Poławiacz pereł

Wspomnienie o Kornelu Makuszyńskim

1. Najcichszy czytelnik

Makuszyński powiększając grono czytelników Miejskiej Biblioteki Publicznej w Zakopanem w dniu 10 lipca1951 roku powiedział:
Zapisuję się, bo nie mam co czytać. Wszystko swoje znam. Z innych źródeł też. Może co u was znajdę?...
– U nas jest duży wybór –
informowała pani Janina – proszę przejrzeć katalogi...
Zmieniał książki dość często. Zjawiał się jak duch, niezauważony nieraz przez personel biblioteczny z powodu natłoku ludzi.
Jak pan wszedł? – dziwiła się pani Janina.
Właśnie. Właśnie. Wszedłem przez drzwi. Już dawno jestem. A państwo nie spostrzegacie mnie.
Po tych słowach kłaniał się. Dłoń przykładał do czoła. Witał nas dobrym uśmiechem: 
Dzień dobry! Dzień dobry! Moje uszanowanie! – dźwięczały wolno wymawiane sylaby pozdrowienia.
Podchodził do lady.
Moje konto – 616 – pamiętam dobrze
Otwierał elegancką, dużych rozmiarów teczkę, koloru ciemno-zielonego. Wyjmował książki. Kładł je na ladzie.
– Proszę wykreślić. Mam jeszcze jedną w domu – mówił. 
Czekał aż książki zostaną odebrane. Następnie przechodził na drugą stronę wypożyczalni. Wyjmował okulary. Nakładał je na wydatny nos. Zaczynał przeglądać tomy leżące na ladzie. Stał skromnie w kąciku. Starał się zajmować jak najmniej miejsca. W czasie natłoku ludzi zmniejszał jak gdyby do minimum objętość zajmowanej przestrzeni.
– Może przeszkadzam? – pytał się czytelników – w takim razie przeniosę się do tyłu.
Brał część książek z lady i wycofywał się o krok na sąsiedni stół. Gdy pewnej czytelniczce upadła książka na podłogę – Makuszyński schyla się, by ją podnieść.
Proszę się nie trudzić – usiłuje powstrzymać go niezręczna istota. – Ja sama podniosę.
Pani myśli, że jestem za stary – odpowiada śmiejąc się Mistrz.
Szybkonogi chłopak uprzedził go i pierwszy pochwycił książkę. Makuszyński poklepał chłopca po ramieniu. 
– Dziękuję chłopcze. Ubiegłeś mnie...
Czasem wybierał numery książek z katalogu, dodawał karteczkę. Ale z kartki Makuszyńskiego nigdy nic nie było. 
Nie mam szczęścia? – żalił się.
A może zamówić? – proponowała pani Janina. 
Proszę. Proszę. Jeżeli to nie sprawi kłopotu.
A może Mistrz od tyłu pofatyguje się do wypożyczalni i wybierze sobie sam z półek? – szepczę Makuszyńskiemu do ucha.
– O, nie! Ludzie są. Mogą być nieprzyjemności. Kiedy indziej skorzystam z uprzejmości?
I dalej wertował w kartkach książek.
– Mój drogi? – zwracał się do mnie. – Proszę przynieść następną paczkę. Nic nie znalazłem. Z tych co tu leżą – większość znam. Pozostałych (krzywi się) nie chcę. O! Może tamte! – wskazuje palcem – wyglądają obiecująco!
Nowa porcja książek wędrowała na ladę.
– Proszę się nie gniewać. Sprawiam tyle kłopotu. Z tych na pewno coś się znajdzie.
Makuszyński ze stoicką cierpliwością szukał najbardziej odpowiednich dla siebie egzemplarzy.
Dostarczyć nowy stos? – pytamy. 
–  Ależ nie. Dziękuję. Już wybrałem. Ze mną macie zawsze tyle kłopotu. 
Nie zgadzamy się ze stanowiskiem Makuszyńskiego. Odpowiadamy:
– Bardzo nam przyjemnie w towarzystwie Mistrza. Chcielibyśmy, aby Mistrz był z nami jak najdłużej.
Co pan wybrał? – pyta z zaciekawieniem pani Janina.
– Starzyzna. Sama starzyzna. Kraszewski, Jeż, jedna kryminalna. Prawda? Jedna nowa: „Warszawa wysiadać!” Maliszewskiej.
Przejrzane egzemplarze układał starannie na ladzie.
– Mój drogi! Mój złoty! – mówił – Proszę cię, weź to, żeby nikomu nie przeszkadzało.
Książki wędrowały z powrotem na stół.
A to wybrałem. Cztery... Za dużo nie będzie? Patrzy mi pytająco w oczy.
– Nie. Proszę wybrać piątą. 
– Bardzo dziękuję. Zupełnie wystarczy. Proszę pamiętać. Wybrałem cztery, w domu jedna, razem pięć. Żeby nie było jakiegoś nieporozumienia. 
Na pewno nie będzie – zapewniamy – liczba zgadza się
Przepraszam za kłopot – tłumaczy się Mistrz. Wybrane książki odkłada na stół, Chowa do teczki. Zdejmuje okulary. Wkłada de kieszeni. Zapina teczkę. Jest gotowy do wyjścia. Bierze teczkę do lewej ręki. Kłania się. Prawą dłoń przykłada do czoła. Mówi akcentując każdą sylabę: 
Moje uszanowanie! Moje uszanowanie! W przyszłym tygodniu znów przyjdę. – Uśmiecha się. Uśmiech szczery. Dobrotliwy. Na taki uśmiech potrafi zdobyć się niewielu ludzi. Wychodzi cicho –  jak wszedł. Drzwi zamykają się za jednym z najmilszych naszych czytelników. Makuszyński był wzorowym czytelnikiem. Nigdy nie pchał się do lady. Nigdy nie usiłował brać książek poza kolejką. Zobaczywszy tłum ludzi stawał skromnie na końcu. Czekał cierpliwie. Był świadkiem rozmów i uwag czytelników pod adresem Miejskiej Biblioteki i pracującego personelu. 
Raz skrytykował publicznie pewną niewiastę. A było to tak: Przyjezdna przedstawicielka płci pięknej, niezadowolona z regulaminu bibliotecznego, podniosła głos. Krzyczała: 
– Człowiek pragnie czytać, napotyka na trudności. Musi dokumenty pokazywać. Chodzić do banku. Stać w ogonku. Wybierać książki z katalogu. Co za porządki? Co jeszcze wymyślicie? Do gazety was opisać. Wszędzie są utrudnienia...
Nie pomogło grzeczne i spokojne wyjaśnienie ze strony pani Janiny. Malkontentki nie udało się przekonać, ani udobruchać. Czytelnicy obecni w bibliotece spoglądali na siebie uśmiechając się znacząco. Makuszyński kręcił głową. Wychodził z siebie, Krzykliwa paniusia zrezygno­wała z zapisu.. Wyszła oburzona.
Nareszcie poszła sobie – odetchnęli wszyscy z ulgą. 
Za chwilę drzwi otwierają się i ku zdumieniu obecnych ukazuje się w bibliotece ta sama niewiasta. Podchodzi do lady. Zaczyna skruszonym głosem błagać:
– Proszę mnie zapisać. Kaucję przechowacie w biurku. Unikniecie kłopotu pisania kwitu i czeku, a ja chodzenia do banku.
Nie – odpowiada pani Janina – pani zna warunki zapisku.
Niewiasta jak zacznie „grzmieć” i wymyślać. Chciała w ten sposób zmusić personel biblioteczny do zapisania jej z pominięciem warunków regulaminu, nie pomogło. Wyszła zła. Nie powiedziała nawet: „Do widzenia!”. Pchnęła drzwi z taką siłą, że biblioteka zatrzęsła się w posadach. 
Makuszyński, człowiek o złotym sercu nie wytrzymał. Powiedział głośno:
Jak państwo spotkacie pana, który mą dziurę w brzuchu, to będzie mąż tej pani.
– Znalazłoby się wyjście, gdyby niedoszła czytelniczka zachowała się kulturalnie – dodała pani Janina.  – Czasem robimy ustępstwa.
Jak możecie wytrzymać z takimi czytelnikami?– zauważył Mistrz.
A widzi pan. Jakoś wytrzymujemy, dajemy sobie radę.
Kiedyś bibliotekarka, panna Ewa (miła panna – tak twierdził Makuszyński) szukała bezskutecznie konta Mistrza.
Nie mogę znaleźć – mówi.
Co jest? Moje konto znika zawsze w tajemniczy sposób. Gdybym był młodszy, znalazłoby mnie od razu– śmieje się Makuszyński.
I tak znajdę – odpowiada miła panna.
Pewnie. Pewnie. Musi się znaleźć – wyrokuje Mistrz.
O, jest! Nareszcie znalazła!
Wykreślone – Dobrze. Proszę sobie wyobrazić – mówi dalej Makuszyński – przychodzi do mnie chłopak. Może miał ze dwanaście lat. Powiada: "Niech mnie pan nauczy pisać książki!..." Uśmiecham się serdecznie. – Mój kochany chłopcze– powiedziałem – ja sam nie umiem pisać. Jak się dobrze nauczę, wtedy przyjdziesz do mnie po naukę.

2. Makuszyński a młodzież

Makuszyński był przyjacielem młodzieży. W bibliotece serdecznie rozmawiał z uczniami i uczennicami. Zadawał pytania dotyczące szkoły i rodziców. 
Jak się masz chłopcze? Jak się uczysz? Rodzice zdrowi? Pokaż, jakie książki czytasz?... O, dobra książka. – Bierz ją! – mówił do chłopca, który wybrał sobie „Znojny chleb” Umińskiego. Młodzież uwielbia Mistrza. Odwiedzała go tłumnie w domu. Drugim dowodem czci była poczytność jego utworów. Książki Makuszyńskiego stale krążyły (i krążą) z rąk do rąk. Były poszukiwane przez przyjezdnych czytelników, którzy mówili: 
To chyba jedyna biblioteka w Polsce, gdzie taki wybór Makuszyńskiego.
O tym, jak był lubiany przez młodzież, świadczy zapis jednej uczennicy w książce „Awantura o Basię”: „Ta książka jest najpiękniejsza na świecie, a Makuszyński najlepszy pisarz na świecie”. A w nawiasie było ostrzeżenie: „Nie wolno mazać”. 
W marcu 1953 roku przeżyliśmy nie lada sensację. Mistrz wybierał książki. Obok niego stał Wiciuś, jeden z najmłodszych czytelników. Wiciuś nie znał Makuszyńskiego. Za to zaliczał się do najbardziej oczytanych uczniów w klasie. Wybranie dla niego książki nie było rzeczą łatwą. Makuszyński chcąc ułatwić nam pracę podsuwa mu jakiś egzemplarz. 
Masz – mówi – może nie czytałeś?...  
Dwunastoletni Wicuś z powagą dorosłego mężczyzny otwiera książkę. Zaglądam ponad jego głowę... Ciekawi mnie jej tytuł. Czytamy w myśli: „O dwóch takich co ukradli księżyc”. Na twarzy Wicusia wykwita grymas. Po chwili usta jego wypowiadają opinię z miną znawcy:
Lipa.
Co powiedziałeś? – pyta Makuszyński. – Czytałeś? 
Tak. To lipa. 
Mistrz nie dał żadnej odpowiedzi. Był za skromny, aby wydać sąd o własnej książce. Może chciał, żebym ja zabrał głos w tej sprawie, bo tylko nas trzech wiedziało o jakiej książce jest mowa. Zrobiło mi się przykro na duszy z powodu tego niezwykłego incydentu. Nie zdobyłem się jednak na słowo obrony na rzecz tej pięknej książki. Wyszedłem do drugiej izby, aby choć na chwilę ochłonąć z wrażenia. 
Po wyjściu Makuszyńskiego mówię: 
Wiesz kto to był?
– Nie.
– Sam Makuszyński. 
Chłopiec pokraśniał jak dojrzała, świeża wiśnia. Speszył się ogromnie.
Cóż takiego? – odparł przekręcając z zakłopotaniem na bok głowę. Więcej nic nie powiedział, tylko te dwa słowa. 
Ten młodociany surowy krytyk był nielicznym wyjątkiem spośród młodzieży zakopiańskiej, który nie zachwycał się utworami Makuszyńskiego. Uwielbiał książki awanturnicze ze strzelaniem i trupami. A takich Makuszyński nie pisał.
Makuszyński o sobie mało mówił. Myślał o bliźnich, a przede wszystkim o tych, co są przyszłością narodu – o młodzieży. Tworzył przecież dla młodzieży książki o wysokiej wartości moralnej i wychowawczej.
Młodzież ciągnęła gromadnie do jego mieszkania po dedykacje, po ciepłe słowo. Makuszyński swoim ulubieńcom wesołe zdarzenia ze swego życia. Rozśmieszał uwagami  na temat wyglądu danego ucznia czy uczennicy. Czas płynął mile, urozmaicany śpiewem rozbawionej młodzieży.
Makuszyński nie odmówił dziewczynce czy chłopczykowi prośby o autograf. Podpisywał się w pamiętnikach, książkach przynoszonych przez dzieci, książkach własnych, ofiarowanych swoim młodocianym ulubieńcom.
Przejrzyjmy dla przykładu kilka książek z dedykacjami, stanowiącymi autentyczne dowody miłości Makuszyńskiego do młodzieży. W pamiętniku miłej, pulchniutkiej dziewczynki czytamy:
Drogiej Krysi pamiętniczek przypomina mi ogródek, 
w którym rośnie koniczyna, mnóstwo róż i niezabudek.
A ja na tej karcie nisko na Wielkanoc i o wiośnie 
dziś przekreślę me nazwiskoa z nazwiska mak wyrośnie
”   
W książce pod tytułem „Wyprawa pod psem”, podarowanej tej samej dziewczynce jest taka dedykacja: 
Bardzo kochanej Krysi Sosin z prośbą o dwa uśmiechy i jeden pocałunek na gwiazdkę ofiaruje – Kornel Makuszyński.
Prośba Makuszyńskiego została spełniona. Dowiadujemy się o tym z następnej dedykacji w książce pod tytułem „Panna z mokrą głową”: 
Pannie z mokrą głową «Opolanki», najmilszej z milszych, a nawet jeszcze milszej Krysi Sosin, jej odwieczny przyjaciel za dwa uśmiechy i jeden pocałunek ofiaruje – Kornel Makuszyński.”
Sportsmence Marii Aleksandrze, która zdobyła pierwsze miejsce w biegu Makuszyńskiego osobiście wręczył książkę „Panna z mokrą głową” z następującą dedykacją: 
Niech tę śmieszną książeczkę otrzyma jako biedną i skromną nagrodę ta dzielna dziewczyna, co jak na skrzydłach przyleci do mety we wspaniałym Biegu Narodowym.
A teraz o chłopcach. W książce pod tytułem „Szatan z siódmej klasy” czytamy: 
Najmilszemu Jurkowi Sosin wszystkie radosne słowa z tej książki na wyłączną własność ofiaruje – Kornel Makuszyński.
A w książce pod tytułem „List z tamtego świata”:
Drogiemu Jurkowi Sosinowi w serdecznym życzeniu, aby w życiu najbardziej żałosne otrzymywał listy.”
Dwaj wysportowani chłopcy, bracia, otrzymali od Makuszyńskiego książkę z dopiskiem: 
Ostatnim zbójnikom na Podhalu.
Ile tu jest pogody, wesołości, serca i szczerego humoru, w tych skromnych słowach dedykowanych młodzieży! Szczerość, prawdomówność to jeden z podstawowych czynników wychowawczych Kornela Makuszyńskiego. 
Jednym z najmłodszych sympatyków Makuszyńskiego jest pięcioletni Andrzej Lisiecki. Mimo tak młodocianego wieku wie, że Makuszyński pisał książki dla młodzieży, że chodził do Miejskiej Biblioteki, tam, gdzie tatuś pracuje, że lubi dzieci. Zna dobrze Koziołka Matołka. Wybiera się w lecie do Pacanowa, aby zobaczyć go osobiście i poznać. Potrafi wskazać dom, w którym mieszkał Makuszyński i miejsce, gdzie spoczywa na cmentarzu. Swój sentyment do tego pisarza wyraził w słowach: 
Lubię Makuszyńskiego, bo tak ładnie mówi.
A pewnego dnia tak powiedział:
Mamusiu chciałbym być pisarzem, jak Makuszyński

3. Humor Makuszyńskiego

Makuszyński był dowcipny nie tylko w piórze. Każdemu powiedzieć potrafił coś wesołego. Spotkawszy mnie na Krupówkach (ulica Zakopanego) wykrzyknął:
Jak się masz trzytomowy? – i zrobił jednocześnie ruch ręką do góry, co znaczyło, że sięgam głową gałęzi drzew. – Uważaj, bo zostawisz głowę na drzewie – dodał – śmiejąc się dobrodusznie.
Makuszyński porównywał mój wzrost do trzech najgrubszych tomów bibliotecznych.
A te tomy musiały być wielkie – powiedział innym razem. – O, takie! – skierowywał oczy na sufit biblioteki i ręką pokazał wzdłuż ściany. – Reszta personelu według słów Mistrza miała wysokość zaledwie na jeden tom książki.
Po pewnym czasie otrzymałem przydomek: Wieża ratuszowa! Do tych dwóch przydomków dołączyła się prośba Makuszyńskiego wyrażona w słowach:
Stasiu! Ja cię, bardzo proszę. Mój kochany, Nie rośnij już więcej. Ja cię bardzo proszę...
Jedną z naszych koleżanek po fachu nazwał żartobliwie ciotką. I zawsze zwracał się do niej:
Jak się, masz ciotko... 
A „ciotka” pąsowiała i uciekała do drugiej izby. Wychodząc z biblioteki Makuszyński mówi: 
Proszę powiedzieć ode mnie przemiłej cioci... do widzenia!

*  *  *

Raz pani Bandtkie spotkała Makuszyńskiego na ulicy. Pogoda była fatalna. Kropił deszczyk.
Gdzie Mistrz ciągnie na taką chlapaninę? – pyta zdziwiona – Moja droga, to nie ja ciągnę. To mnie ten drań ciągnie – i pokazuje na psa wyrywającego się, na smyczy. 

 

*  *  *

Co słychać? – spytałem Makuszyńskiego spotkawszy go w okolicy parku. Pochylił mi się do ucha i półgłosem szepnął:
Nic nie słychać, bo przeszkadzają... 
Była to aluzja do zagłuszania zagranicznych audycji.
W powiedzeniach Makuszyńskiego nie ma nic złośliwego. Humor jego jest szczery, dobroduszny, oparty na wnikliwej obserwacji życia. Człowiek śmieje się, a śmiech jest zdrowiem. Nikomu nie wyrządza krzywdy.

4. Makuszyński o sobie

Książki Makuszyńskiego w bibliotece znajdowały się wskutek ciągłego używania w opłakanym stanie. Mistrz ubolewał nad tym.
Przed wojną książki moje miały po pięć, sześć wydań – zwierzał się autor. – A teraz (westchnął głęboko) nic nie wznawiają, książki moje można dostać w niektórych miastach tylko w antykwariatach po trzysta złotych sztuka. – Trzysta złotych – zamyśliłem się.
Tak.
Gdy to powiedziałem jednej bibliotekarce, pani Janinie, nie wierzyła, zaśmiała się:
E! Czy to możliwe? Chwalą się.
Makuszyński był za uczciwy, aby świadomie wprowadzać ludzi w błąd. Jak wiemy, Mistrz prowadził korespondencję z licznymi przyjaciółmi z różnych stron Polski. I od nich miała takie informacje. Dla przykładu podaję relację jednej czytelniczki z Wrocławia.
W waszej bibliotece są cenne książki, biografie „Henryk VIII” Hacketta, „Franciszek Józef” Recouly, czy „Królowa Elżbieta” Stracheya, można dostać we Wrocławiu po tysiąc złotych sztuka, tylko w antykwariatach.
Dopiero po tym fakcie pani Janina powiedziała:
Makuszyński mówił chyba prawdę.
Na pewno mówił prawdę.
Drugą cichą skargą z ust Makuszyńskiego usłyszałem, gdy pewnego dnia wybierał książki, z półek bibliotecznych:
Brandstaetter dostaje książki z całej biblioteki, a ja tylko z wypożyczalni.
Proszę udać się w tej spranie do kierownika biblioteki– powiedziałem. – Ja znam dobrze kierownika, to mój przyjaciel.
Makuszyński nie skorzystał z mojej rady. Dlaczego?... Był za skromny, uważał, że inicjatywa w tej sprawie powinna wyjść właśnie od kierownika biblioteki. Czekał. Nie chciał się narzucać.

5. Co czytał Makuszyński?

Makuszyński co czwarty dzień pochłaniał jedną książkę? Pierwsze miejsce wśród przeczytanych utworów zajmuje literatura angielska – 28%, polska – 27%, francuska – 21%, niemiecka – 6%, rosyjska – 4% amerykańska – 3%, czeska, skandynawska – po 2%, włoska, hiszpańska, holenderska – 7%.
W rozbiciu na działy powieści obejmują 65% przeczytanych książek, historyczne – I3%, młodzieżowe – 8%, biografie 6%, podróżnicze – 5%, kryminalistyczne – 5%.
Makuszyński czytał następujących autorów: Ammers-Küller, Bass Edward, Balzac, Bernanos, Berent, Benoit, Bidgen, Bentley, Bronte, Burnet, Cronin, Curwood, Cutter Walde, Conan, Doyle, Chesterton, Christie Agata, Dąbrowska Maria, Dębczyński, Doeping, Diderot, Dickens, Dixelius, Dostojewski, Dumas A. M., Dreiser, Ejsmond, Fallada Hans, Flaubert, Feuchtwanger, Farrere, France, Földes, Galsworthy, Gogol, Gojawiczyńska, Gorki, Grubiński, Hackett, Huxley, Irzykowski, Jeż, Jeske-Choiński, Kaczkowski, Kisch, Kiedrzyński, Kästner, Kossak-Szczucka, Körmendi, Kraszewski, Krayel Peter, Kuncewiczowa, Landau, Locke, Lofting, London, Łoziński, Mc’Donell, Macdonald, Mauriac Franciszek, Maurier Dafne, Malewska, Mereżkowski, Montgomery, Moutfreid, Morozow, Meersch, Morand, Orkan, Ostensö, Papini, Pawłowski, Perutz Leo, Rawlings, Romain Julies, Recouly, Remarque, de la Roche, Roberts, Sanders, Stevenson, Szajnocha, Thackeray, Traven, Taylor, Tołstoj, Thompson, Tornius, Turgieniew, Tuszowski, Valentin, Valdes, Verne, Umiński,  Wańkowicz, Wasserman, Wells, Weyssenhoff, Wheattey, Wierzbicki, Zarzycka Irena, Zweig Stefan.
Makuszyński czytał dużo. Krąg jego zainteresowań był rozległy. Pasjonowały go zagadnienia związane z człowiekiem. Bo w książkach – jak sam mówił – szukał przede wszystkim człowieka. Nie pogardzał i nowymi wydawnictwami, jeśli stwierdził, że są coś warte. Najulubieńszą jego lekturą były powieści historyczne i młodzieżowe.
Te książki można czytać zawsze – powtarzał w rozmowach.
Cenił również powieści lekkie, rozrywkowe. Z lektury młodzieżowej czytał następujące książki: Burnet Franciszek „Tajemniczy ogród”, Cutter Walde „O Królu Arturze i  rycerzach okrągłego stołu”, Montgomery „Ania z Zielonego Wzgórza”, „Rilla ze Złotego Brzegu”, „Błękitny zamek”,  Lofting „Doktor Dolittle i jego zwierzęta”, „Cyrk doktora Dolittle”,  „Poczta doktora Dolittle”, „Opera doktora Dolittle”, Rawlings „Roczniak”,  Sanders „Boy – pies włóczęga”,  „Pamiętnik kundla”,  Verne „Hektor Servadas”, „20000 mil podmorskiej  żeglugi”,  „W 80 dni dokoła świata”, „Czarne Indie”, Umiński „Znojny chleb”, „Czarodziejski okręt”, „W podobłocznych krainach”, Sieroszewski „Zamorski diabeł”, Gąsiorowski „Huragan”, „Szwoleżerowie Gwardii”.  
Z autorów polskich bardzo cenił Kraszewskiego i Jeża. Z obcych Cronina, Curwooda, Dickensa, Dreisera, Deepinga, Dumasa, Mauriaca Franciszka, Mongomery’ego, Tołstoja, Zweiga Stefana.
Gdy Makuszyńskiemu podobała się jakaś książka, wówczas wyrażał o niej swoją opinię:
To jest dobra książka – „Sprawa Maudersona”, wspaniały kryminał, że się jeszcze u nas uchował. Proszę polecać...
A oto odmienne zdanie:
Jak oni mogą pisać takie książki – krytykował niektórych nowoczesnych pisarzy. – Szkoda papieru i pieniędzy na wydawanie.
Makuszyński był przykładnym czytelnikiem. Oddawał książki zawsze w terminie. Szanował je jak gdyby były one jego prywatną własnością.
Jak oni niszczą książki – denerwował się pokazując mi wyrwane kartki z przejrzanych egzemplarzy. – Zapominają, że książki są własnością społeczną. To wandalizm... 
Te słowa powinien wziąć sobie do serca niejeden czytelnik Miejskiej Biblioteki i przyrzec poprawę, że będzie szanować książki jak własne ubranie, w którym codziennie chodzi.

6. Imię Makuszyńskiego nie zginie

Gdy z początkiem lipca 1953 roku Makuszyński nie pokazywał się w bibliotece, zaniepokoiliśmy się bardzo. Zastanawialiśmy się, dlaczego nie przychodzi. Dopiero pani Bandtkie przyniosła smutną wiadomość:
Makuszyński chory.
Łudziliśmy się, że wyzdrowieje. Po, książki przychodziła pani Makuszyńska. Raz pani Bandtkie pocieszyła nas:
Nastąpiło polepszenie. Makuszyński nawet przemówił. 
Niestety Mistrz nie przyszedł więcej do biblioteki. Zgon nastąpił w piątek 31 lipca. Wieść ta lotem błyskawicy rozniosła się po mieście. wywołując głębokie poruszenie wśród  społeczeństwa zakopiańskiego i wczasowiczów.
Makuszyński był popularny wśród młodzieży i starszego pokolenia. O tym, jak był lubiany, świadczyły łzy płynące z oczu uczestników pogrzebu podczas przemówienia literata Brandstaettera nad jego trumną. Przyjezdna czytelniczka z Krakowa, pani Z., tak określiła swój stosunek do Makuszyńskiego.
Byłam na pogrzebie Makuszyńskiego. Pan niósł wieniec z limby. Jedna gałązka spadła na ziemię, podniosłam ją i przechowuję w szkatułce jak najdroższą relikwię.
Makuszyński był człowiekiem nadzwyczaj skromnym, szczerym i uczciwym jak rzadko się zdarza. Uprzejmym do najwyższych granic i czarujących w obejściu. Ten miły pan w berecie, z przystrzyżonymi wąsikami utkwił w naszej pamięci jako dobry człowiek.
Gdyby ten człowiek mógł, to wszystkim przybliżyłby nieba – powiedział o nim jeden z naszych czytelników.
A oto słowa znanego dramaturga, Romana Brandstaettera:
Dla nas żywych, wśród których Kornel Makuszyński tworzył i działał, był on jednym i radosnym promieniem, który oświecał i uczył wartości stanowiących o sensie człowieka. Uczył ukochania bliźniego i pokornej dobroci i męstwa charakteru. Należał bowiem do owych „poławiaczy gwiazd”, którzy poprzez radość i słoneczny uśmiech wszczepili w nas troskę o los i godność człowieka, a zło pragnęli uleczyć dobrocią i smutnym uśmiechem.
Utwory Makuszyńskiego, jak już zaznaczyliśmy, krążyły z rąk do rąk. Największą poczytnością cieszą się jego książki młodzieżowe: „Awantura o Basię”, „Panna z mokrą głową”, „Szatan z siódmej klasy”, „Przyjaciel wesołego diabła”, „Skrzydlaty chłopiec”, „Wielka brama”, „Wyprawa pod psem”, „O dwóch takich co ukradli księżyc” i „List z tamtego świata”.
Z tych książek „Przyjaciel wesołego diabła”, „Szatan z siódmej klasy” i „List z tamtego świata” zostały w zakopiańskiej bibliotece „zaczytane” – a więc miały najliczniejszych zwolenników. Trzeba zaznaczyć, że książki młodzieżowe Makuszyńskiego czytali i czytają z przyjemnością dorośli ludzie.
Z innych utworów tegoż pisarza największe wzięcie mają: „Moje listy”, „Po mlecznej drodze”, „Słońce w herbie”, „Człowiek znaleziony w nocy” (powieść dla dorosłych) i „Kartki z kalendarza”.
Makuszyński jako pisarz i jako człowiek posiadał uznanie wśród społeczeństwa. Imię jego nie ulegnie zapomnieniu nie tylko dzięki pozostawionej przez niego spuściźnie literackiej, lecz także dzięki pamięci ludzi o jego szlachetnym charakterze. Słusznie nazywane Makuszyńskiego „Słońcem Zakopanego”. Był nie tylko „Słońcem Zakopanego”, ale i tych wszystkich ludzi z całej Polski, którzy łaknęli dobrego i ciepłego słowa.

7.  Pogrzeb Makuszyńskiego 

Na pogrzebie było bardzo dużo ludzi, cała przestrzeń od kościoła parafialnego aż po cmentarz i plac przy drewnianym kościółku były szczelnie zapełnione tłumem. Optycznie oblicza się na 10-12 tysięcy uczestników, gdyby pogrzeb odbył się o godzinie siedemnastej lub osiemnastej – jak planowała pani Makuszyńska – byłoby ponad dwadzieścia tysięcy ludzi. Ale na ten termin nie zgodziły się władze miejskie, a przecież Kornel Makuszyński był honorowym obywatelem miasta Zakopanego.
Nie było delegacji z Ministerstwa Kultury i Sztuki – Makuszyński nie pisał książek w duchu marksistowskim. Na pogrzeb przyjechało z wielu stron Polski wielu jego przyjaciół i wielbicieli jego książek. 
Trumna ze zwłokami Mistrza jechała na wozie góralskim, umajonym w kosówkę i jedlinę, zaprzężonym w dwa siwe konie. Na chodnikach wzdłuż trasy gromadzili się ludzie pracujący, którzy nie mogli wziąć bezpośredniego udziału w pogrzebie. A kapela góralska przygrywała... Pogrzeb był prawdziwie katolicki, prawdziwie polski, urządzali go górale.

Tak żegnał Kornela Makuszyńskiego znany literat, dramaturg, Roman Brandstaetter:

– Po wiernej służbie narodowej odszedł od nas na wieczny odpoczynek jeden z największych pisarzy naszego pokolenia – Kornel Makuszyński. W dziejach naszego piśmiennictwa był on – klasykiem noweli i felietonu, znakomitym krytykiem i świetnym poetę, twórcą wzruszającej literatury dla młodzieży, dziedzicem i kontynuatorem wielkiej tradycji polskiej prozy i wiersza. 
Dla nas żywych, wśród których Kornel Makuszyński tworzył i działał, był on jasnym i radosnym promieniem, który oświecał i uczył wartości, stanowiących o sensie człowieka. Uczył ukochania bliźniego, pokornej dobroci i męstwa charakteru. 
Należał bowiem do owych „poławiaczy pereł”, którzy poprzez radość i słoneczny uśmiech wszczepiali w nas troskę o los i godność człowieka, a zło pragnęli uleczyć dobrocią i smutnym uśmiechem. Był naznaczony piętnem mądrej radości Grajków Bożych – i smutkiem Eklezjasty, który wie, że „jest czas płaczu i czas uśmiechu, czas narzekania i czas radości – czas narodzin i czas śmierci”.
Był dobrym człowiekiem. Był jednym z tych, którzy dobroć utożsamiali z modrością, a talent z charakterem, którzy wiedzieli – po trudach doświadczeń – że nie można być wielkim pisarzem będąc złym człowiekiem. 
Na dwa dni przed zgonem Makuszyńskiego zjawił się w jego domu nieznany z nazwiska chłopczyna i prosił a widzenie się z „panem Makuszyńskim”. Powiadomiony, że pisarz jest ciężko chory i nikogo przyjąć nie może – „nieśmiałym ruchem ręki wyjął z zanadrza białą różę i prosił, by ją wręczono ukochanemu poecie”.
Ta biała róża spoczywa w trumnie na martwym sercu Kornela Makuszyńskiego. Ta biała róża – to najpiękniejsze odznaczenie, jakie mógł otrzymać konający pisarz z rąk młodzieży, to najwspanialsza odznaka za wierną służbę pisarską, żywa Komandoria Narodu Polskiego złożona na piersiach sługi i pana mowy polskiej.
W imieniu kolegów, pisarzy zakopiańskich, żegnam Kornela Makuszyńskiego, wielkiego pisarza i dobrego człowieka. Niechaj ten dobry człowiek spoczywa w spokoju w swej polskiej ziemi, którą nad życie ukochał i której wiernie aż do śmierci służył.


W czasie tej mowy pogrzebowej ludzie płakali...  Potem przemawiał poeta góralski, Adam Pach:

– Do gromady honorowych ludzi, co lesom na Pęksowym Brzysku, schodzi Mistrz Kornel Makuszyńskiego. Godnie się przysłużył światu swojom gwarom i swoim piórem, umiloł ludziom życie, zapatrzony w powiedzenie Sabały, wyzeń ze siebie smentek a życie stanie ci się milse. Jednako dziś nos zasmucił, zasmucił nos swojom śmierciom. Pomarł, nie budzimy go, bo nie zdolemy. Niek śpi! Pokój niek mo! I my się wnetki w ziemi najdziemy. Giewontu nie przeżyjemy, bo on nos przykuje... O, matko ziemio, przyjmij te kości. Niek ostaje z nami! Według odwiecznej sprawiedliwości pomarł i rozstał się z ludzkimi sprawami. Rad widział górski lud, rad widział górski świat. Chowamy go tu, będzie se rad boć cmentarz stary, ponad setkę roków licy, ponoć pirso polana pod Tatrami, polana Gąsienicy. Kto tu przyjdzie, podumo nad grobami, jak drzewiej tak i dzisiok. Starodawnymi nutami i zasumio mu drzewa, wiatr halny zajecy, ptasek zakwili, zaśpiewa. Przygodny, czy swojak, kie nad grobem stanie, z dusy wyrzeknie: „Wieczne spocywanie!”.

Ksiądz, dziekan Jan Tobolak, proboszcz parafii zakopiańskiej, przemawiał nad trumną jako trzeci. Nie notowałem wówczas treści, pamiętam tylko, że porównywał Makuszyńskiego do promieni słonecznych, które dają radość życia człowiekowi. Podkreślał wielką wartość moralną i społeczną jego utworów, zaznaczając, że Makuszyński był dobrym człowiekiem...
Nie było chyba nikogo na starym cmentarzu, komu nie płynęłyby łzy z oczu. Co chwilę widziało się, jak ten czy ów podnosił dyskretnie chusteczkę i wycierał zapłakane oczy?... Płakał i ksiądz Dziekan, Jan Tobolak...
A potem kapela góralska zagrała...

Hej Krywaniu, Krywaniu
wysoki!
Płyną, lecą spod ciebie
potoki! –
Tak się leją moje łzy
jak one,
Hej łzy moje, łzy niezapłacone...

Hej Krywaniu, Krywaniu
wysoki!
Płyną, lecą nad tobą
obłoki! –
Tak się toczy moja myśl
jak one,
Hej te myśli, te myśli stracone...

Hej Krywaniu, Krywaniu
wysoki!
idzie od cię szum lasów
głęboki,
A mojemu idzie żal kochaniu – – –
Hej Krywaniu, Krywaniu, Krywaniu!...

A potem mogiła pokryła się wieńcami i kwiatami... A dzień był słoneczny i parny... Zaczęto rozchodzić się do domów lub do przerwanej pracy...
Tak smutno mi było, zdawało mi się, że dźwigam na sercu ciężki kamień... To samo podkreślało potem wielu czytelników w Miejskiej Bibliotece...
Po południu spadł krótki, orzeźwiający deszczyk, odświeżył płuca. To łzy z nieba polały się na mogiłę Kornela Makuszyńskiego...

8. Refleksje po śmierci Kornela Makuszyńskiego

Wielu ludzi twierdziło, że Makuszyński jako pisarz skończył się, bo po drugiej wojnie światowej wydał zaledwie jedną książkę pod tytułem „List z tamtego świata”, która ukazała się w 1946 roku. Napisana była w 1939 roku, wojna przeszkodziła ukazaniu się jej w druku. 
Makuszyński pisał, najlepszym tego dowodem jest ukazanie się w druku, w roku 1957 powieści pod tytułem „Szaleństwo panny Ewy”, wydanej w cztery lata po jego zgonie, a pisanej w czasie okupacji.
W 1953 roku, gdy w bibliotece nie było czytelników, pani Janina spytała:
Czy Mistrz coś pisze?
Tak, ale nie na te czasy...
Makuszyński pisał, to jest jego i jego rodziny tajemnica, która wyjaśni się w przyszłości.
Makuszyński był człowiekiem demokratycznym. Z każdym chętnie rozmawiał, bez względu na wykształcenie i pochodzenie społeczne. I dlatego między innymi posiadał szacunek wśród szerokich warstw społeczeństwa.
Popularność jego utworów jeszcze bardziej wzrosła po jego zgonie. Już zaraz po pogrzebie czytelnicy stale pytali się: 
– Czy jest coś Makuszyńskiego?
Jedni czytali utwory Mistrza dla ich wartości, drudzy dla przypomnienia sobie treści, aby w ten sposób uczcić pamięć Makuszyńskiego. W niektórych domach czytano gło­śno jego powieści w większym gronie osób i dyskutowano nad wyłaniającymi się problemami.
Makuszyński był najpopularniejszym mieszkańcem Zakopanego, znanym tak dobrze prawie każdemu, jak słynny skoczek narciarski Stanisław Marusarz.
–  Marusarz był chyba popularniejszy – powiedział mi w rozmowie ze mną jeden ze sportowców.
–  O tym, kto byłby z nich popularniejszy – twierdziłem – mógłby zadecydować plebiscyt mieszkańców Zakopanego. Ciekawe, co by zwyciężyło?... Sport, czy literatura. Sądzę, że literatura... A wy mili Czytelnicy, jakiego jesteście zdania?... Za kim głosowaliby najmłodsi, za „Koziołkiem Matołkiem”, „Małpką Fiki Miki”, „Panną z mokrą głową”, „Szatanem z siódmej klasy”...  Czy za krokwie i nartami? Ciekawy byłby pojedynek, a jeszcze ciekawszy wynik. A może byłby remis?... 

9. Krótki życiorys

Kornel Makuszyński urodził się 9 stycznia 1884 roku w Stryju na Podkarpaciu. Gimnazjum i uniwersytet (filozofię) ukończył we Lwowie. Pisać zaczął wcześnie, jako siedemnastoletni uczeń zadebiutował w redagowanym przez Jana Kasprowicza „Dodatku Literackim” „Słowa Polskiego”.
Pierwszą książkę, zbiór powieści „Połów gwiazd”, wydał w 1907 roku. W latach 1905-1914 pracuje jako recenzent teatru we Lwowie. 
W czasie pierwszej wojny światowej internowany do Rosji. Od 1916 do 1918 roku jest prezesem Związku Literatów Polskich i Dziennikarzy w Kijowie. W 1918 roku zamieszkuje w Warszawie. W latach I920-I921 jest recenzentem teatralnym „Rzeczpospolitej”. Współpracuje z wychodzącym w Krakowie ilustrowanym „Kurierze Codziennym” i wieloma pismami w Polsce – pisze felietony.  Odwiedza stale Zakopane.
W 1996 roku za tom wierszy pod tytułem „Ojczyźnie” otrzymuje Państwową Nagrodę Literacką. W 1937 roku zostaje członkiem Polskiej Akademii Literatury.
Jest niezwykle płodnym pisarzem, wydał ponad 50 książek, napisał wiele felietonów w różnych czasopismach. Był poetą, krytykiem literackim, powieściopisarzem i felietonistą.
Lata okupacji spędza w Warszawie, po zakończeniu drugiej wojny światowej przenosi się do Zakopanego, tu dnia 3 lipca 1953 roku zmarł. Pochowany [został] na Starym Cmentarzu Zasłużonych.

Stanisław LISIECKI

Stanisław Lisiecki był z zawodu bibliotekarzem. Pracował w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Zakopanem od roku 1950. W latach 1951-1953 autor „Koziołka Matołka”, „Szatana z siódmej klasy” i wielu innych książek dla dzieci i młodzieży był czytelnikiem tej biblioteki. W lutym 1983 roku przesyłając swój tekst paryskim pallotynom autor wspomnień napisał: „Wszystkie zdarzenia i rozmowy są autentyczne. Zapisywałem je w tym samym dniu, aby utrwalić je w pamięci. Napisałem je w 1953 roku po zgonie Makuszyńskiego. Chciałbym je udostępnić czytelnikom we Francji i dlatego uprzejmie posyłam je w trzydziestą rocznicę zgonu Kornela Makuszyńskiego, która przypada dnia 31 lipca 1983 roku”.   

42-4-1.jpg (57719 Byte)


Na zdjęciu:

Miejska
Biblioteka
Publiczna
im. Stefana
Żeromskiego
(Zakopane, 1983)


Fot. Stanisław Lisiecki

© Recogito, Rafaliga