianum
(Wadowice, 2005)


Fot. Jacek Jezierski

© Recogito, Rafaliga