Oranżeria w stylu post-moderne

Dwie cenne i ważne kolekcje sztuki malarskiej, dary dla narodu francuskiego, udostępnione w drugiej połowie XX wieku, znalazły się wśród zbiorów paryskiej Oranżerii. Są to „Nenufary” Moneta i obrazy należące do Jeanne Walter i Paula Guillaume’a.
Budynek znajdujący się na terenie ogrodu Tuileries powstał w 1852 roku jako cieplarnia dla egzotycznych roślin. W 1921 roku rząd francuski podjął decyzję, żeby przeznaczyć ją na muzeum. Jeszcze w roku 1918, tuż po zakończeniu pierwszej wojny światowej, francuski premier Georges Clemensau postanowił wyeksponować w pomieszczeniach Oranżerii osiem wielkich kompozycji Claude’a Moneta. Jednak słynne „Nenufary” znalazły się tam dopiero w 1927 roku. Pracami wewnątrz pawilonu kierował sam artysta, nie dożył jednak dnia inauguracji. 
Warto zaznaczyć, iż Monet – jak podają niektóre źródła – swoim dziełem składał hołd III Republice. W zamian za swój dar otrzymał jednak znaczne środki finansowe od państwa. Z kolei – według innych – zgodnie z zrządzeniem francuskiego premiera miał to być hołd dla wielkiego malarza. Zatem dzięki Clemensau powstało Musée de l’Orangerie. 
W XX wieku Oranżeria wielokrotnie była rekonstruowana i odnawiana. Ostatnią renowację rozpoczęto w styczniu 2001 roku. Po sześciu latach intensywnych prac na nowo otwarto podwoje świątyni impresjonizmu. Ci, którzy pamiętają, w gruncie rzeczy nie tak starą Oranżerię, muszą dobrze wytężyć pamięć, aby przypomnieć sobie dawne wnętrze. Albowiem, przestępując progi pawilonu, odnosi się wrażenie, że w XVIII-wiecznej skorupie (fasada pochodzi z XVIII wieku) wyrósł inny, betonowy twór, typowo postmodernistyczna konstrukcja. Zakrólowały: ubóstwo architektoniczne i minimalizm. Oczywiście, wielkie szklane okna dostarczają naturalne światło, które kaskadą przedostaje się do surowych pomieszczeń. Takiego światła pragnął dla swojego dzieła Monet. 
Nie zgodziłabym się z opinią jednego z paryskich pism, w którym (szkoda że bezimienny) recenzent pisał: „Paryska Oranżeria stała się szkatułką dla kolekcji skrywającej kilkadziesiąt arcydzieł sztuki XX wieku”. Należało by raczej mówić o sejfie albo bunkrze, a nie szkatułce, w której przechowuje się drogocenne rzeczy. Szaro-betonowe ściany tego bunkra nie są idealnym tłem dla wszystkich Matissów, Modiglianich czy Renoirów z oranżeryjnej kolekcji.

 

41-4-2.jpg (19753 Byte)


Na zdjęciu:

Sala Renoira 
i Cézanne´a
w odnowionym
Musée 
de l'Orangerie
(2006)

® Musée 
de l´Orangerie

 

Plac Jana Pawła II

Ostatnia propozycja mera Paryża, przedstawiona radzie miejskiej, stała się przysłowiowym kijem włożonym w mrowisko, a wszystko z powodu... Jana Pawła II.
„Uważam, że to skandal, iż w laickim kraju, w kraju, w którym walczy się z ekstremizmem, jednemu z [paryskich] placów nadaje się imię papieża. Bertrand Delanoë socjalista i zadeklarowany homoseksualista upadł na głowę proponując podobne przedsięwzięcie. Nietolerancja w tej i podobnych sprawach to przywilej wszystkich religii i sekt” – można było przeczytać na jednym z internetowych forów. Federacja o nazwieLibre Pensée ostro zaprotestowała przeciwko nadaniu imienia Jana Pawła II dziedzińcowi znajdującemu się przed katedrą Notre-Dame. Szermierze wolności czy też propagatorzy wolnego myślenia – wraz przedstawicielami Zielonych, Francuskiej Partii Komunistycznej, Ruchu Republikańskiego i Obywatelskiego oraz innych radykalnych ugrupowań – oburzali się, że w kraju tolerancji i republikańskich ideałów wraca się do obskuranckich tradycji. Pojawiły się też absurdalne opinie i zarazem poważne oskarżenia. Gdyby papież żył, powinien być sądzony przez międzynarodowy trybunał za zbrodnie przeciwko ludzkości – stwierdził niejaki Sylvian Garrel. Owe zbrodnie – zdaniem ekologa – to... występowanie przeciwko aborcji, antykoncepcji i eutanazji. Co więcej – jak zauważył z kolei jeden z obrońców państwa prawa – gwałci się prawo, bowiem według przyjętych zasad dopiero pięć lat po śmierci osoby można nadawać placom czy ulicom jej imię i nazwisko.    
Obrońcy prawa, wolności i świętych zasad zapomnieli, że Paryż roi się od świętych imion, ulic i placów noszących nazwy Św. Genowefy, Św. Michała, Św. Jakuba, Jana XXIII czy nawet... Mohammeda V. Gdy placowi położonemu przed Instytutem Świata Arabskiego nadawano imię trzynastego marokańskiego władcy z dynastii Alawitów, były fanfary, wielka gala, przyjazne uściski władców Francji i Maroka. Jak będą wyglądać uroczystości nadania imienia Jana Pawła II jednemu z najbardziej eksponowanych miejsc nadsekwańskiej stolicy, czas pokaże. Wszelkiej maści zwolennicy republikańskości, samozwańczy koryfeusze tolerancji i postępu mają jeszcze szansę udowodnić, o co im naprawdę chodzi. Na razie trudno oprzeć się wrażeniu, że pomylili pojęcia, że zawodzi ich pamięć i zdrowy rozsądek, nie mówiąc już o historycznej wiedzy. Związki najstarszej córy Kościoła z chrześcijaństwem są niezaprzeczalne. Zmarły w 2005 roku Ojciec Święty swoją postawą niejednokrotnie udowadniał, że... jak najdalszy jest od rzeczy, jakie „lekką ręką” jemu się przypisuje. Po pielgrzymce do Francji w 1996 roku, podczas audiencji generalnej na Placu Św. Piotra, Jan Paweł II dziękował za gorące przyjęcie i pozytywną odpowiedź na – postawione w 1980 roku przed katedrą Notre-Dame – pytanie o wiarę, nie krył też swojej sympatii dla Francuzów i poczucia bliskości względem tego, co najlepsze we francuskiej kulturze.

Anna SOBOLEWSKA

Anna Sobolewska. Urodziła się w Białymstoku. Jest absolwentką Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie. W czasie stanu wojennego wyjechała z Polski. Obecnie mieszka w Paryżu.

41-4-2b.jpg (123384 Byte)


Na zdjęciu:

Jan Paweł II
przed
katedrą
Notre-Dame
(Paryż, 1980)

Fot. Archiwum "NR"

© Recogito, Rafaliga