…Miłosza obcowanie z duchami na pustyni Ulro

…mojej nauczycielce literatury, Pani mgr Henryce Kaźmierczak 
z podziękowaniem za wskazanie drogi 

 „ Nasyciliśmy się na drogach bezprawia i zguby, 
błądziliśmy po bezdrożnych pustyniach, 
a drogi Pańskiej nie poznaliśmy.
Cóż nam pomogło nasze zuchwalstwo, co dało chełpliwe bogactwo?
To wszystko jak cień przeminęło i jak wieść, co przebiega…”  (Mdr 5, 7-9)

1. „…na przekór ziemskiemu prawu unicestwienia pamięci”[1]

Podobno – powołuję się tutaj na ks. Jerzego Szymika –  w czasie rozprawy Josipa Brodskiego za „pasożytnictwo”, miała mieć miejsce następująca dyskusja między sędziną, a podsądnym: 

- Czy uczyliście się tego?
- Czego?
- Żeby być poetą? Czy próbowaliście chodzić na uniwersytet, gdzie dają wykształcenie… Gdzie uczą?
- Nie myślałem… Nie myślałem, że można to zdobyć wykształceniem.
- A czymże?
- Myślę, że to… od Boga. Bo skąd?


A jeśli od Boga, to po co? Jaki interes ma w tym Nieskończony? W spuściźnie po wielkim niemieckim poecie Hölderlinie [2] znajduje się piękny wiersz o znamiennym zresztą tytule „Andenken” , czyli: pamięć, wprowadza on tam niespodziewanie do finału tego wiersza słowa, których zdawało nam się już ich tam nie znaleźć, gdy wszystko zdaje się zmierzać do zapomnienia: „Was bleibt aber, stiften die Dichter“. Poeci utrwalają to, co ma przetrwać. Utrwalają, aby przetrwało! Percepcja czasu pojmowana być musi w odniesieniu do wieczności. W innym wierszu Hölderlin sławi Mnemosynę, której starożytni Grecy przypisali troskę o pamięć ludzką. „Lang ist die Zeit es ereignet sich aber Das Wahre...“ Hölderlin opisuje paradoks trwania czasu, jego dłużące się chwile, gdy – pewni jesteśmy – ON nie reaguje. Polski przekład nie radzi sobie tutaj z sensem tego wyrazu; nie o prawdę sensu stricto tutaj chodzi, lecz o transcendentalne pojmowanie kontaktu z NIESKOŃCZONYM. I w tym marazmie chwil, dni, lat nie dostrzegamy, aby coś istotnego wydarzyło się, czy też istniało. Jakże ślepi jesteśmy na sprawy, które wydarzyły się wśród tego upływającego czasu, głusi na prawdę, na to prawdziwe, w którym skondensowało się mnóstwo spraw przez nas ignorowanych przez ich selekcję w obszarach apriorycznych. To, co jest prawdziwe, istotne, wydarzyło się po zewnętrznej stronie naszego czasu, poza kloszem naszej świadomości i stamtąd przenika do naszej jaźni. Czy aby na pewno?... Hölderlinowska puenta o naszym uczestnictwie w tworzeniu zapisu prawdy objawionej: „poeci czynią trwałym to, co pozostaje“ musi nas zastanowić. Musi zastanowić relacja między prawdą objawioną, a tą przekazywaną przez filozofię. „Relacja ta wymaga rozpatrzenia w podwójnej perspektywie, jako że prawda ukazana nam przez Objawienie jest zarazem prawdą, którą mamy pojmować w świetle rozumu. Tylko w takim podwójnym ujęciu można określić rzeczywistą relację między prawdą objawioną a wiedzą filozoficzną [...] relację między tymi dwoma porządkami poznania.“ [3] Naszej wrodzonej, ludzkiej pysze wystarcza niejednokrotnie jej selektywny stosunek do tej prawdy; pozytywny, jeśli dostrzegamy z miejsca jej wielkość, wtedy skłonni jesteśmy też uznać nasze współuczestnictwo w jej powstaniu, negatywny – jeśli bądź nie jest ona nam przychylna, jest niewygodna, lub nie znajdujemy sposobu na wykazanie naszego udziału w jej powstaniu, (choć bardzo byśmy chcieli!), a wtedy najlepiej uczynić wszystko, aby pomniejszyć jej znaczenie lub wręcz okpić, wytrzeć z pamięci. 
Będąc podczas lektury „Ziemi Ulro” przy poetach niemieckich, zająłem się wątkami, w których pojawia się Johann Wolfgang Goethe i gdzie Miłosz formułuje sekwencję pojęcia „umysłu wydziedziczonego”. Miłosz przyznaje wprawdzie, że „nie rości sobie pretensji do znawstwa pism Goethego”, ale w tym wypadku wybiera on sobie na przewodnika autorytatywnego znawcę dzieł czołowego niemieckiego romantyka, Ericha Hellera. W końcu osiemnastego  wieku, pod przemożnym wpływem spektakularnych publikacji Emanuela Swedenborga, literatura romantyczna przeżywała secesję spowodowaną recesją poglądów części jej wybitnych przedstawicieli w kierunku nowych „praw naukowych”. (Także Mickiewicza „dotknęło” silnie to rozdwojenie i Miłosz wiele czasu spędza na pustyni Ulro z duchem Adama.) Ale pozostańmy przy Goethem… Miłosz, opierając się na Hellerze, uważa („Ziemia Ulro”, rozdz.21), że „rozdwojenia Goethe chciał za wszelką cenę uniknąć, stąd jego poszukiwania innej nauki, zgodnej z jego wiarą w doskonałą współodpowiedzialność duszy ludzkiej i wszechświata. Za jego życia pojawia się już jednak >umysł wydziedziczony< w sensie ontologicznym, wewnętrznie rozdarty, równocześnie przekonany, że człowiek jest niczym w ogromie wrogiego uniwersum i, ponieważ dotkliwie rani to ludzką dumę, przypisujący człowiekowi najwyższe znaczenie. Stąd powstaje nieustanna walka pomiędzy agresją i upokorzeniem…”. 

Krainę Ulro wymyślił William Blake. Jest to kraina zasiedlona przez duchy, które „jak zwierz drapieżny krążą w lasach boleści” i „w snach karzą siebie za dobroć ludzką”. Przypomina ta kraina biblijną pustynię, na którą udał się Chrystus, aby poddać się próbie lojalności wobec nieskończoności swojego ojca. Próbie wiary. Jest to pustkowie, gdzie Blake odsyła postacie znane w historii filozofii ze skłócenia z prawdą objawioną. Miłosz wystawia tę pokutującą filozofię na próbę jej asymilacji z zespołem prawd objawionych o genezie i początkach istnienia świata, czyli z kosmogonią, a zauważmy, że czyni to, gdy nie było jeszcze encykliki „Fides et ratio“! Miłosz w „Ziemi Ulro” zdaje się sam siebie zesłać na to pustkowie, aby spotkać się tam z duchami, które nawiedzają go w całej jego długiej twórczości i w zbliżeniu porównać ich ból z bólem własnym. To das Ware Hölderlina, tak czy inaczej, pojawia się na krótko tylko w naszej świadomości. Sama niemiecka forma nadaje temu wyrazowi znaczenie transcendentalne i ciągle, w każdej chwili ponownie odkrywane, czy też wyczuwane; natomiast nasz, polski Nieskończony to rzeczownik męski, prawie dotykalny i jedynie jego etymologia umiejscawia Nieskończonego w sferze nadprzyrodzonej i w czasie od zawsze do zawsze. Przeciwstawienie PRZESZŁOŚĆ / PRZYSZŁOŚĆ jest o tyle trafne, na ile przez nas w ogóle dostrzegalne: PRZESZŁOŚĆ, o której ma jakieś pojęcie nasza pamięć i PRZYSZŁOŚĆ, która jednakże leży poza zakresem ontologicznym i jest wiecznym horyzontem. W „Dolinie Issy” Miłosz konstatuje: „Opowiadając nie wie się, jaki wybrać czas, teraźniejszy, czy przeszły, jakby to, co minęło, nie było całkowicie minione, dopóki trwa w pamięci pokoleń…”.

Mnemosyne ma na Ziemi nie tylko swoich kapłanów, ale swoich strąconych aniołów, znajdujących się w stadium nieustannej walki między agresją i upokorzeniem. Zastanawia mnie pewne zdanie Miłosza z „Ziemi Ulro” zapisane przez niego jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, zanim dotknęło to jego samego: „Czy wolno jakiegoś poetę uwielbiać, postawić na pomniku, wywłaszczając go z jego myśli? Dlatego, że narodowi potrzebny, a jego myśl nie bardzo potrzebna?”

Ksiądz Józef Sadzik w przedmowie do „Ziemi Urlo” sięgnął po przytoczone przeze mnie wyżej finałowe zdanie wiersza Hölderlina „Andenken“ („Pamięć”) na poparcie jego ontologicznego wywodu trwania człowieka w zdefiniowanym przez Heideggera „das Seiende” (naszej obecności w realnym kontekście wieczności). Zdanie Hölderlina z wiersza „Pamięć” to jednakże o wiele bardziej poetycka definicja samej pamięci, do której poeta niemiecki w wierszu tym dochodzi. Pamięć ludzka jest przedmiotem rozważań Hölderlina i do czynnika pamięci w pojmowaniu Nieskończonego powraca Miłosz w swoich dziełach niejednokrotnie. Nic to, że wcześniej odżegnuje się on od pisania pamiętników. W rozdziale 9 „Krainy Ulro”, wracając pamięcią do początków swojej pracy ze studentami amerykańskimi, pisze: „Mój zamiar, w części przynajmniej, udało się spełnić, czego dowodem powinna być ta książka, łącząca w jedno przeszłość i teraźniejszość, a właściwie wymierzona w przyszłość, jeżeli nie w moją własną, to innych.” I tak odczytywałem „Ziemię Ulro”, gdy wyjechałem z Polski na pięć minut przed rozpoczęciem się tej przyszłości, w którą Miłosz książkę swoją wymierzał. Poszedłem drogą wskazaną mi przez moją wspaniałą nauczycielkę literatury; drogą szukania w poezji prawdy, którą ona utrwala.

Czesław Miłosz: „…czy możliwa jest poezja nieeschatologiczna? Byłaby to poezja obojętna na oś przeszłość – przyszłość i na „rzeczy ostatnie“, a więc na zbawienie i potępienie, na sąd i na Królestwo Boże, na cel historii, czyli na wszystko, co łączy czas wyznaczony jednemu życiu z czasem ludzkości.“ [4]  

2. Jesteśmy kontekstem.

W roku 1998 profesor Aleksander Fiut czytał na Międzynarodowym Festiwalu zorganizowanym dla uczczenia twórczości Czesława Miłosza swój wykład na temat rzeki, jako tworzywa poetyckiego tego poety i sprowadził wątek swojego wywodu do zderzenia z Heraklitowską konkluzją o niemożliwości wejścia dwukrotnie do tej samej rzeki. Miłosz wchodzi, jak wchodzi człowiek w nurt rzeki, który go obmywa, aby spostrzec, że nurt ten jest raz jak miód i jak miłość, a raz jak śmierć i taniec. Rzeka – kochanka i zabójczyni, woda pierwsza, woda chrztu Chrystusa i ta ostatnia, gdy jest ucieczką od życia. Rzeka, ten najwymowniejszy symbol życia na Ziemi, jej przemijający obok nas nurt, którego pierwsza kropla popłynęła u początku powstania życia na naszej planecie, a ostatnia popłynie z jego końcem. Miłosz był zawsze zwrócony twarzą do rzeki. „Cóż to naprawdę znaczy? – zastanawia się Aleksander Fiut. - Wpierw to, że postawienie stopy na brzegu Rzeki jest równocześnie znalezieniem się w miejscu, gdzie spotykają się ze sobą dwa elementarne żywioły. Jest zakreśleniem linii, zdawać by się mogło – nie do naruszenia. Tymczasem jednym z bodaj najbardziej uderzających rysów późnej poezji Miłosza jest uporczywe dążenie do przekraczania nieprzekraczalnych granic: czasu i przestrzeni, pojedynczego życia i jednej epoki, własnego ciała i rodzimej kultury.[5]
„ Żyjemy w kraju, którego nie było, gdy istniały wielkie imperia kulturowe. Jak stara jest nasza kultura i skąd się wywodzi? Jak stare są religie dzisiejszego świata i skąd się wywodzą? W imię czego zburzyliśmy poprzednie? Czy i nasza zostanie zniesiona przez czas? Po co Bogu był potrzebny człowiek? Jesteśmy tymi, którzy żyją dzięki śmierci innych. Jesteśmy tymi, którzy są i których nie będzie. „Jesteśmy lepsi od tych co zginęli. / Jesteśmy lepsi od nich, pogrzebanych. / Uratowaliśmy się przebiegłością i wiedzą. / Jak należy się ludziom poznaliśmy dobro i zło. Nasza złośliwa mądrość nie ma sobie równej na ziemi.”/ „Należy uznać za dowiedzione, że jesteśmy lepsi od tamtych, / Łatwowiernych, zapalnych a słabych, mało sobie ceniących życie.” [6] Do czego jesteśmy zdolni!? Jakże często stajemy oniemiali tak dalece, że słowa nie możemy z siebie wydobyć; przed pięknością obrazu, architektury, rzeźby, ciała ludzkiego… Pięknem słowa! Przed pięknem?.. A może przed ich mądrością; są przecież tworem naszego geniuszu! O, pycho! A… Ileż to razy z ręką na ustach, aby nie zdradzić własnym krzykiem naszej ontologicznej esse, zatrzymujemy się, odchodzimy w ciszę, aby zapytać samych siebie: My to uczyniliśmy? Nasza kultura? Nasza religia? Ludzie ludziom? Jaki jest mój w tym udział? 
Jak często leżymy długo w noc bezsenną, bo nasz sen zrabowany został przez coś, co „stanęło w poprzek”. „Uczucie w momentach śmierciopodobnego bytu; wszyscy ludzie są warci miłości... Zbudzony czujesz gorycz świata; w tym jest twoja niezatarta wina; twój wiersz niedoskonałą pokutą" [7] – zapisał dla potomnych Georg Trakl po piekle I Wojny Światowej, którą przeżył; „Was bleibt aber, stiften die Dichter“ – czyżby tylko dlatego dane mu było przeżyć? Mój, twój, nasz niepokój powodowany świadomością uczynionego zła. 
Jesteśmy kontekstem czegoś wielkiego i niepojętego… Nasze życie jest poezją. Pojawiliśmy się w niej wyłącznie po to, aby ją podnieść i aż do ostatniego słowa przenieść jej posłanie. Jesteśmy kontekstem, nasze słowa unoszą się w kontekście umarłych, zburzonych, zapomnianych kultur z całą konieczną, a ciągle niedoskonałą odpowiedzialnością za słowo, które dalej poniesione będzie.

3. „Zimowe dzwony” 

Włóczę się wśród wzgórz i lasów Wyżyny Szwabskiej. Teraz jest zima. Przy pniu drzewa powalonego przez wiatr, zaspa śniegu powyżej kolan. Pierwszy śnieg tego roku i pierwsze tragedie bezsilności wobec natury w biednym Pakistanie i w bogatych Niemczech, a po mojej stronie zauroczenie widokiem doliny z migocącą wstęgą rzeki i domkami przystrojonymi radośnie na pamięć o narodzeniu Chrystusa. Nad brzegiem rzeki, zgarbiona siwa czapla poluje na pstrągi. Między domkami przemyka żółty pickup listonosza. Być może wiezie dla mnie książkę Dedeciusa „Überall ist Polen“. Dowiedziałem się o niej pisząc ten esej…
Odwracam się jeszcze ku słońcu, które uniosło się już wysoko ponad „Mörike Fels“ [8]. W zimowej dolinie biją dzwony zgodnie w dwóch kościołach. Czas, aby zejść w dół zanim umilkną… „[...] Nagle umilknie warsztat demiurga. Nie do wyobrażenia cisza. I forma pojedynczego ziarna wróci w chwale. Sądzony byłem za rozpacz, bo nie mogłem tego zrozumieć.”
Schodząc, myślę o nas, ludziach z kontekstu, którzy przeżyli nie wiedząc dlaczego i żyją z obrazami czasu minionego: „[...] czy wiemy, do czego jesteśmy przeznaczeni?“ [9] Nie potrafimy przekroczyć „granic: czasu i przestrzeni, pojedynczego życia i jednej epoki, własnego ciała i rodzimej kultury” [10]. 
Nie ma w poezji polskiej przedstawiciela, który objąłby swoim zapisem czas tak rozległy i tak różny, w którym objawiłoby się tyle prawdziwego pomagającego stworzyć większą całość prawdy. Większą całość, bowiem jej objawianie się będzie trwać i coraz pewniejsi jesteśmy tego, że zbliżając się do Nieskończonego, nigdy jej w całości nie pojmiemy. Miłosz zapisał więc taki jej obszar, jakiego żaden inny poeta polski dwudziestego wieku po Chrystusie nie objął. Wierny wolności człowieka i świadomy jego ontologicznego esse penetruje hipotetyczne sfery, gdzie biologicznie już udowodniona obecność Nieskończonego w ludzkim ego [11] daje mu pełną świadomość zbliżenia bez obawy oślepienia.[12]

Christian Medardus MANTEUFFEL

Niemcy, Dolina Lenningen, grudzień 2005 / styczeń 2006


1. Czesław Miłosz „Capri“
2. Friedrich Hölderlin (1770-1843); wybitny poeta niemiecki okresu klasycyzmu, uważany za prekursora romantyzmu, bazujący na poezji antycznej; szereg przekładów ukazało się także w Polsce. Do postaci antycznej bogini pamięci Mnemosyne nawiązuje także Miłosz między innymi w „Ziemi Ulro”. 
3. Jan Paweł II: Encyklika „Fides et ratio“, rozdział III „Intellego und Credam“, akapit 35 (myśl rozwinięta konsekwentnie w następnych rozdziałach encykliki).
4. Czesław Miłosz „Świadectwo poezji”, Warszawa, 1987, Wykład II.
5. Tamże. 
6. W „Dziecię Europy”, Nowy Jork, 1946
7. Georg Trakl. „Das dichterische Werk“. München 1979, str.255. W oryginale: „Gefühl in den Augenblicken totenähnlichen Seins: Alle Menschen sind der Liebe wert... / Erwachend fühlst du die Bitternis der Welt; / darin ist alle deine ungelöste Schuld; / dein Gedicht eine unvollkommene Sühne.“ 
8. ”Skała Mörike“; nazwa skały od nazwiska: Eduard Mörike (1804-1875), poety niemieckiego romantyzmu na Wyżynie Szwabskiej w pobliżu wioski, gdzie poeta-pastor duszpasterzył; ulubione miejsce spacerów Szwabów z okolic Doliny Lenningen.
9. Czesław Miłosz : puenta wiersza „Cesarz Konstantyn”
10. Prof. Aleksander Fiut. Z tekstu wygłoszonego podczas Międzynarodowego Festiwalu poświęconego Czesławowi Miłoszowi w Claremont McKenna College w Stanach Zjednoczonych, w dniach 24-27 kwietnia 1998. Za „Rzeczpospolita”, 9 maj1998.
11. Prof. Thomas M. Schmidt „Gott, Geist, Gehirn“ w „Das Wissenschaftsmagazin Forschung Frankfurt“; Johann Wolfgang Goethe Universität – Frankfurt am Main (4.2005).
12. Jane Hirshfield w „Poezja Miłosza i sacrum“: „Wallace Stevens sformułował słynne określenie aktu wyobraźni jako wewnętrznego oporu przeciwko zewnętrznemu ciśnieniu rzeczywistości. To samo można powiedzieć o życiu duchowym. Nie spokój rządzi nami w chwilach osobistego spotkania z tym, co prawdziwe, a ci, którzy mają wgląd w sprawy boskie – Tejrezjasz, Homer, Edyp – zostają oślepieni. Wielkie spotkania w wymiarze duchowym są owocem czegoś więcej niż tylko prostej wiary, bo także ciężaru niepojętego cierpienia, straty i wygnania.”

 

Christian Medardus Manteuffel (Krystian Medard Czerwiński). Urodził się w 1938 roku w w Brześciu-Kujawskim, w mieszanej rodzinie polsko-niemieckiej. Pierwszy wiersz opublikował w bydgoskim czasopiśmie kulturalno-literackim "Pomorze" w 1961. W 1968 wydał zbiór opowiadań „Stemplowanie siwych koni”, w następnych latach publikował w „drugim obiegu”. W 1988 wyjechał z  Polski . Po roku 1988 publikował w pismach „Der Literat”, „Die Brücke”, w antologii wydawnictwa „wort-und-mensch“ w Kolonii wydał „Schön bist du Fremder”.  W roku 2005 opublikował zbiór wierszy „Gedichte aus den Scheidewegen”.

41-3.jpg (220528 Byte)


Na zdjęciu:

Bez tytułu
(Ciechocinek, 2005)


Fot. Michael Wittbrot

© Recogito, Rafaliga