O łasce i wolnej woli (I)
De gratia et libero arbitro
Introisti
in potentias Domini, et iam potentior ad impetrandum,
Fac nos ejus qua frueris lucis suavitatisque participes.
z Brewiarza cysterskiego na święto św. Bernarda
Do opata Guillaume’a
de Saint-Thierry – brat Bernard
Z pomocą Boga skomponowałem, przykładając się pilnie, dziełko
o łasce i wolnej woli, a rozpocząłem pracę w okolicznościach,
o których wiesz. Obawiam się jednak, by teraz przy czytaniu
rozprawy nie okazało się raptem, że nie potraktowałem należycie
tak ważnego tematu, i że powtórzyłem jedynie i bez potrzeby
to, co wielu innych przede mną Już było napisało.
A więc proszę Ciebie, byś zechciał zapoznać się
z moją pracą przed wszystkimi innymi, i byś zechciał
przeczytać ją najpierw sam, obawiam się bowiem, że pochopnie
rozpowszechniona, zamiast służyć ku zbudowaniu czytelników,
mogłaby się stać dla nich jedynie przykładem zuchwalstwa
autora.
Jeśli po przeczytaniu będziesz uważał ogłoszenie tego dziełka
za rzecz pożyteczną, proszę tedy – zechciej je
skorygować sam, albo odeślij je do mnie, bym ja mógł dokonać
poprawek.
Gdybyś znalazł Jakieś wyrażenie nie całkiem jasne, które
przy omawianiu tak trudnego przedmiotu dałoby się zastąpić
przez inne bardziej dokładne i a to bez szkody dla zwięzłości
rozprawy – uczyń to, aby nie ominęła Ciebie nagroda, którą
obiecuje mądrość: „ci, co się trudzą, aby uczynić
mnie bardziej zrozumiałą, będą mieli żywot wieczny” (Eccl.)
I
Aby dobry uczynek miał zasługę,
konieczne jest współdziałanie wolnej woli człowieka z łaską
Bożą.
1. Kiedy pewnego dnia mówiłem do zebranych słuchaczy, że
Bogu jestem zobowiązany, że dał mi poznać dobro, że Jemu
zawdzięczam, że postąpiłem naprzód na tej drodze rozwoju, i
że żywię nadzieję osiągnąć z czasem doskonałość
– jeden z obecnych odezwał się tymi słowy: –
dlaczego tak postępujesz. Jakiej zapłaty albo jakiej nagrody
spodziewasz się, jeśli Bóg sam sprawił to wszystko.
O co ci chodzi, do czego zmierzasz – odpowiedziałem.
Podziękuj Bogu – odparł – że Tobą pokierował,
ciebie do dobra zachęcał i ciebie o dobru pouczał. Ty zaś ze
swej strony staraj się żyć godnie, by dowieść, że nie płacisz
Mu niewdzięcznością za otrzymane dobrodziejstwa, i że zasługujesz
dalej na Jego łaskawość.
A ja na to: tak mi doradzasz, ale musisz przecie udzielić mi możliwości,
bym poszedł za twą radą, albowiem łatwiej jest wiedzieć o
tym, co czynić należy, niż samego dzieła dokonać.
Wskazać drogę ślepemu, to nie jest to samo, co zapewnić powóz
człowiekowi zmęczonemu, wskazać drogę podróżnemu wcale nie
znaczy, że udziela mu się środków do odbycia podróży.
Całkiem inną jest rzeczą dbać o to, by podróżny nie pomylił
drogi, niż zatroszczyć się, by nie zasłabł w czasie podróży.
To, co poucza o dobru, nie udziela tym samym niezbędnych środków,
by je móc praktykować.
A więc potrzebuję jednocześnie i nauki, i skutecznej pomocy.
Człowieku z całą pewnością możesz mnie oświecić i pouczyć,
ale i Apostoł nie mylił się przecie, kiedy oświadczył:
„podobnie także i Duch przychodzi z pomocą naszej słabości”
(Rz 8, 26).
A więc ten, co posłużył się twymi ustami, aby udzielić mi
rady, powinien również i ze swego ducha udzielić mi pomocy,
bym potrafił tego dokonać, co ty mi tak wymownie zalecasz.
Tak oto z daru Boga – posiadam chęć, ale nie znajduję w
sobie mocy, by pełnić dobro, i nie mam pewności odnalezienia
w sobie tej mocy, jeśli Ten, co obdarzył mnie chęcią, nie
udzieli mi również siły czynienia dobra i to z mej własnej
dobrej woli.
„Albowiem to Bóg Jest w was sprawcą i chcenia, i działania
zgodnie z Jego wolą” (Flp 2, 13).
Gdzie są nasze zasługi – pytasz – albo jeszcze, na
czym opieramy naszą nadzieję.
Posłuchaj – powiadam: „Nie dla uczynków
sprawiedliwych, jakie zdziałaliśmy, lecz z miłosierdzia
swego zbawił nas...” (T 3, 5).
A więc, czy myślisz może, że ty jesteś sprawcą twych zasług,
że zostaniesz zbawiony dla twej własnej prawości, ty, co nie
jesteś zdolny nawet wymówić imienia Pańskiego bez pomocy
Ducha Świętego (1Kor 12, 3).
Czy zapomniałeś o Tym, który mówi: „beze mnie nic nie
możecie uczynić” (J I5, 5). I jeszcze: „nie
zależy od tego, kto chce lub o nie się ubiega, ale od Boga, który
mu okazuje miłosierdzie” (Rz 9,16).
2. W takim razie – zapytasz – jaka jest w tym rola
wolnej woli.
Odpowiem krótko: rola jej polega na tym, by została zbawiona.
Usuń wolną wolę człowieka – i nie zostanie nic do
zbawienia. Usuń łaskę Bożą i nie będzie tego czynnika, który
zbawia.
Jedna i druga są konieczne, niezbędne w dziele zbawienia człowieka.
Łaska Boża, by dokonać zbawienia, wolna wola ludzka, by
istniała w tym człowieku, co łaskę przyjmie, aby dostąpić
zbawienia.
Sprawcą zbawienia – jest Bóg .Wolna wola posiada jedynie
zdolność, by zbawienie przyjąć i otrzymać. Albowiem tylko
wola wolna może otrzymać to, co sam tylko Bóg daje. Zbawienie
nie może nastąpić bez wolnego przyzwolenia tego, który je
otrzymuje, tak jak nie mogłoby ono urzeczywistnić się bez łaski,
udzielonej przez Jego sprawcę – Boga.
Można zatem twierdzić, że wolna wola współdziała w
zbawieniu człowieka z udzieloną mu łaską Bożą. Z chwilą
bowiem, kiedy wola zgadza się na przyjęcie łaski –
zostaje zbawiona, człowiek zostaje zbawiony.
Dlatego właśnie zwierzęta nie otrzymują Ducha Zbawienia, gdyż
nie posiadają woli wolnej i jej wolnego przyzwolenia, które by
mogło usłuchać Boga – Zbawcę, poddać się Jego
nakazom, uwierzyć Jego obietnicom i złożyć Mu hołd dziękczynny.
W istocie – dobrowolne przyzwolenie na coś woli ludzkiej
nie ma nic wspólnego z instynktem przyrodzonym –
naturalnym. Instynkt ten posiada człowiek wspólnie ze
stworzeniem, pozbawionym rozumu. Ulegając wymogom ciała,
stworzenie nie jest zdolne usłuchać Ducha.
Apostoł Paweł określa te wymogi słowami „mądrość
cielesna”, mówi o niej: „Dążność ciała
prowadzi do śmierci. Dążność zaś Ducha – do życia
„i pokoju” (Rz 8, 6).
„Dlatego że dążność ciała wroga jest Bogu, nie
podporządkowuje się bowiem Prawu Bożemu, ani
nawet nie jest do tego zdolna” (Rz 8, 7).
A więc instynkt naturalny – „mądrość
cielesna”– jest nam wspólna ze zwierzętami, i właśnie
tylko dobrowolne przyzwolenie naszej wolnej woli różni nas od
istot nierozumnych. To przyzwolenie woli należy do Ducha. Jest
wolne samo przez się, nie jest przymuszane ani zniewalane siłą,
wypływa z woli samej, ale nie z musu czy potrzeby.
Ta całkowita wolność woli ludzkiej nie przeczy samej sobie i
nie ulega nikomu bez własnej na to zgody.
Jeśli bowiem staje się możliwym zmusić ją do czegoś,
zostaje w ten sposób zgwałcona, ale nie uległa dobrowolnie.
Tam, gdzie brakuje nie wyniszczonej woli, nie ma również i
wolnego przyzwolenia, gdyż przyzwolenie z natury swej jest całkiem
niezależne. A więc, gdzie istnieje wolna wola, istnieje również
i nierozłączna z nią wolność.
Oto na czym polega – moim zdaniem – wolna wola w człowieku.
Św. Bernard z Clairvaux
Przełożył
Władysław PELC
Św. Bernard z
Clairvaux (1090-1153), teolog i mistyk cysterski; doktor Kościoła;
kanonizowany w 1174 roku; od 1115 opat w Clairvaux. Założył
63 nowe klasztory, w których przeprowadził reformę, kładąc
nacisk na kontemplację. Jako doradca papieży, królów i książąt
był nazywany „niekoronowanym władcą Europy”.
Wybitny kaznodzieja, w 1146 nawoływał do drugiej wyprawy krzyżowej.
Jest uważany za ojca mistyki średniowiecznej i twórcę
mistyki cysterskiej. Swoją oryginalną koncepcję teologiczną
oparł na „Listach św. Jana”, poglądach Cycerona,
monastycznej tradycji benedyktyńskiej oraz na patrystyce
augustyńskiej i wschodniej; występował przeciw poglądom
Gilberta de la Porée i Piotra Abelarda. Do najsilniej
oddziałujących pism Bernarda należą traktaty
ascetyczno-mistyczne „O stopniach pokory i pychy”,
„O miłowaniu Boga” i kazania poświęcone
„Pieśni nad pieśniami”. Traktat „De gratia
et libero arbitro” powstał około roku 1128. Swoim przekładem,
jak zaznaczał tłumacz przekazując go w formie maszynopisu i
licząc na wydanie w pallotyńskim wydawnictwie,
„nie rości sobie żadnej pretensji do uczoności, jest to
przekład – spolszczenie – literata”. Zostało
ono dokonane w 1988 roku.
|

Na ilustracji:
Św. Bernard
z Clairvaux
ze skarbca
katedralnego
w Troyes
|