Serce demokratycznego układu
Alexis de
Tocqueville,
”O demokracji w Ameryce”,
przełożyli
Barbara Janicka i Marcin Król,
Warszawa 2005,
ss. 692;
”Dawny ustrój i rewolucja”,
przełożyła
Hanna Szumańska-Grossowa
Warszawa 2005,
ss. 360.
Sercem
demokratycznego układu są stowarzyszania. Alexis de
Tocqueville uważał, że stanowią one „abc”
demokracji i może najbardziej ludzki a zarazem dynamiczny
organizm, w którym dochodzi do rozlicznych inter-re-akcji,
wprawiając w ruch pozostałe elementy systemu politycznego.
Warto zatem podążyć szlakiem wytyczonym przez francuskiego
filozofa, a także – jak byśmy dzisiaj powiedzieli
– politologa i socjologa. Wykładnię jego nauki
znajdujemy w „O demokracji w Ameryce”. Pierwszy tom
książki, pochodzący z 1835 roku, jest relacją z pobytu za
oceanem, opisem Ameryki po rewolucji. Propagator rewolucji
demokratycznej i „równości możliwości”,
niejednokrotnie idealizując obraz amerykańskiego społeczeństwa,
był pod silnym wrażeniom tego, co zobaczył. W 1840 roku ukazał
się drugi tom, stanowiący pogłębioną refleksję nad
demokracją, a także nad sytuacją społeczno-polityczną
Francji. Tocqueville przeczuwał, że nowy system szybko
przeobrazi Nowy Kontynent i nie pozostanie bez wpływu na Europę,
a zatem również na jego ojczyznę.
Rozpolitykowanie Angloamerykanów wzbudziło w nim sporo
sympatii. Pragnął, żeby francuskie społeczeństwo miało
tyleż samo wigoru, co obywatele stworzonego przez imigrantów
państwa. Szansy upatrywał w najprostszej, podstawowej formie
aktywności politycznej i społecznej, za jaką uznał
zrzeszanie się. Chciał, żeby instytucje polityczne działały
„na zasadzie przedstawicielstwa”, a także żeby
coraz większą aktywność okazywały cywilne stowarzyszenia.
Termin stowarzyszenie był dla niego kluczowy, jeśli
chodzi o formy społecznej aktywności. Przekonywał, że
na przykład wybieranie składu ławy przysięgłych spośród
obywateli to darmowa szkoła obywatelstwa.
Demokrację określał jako system polityczny, nie idealny, lecz
najlepszy z możliwych. Dopiero wnikliwa analiza pozwala
dostrzec, jak bardzo demokracja jest nieidealna. Można by odnieść
wrażenie, że negatywna strona takiego ustroju jest wstydliwie
skrywana. Obywatel, mimo że wyczuwa jego niedostatki, jednocześnie
chętnie ulega grze pozorów. Zachowuje się tak, jak by nie miał
wyboru, jak by musiał godzić się z tym, co zastaje i co wcześniej
uznał za rozwiązanie najlepsze z możliwych. O uroku tego
zjawiska wiele można by wyczytać z XIX-wiecznych powieści.
Ale właśnie Tocqueville odsłonił dramat, w jakim bierze
udział homo democraticus i społeczeństwo. Dzięki
francuskiemu myślicielowi stajemy się świadkami rodzącej się
demokracji, schyłku i rozkładu dawnego reżimu, a także
pojawiających się na horyzoncie nowych koncepcji
ideologicznych. Skądinąd znamy i doświadczyliśmy tragicznego
ciężaru ubezwłasnowolnienia. Teraz uczymy się
demokracji.
Tocqueville umiejętnie wchodzi w istotę relacji pomiędzy równością
i nierównością w demokracji i we wcześniejszych systemach
politycznych. Zgłębia zagadnienie równości jakby ważąc to,
co jest jej pozytywną, a co negatywną stroną. Nie zatrzymuje
się na jednej z nich, stara się o obiektywny sąd, ukazuje
korzyści płynące z przyjęcia nowego systemu rządzenia, ale
i rzuca światło na ciemne strony, nie ukrywa mankamentów
demokracji. Uważa, że właściwą drogą poznania – co
oznacza obywatelska wolność i równość – winno być
realne doświadczenie, sprawdzenie się nowego systemu w
praktyce.
Autor „O demokracji w Ameryce” jest wnikliwym
obserwatorem. Mimo arystokratycznego pochodzenia opowiada się
za zmianami, od których – według niego – nie
ma odwrotu. Ale też nie kryje obaw o los nowego,
porewolucyjnego pokolenia, któremu w konfrontacji z rzeczywistością
demokratyczną trudno się odnaleźć. System feudalny dawał
poczucie stabilności oraz określoną, społecznie
zhierarchizowaną pozycję. Zagospodarowywał formy wolności
wewnątrz każdej grupy społecznej. Monarchia, dążąc do
centralizacji, ograniczała wolność polityczną. Autor
„Dawnego ustroju i rewolucji” ukazuje proces
niszczenia wolności politycznej i rozwarstwienia klas społecznych,
który w rezultacie doprowadził monarchię do upadku.
Arystokracja tworzyła zbyt hermetyczną grupę, w konsekwencji
rewolucja stała się wyrównaniem „rachunków
krzywd”. Jednak to nie szeregi arystokracji najbardziej się
wykrwawiły, najwięcej ofiar gilotyny wywodziło się spośród
rzemieślników i zwykłych pracowników (31%), za nimi
plasowali się chłopi (28%) i handlarze (20%).
Tocqueville odsłania oblicze nowej ideologii i nowej władzy.
Na scenę wkracza nowy, demokratyczny obywatel. Filozof nakreśla
wizję nowego społeczeństwa i nowej polityki. Chcąc uchronić
najbiedniejszych przed ryzykiem niezgody i groźbą walki, a także
nowymi ofiarami, próbuje zagospodarować przestrzeń wolności.
Wskazuje kierunki, w jakich społeczeństwo powinno zmierzać.
Zauważa, że monarchiczny honor został zastąpiony republikańską
cnotą: równością wobec prawa. Nieoczekiwanie staje się on
orędownikiem religii chrześcijańskiej, która – jego
zdaniem – jest w stanie wypełnić demokratyczną
przestrzeń wolności. W przeciwnym wypadku, jeśli owa
przestrzeń nie zostanie odpowiednio zagospodarowana, grozi
wszystkim indywidualizm i – jak mówi filozof –
atomizacja, a co za tym idzie, apatia i obojętność. Polityk i
autor „Dawnego ustroju i rewolucji”, chociaż nie
deklaruje się jako wierzący, określa relacje pomiędzy władzą
świecką a duchową. Przestrzega przed zbyt daleko posuniętą
laicyzacją jak i wypaczeniami religijności zakłócającymi równowagę
społeczną. Chaos może okazać się nieunikniony, jeśli
zabraknie czynnego udziału w życiu politycznym. Bez świadomego,
obywatelskiego zaangażowania i społecznej kontroli, rządzący
stają się tyranami, a demokracji grozi zwyrodnienie. Nawiasem
mówiąc, na konsekwencje realizacji takiego scenariusza nie
trzeba było długo czekać, zjawisko to opisała wszechstronnie
Hannah Arendt.
Zatrzymajmy się jednak przy kluczowym pojęciu, jakim jest
association [stowarzyszenie, zjednoczenie, związek]. Jedna
ze współczesnych badaczek tocqueville’owskiej filozofii
uważa, że jest ono „swoistym, spontanicznym odtwarzaczem
kontraktu społecznego na najniższym szczeblu, poprzez
jednostki, które decydują się dobrowolnie i wspólnie działać,
a tym samym wzajemnie łączyć się”. Doświadczenie
uczy, że większa okazuje się siła oddziaływania różnorakiego
typu zrzeszeń niż najsilniejszej nawet jednostki. Tocqueville,
mówiąc o jednostce, jawi się jako filozof w pewnym sensie
starożytny, szukający odpowiedzi na istotne pytania dotyczące
człowieka, jego relacji z bliźnimi, jego miejsca w społeczeństwie.
Stowarzyszenie staje się pośrednikiem pomiędzy tym, co
pojedyncze, a tym, co ogólne, pomiędzy jednostką a społecznością.
Jednostka w tej relacji nie traci prawie nic: „nie czyni
poświęcenia ani ze swej woli ani ze swego umysłu, lecz posługuje
się nimi, aby zrealizować wspólnie zamierzone przedsięwzięcie”.
Powyższe słowa filozofa i polityka są zachętą do przekształcania
demokratycznych struktur. Miarą stopnia demokratyzacji są właśnie
stowarzyszenia. Ich liczba, a także wzajemna relacja pomiędzy
władzą i obywatelem decydują o jakości demokracji. Równość
warunków jest jakby napędem demokracji – będącej w ciągłym
ruchu, samoreformującej się – a zarazem gwarantem jej
trwania. W sytuacji zagrożenia w dużo większym stopniu
przyczynia się ona do odnalezienia środków zaradczych: przed
nadużyciami, przed korupcją, przed niesprawiedliwością. Już
sam fakt, że można się złączyć, aby wspólnie domagać się
sprawiedliwości, jest ważnym osiągnięciem. Nie ulega jednak
wątpliwości, że starych nawyków nie da się wykorzenić z
dnia na dzień.
W pierwszej fazie demokratyzacji, po Jesieni Ludów 1989 roku,
jak grzyby po deszczu powstawały i mnożyły się zrzeszenia,
stowarzyszenia, organizacje pozarządowe, fundacje, itp. Pojawiły
się nowe koncepcje, zaczęły ścierać się poglądy na tematy
społeczne, sposoby organizowania się, tworzono nową
terminologię itp. Fundacje powstające w okresie przemian
ustrojowych stawały się rodzajem przewodnika. To
przecieranie szlaku było bardzo ważnym elementem przemiany
wizji społeczeństwa. Niewykluczone, że stało się to powodem
włączenia określonych tematów, na przykład etyki, do
dyskusji o tzw. trzecim sektorze. Opracowano nawet Kartę Etyczną,
chcąc w ten sposób uchronić ważną domenę społecznej
aktywności przed zagrożeniami ze strony różnych układów,
ingerencji państwa, korupcji... Ostatnie lata w tzw. trzecim
sektorze cechuje jednak stagnacja, tak jak by wygasł wcześniejszy
zapał i wiara w powodzenie samorządowych projektów.
Co się kryje pod powszechnie znanym we Francji prawem z 1901
roku? Na gruncie francuskim do legislacji, gwarantującej
obywatelom swobodę stowarzyszeń, doszło dopiero przeszło sto
lat po rewolucji. Trudno dziś o jednoznaczne oceny – i
historyczne, i polityczne. Coraz częściej słychać głośne
nawoływania polityków, że należy prawo z 1901 roku ograniczyć
albo się z niego wycofać. Nie przesłania to faktu, że
francuski model stowarzyszeniowy pod wieloma względami sprawdził
się, odegrał bowiem znaczącą rolę w aktywizacji społeczeństwa.
Francuzi dość chętnie poświęcają swój czas i pieniądze
na różnego typu stowarzyszenia i fundacje, zajmując w tej
materii czołowe miejsce w świecie.
Oczywiście, konflikt pomiędzy teorią a praktyką jest
nieunikniony, bowiem rzeczywistość nie stoi w miejscu. Jednak
śmiało możemy stwierdzić, że spostrzeżenia
Tocqueville’a mogą być wskazówką także dla młodych,
wschodnioeuropejskich demokracji. Ich kondycja, zdrowie i rozwój
zależy w dużej mierze od mądrych form zarządzania, od działania
organów reprezentujących państwo, ale też od całego społeczeństwa.
Ważna jest praktyka społeczna, ważne są wzorce przekazywane
z pokolenia na pokolenie. Jeśli tylko ludzie się wiążą,
wtedy jakby same z siebie powstają przedstawicielstwa
obywatelskie. Ta naturalna, podstawowa forma organizacji społecznej
pochodzi – zdaniem prekursora demokratycznej myśli
– „bezpośrednio z Bożej ręki”.
Każdy naród kroczy własną drogą i sam wciela określone
wartości w społeczny krwioobieg. Autor „O demokracji w
Ameryce” i „Dawnego ustroju i rewolucji”
przestrzegał, iż o żadnej zasadzie politycznej nie możemy
powiedzieć, że jest jedynie słuszna i wieczna. Nieustannie
należy każdą z zasad poddawać krytycznej analizie. Zwycięstwo
demokracji w Europie Wschodniej to jedno z największych
obywatelskich osiągnięć – ale to nie koniec drogi.
Wystarczy spojrzeć na nadmiar nadużyć, na korupcję w różnych
dziedzinach życia społecznego i politycznego, na swobodę urzędników
w interpretacji prawa oraz na nędzę, w jakiej znalazło się
wielu ludzi. Warto często przypominać sobie słowa
Tocquville’a: „Myślmy więc o przyszłości z owym
zbawiennym niepokojem, który każe czuwać i walczyć, a wolni
od małodusznego i leniwego strachu, który łamie i osłabia
serca”.
Z pewnością, każdy kto sięgnie po dzieła francuskiego myśliciela,
wiele może się o demokracji dowiedzieć i – podchodząc
nieobojętnie chociażby do wybranych zagadnień –
przysłużyć demokratyzacji życia.
Jerzy MIKOLUC
Jerzy Mikoluc. Urodził się w Opolu. Studia humanistyczne odbywał na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i na Uniwersytecie Jagiellońskim, zaś filozofię i politologiczne na Uniwersytecie Paryskim. Działa we francuskich organizacjach pomocy humanitarnej.
|
Na ilustracji:
Okładka
książki
"O demokracji
w Ameryce"
(2005)
|